Niebieskie oczko i rozmyślania cukiernika

Ha, ten tytuł wiele mówi, prawdaż?

Niebieskie oczko. Niebieskie oczko to marzenie mojej mamy. Tak, moja mama odkąd książę Karol podarował Dianie pierścionek z niebieskim oczkiem przepadła. Mój tato oświadczając się mamie wybrał czerwone. Mama co prawda pierścionek przyjęła, ale to nie znaczy, że nie zapomniała o niebieskich kamykach. Marzyła o nich całe życie. To marzenie odkąd William oświadczył się Kate przy użyciu niebieskiego pierścionka rosło i rosło. Od paru tygodni zaś osiągnęło fazę krytyczną. Dzień dnia po 79 razy słyszałam- jak nie wiecie co kupić na dzień matki to kupcie mi pierścionek Diany vel Kate. Tam na górze u jubilera, już przymierzałam i wiedzą jaki wam dać. Oczywiście mamie powtarzałam,że dostanie to co uznamy za stosowne, ale dla świętego spokoju poszłam obejrzeć pierścień. Dla wyjaśnienia, on mi się w ogóle nie podobał na zdjęciach, nie lubię odcieni niebieskiego. Ale jak weszłam, poprosiłam o ten książęcy model i przymierzyłam na placu…. przepadłam. On był tak śliczny,że nie chciałam zdejmować go z palca. Nie i koniec. Cudo. Uznałam,że skoro mama zachwycona moimi nowymi butami natychmiast pobiegła do sklepu celem zakupu takiej samej pary, ja mogę sobie sprawić taki pierścień. I trwałam w tym postanowieniu dopóki nie zobaczyłam metki z ceną. Moja mama bardzo sobie ceni trud włożony w wychowanie dzieci. Marzenie o swoim pierścionku odłożyłam na czas posiadania własnego teoretycznego potomstwa. Im będę od niemowlęctwa śpiewać-mamusia chce pierścionek, taki sam jak u babuni, i księżnej Kate. Kiedy ja myślami wybiegałam do lata 2030 roku kiedy to zostałam mamą po raz pierwszy i ostatni, ekspedientka uznała,że mama moja zasługuje na więcej, bez kozery wyjęła wisiorek i kolczyki, do kompletu. Oj jak zachwalała,że tylko w kompleciku mamcia będzie wyglądać idealnie, i wszystko wzajemnie się pięknie uzupełni i w ogóle, bez wisiorka nie ma Dnia Matki. Grzecznie się zachwyciłam, po czym powiedziałam,że mama posiada też dwójkę pociech różnych ode mnie i oni też powinni się pozachwycać ta biżuterią i podarować mamie. Oczywiście cena pierścionka, samego pierścionka przekraczała budżet, więc mama na resztę musi poczekać. Albo zasłużyć. Zależy jak patrzeć.

Początek tygodnia był piękny. Ale jak zrobił się wolny dzień oczywiście pogoda zrobiła sobie wolne. Chmury zawitały nad Trójmiastem i groziły deszczem. Ten dojrzał dopiero do pokazania się światu dnia następnego. Ale brak słońca natychmiast poskutkował znaczącym obniżeniem temperatury. Moje plany wyjazdu nad morze na szczęście były bardzo luźne, więc brak ich realizacji nie wywołał większego żalu. Zamiast tego poszłam na procesję. Tatko tak prosił, że w końcu mu uległam. Ostatni raz byłam dawno, dawno temu. Zapomniałam parasola-a byłam pewna,że miałam go w dłoni przed wyjściem, więc patrzyłam z niepokojem w niebo zastanawiając się kiedy lunie. Nie lunęło. Za to parafialny ksiądz bez głosu postanowił całą drogę umilać swoim śpiewem, marnej, oj marnej jakości. Cierpię do dziś. Ponoć kto się śpiewem modli, modli się dwa razy. Kto słucha tego księdza, od razu powinien iść do nieba.

Po procesji miało miejsce dalsze świętowanie dnia matki-po wręczeniu pierścionka i niekończących się okrzyków radości, zabraliśmy mamę na pierożki. Tym razem w kolejce po stolik czekaliśmy jedynie 30 minut, a na jedzenie 65 minut z lekkim wąsem. Ale warto było, pierwszy raz próbowałam chinkali i przepadłam.

Czy wspominałam, że moi rodzice są idealnie dobrani? Kiedy tata zachorował na serce, u mamy zdiagnozowali również sercowe problemy. Tata zachorował na cukrzycę, i mama postanowiła sprawdzić również swoje poziomy cukru, i proszę, ona też ma cukrzycę. Zbyt dosłownie potraktowali słowa by się wspierać w chorobie.

Teraz nie będzie o chorobie, chociaż moja alergia mnie dobija, a lemoniada niestety nadwątliła moje gardło zbyt dużą ilością lodu. Ale nie o tym. Otóż dostałam propozycję wzięcia udziału w największym wojewódzkim festiwalu kulinarnym, jako wystawca. Ja, skromna kulinarna blogerka miałabym stanąć wśród znawców tematu i znanych nazwisk, przynieść moje wypieki i je sprzedawać? W ogóle liczyć na to, że ktoś to kupi? No nie żartujmy. Powiedziałam,że się zastanowię. Pierwszy dowiedział się brat, powiedziałam mu to w formie żartu, on uważał,że to nie żart a wspaniała okazja. Siostra podtrzymała entuzjazm brata. Tatko obrósł w piórka, jego córka miałaby stanąć wśród profesjonalistów, ktoś uznał,że się nada, no super, już zaczął organizować wszystko logistycznie, i tylko ja nie skakałam z radości. Poszłam do mamy, miałam u niej znaleźć wsparcie, czyli usłyszeć-dziecko daj sobie spokój, zostań w domu, nie wygłupiaj się. Mama zaś nieco myślała, i ostatecznie rzekła, wiesz co, ja tam stanę i będę mówić, że to wszystkie jest pyszne, no co prawda w pieczeniu ci nie pomogę, bo robisz to lepiej, i w ogóle ja nie lubię, ale już tam ci klientów nagaję.

Zaczął się więc mój słynny dylemat-iść czy nie? Co chwilę zmieniałam zdanie. Zaczynałam widzieć plusy, by zobaczyć jeden wielki powód by zostać w domu i się nie wygłupiać. Wstyd mi było za swój brak pewności siebie.Bo przecież takie festiwale to mój żywioł, marzyłam o tym, to spełnienie marzeń, które miałam od dziecka. Magda cukiernik. Zaczęłam radzić się dwóch koleżanek, oczywiście uznały moje rozterki za wprost idiotyczne. Jak los daje szansę,trzeba korzystać. W końcu nie wiem kto spróbuje tego ciasta, komu posmakuje? Poznam nowych ludzi, zdobędę doświadczenie, będą promować mojego bloga, i w ogóle to będzie przygoda. Problem w tym,że ja nie lubię przygód. Cenię sobie stałość,nawet nudną. Widziałam już oczyma wyobraźni puste inne stoiska, i moje, kiedy to nikt nie podszedł i wszystko nadawało się do wyrzucenia. I wtedy moja siostra rzuciła pewien pomysł, tak, ta bałaganiara miała dobry, ba świetny pomysł.

Jeden telefon, jedno pytanie i czekanie na odpowiedź. Nerwowo chodziłam po kafelkach w łazience. To było najdłuższe 45 sekund w tym roku. Przyszła pozytywna odpowiedź. Tak, wielkie tak, pewnie, że tak. To tak zaczęło wielką falę optymizmu, że może jednak warto spróbować i nie będzie to największa porażka mojego życia.

Za tak kryje się Nastka, która zawsze towarzyszy mi w najciekawszych momentach mojego życia. Ma ona ogromny talent kulinarny do pieczenia zdrowych i oryginalnych rzeczy. Pomoże mi w pieczeniu, stanie tam ze mną, doda mi odwagi. Będziemy we dwie martwić się i cieszyć. A jej dziecięca wręcz wiara w nasze możliwości sprawiła, że mniej się boję. Ba, uznałam,że to może być naprawdę świetna przygoda.

Do festiwalu został ledwie tydzień z jednym dniem. Tyle spraw do ogarnięcia, tyle jeszcze muszę zrobić. Ale mam pomocników z super pomysłami. Już dziś trzymajcie kciuki!

9e0ca6c08d4a2779025411e15daa8eea

Ścieżka dźwiękowa-Annie Lennox- Shining light

 

 

Advertisements

39 uwag do wpisu “Niebieskie oczko i rozmyślania cukiernika

  1. Ciekawe czy faktycznie ten pierścionek na żywo powala na kolana bo na zdjęciach mi się nigdy szczególnie nie podobał. A ostatnio koleżanka z pracy „zachorowała” na jego jaśniejszą wersję z Yes za, bagatela, 2 tysiące złotych. Udawałam, że się zachwycam 😉
    Gratuluję „nominacji” 🙂 Na pewno będzie idealnie bo wiem jak się przykładasz do twoich wypieków i wkładasz w nie całe serce.

    Lubię to

  2. Kiedyś też oglądałam pierścionek z niebieskim oczkiem i był piękny i nawet pokazywałam swojemu (wtedy) chłopakowi, że bardzo mi się podoba. No cóż, na zaręczyny dostałam z zielonym oczkiem, ale też piękny;)
    Jestem pewna, że poradzisz sobie znakomicie na ten festiwalu:)

    Lubię to

  3. sanglant pisze:

    Kolega już swoim synom opowiedział, jakie samochody go interesują, jak ci już dorosną i się dorobią. 😛
    Na Twoim miejscu również miałabym milion argumentów, żeby nie iść na ten festiwal, ale stojąc z boku gorąco bym namawiała, niech inni odkryją Twój talent do wypieków. Jeśli będziecie tam we dwie,to już w ogóle będzie raźniej i łatwiej. Trzymam kciuki. 🙂

    Lubię to

    1. Stojąc z boku też bym każdego namawiała, ale, że na mnie trafiło to musiałam być na nie. Ale myślę,że razem jako tako damy radę:)
      Dobrze,że moja mama nie myśli jeszcze o samochodowym prezencie:)

      Lubię to

  4. Wspaniały prezent mamie zrobiliście. Moja mama jest tak niezdecydowana, a prezentów niespodzianek już dawno jej nie dajemy, bo wędrują na półkę nie założę/użyje nigdy. W tym roku byłam bardziej stanowcza z siostrą i za otrzymane pieniądze kupiła kostium na Aqua aerobik :).

    Lubię to

  5. Prezent dla Mamy mega 🙂 Jestem super Córeczka 🙂
    A co do festiwalu super sprawa… fantastycznie, że się zdecydowałaś 😀
    A gdzie ten festiwal i kiedy?? 😀

    Lubię to

  6. Blueberry pisze:

    Ja choruję na szafiry 😉 Ale szkoda mi pieniądzy na biżuterię, której poza obrączką nie noszę. Podobnie jak moja mama – my to praktyczne jesteśmy obie, lepsza dobra patelnia lub mikser zamiast blyskotek.

    Trzymam kciuki za festiwal, będzie super!

    Lubię to

    1. Ja rzadko noszę też biżuterię, w zasadzie tylko pierścionek z rodzinnego złota jako pamiątkę i zwykłe kolczyki bez szału;) Ale przyznaję, kupiłabym taki pierścionek:)
      Mam nadzieję,że będzie chociaż w porządku;)

      Lubię to

  7. Stanęłaś przed ogromną szansą i gdybyś się nie zdecydowała, to chyba bym Cię osobiście tam zaciągnęła! 😀 Nie mogło być inaczej. 🙂 Jestem strasznie ciekawa jak tam będzie i aż żałuję, że to nie moje rejony.
    P.S. za tym pierścionkiem szalał kiedyś mój narzeczony i chciał mi nawet kupić taką podróbę na allegro. xD

    Lubię to

    1. a widzisz mogłam mu powiedzieć, gdzie można kupić urocze podróbki;)
      ja coraz bardziej się stresuję, jestem i ciekawa jak będzie i nieco przerażona coraz bardziej i bardziej…

      Lubię to

  8. Hm…a mój pierścionek zaręczynowy ma niebieskie oczko 😀 Nawet nie wiem, jaki to kamień, na pewno nie za drogi, bo krezusami nie jesteśmy ale…to piękne, niebieskie oczko. Granatowe w sumie:)
    A marzenia mają to do siebie, że są bez sensu, gdy się ich nie spełnia więc…idi!:D

    Lubię to

    1. Sama bym chciała taki zaręczynowy 🙂 Jak nic się nie będzie zapowiadało,to sobie kupię. Nie są banalne te kolorowe oczka:)
      Masz rację, ale spełnianie marzeń niestety łączy się ze stresem:)

      Lubię to

  9. kocia_dama pisze:

    Tez mam zaręczynowy z czerwonym oczkiem 🙂
    Prezent super 🙂
    Nie daj się alergii! Mój chłop walczy z nią, odkąd wiosna przyszła 🙂

    Lubię to

  10. Zbych pisze:

    Z biżuteria to na ogół tak jest, że na żywo prezentuje się znacznie lepiej niż na zdjęciu – ma na myśli tą klasyczną, nie „jarmarczną”. Swoją drogą fajne są takie rodowe pamiątki… pewnie jak ich syn za X lat będzie się oświadczał to znów będzie w użyciu
    A co do weekendu to trzymam kciuki – liczę na obszerną relację.
    PS: Super jest to nowe logo na rabarbarze – takie trochę japońskie shodo, ale bardzo stylowe 🙂

    Lubię to

    1. Logo to dzieło mojej kuzynki, ma dziewczyna talent i projektuje modę obecnie:)
      Jak przeżyję to relacja będzie:)
      Też mam taką pamiątkę, pierścionek zrobiony ze złota po praprabaciach, uwielbiam go, chociaż jest taki prosty. Może kiedyś sama go komuś przekażę?:)

      Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s