Przetrwałam

Maraton w pracy za mną. Teraz mam cały wolny dzień. Jeżeli dodam do tego dnia weekend plus najbliższy czwartek to cieszyć się będę 4 dniami wolnymi. Bajka. Przetrwałam. Ogarnianie jednocześnie dwóch stanowisk w naszej pracy nie jest łatwe. Szczególnie kiedy przez trzy dni z rzędu pobija się historyczne rekordy sprzedaży. I do tego eksport. Tak drodzy państwo wchodzimy na rynki międzynarodowe, a dzięki mojemu opanowaniu i wiedzy wszystko poszło sprawnie. W ogóle wszystko szło sprawnie, a ja w świecie okuć aluminiowych poruszam się coraz płynniej. Tak, nawet szef mnie pochwalił. A ustalmy jedno-tata szef nie jest skory do wyrażania pochwał. Oczywiście nie przetrwałam tak w jednym kawałku. O nie. Chcąc umyć szklanki maszerowałam do łazienki, i bach, dostałam drzwiami w żebra. Można powiedzieć,że była to branżowa kontuzja, poczułam moc zawiasów na sobie. Z początku nie bolało. Potem zaczęło, miałam podejrzenie, że złamałam sobie każde możliwe żeberko. Na szczęście posmarowanie solidne maścią przyniosło ulgę. Biegnąć na busik do pracy naciągnęłam też mięsień. Logiczne byłoby gdyby to był mięsień nogi, nie, ja ambitnie naciągnęłam sobie ten u ręki. Sama nie wiem jak. No dobra wiem, bieganie, torba na ramię standardowa i ta płócienna ze śniadaniem, to jednak za dużo jak na bieg godny Bolta. Ale żyję, oddycham z trudem przez alergię, ale oddycham.

Oddycham atmosferą miłości. W końcu maj to miesiąc zakochanych. Bzy, jabłonie, kasztany co tam jeszcze, a konwalie, dłuższe wieczory, urocze zachody słońca. I wschody generalnie też. Nie, ja jestem na to wszystko odporna. Jestem stworzona z materiału nieprzepuszczające uczuć wyższych. Mnie po prostu otacza miłość własna mojej siostry do samej siebie i miłość innych do innych. Siostra wróciła z Berlina, zapomniała,że zmieniła się epoka przy okazji i wymagała traktowania jakby powróciła z Zachodu za czasów PRL-u. Skądinąd coraz bliżej nam do tych czasów, ale jednak zachowajmy pozory. Po całonocnej jeździe, bo taki autobus pasował jej przyjaciołom, czyli jej oczywiście również dama poszła spać na cały dzień. Najpierw pokazała prezenty-wieczorowa sukienka okazała się całkiem codzienną, moja siostra ma specyficzne pojęcie hasła sukienka wieczorowa, na szczęście zaniepokojona moim niezadowoleniem dokupiła mi naprawdę codzienną kreację i bluzkę do tego. Ale wróćmy do meritum, siostra uznała,że pobyt w Berlinie i jego archiwach czyni z niej wielką gwiazdę, stąd też wypakowała ciuchy z toreb, rzuciła je koło pralki i poszła spać. Zachowała się jak gwiazda rocka, czy też filmowa, która po pobycie np w Cannes rzuca sukieneczki służbie a sama idzie się relaksować przy basenie. Jako, że tych ciuchów było pół łazienki zaczęłam to prać i wieszać i tak z 6 razy. W połowie doszło do mnie jak nisko upadłam. Sobota, wolny majowy dzień, powinnam upajać się zapachem bzu i słuchać komplementów pod swym adresem,a  tymczasem latałam dzień cały ze ścierką i klamerkami dbając o każdy, nieistotny oczywiście szczegół. Oczywiście nikt tego nie zauważył, kiedy siostra bowiem wstała zaczęła snuć niesamowite opowieści czego to ona nie widziała, nie słyszała, nie przeżyła. A kto by tam chciał słuchać opowieści w stylu- wiecie, że ten nowy płyn  do mycia okien ma bardzo nieprzyjemny zapach, ale za to jak myje. Wystarczy malutkie psiknięcie i szklane okienko lśni jak największy diament w koronie królowej Elżbiety…  Brat zaczął sesję. Trzeba więc chodzić wokół niego na paluszkach, dopieszczać, głaskać po główce, i znosić humory. Nawet takie telefony do pracy-a gdzie ty jesteś, gdzie obiad, przyjedź i podgrzej mi zupę….

Tak, wyszedł mi kolejny akapit w stylu-jestem środkowym dzieckiem. Modne słowo od piątku-jestem żałosna.

Żałosna jest pewna pani z firmy ubezpieczeniowej, która dzień dnia wydzwania i kusi ofertą. Przez 4 dni namawiała mnie do oszczędzania z 500 plus na rzecz moich dzieci. Tłumaczyłam jej, że dzieci nie mam. A jako kobieta gwarantować mogę, że czegoś takiego jak poród nie zapomniałabym po pół godzinie. Następnie pani dzwoni z ofertą ochrony serca. Nie, nie przed nieszczęśliwym zakochaniem się-w końcu maj. Pani ostrzega przed zawałem. Kiedy tłumaczę,że nie zamierzam mieć przez najbliższe 20 lat zawału pani zmienia taktykę-ubezpieczenie od nieszczęśliwej śmierci. Jeżeli po 10 latach wciąż będę czołgać się przez życie to oni dadzą mi premię za wytrwałość. No i jak mam zachować dobry majowy humor, no jak?

Co chwilę dostaję ofertę-podziel się tym co masz najcenniejszego, oddaj swoje jajeczko. Moje jajeczko musi być wyjątkowo cenne, bo kiedy nie chcę go oddać dobrowolnie, chcą go zabrać siłą. Tak, oferują mi bym na potrzeby pewnego telewizyjnego show poleżała kwadrans w łóżku z nieznajomym. Ponoć pozbycie się odzieży i patrzenie sobie głęboko w oczęta gwarantuje miłość aż pod grób.

Tak, dziś zamierzam zakochać się. Sama w sobie, a potem na nowo w maju, który uciekł mi zdecydowanie za szybko. Dziś mnie nie ma dla całego świata.

3670a63c331712f68abad723f55cb769

„Zaczęli się wszyscy kłócić jak za dawnych, dobrych czasów, aż mi się przyjemnie na sercu zrobiło”

Joanna Chmielewska – Wszyscy jesteśmy podejrzani

Ścieżka- Led Zeppelin- Bron- Yr-Aur

Advertisements

49 uwag do wpisu “Przetrwałam

  1. Kaśka pisze:

    Dlaczego do mnie takie perły nie dzwonią?:(
    Z przyjemnością bym sobie na nich poużywała:D

    Nie bądź Kopciuszkiem, nie pierz ciuchów siostry, nie zajmuj się obiadkami dla brata- co oni- szlachta??? Czy mają zaświadczenie o niepełnosprawności kończyn górnych?
    Olej to i idź wąchać bzy-póki jeszcze kwitną:)

    Lubię to

    1. Czasem mam wrażenie,że tylko do mnie dzwonią ludzie z dziwnymi ofertami:)
      Ja mam ten problem, że mnie bałagan drażni okrutnie,no nie mogę przejść obojętnie wokół śmieci. Pedantyzm kwadratonium występuje u mnie. Ale mam wrażenie,że moje rodzeństwo to maksymalnie wykorzystuje. Najgorzej, że wszyscy to traktują jako oczywistą oczywistość. Nawet dziękuję nie powiedzą. Czasem na serio czuję się jak sprzątaczka mojej siostry.

      Lubię to

  2. Kaśka pisze:

    Doskonale Cię rozumiem, bo też nie lubię syfu i burdelu jak w kurnej chacie.
    Ale bez przesady- nie daj się wykorzystywać.
    Utnij to czym prędzej, zwłaszcza, że sama przyznajesz- nikt tego nie docenia…:(
    Poza tym- przyzwyczaiłaś ludzi do tego, że robisz za nich, a jak pisałam- szlachta oni, że nie mogą robić?

    Lubię to

    1. Powiedzmy,że oni mogą żyć kurniku. A jako,że mam pokój z siostrą to wytrzymać nie mogę jak na podłodze wali się przegląd tygodnia-ciuchy, papiery, gazety, dokumenty. No nie ma rady, biorę sprzątam. Robiłam eksperyment-nie sprzątam za nich. Ale wytrwałam pół dnia jedynie. A mi najbardziej przeszkadza to, że każdy się przyzwyczaił, że ja to robię, jakby to był mój stały obowiązek, a nie dobra wola. I nie wiem jak to zmienić, by ktoś zaczął doceniać mój stracony czas na sprzątanie. Kurcze, na serio brakuje mi tylko tego miło,że posprzątałaś, dziękuję.

      Lubię to

      1. Kaśka pisze:

        Sprzątaj swoją część:)
        Nie bądź dobrą ciocią, bądź egoistką, egoizm w tym przypadku jest najzdrowszą opcją:)
        Są dorośli?
        Są.
        Mają po dwie zdrowe ręce?
        Mają.
        Są leniwi jak diabli?
        Są.

        Są to twoje dzieci?
        Nie.

        To po grzyba koło nich skaczesz?:>
        Zresztą, nawet jakby byli Twoimi dziećmi, to też obsługiwać ich do końca życia nie trzeba, teraz rodzice chowają bachorki na pierdoły i kaleki społeczne, co to ledwo sobie tyłki podetrą a płyn do zmywania naczyń to w reklamie tylko widzą…

        Lubię to

      2. Jakbym ja tak potrafiła-nie zawracać uwagi na jej część. Zresztą u nas te części są słabo zaznaczone, garderoba wspólna, siłą rzeczy patrzę na ten burdel i sprzątam. Muszę tylko zdecydowanie dość i pewnie radykalnie pokazać,że samo się nie sprząta i wypada powiedzieć dziękuję.

        Lubię to

  3. Kaśka pisze:

    No to działaj:)
    Gdybym była na Twoim miejscu- w takich momentach cieszę się, że jestem Skorpionem i moje walenie prosto z mostu bez skrępowania mogę zwalić na najgorszy znak zodiaku:D

    Lubię to

  4. sanglant pisze:

    Yyy… jak ja jestem padnięta po podróży, to też mi do głowy nie przyjdzie od razu prać ciuchów, nawet niekoniecznie od razu wypakowuję coś więcej niż kosmetyki, też chcę się porządnie wyspać, ale nie oczekuję, że ktoś się moimi rzeczami zajmie…
    Cieszyłam się też, że brat na studiach mieszkał osobno, bo od zawsze potrzebował do nauki maksymalnego spokoju, a tak się nie da – może akademik coś w tej kwestii u niego zmienił, a może nie, bo teraz też planuje mieć w domu swój osobisty pokój do nauki. Do tego dochodziło m.in. niesprzątanie po sobie: kiedy bywał w domu w weekendy, byłam w stanie wytłumaczyć sobie, że jest zajęty (chociaż na wyjścia z kolegami czas się znajdował) albo nie czuje, że to jego dom, ale w wakacje to mnie coś trafiało.
    Czemu chcą Twoje jajeczka? :O

    Lubię to

    1. Jak wracam w nocy to też nie chce mi się od razu prać, to normalne. Ale wtedy nie rzucam ubrań na podłogę i nie idę spać. Wiadomo,że jak ktoś chce skorzystać z łazienki to raczej musi to posprzątać.
      Ja to nie wiem jak to jest, jedna rodzina, jedni rodzice-chyba,że czegoś nie wiem, a tak różne podejście do porządków;)
      Chcą kupić, kliniki niepłodności i te sprawy:)

      Lubię to

      1. sanglant pisze:

        W takim razie prosiłoby się, żeby te ciuchy przerzucić do jej pokoju, tylko taki problem, że macie wspólny… U mnie w pokoju tata lubi porozwalać swoje papiery, ale ja jego rzeczy co najwyżej odsuwam, jak mi przeszkadzają albo kiedy chcę zetrzeć kurze, nawet gdybym wiedziała, co z nimi zrobić, to i tak byłaby syzyfowa praca. Nie zauważam i jest ok.
        U mnie ani ja, ani brat pedantami nie jesteśmy, tylko on się zawsze mniej poczuwał, żeby coś w domu zrobić, u Ciebie jest ogromna różnica. 🙂
        Moich jajeczek nikt nigdy nie chciał. 😦

        Lubię to

  5. Pamiętam, jak jeszcze w liceum to ja byłam tą, która została w domu, a moja siostra mieszkała już wówczas we Wrocławiu. I jak kocham swoją siostrę tak..nienawidziłam, jak wracała do domu. Bo właśnie zachowywała się jak pani, która wróciła na włości. Zamiast po sobie posprzątać, oczekiwała, że ktoś zrobi to za nią, bo przecież ona tu już nie mieszka, jest tylko gościem… Cóż, po paru awanturach na szczęście zmądrzała i teraz ze śmiechem wspominamy te czasy.
    I myślę, że zakochać się w sobie, kochać siebie tak po prostu to…najważniejsza rzeczy w życiu, I od niej bardzo wiele zależy i się zaczyna:)

    Lubię to

    1. Muszę chyba się poawanturować na porządnie z moim rodzeństwem, jakby co zwalę na Was:)
      O tak, od tego wiele się może zdarzyć. Człowiek zakochany-nawet w sobie, jest szczęśliwszy i ciekawszy dla otoczenia:)

      Lubię to

      1. A zwalaj, jako choleryczka wychodzę z założenia, że nie ma nic lepszego i bardziej orzeźwiazjącego nieraz, jak dobra, mocna i konstruktywna awantura 😀
        W ogóle cytat który mi się dzisiaj rzucił w oczy na fejsie: „Osoba, której szukasz, to jesteś ty. Nie zaznasz spokoju, dopóki nie zaczniesz być sobą. Zrozum, że jesteś kimś więcej niż o sobie wiesz i silniejsza niż myślisz. Zrozum, potrzebujesz odejść od tych, którzy nie dostrzegają twojej wartości. Wiedz, że nie jest za późno, a twój cel i przeznaczenie wołają cię.”. Tak trochę obok miłości własnej, ale prosto w cel 😀

        Lubię to

  6. krolowakaro pisze:

    W świetle tych stłuczonych żeber i naciągniętego mięśnia to ta pani z ubezpieczalni wcale tak bezpodstawnie nie dzwoni 🙂

    Lubię to

  7. Chyba zdecydowanie za dobrą siostrą jesteś! Czas na Ciebie – wszędzie mówią że najpierw trzeba siebie pokochać i zakochać się, a potem można kogoś – także zbliżający się długi weekend zrób tylko dla siebie, ma być idealnie (mam nadzieję że bez żadnych małych upadków, uderzeń i tych głupich telefonów 😉

    Lubię to

  8. ja tak mam ze współlokatorką, nomen omen, właścicielką meiszkania, która potrafi zrobić taki bajzel.. a ja jestem za dobra, bo chętnie bym to wszystko wysprzątała, jak widzę jak ona się z tym ociąga. no ale, niech każdy żyje w swoim bałaganie 🙂

    Lubię to

    1. Gdyby miała swój pokój to ok, zatykałabym nos i szła dalej 🙂 Ale jako, że dzielimy wspólną przestrzeń to niestety moje poczucie estetyki nie pozwala mi zasnąć jak w pokoju brakuje powietrza przez bałagan:)

      Lubię to

  9. ja zawsze sie rozłączam, po co tracić wspólny czas skoro i tak nie jestem zainteresowana… Ja nie potrafie patrzeć na bałagan, widać mamy dobre serca:) Jajeczka?! Ten świat staje na głowie, wszystko w tych czasach jest na sprzedaż…

    Lubię to

  10. Ja wszystko rozumiem – że ludzie, którzy dzwonią wykonują swoją pracę, że dostają za to pieniądze i tak dalej. Naprawdę rozumiem i szanuję, ale zalewa mnie krew, kiedy jednego dnia z tej samej firmy dzwonią 3 inne panie i próbują wcisnąć mi jakiś kit albo zaprosić na „fantastyczne” wydarzenie w moim mieście, którego nazwy nawet nie umieją poprawnie wypowiedzieć -.-. Któregoś razu, po takim maratonie, jak zadzwoniła po raz bodajże piąty jednego dnia, pani z tą samą ofertą co koleżanki wcześniej to dobitnie aczkolwiek kulturalnie powiedziałam jej, że to kolejny telefon z ich firmy i za każdym razem mówiłam, że nie skorzystam z oferty i to się nie zmieniło… to usłyszałam, że jestem bez kultury -.-

    Lubię to

    1. Moja siostra na studiach 2 dni wytrzymała w takim call center. Rozumiem,że to jest ich praca, ale jak mówisz skoro raz mówię nie, to po dzwonić 4, czy 5 raz? I wciąż się upewniać czy na pewno nie przemyślałam super oferty:(

      Lubię to

    2. Zbych pisze:

      Nie wiem jak to wygląda w małych firmach ale w tych dużych (banki czy telekomuna) numery są wybierane przez system komputerowy i osoba która dzwoni nie ma na to żadnego wpływu.

      Lubię to

  11. Zbych pisze:

    Skoro siostra to taki niereformowalny bałaganiarz może powinnaś przemyśleć plany związane ze wspólnym mieszkaniem… nawet jak pokoje osobne to mimo wszystko łazienka czy kuchnia wspólna a można wpaść z deszczu pod rynnę na wiele lat…
    PS: W sprawie tych jajeczek to jestem w szoku że coś takiego ma miejsce… ciekawe czy za nerkami też tak wydzwaniają. Poza tym skąd biorą numery? – to jest ciekawostka

    Lubię to

    1. Już jej zapowiedziałam,że we wspólnym mieszkaniu za sprzątanie ponad miarę będę sobie odejmować od czynszu. Wtedy poczuje po kieszeni ile kosztuje pomoc domowa:)
      Nie napisałam,że dzwonili, a że pisali maila.

      Lubię to

      1. Zbych pisze:

        aaaa… no tak, to inna sytuacja… też czasem dostaję tak dziwne maile patrząc po tytułach że nawet nie otwieram 🙂

        Lubię to

      2. Ja też nie otwieram 🙂 Ale zaledwie parę miesięcy temu czytałam w gazecie o tej klinice lokalnej, i o potrzebie tych jajeczek dla rozwoju dzietności i o tym,że szukają różnymi metodami dawczyń:) Więc widocznie szukają intensywnie:)

        Lubię to

      1. W temacie prania, to żebyś nie była osamotniona, mój myśli, że brudne rzeczy same się czyszczą i wskakują do szafy, a wczoraj chciał pomóc, więc jak pralka skończyła prać i zaczęła piszczeć, to poszedł i wcisnął migający przycisk… który zaczął pranie od nowa… ręce i nogi opadają 😛 Już lepiej coś zrobić samemu 🙂

        Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s