Miks poniedziałkowy

Zawsze i wszędzie prześladują mnie dziwne wypadki i przypadki. Byłam w bibliotece, gdzie uzupełniałam książkowe zapasy na całe dwa tygodnie. Udało mi się zdobyć w końcu Wszystko co lśni, co wywołało na mej buzi wielki uśmiech. Oczywiście obok tej książki leżały trzy inne- Wyjdź za mnie, Greckie zaręczyny i Poradnik jak wziąć ślub idealny. Nie dałam się, uśmiech, proszę uśmiech. Z tym też uśmiechem wyszłam z biblioteki i postanowiłam zajść do kościoła, który mieście dokładnie 3 kroki do biblioteki. Zanim weszłam zainteresowała mnie tablica z ogłoszeniami, a, że czytać to ja kocham to zaczęłam podczytywać. Na tej tablicy mieściły się zapowiedzi. Naprawdę było ich sporo,więc miałam co czytać. A, że były to zapowiedzi parafii mojej kuzynki postanowiłam sprawdzić czy już tam jest i w końcu sprawdzić nazwisko jej narzeczonego. Gdy tak czytałam i czytałam poczułam czyjąś rękę na mym ramieniu. Nieźle się wystraszyłam, odwróciłam głowę, będąc pewną, że spotkam wzrokiem profesjonalnego zabójcę, który to zaraz zgrabnym cięciem odejmie mi głowę. Niestety nie był to pan z siekierą. Był to ksiądz, proboszcz. Zapytał- szukasz siebie tu na liście, gratuluję.

Ha, szukam, szukam, ale jako, że nikt nie zapowiadał chęci ożenku ze mną, logicznym byłby fakt, że nie mogę siebie znaleźć. Szybko powiedziałam, nieco z humorem w głosie- Ja? Broń Boże. Dopiero po chwili naszła mnie refleksja, że rozmawiam z księdzem proboszczem. Na szczęście ksiądz nie ekskomunikował mnie na miejscu, a westchnął- no tak wy młodzi to lubicie te wolne związki. Kusi was ta kocia łapa, ale przyjdź z partnerem, pomódlcie się, na pewno zmienicie zdanie.

No z tym może być kłopot-odrzekłam.

A niewierzący-rzekł ksiądz. Tutaj podrapał się po głowie, ale jak kocha to go przekonasz do ślubu w kościele.

On właśnie nie kocha…-rzekłam z nutką żalu.

Nie kocha? Oj dziecko, dziecko, to go rzuć. Nie wierzy i nie kocha. To nie będzie dobry mąż z niego. A dzieci macie?

No nie, nie możemy-by czy ktoś słyszał o dziecku zrodzonej z platonicznej miłości do faceta, którego kobieta widziała raz w życiu i dzieliło ich z 500 metrów? No ja wiem ksiądz słyszał, więc tego nie dodałam. Rozmowa mnie zmęczyła, nie chciało mi się ciągnąć pełnej nieporozumień wymiany zdań, rzekłam więc po prostu – to ja już sobie pójdę, Szczęść Boże. Ksiądz serdecznie mnie pożegnał i szczerze się zamartwiał moim marnotrawnym narzeczonym, co nie chce wziąć ze mną ślubu w kościele.

No nic idę. Spotykam kiedyś moją najlepszą gimnazjalną koleżankę, może wtedy i przyjaciółkę? Mieszka dwa bloki ode mnie, a szczerze to ostatnio nawet nie odpowiada na moje cześć. Dlatego też zdziwiłam się gdy podbiegła do mnie i  z uśmiechem na buzi. Ja wiedziałam o co chodzi, albo bierze ślub, albo jest w kolejnej ciąży. Bingo, ślub. Zaprasza by przyjść do kościoła, bo przecież tak się lubimy i inne bla bla. Wyszło na to, że beze mnie nie złoży przysięgi na wierność i uczciwość. Łezka pociekła. Założę się,że gdybym była szczęśliwą mężatką z czwórką brzdąców dalej omijałaby moje „cześć” z daleka. A tak może się pochwalić ślubem i chrzcinami. Jak mówił mój licealny wychowawca, Head& Shoulders.

Piątek udało mi się załatwić wolnym dniem od pracy. Spędziłam go z moją przyjaciółką i jej córeczką. Czy mówiłam jak się wzruszam gdy mała mówi do mnie „ciocia”. Ja tak się łatwo wzruszam, szczególnie jeśli chodzi o dzieci. Do tego Zuzia bardzo chciała iść koniecznie ze mną, rączka w rączkę. Matko, ależ mi się instynkt macierzyński włącza. Powinnam szerokim łukiem omijać dzieci, kobiety w ciąży i sklepiki z gadżetami dla maluszków. Tego samego dnia moja przyjaciółka, w zasadzie dwa kwadranse po spotkaniu zadzwoniła i rzekła- Madzia ratuj, zrób mi tort, to znaczy dla Zuzi, na jutro, ja się wracam i zaraz daję Ci pieniądze. Cukiernia zgubiła zamówienie, przyjaciółka nie piecze nic a nic, jej mama na urodziny przyjedzie prosto z sanatorium z gór,a  teściowa ma migrenę zawsze kiedy trzeba w czymś pomóc. Także musiałam. No i chciałam. Nie, nie chciałam. Nie jem tortów, nie lubię, nie znoszę ich piec. Poza tym to tort dla dziecka, jakaś dekoracja by się przydała. Żaden problem, chętnie zrobię. No właśnie nie zrobię, jak mam zrobić tort na ostatnią chwilę bez grosza tortowego zacięcia?

Kasiu, robię, wyzwanie podjęte. Tak, to było wielkie wyzwanie. Uznałam,że tort zrobię w prezencie. Przyjaciółka się jednak obraziła. Nie może być w prezencie, zapłaci za składniki, i tak ratuję jej życie. Niechętnie się zgodziłam. Przyjaciółka wróciła z pieniędzmi i prośbą o owocowy tort z jakąś małą dekoracją. Dała mi też w podzięce wielką książkę kucharską Hanny Szymanderskiej. Poczułam się cholernie głupio. Poszłam więc po maliny do tortu, a jednocześnie do zabawkowego po prezent dla małej. Ale co lubią dwulatki? Po 40 minutach z wąsem zakupiłam puzzle ze świnką, którą ponoć dzieci kochają. Zaczęłam też robić tort. Tęczowy biszkopt, malinowy krem z borówkami i truskawkowe motylki a’la robaczki. Pełno różu. Sam tort wyglądał jakby zrobił go równolatek Zuzi, nieco raził moje poczucie estetyki-tak, posiadam takie, i nie raził tak różem, jak ogólnym wyglądem-patrz zdjęcie. I uwaga mam na koncie 4 wygrane konkursy plastyczne. Ewidentnie dano mi je bo moje rysunki wywołały łzy wzruszenia komisji- czy ktoś może nie mieć aż tak talentu? Może, witam się.

photomania-9fd92dae0a225b24f7c053ff7bd59c0a

Ale ogólnie poczułam się nieco dumna. W końcu mój tort miał wylądować na obcym stole. Miałam ogromną tremę, tym bardziej,że zostałam zaproszona na te urodzinowe przyjęcie.Do podania tortu nie dotrwałam, może to i lepiej? Już w domu dostałam telefon od przyjaciółki,że wszyscy zażądali dokładki i ona jest w kłopocie, bo został się jeden kawałek i w ogóle wszystkim tak smakowało,że nikt nie uwierzył,że to domowy tort. Nie powiem było mi miło jak nigdy.  W ogóle to podczas tej imprezy uświadomiłam sobie jak bardzo tęsknię do takich chwil w przyszłości. Dzieci biegające w ogrodzie, mąż przy grillu, cała rodzina przy stole. Eh, wiosna w pełni a ja tu lecę z melancholią.

Właśnie jest cudowna wiosna. Ciężko wytrzymać w biurze, tak chciałabym spacerować wśród kwitnącego bzu i cieszyć słońcem, ale nic, trzeba pracować. Siostra wyjechała do Berlina, ja muszę zostać na posterunku. Niestety mamy paskudny czas w pracy. Czeka nas wizyta Inspekcji Pracy, parę trudnych tematów do ogarnięcia i zakończenia. A ile czeka na rozpoczęcie. Sama myśl o pracy wywołuje we mnie dreszcz, i nie jest to dreszcz rozkoszy.

Dreszcz przyjemności zapewnia mi ten pan. Ten pan świętuje dziś swoje urodziny. A ja z nim. Tak, zamierzamy razem spędzić ten wieczór.

6c8fd9b5f51fe838931b5536441c17d6

 

Ścieżka dźwiękowa- Mando Diao – Gloria

 

 

Advertisements

62 uwagi do wpisu “Miks poniedziałkowy

  1. Torcik pierwsza klasa 🙂 Ja ostatnio pierwszy raz robiłam tort z masą cukrową, wyszedł jak przedszkolakowi, poczucie estetyki mam, talent artystyczny już niestety nie 🙂 Też będę preparowała urodzinowy wypiek dla przyjaciółki na sobotę, nie mam weny, będzie prosto i już.
    A pogoda zbyt ładna, żeby pracować, ale ja najbardziej lubię wiosnę, bo w moim biurze na poddaszu jest cudowne 20 stopni 🙂 (w zimie jest około 7, a w lecie 35, więc 20 to raj :))
    A jutro też idę do biblioteki, będę polować, bo mi się łupy z księgarni skończyły, czas publiczne zasoby wykorzystać, mam nadzieję, że od jesieni coś dokupili.

    Lubię to

    1. Mam masę cukrową w domu, siostra mi kupiła, ale nie odważyłam się nią bawić, zabrakło mi czasu. No dobra, zabrakło mi talentu 🙂
      U mnie zimą zimno, latem gorąco, podobnie jak u Ciebie, nie ma nic pośrodku, aż czasami chce się skoczyć w okna w akcie rozpaczy. Ale to niski parter;)

      Polubione przez 1 osoba

      1. U mnie można się rzucić ze schodów, strome są i niebezpieczne… Najgorsze, że czasem w zimie grubiej się już nie da ubrać, a w lecie nie można już mieć na sobie mniej 😛

        Lubię to

      2. Ja w zeszłym roku w czasie upałów chodziłam do Biedronki, spacer przy lodówkach 🙂 Ale przez ograniczenia prądu znacznie zmniejszyli siłę chłodzenia i lipa. I bądź tu wydajnym pracownikiem jak ciągle ci albo za gorąco, albo za zimno..

        Polubione przez 1 osoba

      3. U mnie w najbliższej biedronce było całe lato zimno, jak się wchodziło to różnica temperatur aż odbierała oddech 🙂 Ja jestem ciepłolubna, ale 30 stopni mogę mieć na leżaku, a nie przy biurku 🙂

        Lubię to

      4. dokładnie, ale mam takie szczęście,że jak wyjeżdżałam z urlopu zaczął się miesiąc upałów 😉 Akurat ostatniego dnia, ale miałam powrót do obowiązków:)

        Polubione przez 1 osoba

      5. Blueberry pisze:

        Masą cukrową polecam bawić się bez stresu i pośpiechu 🙂 Kilka takich tortów zrobiłam w życiu, ale najlepiej pamiętam pierwszy – masę robiłam sama w domu i ciągłe coś było nie tak. Ostatecznie wyszło, ale byłam bliska płaczu.

        Na początek proste wzory – motylki albo coś, do czego mamy foremki 😉

        Lubię to

      6. Mi to by nawet kółko nie wyszło, na poważnie mówię, mam zerowy talent artystyczny,a jestem wnuczką inżyniera projektanta. Wstyd, nic nie potrafię narysować:)

        Lubię to

  2. Ale piękny tort! Wygląda super, a pewnie smakuje (a raczej smakował) jeszcze lepiej! Przy opisie rozmowy z proboszczem nieźle się uśmiałam, powinnaś jakąś książkę napisać, jestem pewna że byłby sukces, bo piszesz genialnie! 🙂

    Lubię to

  3. i to jaki tort:) ja ledwo ciasto piekę jak impreza rodzinna jest:) może w pracy nie będzie aż tak źle, wszystko można przeżyć tak jak te nieszczęsne zbiegi okoliczności. Ja marzyłam o córce i teraz dookoła same malutkie dziewczynki widze, a chłopców ani jednego, los czasem bywa złośliwy…

    Lubię to

  4. Blueberry pisze:

    Wygląda jak dla małej księżniczki 🙂 Ja lubię robić torty, ale miałam w życiu kilka przejść z nimi. W każdym razie, im prostszy, tym lepszy, bo się mniej człowiek irytuje 😀

    Ja też mam problem z wysiedzeniem w biurze. Całe szczęście, że do pracy jadę rowerem to od razu po robocie mogę sobie jechać i opalać w słońcu 🙂

    Lubię to

    1. Ja niestety po pracy robię zakupy i rower odpada, no chyba,że w końcu sobie kupię rower miejski z koszykiem, koszem to znaczy się 🙂
      Parę tortów mam na koncie, ale nigdy nie robiłam dla kogoś poza mną:)

      Lubię to

  5. sanglant pisze:

    Ładny torcik, może nie super profesjonalny, ale nie wiem, czemu się go czepiasz. 😛 Uroczy i dziewczęcy, a z malinami to pewnie pyszny.
    Jakiś czas temu, widząc kobietę z dziewczynką za rękę, pomyślałam sobie, że może ja też bym chciała mieć kiedyś córeczkę, ale to tylko taki chwilowy przebłysk: przecież wiadomo, że nie będę miała dzieci, bo nie ma z kim, nie poradzę sobie, a w ciąży pewnie dorobię się żylaków i oślepnę do reszty.
    A rozmowa z księdzem cudna. 🙂

    Lubię to

    1. No właśnie nie bardzo jest mieć z kim te urocze córeczki. Samej z sobą nie wypada jednak. To chyba będę do starości chodzić po mieście i wzdychać do maluszków aż mnie wsadzą do Starogardu za mur:)
      Smaczny był, to fakt, nawet ja spróbowałam kremu, a uwaga był na śmietanie którą gardzę:)

      Lubię to

    1. Pamiętam tort jaki kupiłyśmy mamie na jej święto, wyglądał jak gałązka bzu, smakował jak konfitura z bzu, cudo. Ale widać było,że to nie nasza robota 🙂 Tutaj wyszło domowo:)

      Lubię to

  6. Bardzo ładny tort, też bym miała tremę robiąc coś dla kogoś ;).
    Takie „koleżanki” niestety ma każdy. Najlepiej się nimi nie przejmować, bo taka to zawsze ma śluby, dzieci, potem złego męża i rozwody ;).

    Lubię to

    1. Tremę miałam straszną, na szczęście reklamacji nie było:)
      Nie lubię takiego robienia wszystkiego na pokaz, bierze ślub i zaprosi pół grupy z przedszkola by pokazać jaka to szczęśliwa.

      Lubię to

  7. Zbych pisze:

    Oj nieładnie tak księdza wkręcać… haha 🙂
    Dziwię się że tak bardzo się tym tortem przejmujesz – zapewne zdematerializował się szybciej niż którykolwiek z konsumentów zaczął się zastanawiać czy to motylki, czy robaczki, czy może kwiatki…

    Lubię to

      1. Zbych pisze:

        Kleszcze? ja to bym się ewentualnie skłaniał w kierunku biedronek – kolorystyka pasuje a i anatomicznie w locie w miarę pasują:

        Lubię to

  8. Ale mi narobiłaś ochoty na tort- nasze polskie są najlepsze :). Niektórzy robią wszystko na pokaz, byle tylko pokazać, co to oni nie są… Biedny ksiądz, dałaś mu popalić!

    Lubię to

  9. Tort mi się bardzo podoba ;p Może nie ma na nim Myszki Miki, albo Syrenek jakichś ale jest zrobiony od serca i na pewno był smaczny. Wygląda też ładnie, sama nigdy w życiu nie zrobiłabym nawet kremu do tortu, nie wspominając o biszkopcie ;p

    Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s