Zaćmienie

Powiem Wam, że odkryłam dużą lepszą metodę na oszczędzanie. Metodę lepszą niż inwestowanie w złoto czy spółki smartfonowe. Tą metodą jest moja głupota. Opatentuję i puszczę w świat.

W poniedziałek dostałam nową kartę, klucz do mego konta. Dokładnie pamiętam jak to było poprzednim razem, czyli we wrześniu gdy łączył mi się bank i dostałam nową kartę, najpierw karta, potem pin. Tak więc kartę schowałam w głąb portfela i czekałam na list z pinem. Doszłam w tym oczekiwaniu do czwartku i uznałam,że nieco to się przedłuża. Zaczęłam się irytować, bo ileż można czekać prawda? Zadzwoniłam nawet na pocztę czy nie ma dla mnie jakiegoś listu, który się zapodział, ale nie. Nie było. Patrzyłam jak idiotka na swoją nową kartę, do której nie znałam pinu i jak tu ciebie użyć kochana-mówiłam do niej. Ona chciała, bardzo chciała mi coś powiedzieć, ale załamana moją postawą uparcie milczała. A baw się idiotko sama.

Z rana zadzwoniłam do banku, może zapomnieli o moim pinie? Może to się zdarza? Znów rozmowa z infolinią, znów test czy ja to ja, tym razem zdałam śpiewająco. Ale kiedy tłumaczę w czym problem, pani się szczerze śmieje. Radzi przejrzeć list jaki dostałam z banku,razem z kartą. Faktycznie, nie czytałam tego co było na odwrocie, bo było tam napisane, że znajdę tam instrukcję obsługi karty. No a ja przecież wiem jak się wkłada i przykłada kartę. No właśnie okazało się, że nie wiem. Kartę aktywuje się bowiem przez telefon i internet. W 3 sekundy. Dobrze, że przez telefon nie widać jak człowiek bardzo się czerwieni na zmianę z fioletowi. Przez 3 tygodnie oszczędzałam solidnie, tak solidnie, że sama jestem zdziwiona, bez ilu dupereli człowiek potrafi funkcjonować bez szkody dla ciała i umysłu. A może czegoś mi zabrakło-w kwestii umysłu?

Jako, że odkryłam źródełko złotówek  mogłam w końcu kupić sobie nowe jeansy. Przez miesiąc szukałam idealnych. Model girlfriend, lekko postrzępione, poprzecierane, no ten tego, zużyte. Wszystkie były albo ordynarnie dziurawe, albo w złym kolorze, albo za drogie. W końcu mój brat, mój prywatny stylista dokonał wyboru idealnego.

Wyborem idealnym nie były zaś trampki. Założyłam je w czwartek do pracy i nie doszłam na przystanek,a  mam go ledwie 3 minuty od domu, gdy ostry ból przeszył me kostki. Nim doszłam do pracy 20 razy umierałam z bólu. W pracy okazało się, że trampeczkom wystarczyło 20 minut by dokonać rzezi. Oszczędzę szczegółów bo krew lała się gęsto , ale dzień spędziłam bez butów pod biurkiem. Trampki od razu wyrzuciłam.

Na pocieszenie tego samego dnia znalazłam 20 złotych. I to w swojej własnej kurtce. Los bywa sprawiedliwy.

W piątkowy dzień pracujący dostawałam pochwały za pochwałą. Jednak czasem włącza mi się opcja pod nazwą myślenie.

Pomyślnej soboty. I jeszcze bardziej pomyślnej niedzieli.

6dda9d6e909f653fb7d3282236748369

Ścieżka dźwiękowa- Archive- Blood in numbers

Advertisements

24 uwagi do wpisu “Zaćmienie

  1. hehehehe;p Dlatego ja zawsze czytam te wszystkie listy, pobieżnie bo pobieżnie, ale mniej więcej wiem co tam jest napisane;p
    Ale że trampki mogą tak obetrzeć? Nigdy mi się to nie zdarzyło.

    Polubione przez 1 osoba

    1. Ja zazwyczaj czytam wszystkie ulotki, wszystko od a do zet. A tutaj pomyślałam,że na pewno to instrukcja korzystania z bankomatu:)
      Sama byłam zdziwiona, ale cóż, miały strasznie twardy tył, naprawdę okropne szkody mi zrobiły bo ledwo chodzę.

      Polubione przez 1 osoba

  2. sanglant pisze:

    Haha, te karty coś Cię nie lubią. 🙂
    Szukanie dżinsów to dla mnie zawsze wyzwanie, ale to i tak łatwiejsze niż szukanie spodni innego typu, bo na większość sieciówek jestem za duża, a na sklepy dla wysokich za mała. 😦
    Trampki też mnie kiedyś obtarły, ale na szczęście tylko przy pierwszym wyjściu i ja mam w ogóle jakieś delikatne stópki. :/ Największą masakrę zrobiłam sobie, gdy pojechałam w góry w nowych butach do kostek i te buty okazały się za twarde – wyglądałam potem, jakbym chodziła co najmniej w kajdanach, takie miałam te nogi sine, opuchnięte i pokrwawione. 😛

    Polubione przez 1 osoba

    1. Z reguły pierwsze spacery w nowych butach-poza zimowymi, odchorowuję. Ale nigdy nie tak, w dodatku ten spacer był naprawdę krótki, aż dziwne, że takie szkody wyrządził tak krótki czas bycia w butach…
      Na mnie wszystkie spodnie są za duże z reguły. A te dziecięce za krótkie, więc mam dylemat by wybrać coś co będzie trzymało się na mnie, a nie zjeżdżało:) Ale się udało i jestem zachwycona wyborem brata;)

      Polubione przez 1 osoba

      1. sanglant pisze:

        Ostatnio postanowiłam sobie, że nigdy więcej nie pójdę na kompromis licząc, że buty się dopasują – potem leżą w szafce takie buty, które wyglądają na wygodne, a za każdym wyjściem robią rany. Jak mam się źle czuć, to już lepiej szpile założyć…
        Mój brat też czasami sprawdzi się jako stylista, szczególnie w sprawie rozmiarów, bo na tym punkcie jest przeczulony. Suknię ślubną dla swojej żony też on wypatrzył. 😛

        Polubione przez 1 osoba

      2. Jednak coś w tych braciach jest,że mają dobry gust 🙂 Albo to my miałyśmy szczęście i trafiły nam się wyjątkowe kompromisy:)
        Dokładnie, dwa razy miałam na sobie szpilki i to była sama przyjemność w porównaniu z noszeniem ukochanych trampek. Trudno, wyrzuciłam, kupiłam nowe, wydają się być miękkie jak kapcie, ale jeszcze nie testowałam:)

        Polubione przez 1 osoba

  3. Hahaha, ej ale ja sama bym nie wpadła na to, że kartę aktywuje się telefonem. 😀
    Rzeźnickie buty to zło tego świata, chociaż czasem są winne i skarpetki – bo mnie obtarły moje znoszone najki, jakiś czas temu, tylko dlatego, że z dna szuflady wygrzebałam jakieś rozciągnięte skarpety, które przy każdym kroku się obsuwały. 😛

    Polubione przez 1 osoba

    1. Też bym na to nie wpadła 😉 Ale cóż, teraz już to wiemy-nie warto czekać na list z pinem:)
      U mnie chyba jednak buty były problemem, kazałam włożyć siostrze i po minucie zdjęła-strasznie obcierały. Cóż, czas kupić nowe:(

      Lubię to

  4. mi też często wyłącza sie myślenie 🙂 dziś chciałam kupić cukinie będąc pewna że to ogórek – ot życie w biegu:) a to takie tradycyjne trampki? ja mam sportowe baleriny i jestem zadowolona, jako przyszła Mama trzeba nabrać troszke elegancji:)

    Polubione przez 1 osoba

    1. moja siostra kiedyś kupiła dwa kilo selera będą pewna,że to pietruszki korzeń:)
      Tradycyjne, takie do pracy, wygodne miały być, najbardziej je lubię właśnie do pracy, miało ich nie czuć na nodze, taki miałam plan:)

      Lubię to

  5. heke1809 pisze:

    Jednak można żyć 3 tygodnie bez zakupów 😉 Mam nadzieję, że jesteś zadowolona ze spodni 🙂
    Jakiś tajemniczy Pan od tulipanów… 🙂 W ogóle widzę, że dużo mnie ominęło…No tak, przy moim dziecku nawet hurtowa wysyłka sms-ów z życzeniami świątecznymi była czymś niemożliwym do zrobienia. Przeistoczył się w wiecznie jęczącego potworka… Chyba zęby mu idą ;(

    Do dziś pamiętam jak zrobiłam ówczesnemu narzeczonemu porządek w szufladzie. Znalazłam jakieś koperty, ale do każdej zaglądałam i dzięki temu mój narzeczony stał się bogatszy o 50 zł 😛 A już miał je wyrzucić bez przeglądania… 🙂

    Polubione przez 1 osoba

    1. Można,można 🙂 O ile potem nie zaatakują Ciebie krwiożercze buty i będzie się musiało pędzić na zakupy 🙂
      Współczuję braku czasu przy Antosiu, ale na pewno wynagradza trudy macierzyństwa 🙂

      Lubię to

  6. Zbych pisze:

    W zasadzie to taki sposób na oszczędzanie b.dobry (w sensie – skuteczny).
    Ja w ogóle mam wrażenie że te obecnie produkowane spodnie-jeansy to nie są te same „dżinsy” co jeszcze 5-10 lat temu. Obecnie wszystko jedno czy kupisz firmowe za kilka stów czy na targu „azjatyckie” za 50 – ich żywotność jest identyczna: po około roku kolor schodzi, przecierają się niczym szmata i tracą fason (np. wypchane kolana). Pewnie taka polityka firm odzieżowych – zakładają że nikt nie kupuje spodni na kilka lat. A mi tego właśnie bardzo brakuje… ponad 10 lat temu gdy byłem jeszcze na początku liceum, na wyjeździe za granicą, kupiłem sobie czarne Wranglery, które mam do dzisiaj. Prócz wyblakłej plamy na nogawce po kwasie z akumulatora trzymają się lepiej niż wszystkie jakie kupowałem później (również „firmowe”). Nie wycierają się, nie „frędzlują”, guzik twardo trzyma, suwak chodzi jak nowy… a wcale o nie nie dbam – od wielu lat służą mi niezależnie od pogody do spacerów w psem.
    A w sprawie obcierających trampek – mam sprawdzony patent, ale skuteczny tylko w gorące lato i na te 100% szmaciane, klejone na „chiński” klej, z kratkową gumową podeszwą. Należy ja wsadzić przed weekendem na dzień-dwa do wiadra/miednicy z wodą (oczywiście bez wkładek) potem np. w sobotę lub niedziele założyć takie mokre na gołe nogi i rozłożyć się na resztę dnia na leżaku/hamaku wystawiając obute kończyny do słońca w celu osuszenia. Dwa razy stosowałem (ale nie na delikatnych damskich stopach) i dwa razy poskutkowało (jedynym efektem ubocznym jest czasowo pomarszczona od wody skóra na stopach)

    Lubię to

    1. Z moją skłonnością do katarów to po seansie z mokrymi stopami od razu miałabym katar 🙂 W sumie i tak źle , i tak niedobrze:)
      Powiem Ci, że jak kupowałam spodnie byle jakie,to znaczy rynkowe to po dwóch noszeniach były do wyrzucenia. Teraz kupiłam droższe i po pół roku i wielu praniach nie widzę żadnych zmian.Zamelduję o ich stanie za kolejne pół roku:)

      Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s