Singielka po polsku

Dzisiejszy odcinek naszego serialu, niekończącego się serialu,abo opery mydlanej nosi nazwę- Woody Allen przedstawia- Singielka po polsku. Ja wiem, i nawet rozumiem,że oczekujecie dzisiaj odcinka specjalnego, ciągu dalszego o panu z tulipanami. Ale nie ma lekko. Odcinek czeka w montażowni. Ach ten Woody, coś poknocił. W każdym razie ustaliłam sobie z naczelnym reżyserem, że dziś będziemy rozmawiać o tym o czym Polacy lubią rozmawiać najbardziej, czyli o zdrowiu i pieniądzach.

W  dzisiejszym odcinku występuje urocza singielka i jej urocze problemy. Sami zobaczycie. Zaczynamy od zdrowia.

Miesiąc minął, miesiąc  z okropną dietą. Czas na kontrolę, niestety w wybranym przeze mnie dniu nie było lekarki ordynującej dietę, zapisałam się więc do mojej lekarki prowadzącej, wybrałam dobry dzień, było chłodno,ale za to świeciło piękne słońce, koniec diety, 30 minutowy spacer w obie strony, wolny dzień w pracy, czegóż się  chce więcej od życia? Na miejscu dziecko okropnie kaszlące, i wywołujące we mnie niemal atak paniki-proszę nie zarażaj mnie. Na nieszczęście minęła moja godzina, a lekarka wciąż zajęta była poprzednim pacjentem, który to marginesie okropnie marudził, co słyszałam zza drzwi. Po 10 minutach weszłam, opowiedziałam co miałam do opowiedzenia, pani spojrzała w moje akta osobowe i z uśmiechem ( dam głowę,że się uśmiechała) orzekła, że poprzednia pani doktor przesadziła z tą dietą. Ha, teraz mi to mówisz! Teraz, po miesiącu! Złość wychodziła mi uszami. Pani powiedziała z czym niestety się zgodziłam,że moje dolegliwości występują i występować będą. I trzeba się z tym pogodzić. Dieta, owszem będzie, ale na pewno nie tak restrykcyjna. Wystarczy eliminacja pewnych grup produktów, których nie powinnam jeść. Za to działać powinny mocniejsze leki. I tutaj dostałam recepty na 3 kolejne specyfiki, które mam łykać 3 razy dziennie. I o radości leki te nie są zjełczałym masłem a normalnymi mini tabletkami,w  rozmiarze dziecięcym. Lekarka uznała, że trzeba mnie wzmocnić, utuczyć, i doprowadzić do stanu względnego zaleczenia. Pomóc ma mi w tym  krzyk. Przy czym pani doktor była tutaj bardzo poważna. Ponoć ci co na bieżąco usuwają swoje emocje i są ekspresyjni mniej chorują. Więc mam się jednocześnie nie denerwować, a z drugiej strony jak coś mnie zezłości mam sobie pokrzyczeć. Jako, że ostatni tydzień był szalenie denerwujący przyjmijmy, że właśnie teraz krzyczę.

Tak, krzyczę. Jakiś tydzień temu poszłam do sklepu po pomidory do maminego spaghetti. Wyszło niecałe 9 złotych, podałam pani kartę, pani próbowała ściągnąć należność, ale zbliżeniowo się widocznie źle zbliżało i transakcję mi odrzucało. Ok, tradycyjnie spróbujmy. Tak samo, nie da się. Ok, zapłaciłam gotówką. Uznałam,że coś się popsuło w sklepie z terminalem. Następnego dnia umówiłam się z koleżanką, że odbiorę zamówiony kosmetyk, musiałam tylko iść do bankomatu. Ok, jeden odrzucił mi kartę. Drugi tak samo, trzeci również. Było mi ogromnie wstyd, bo nie miałam ani złotówki w portfelu. Koleżanka dała mi kosmetyk,pośmiała się i przy okazji miałam jej oddać pieniądze. W domu sprawdziłam stan mego konta i wszystko się zgadza. Dzwonię do banku gdzie miła pani informuje mnie, że sprawę zgłosiła do działu obsługi kart, i że w ciągu 48 godzin dostanę telefon z informacją co się dzieje.  Oczywiście bardzo się poirytowałam bo dzięki świątecznej premii naprawdę sporo oszczędziłam z poprzedniej pensji, a teraz musiałam prosić mego tatkę o kolejną premię na zakup pieczywa. Wstyd.

W sobotę zapomniałam o finansowym problemie i poszłam do bankomatu, kartę mi przyjęto, pozwolono wyjąć tyle ile chciałam, a że chciałam mało to wyjęłam 20 zł na bieżące wydatki. Brak telefonu ze strony banku uznałam za brak problemu. Wszystko naprawione, problemu nie ma. Minął weekend i to tulipanowe spotkanie. Doszliśmy do wtorku. Po wyjściu z przychodni zapragnęłam zjeść białą bułkę z żółtym serem, a jako,że miałam obok Tesco postanowiłam wejść i kupić małe co nie co, bo domowa lodówka jakoś pustawa. W portfelu pustki, ale co tam, mam kartę. Zrobiłam zakupy, udałam się do kasy , paragon opiewał na 47 złotych,ale nie będę sobie odmawiać po tej diecie prawda? I wtedy spełnił się mój koszmar. Na szczycie moich koszmarów zawsze czołowe miejsce zajmował ten, robię zakupy, wszystko spakowane, kolejka za mną rośnie,a  ja nie mam pieniędzy. 4 razy kartę mi odrzucono, i pani poradziła zapłatę gotówkę. Proste? Proste dla tego kto ma coś w portfelu, ja nie miałam nic. Musiałam schować więc swoją godność, przeprosić za kłopot, oddać zakupy i wyjść w milczeniu. W milczeniu? Tylko co zbliżyłam się do bramek one zaczęły przeraźliwie piszczeć. Nie wiem sama co było dla mnie większym koszmarem-brak pieniędzy czy to,że cały sklep czekał w napięciu na prześwietlenie mojej torby i sprawdzenie czegóż to nie ukradłam. Na poważnie zaczęłam myśleć o sobie jak o kleptomance, gdy pani kazała mi przejść bez torby, dalej piszczałam. Szczerze? Myślałam,że każą mi się rozebrać do bielizny i sprawdzić gdzie ukryłam na przykład kostkę Palmy. Chciało mi się płakać. I wtedy dziarskim krokiem przeszła inna pani, też piszczało. Super są nas dwie. Żniwa roku, para złodziei. W końcu sam ochroniarz poprzechodził w te  i z powrotem, też piszczał. Uznali, że to awaria bramek, które zaczęły piszczeć non stop, nieważne czy ktoś szedł czy nie. Marne pocieszenie, najadłam się tyle wstydu, że odechciało mi się tej bułki z serem.

771e7659be967e482af7f915ae1bcd13

Jako, że miałam zalecenie-krzycz, postanowiłam pokrzyczeć na bank. Zadzwoniłam na infolinię z zamiarem zrobienia kosmicznej awantury. 48 godzin minęło 72 godziny temu wszakże i za mój wstyd ktoś powinien ponieść karę. Szłam cała nabuzowana, układałam w głowie tekst przemowy, oczywiście wyrażonej krzykiem i co? 4 razy oblałam test na potwierdzenie swojej tożsamości. Zapomniałam gdzie mieszkam, ile mam kont w banku czy kredytów. Czułam się jak idiotka. Blondynka przefarbowana na blond. Maksimum blondowatości. Cała ja. Szatynka Lenka. Za 5 razem się udało. Pani po drugiej stronie płakała ze śmiechu, gratulowała mi tak jakbym zdała maturę na 100 % z każdego przedmiotu. Czułam dumę, zdałam test potwierdzający,że ja to ja. Zapomniałam,że mam pokrzyczeć. Pani obiecała,że do końca tygodnia zajmą się moją kartą. Ale jako,że minął tydzień zadzwonili już pod wieczór. Oczywiście kartę chętnie i za darmo wymienią w ramach reklamacji. Muszę tylko jeszcze raz zadzwonić na infolinię i zamówić nową kartę. Tym razem zdałam test za pierwszym razem. Dokonałam aktu zamknięcia starej karty, co brzmiało tak- czy zgadza się pani by 12 kwietnia o godzinie 18. 47 dokonać aktu zamknięcia karty o numerze….. Aktu zamknięcia dokonał…. Szczerze? Czułam się jakbym brała rozwód.  Akt zamówienia nowej karty brzmiał tak samo, więc był to rozwód z zaślubinami. Po cóż tracić czas. Abym nie musiała w międzyczasie słuchać melodyjek pan postanowił mi opowiedzieć co mogę zrobić z nadmiarem gotówki, mogę inwestować w spółki smartfonowe, ponoć w tym jest przyszłość i aż 25 % zysku. Jako,że na kartę przyjdzie mi poczekać 16 dni na pewno będę mieć na koncie solidne oszczędności. Przeznaczę je na zakup Valerinu Max.

W kategorii pechowiec kwietnia nominuję samą siebie. I samej sobie przyznaję ten zaszczytny tytuł. Singielka po polsku to ja.

fe9a0aa6a3e2c92b66d5f77892c455b5

Ścieżka dźwiękowa- Pink Floyd- Another brick in the wall

Advertisements

38 uwag do wpisu “Singielka po polsku

  1. ja nie zapomnę jak miałam kartę dopiero co do banku i poszłam kupić sobie podpaski. biorę kartę wklepuję pin – bląd! nic to myślę sobie – biorę drugi raz i trzeci błąd…. kolejka się ustawia, ludzie dziwnie się patrzą ja cała w pąsach uciekam ze sklepu. dzwonię na infolinię bo mnie szlak trafił że od razu zablokowałam kartę a tu okazuje się, że hm nie że to była wina terminala xd

    Polubione przez 1 osoba

    1. U mnie winna była karta, pan mi szczegółowo wszystko tłumaczył,ale tak mnie wizja tych inwestycji w smarfony zaciekawiła,że już nie zwracałam uwagi na resztę:) Dobrze,że nie ja ją uszkodziłam,bo musiałam płacić za jej wydanie:)
      Nie znoszę takich sytuacji,że wszyscy w sklepie zwracają na mnie uwagę, bo nie ma się pieniędzy….

      Polubione przez 1 osoba

  2. ,,Blondynka przefarbowana na blond. Maksimum blondowatości” mówiłam już, że Cię uwielbiam 😀 Ta sytuacja wcale śmieszna nie była, ale jak się patrzy z punktu widzenia obserwatora, to można boki zrywać. Nie myślałaś o napisaniu komedii? Masz idealne predyspozycje do tego 😀

    Polubione przez 1 osoba

  3. Blueberry pisze:

    O rany, niezłe przygody. Dla mnie to też jeden z najgorszych koszmarów – zostać przy kasie bez pieniędzy.
    Ja dla odmiany mam tendencje do omijania automatów z numerkami do kasy. Centrum handlowe w centrum Warszawy, wchodzę do apteko-drogerii, bo mam nieznośny ból głowy. Światła rażą, wszystko dudni – wiadomo jak to jest. Biorę wymarzone pudełeczko i staję w kolejce. Po 10 minutach przy kasie okazuje się, że z tyłu są wyświetlane numerki – a ja oczywiście takiego nie posiadam. Szlag mnie trafia, głowa boli jeszcze bardziej, pani twardo mnie nie obsłuży, mimo, że stałam w kolejce (dodam, że tylko jedna kasa i kolejka czynna).
    Automat z numerkami był jeden przy wejściu, a wejścia do lokalu chyba że trzy. Stali klienci wiedzieli, ja umierając na ból głowy nie zauważyłam. Miałam ochotę rzucić tym lekiem, ale tylko wyszłam wściekła, bo nie miałam ochoty stać ponownie w tej kolejce.

    Polubione przez 1 osoba

  4. Rafał Szamburski pisze:

    Heja. Przed chwila dotarłem do Twojego wpisu na temat mojej powiesci – Chłopcy z ulicy Gorzałki. Cieszy mnie, ze powieść podobała sie Tobie. Ukłony. Rafał Szamburski

    Polubione przez 1 osoba

  5. Ja miałam takie czady jak stara karta moja straciła ważność, a nowa dopiero co miała dotrzeć pocztą. Nie wiem czy w każdym banku tak jest, ale w moim dajmy na to jednego dnia przychodzi karta, a na drugi dzień takim samym listem poleconym pin do niej. Oczywiście zameldowana jestem w domu rodzinnym, nie tu w Krk, więc że akurat byłam dłużej w domu zależało mi, żeby jednak nową dostać, i nie ruszać się bez niej. No i karta przyszła. Minął dzień, dwa, tydzień, pinu nie ma nadal. No to dzwonię na infolinię. Że jak to, nie ma? Nie przyszedł? No nie, droga pani. No to dobrze, wyślemy jutro nowy pin. Dziękuję, do widzenia. Znów mija parę dni, niczego nie ma. Przyjeżdżam tydzien później na weekend. Poczta. Wpierw przyszedł pin ten drugi, co to mi go wysłali po telefonie. Kolejny tydzień później ten pierwszy. No myślałam że zwariuje 😀

    Ej gdzieś, chyba w Warszawie, jest taki pokój, co to ileś tam płacisz i możesz go sobie zdemolować, żeby pozbyć się negatywnych emocji XD

    Polubione przez 1 osoba

    1. z tymi bankami to skaranie boskie. Niby sprawa priorytetowa, a oni właśnie po tygodniu się „priorytetowo” odzywają i dziwią, że człowiekowi się śpieszy. No rzeczywiście namolni jesteśmy jak diabli.
      Taki pokój bardzo by mi się przydał, chyba z tydzień bym nie wyszła teraz:)

      Lubię to

      1. Zbych pisze:

        Sprawa jest prosta – umieszczasz w necie na jakimś portalu ogłoszeniowym anons, że „bezpłatnie…” itd. itp. Zapewniam że telefony będą się urywać, pozostanie tylko wybór najkorzystniejszej lokalizacji.

        Polubione przez 1 osoba

  6. Niestety, jeden lekarz czasem uważa coś za koniecznego, a inny…już niekoniecznie.
    I rety…sama mam stale podobny koszmar, też wiecznie się boję, że jak płacę kartą zwłaszcza, to coś „pójdzie nie ta”. Raz się tak stało i potem zawsze latałam z odliczoną gotówką…jakoś przez miesiąc, no, nie przesadzajmy z tym zawsze XD

    Polubione przez 1 osoba

  7. Zbych pisze:

    Super wieści – skoro jest dużo lepiej to pewnie w końcu doczekasz się tego wymarzonego schabowego 🙂
    Co do usług okołobankowych to takie sytuacje z kartą mogą skutecznie wyprowadzić z równowagi. To chyba zresztą nie po raz pierwszy takie perypetie u Ciebie – może pora zastanowić się poważnie nad zmianą banku?
    PS: Niezła fota – w pierwszej chwili myślałem że to z młodości i chciałem pogratulować autorowi wyczucie chwili

    Polubione przez 1 osoba

    1. W zasadzie to problemów większych nie miałam nigdy. Raz płaciłam starą kartą, ale to był mój błąd i to ja nakręciłam sprawę biorąc na zakupy nieaktywną kartę, bo się banki połączyli i doszło do wymiany 🙂 teraz na szczęście nie jestem winna zamieszaniu;)

      Lubię to

    1. No właśnie przyszło, ale patrz pechowo,kiedy dowiedziałam się o problemach z kartą był wieczór i działała jedynie infolinia. A jak złożyłam tą drogą reklamację to musiałam tą drogą doprowadzić ją do końca. A wyjęcie pieniędzy w placówce kosztuje za drogo, biorąc pod uwagę ile chcę wyjąć to bez sensu. przelałam siostrze za darmo, i mi wyjęła z bankomatu. Dla 50 złotych, nie będę płacić 19 zł prowizji. Jakby nie było Ci żal to proszę bardzo, mi nieco szkoda:)

      Lubię to

  8. kocia_dama pisze:

    O kurczę, ale przygoda! Z bramką miałam przejścia niedawno, kupiłam nową torbę w h&m, dumna jak paw poszłam z nią na zakupy do Stokrotki, przechodzę przez bramki, a tu pisk 😀 Co się okazało? Że w środku było plastikowe zabezpieczenie, którego zapomniała zdjąć ekspedientka… 🙂

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s