W poniedziałek o weekendzie

Kiedy w listopadzie zakładam sobie, że choć raz  w miesiącu postaram się spędzić jakiś weekend inaczej niż czytając książki na zmianę z piciem herbaty i oglądaniem seriali,wydawało mi się,że ciężko będzie mi porzucić stare nawyki. Owszem letnią porą rzadko kiedy kiszę się w domowych pieleszach, ale moja aktywność na „wychodne” z domu zaczynała się w maju i kończyła we wrześniu. Resztę czasu spędzałam w ciepłym domu, kokosząc się pod kocem. W ogóle była ze mnie domatorka pierwsza klasa. Teraz kiedy patrzę wstecz na marcowe weekendy, to nie było żadnego, który w pełni spędziłabym w domu. A plan powzięty w listopadzie zrealizowałam z nawiązką. Od dłuższego już czasu mnie nosi, na nowo pokochałam spacery, odkrywanie dalszej i bliższej okolicy, przesiadywanie w kawiarniach, bycie wśród ludzi.

Ten weekend zaczęłam spokojnie. Sobotę zaplanowałam bowiem po staremu, domowo. Musiałam bowiem posadzić piękne fioletowo-pomarańczowe bratki, upiec rodzinie ciasto, zrobić porządki, i wynieść zimowe akcesoria do piwnicy. Nie powiem całkiem miło było wieczorem pokosić się pod kocem. Ale niedzielą mnie nosiło.

Niedzielę zaczęłam od spaceru, a jakże. Po kościele, takie 20 minutowe wędrowanie w poszukiwaniu mleka. Ostatecznie okazało się,że okoliczne sklepy otwierają się od 9, jak na komendę. Byłam więc przy momencie otwarcia Biedronkowych progów dla klientów. Szczerze zdziwił mnie fakt, że w niedzielny ranek przed sklepem od 8.45 ustawią się tłumy żądne bułeczek, szamponów do włosów i bananów.

Ale to było za mało. Jako,że z każdą minutą pogoda rozkręcała się coraz bardziej namówiłam siostrę na spacer. Tym razem wiejskim szlakiem, naprawdę szłam jakimś polem, ciągle narzekałam na zapadające się w błocie buty, a to na za ciepłą kurtkę wiosenną,  ale zieleń, słońce, czyste powietrze skutecznie poprawiły mi nastrój. Poza tym nie sądziłam,że z moją siostrą mogę tak otwarcie porozmawiać. Ponoć wielkim szczęściem jest mieć przyjaciela. Jest cudownie jeżeli to mąż jest twoim najlepszym przyjacielem. Ale z siostrą nie da się rozwieść, więc taka przyjaźń jest najcenniejsza. Widać to było podczas naszych powrotnych zakupów. Nie ma to jak doradzanie sobie w kwestii wyboru skarpetek i debatowanie nad wyborem mleka roślinnego. Sojowe? Ryżowo-kokosowe? A może owsiane? Wybrałam migdałowe.

Jako, że słońca wciąż było mi mało po chwilowym odpoczynku w domu wybrałam się do Sopotu. Z dwóch powodów. Po pierwsze ostatnio pokazywałam Wam gdańską część nadmorską, była też ta gdyńska, aby być w pełni trójmiejskim zabrakło mi sopockiego odcinka. Mam więc dla Was parę zdjęć z otwarcia sezonu anno domini 2016. Ludzi tłum, nad morze nie doszłam, ten tłum na molo odstraszał. Ale nie doszłam też tam  z innego powodu. Tego dnia odbywał się bowiem w Sopocie Marsz poparcia dla Słońca Narodu, oraz inauguracja Ruchu poparcia zaparcia, stąd też utknęłam na dwie godziny w okolicach mola. Było warto. W nowy tydzień wchodzę z zapasem pozytywnej energii.

5154d764f5789fb6fe1385f1b2048df8

Ścieżka dźwiękowa- Depeche Mode- A photograpf of you

 

Advertisements

39 uwag do wpisu “W poniedziałek o weekendzie

  1. ja siostry mam dwie i z żadną sie nie przyjaźnie, na szczęście:) ja też wybrałam sie na wiosenny spacer ale ten ogrom ludzi odbiera radość z pięknej pogody… najbardziej rozbawiła mnie para która szła obok nas gdy łowiliśmy ryby i nasłuchiwała czy przypadkiem ich nie podsłuchujemy – jakby jezioro było najlepszym miejsce na intymne rozmowy:)

    Polubione przez 1 osoba

      1. W Sopocie naturę to kiepsko można obserwować, no ok,jest woda,ale to tyle 😉 Tak to miasto raczej nie na relaks, takie miejsce spotkań;) Gdynia by Ci się podobała, o tak, zapraszam,już Ci pokażę spokojne zielone połacie z morskim widokiem:)

        Lubię to

  2. sanglant pisze:

    Niedziela zdecydowanie zachęcała do wyjścia, na pewno warto było spędzić ją na spacerach. 😉
    Gdy ostatnio stawałam przed dylematem wyboru mleka, również wygrywało migdałowe (ze względu na analizę składu pozostałych i po wyeliminowaniu sojowego, ale zawsze!). 🙂

    Polubione przez 1 osoba

      1. sanglant pisze:

        To znaczy migdałowe, nie sprecyzowałam – żeby nie wyszło, że głupich rad udzielam 😛
        Z konopnym nie mam doświadczeń, nawet nigdy nie widzialam, ale brzmi ciekawie.

        Polubione przez 1 osoba

  3. W końcu wiosna to i spacery o wiele przyjemniejsze 🙂 Pisałam Ci już kiedyś, cudownie mieć siostrę i przyjaciółkę jednocześnie, to już tak na zawsze jest, bo rodzina to rodzina 🙂

    Polubione przez 1 osoba

  4. Zazdraszczam 🙂 Ja cały weekend siedziałam w domu i patrzyłam przez okno na słońce… Może też przydałoby mi się jakieś postanowienie?
    Moja siostra jest 11 lat młodsza, mieszka 300km ode mnie i kompletnie nie mamy wspólnych tematów, poza piłką nożną. Mój partner też się średnio nadaje na przyjaciela, bo on o życiu myśli w kategoriach „ja”.

    Polubione przez 1 osoba

      1. Na pewno 🙂 My większość czasu na odległość niż razem, a poza tym jak to kiedyś na studiach nam jedna pani doktor powiedziała, kiedyś pokolenie liczyło się co 25 lat, teraz można powiedzieć, że nawet co 10 i jest to w 100% zgodnie z rzeczywistością. Niestety lub stety.

        Lubię to

  5. Zbych pisze:

    Te wszystkie mleka sojowe, migdałowe, owsiane… to dla mnie trochę abstrakcja. Jakoś pomimo galopującego postępu cywilizacyjno-technologicznego nie potrafię sobie wyobrazić dojenia owsa na skalę przemysłową 😉
    Tłumy na molo zawsze były, tym bardziej że chyba teraz jest jeszcze ten czas że można wejść za darmo (przynajmniej kiedyś tak było).
    Relacje z rodzeństwem czasem bardzo dziwnie się układają, ja z moją młodszą siostrą regularnie się tłukliśmy na etapie podstawówki, na etapie liceum była całkowite ignorowanie a teraz mamy super kontakt. Na drugim biegunie jest np. mój ojciec i jego siostra – kiedyś super się dogadywali a potem im dalej tym gorzej więc pewnie gdzieś za 10 lat w ogóle przestaną się do siebie odzywać.

    Polubione przez 1 osoba

    1. W domu można sobie wydoić płatki owsiane na mleko 🙂 Tak samo migdały, ryż, czy wiórki kokosowe. Także mleczarnię można śmiało mieć w domu;)
      Owszem, do 1 maja wejście na molo jest darmowe. Akurat pogoda była dużo lepsza niż w niejeden letni weekend, stąd te tłumy. Aczkolwiek mnie zniechęciła taka ilość ludzi do spacerowania.

      Lubię to

      1. Na serio 😉 Migdały na przykład zalewam wodą, mielisz, i tę wodę pijesz jako mleczko. Tak samo z ryżem, ale prościej bez mielenia, zalewam ciepłą wodą suchy ryż, i ta woda to mleko 🙂 Bez krów, bez dojenia, albo raczej z domową dojarką roślinną:)

        Lubię to

      2. Zbych pisze:

        Yyyy… no to jestem w lekkim szoku. Z drugiej strony jakby „męskim” okiem na to popatrzeć to niewiele ma to z mlekiem wspólnego. To trochę jakby (przykładowo) posiadacz żółwia, wodę jaka zostaje po jego myciu i kąpaniu sprzedawał jako zupę żółwiową….
        Poza tym jest jeszcze coś, co wzdryga mnie jak tylko o tym pomyśle – kwestia dolewania takiej mikstury po moczeniu ryżu czy migdałów do kawy. To chyba tylko dla totalnych hardcore’owców

        Lubię to

      3. Fakt, mleko to nie jest. Łączy te „wody” z mlekiem tylko kolor. Smak jest ryżowy,migdałowy, albo sojowy-jakie pijesz takie masz 🙂 Natomiast jak trzeba ograniczyć mleko to jakiś pomysł na zastąpienie mleka w kaszy mannej czy w kakao to jest:)

        Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s