3 szybkie dni

Święta mają to do siebie, że szykuje się je parę tygodni, a te dwa, trzy dni, mijają zupełnie niepostrzeżenie. Oczywiście tym razem było dokładnie tak samo.

W piątek ogarnęło mnie zniechęcenie. Nie do końca wiem czym było ono spowodowane, w każdym razie zmęczenie fizyczne i psychiczne wzięło górę. Na szczęście 99 % porządków było za mną, a moja część gotowania zacząć się miała dopiero dnia następnego, ale fakt faktem, dzień ten spędziłam na poniekąd rozkosznym, poniekąd irytującym przewalaniu się z kąta w kąt. Ilość zadań jakie czekała na mnie w sobotę przyprawiała o zawrót głowy. Uznałam,że jeżeli obudzę się z takim zniechęceniem to całe święta licho weźmie. Z takim  nastawieniem poszłam spać.

W sobotę obudziłam się wczesnym rankiem, 4.45, okazała się ta porą, która zapewnić mi miała komfort wyrobienia się ze wszystkim co planowane i nie zaplanowane. O dziwo piątkowy poziom energii dziwnie poszybował o 200 % w górę. Odważnie stawiłam czoła poszczególnym zadaniom jakie wyznaczyłam sobie dnia poprzedniego- tak  naprawdę w piątek zrobiłam tylko to, listę spraw do załatwienia w sobotę. Po drodze okazało się, że wujek, który miał upiec nam prawdziwy sękacz skręcił nogę, musiałam więc błyskawicznie wykonać ciasto zastępcze, czyli sernik. Ale jak tu znaleźć pyszny ser na ostatnią chwilę? Problem?, nie dla mnie. Na ostatnią chwilę tatko do listy świątecznych przysmaków dorzucił szpekuchy. Problem? Nie dla mnie. Udało mi się znaleźć o 6.50 księdza chętnego do spowiedzi, upiekłam 3 ciasta, pomalowałam jajka, zrobiłam sałatki i ostatnie porządki. Dziwnie zegar wybił dopiero 15. Jako, że czasu miałam sporo wybrałam się na Starówkę, celem odwiedzenia paru kościołów i złapania przedświątecznego oddechu. Było okropnie zimno i szczerze żałowałam, że norweski model ocieplenia zimowej kurtki, zamieniłam na lekki angielski puszek. Na wieczór zostawiłam sobie jedynie robienie szpekuch,czyli czegoś co żadna szanująca się modelka i fit kobieta nie weźmie do ust. Jak już wspominałam mi boczek i słonina nie straszne, stąd też zapał do robienia tych drożdżowych bułeczek był ogromny.

W niedzielę zmienił się czas. Nieco wytrącił mnie z równowagi szary i mglisty poranek. ale nie powstrzymało mnie to przed pójściem na Rezurekcję. Z roku na rok chodzi coraz mniej ludzi, ale ja dzielnie stoję na straży tradycji. Przynajmniej się staram. Rano czekało mnie jeszcze kończenie ciast, udekorowanie stołu i śniadanie złożone z jajka i kukurydzianej bułeczki. Moją dietę trzymałam do deseru, patrząc na sernik i zachwyty-najlepsze ciasto jakie zjadłam/zjadłem w życiu, skapitulowałam, nałożyłam sobie wielki kawał i ze słowami-niech się dzieje co chce,pożarłam zabójczy dla mnie sernik. Przeżyłam. Może to efekt pośniadaniowego spaceru? Poza wiatrem pogoda kusiła do wyjścia z domu. Musiałam jednak szybko wracać bo na obiad przybyć miała seniorka rodu, wymagająca jak diabli. Wszystko musiało być na tip i top, by babcia nie mogła narzekać po rodzinie, że dostała niezbyt lśniący widelczyk do ciasta, albo sałatka była nierównomiernie pokryta majonezem. Zasadniczo wizyta minęła naprawdę szybko, a mnie wyjątkowo szybko zmorzył sen. Ze świątecznego filmowego seansu wyszły więc nici.

Poniedziałek czyli zimny prysznic. Tradycja oblewania się wodą zanikła i w domu, i w okolicy. Nic nie szkodzi, można w końcu dostać zimny prysznic przy pomocy słów, naburmuszenia, złośliwości i tak dalej. By zrozumieć tę sytuację musimy cofnąć się do czasu przed świętami, kiedy to zmarła córka chrzestna mej babci. Mama ma bardzo chciała jechać na pogrzeb swojej ciocio-kuzynki, pani prokurator,ale odległość niemalże 500 kilometrów i pogrzeb we wtorek o 11, nakazywałaby wyjazd w dzień świąteczny. Wizja tego dnia w pociągu i trzech autobusach zdecydowanie nie odpowiadała mojej mamie. Nie odpowiadała jej też nieobecność. Stąd też poranny fatalny nastrój, który odebrał całkowicie świąteczną atmosferę. Ni z tego, ni z owego, mamie jednak przeszło, zarządziła wyjazd nad morze. Veto zgłosiła jedynie ma siostra, a my ruszyliśmy na gdyńskie bulwary. W kawiarniach, lodziarniach, na ławeczkach i betonowych murkach tłumy mieszkańców i turystów, wszyscy chcieli cieszyć się słońcem, 17 stopniami ciepła, i wolnym dniem. Zaliczyłam pierwszą herbatę w kawiarnianym ogródku, ale niezbyt mi się przysłużyła. Moje zatoki znów się odzywają, a bardzo nie lubię kiedy mówią mi- jest nam źle. Walczę z bólem głowy i katarem. To mój poświąteczny kac.

Ścieżka dźwiękowa- Depeche Mode- Behind the wheel 

Advertisements

58 uwag do wpisu “3 szybkie dni

  1. Zbych pisze:

    Fotki z Gdyni super, aż takie pustki na widnokręgu. Zaintrygowałaś mnie tymi szpekuchami… bułeczki nadziewane boczkiem…. hmmm… to musi być super 🙂 Będzie przepis na „rabarbarze”? Co do dyngusa to u mnie też było podejrzanie sucho, nawet miałem okazję przejechać szybko tego dnia przez miasto i też nic… żadnych grupek nastolatków z wiadrami. Dziwne bo pogoda b.ładna była… Tak sobie od razu pomyślałem że muszą być tylko dwa racjonalne wytłumaczenia takiej sytuacji – albo wszyscy masowo zaniemogli po świątecznym obżarstwie, albo zwyczaj śmigusa przeniósł się na social media i wszyscy fundują sobie wirtualny prysznic…

    Lubię to

    1. Przepis się tworzy, może dziś będzie? W każdym razie polecam Ci wyjątkowo;)
      Pamiętam jak na balkon wyjść nie można było bo wszędzie czaiły się wiadra z wodą, a teraz? A teraz nic. Być może dzieciaki polewają się w sieci 😉

      Lubię to

      1. Zbych pisze:

        Dziękuje bardzo za przepis – wydrukowałem i pewnie w weekend przetestuje po zaopatrzeniu się w odpowiednie ilości boczku. Choć obawiam się że mój pies przy smażeniu tego farszu wpadnie w ślinotok.

        Lubię to

      2. Zbych pisze:

        Oj tak… dlatego zaopatrzenie muszę zrobić odpowiednie. gdyż pewnie połowa zniknie jeszcze na etapie „produkcji” – tym bardziej jak na żebry przypałęta się również kot

        Lubię to

  2. Nie lubię czytać blogów z przemyśleniami, zazwyczaj mnie nudzą, jednak Ty piszesz inaczej! Ciekawie. Twoje posty mnie nie nudzą, a wręcz na nie czekam 🙂 Co do świąt to u mnie atmosfera dziwna, odkąd spędzam święta tylko z teściową, mam wrażenie, że wszystko jest sztuczne. Do tego bratowa, z którą poglądy mocno mi się rozjeżdżają co skutkuje brakiem tematów, a że ja jestem gaduła, to brak rozmowy strasznie mnie irytuje. Na rezurekcję też miałam iść, nastawiłam budzik na 5;00 zadzwonił o 6 i tym sposobem nie poszłam nigdzie.
    Wodą jednak zostałam oblana, uroki posiadania dzieci, ale to nie to co było kiedyś. Już ta tradycja zanika, nie wiem, może winą jest zmienna pogoda, a może ludziom się już nie chce? Rozmawiałam z mężem i doszliśmy do wniosku, że w dzisiejszych czasach jakby tak najładniejsza panna została oblana, to kawaler mógłby być zdziwiony, w momencie, kiedy jej tapeta się rozpłynie. Ogólnie cieszę się, że już jest po świętach, a radość podwoiła mi wiadomość o zaklepanych wczasach nad naszym pięknym polskim morzem. No to się rozpisałam 🙂 Pozdrawiam 🙂

    Lubię to

    1. Nad morze to zawsze zapraszamy 😉 Zawsze jest pięknie, choć teraz nie ma turystów i można zrobić ładne zdjęcie o każdej porze dnia , bez przepychanek:)
      Pamiętam jak bawiliśmy się oblewanie w piwnicy, w płaszczach przeciwdeszczowych, ale to było jak mieliśmy dom i mogliśmy szaleć, w ogrodzie czy w piwnicy. Teraz nawet symbolicznie się nikt z nas nie polewa. No i na ulicy dzieci brak. Być może tapeta odstrasza 😉
      Mnie zawsze męczyły Święta z babcią, wszystko jej nie pasowało. Teraz jak się wyprowadziła i tylko wpada w odwiedziny,nie powiem jest milej;)

      Lubię to

  3. Witam poświątecznie 🙂 U mnie świętowanie zaczęło się już w sobotę, bo goście zjechali o 9 rano, w niedziele było spacerowanie i korzystanie ze słońca, ale tylko po parkach, nad morze za daleko :/ A w poniedziałek leżenie tylko odpoczywanie z drinkiem w łapce, bo goście sobie juz pojechali. Jedzenie musiałam zamrozić, bo obie mamy nadawały tego tyle, że teraz szuflady w zamrażarce się poblokowały…A na seans filmowy to juz nie było siły, a też był w planach. Co ciekawe po świętach sprzątania i doprowadzania mieszkania do porządku, prawie tyle samo co przed świętami 😛
    Bardzo apetyczne zdjęcia, zaciekawił mnie ten szpekuch, nie znam.
    A spacer brzegiem morza planuję na wrzesień, urlop zaklepany, będziemy zwiedzać Trójmiasto 🙂

    Polubione przez 1 osoba

  4. Widzę leśny mech:) Ciągle nie mogę się zabrać za upieczenie tego ciasta:)
    Piękne zdjęcia:)
    A kaca lecz;p Podobno najlepiej klin klinem, ale trudno będzie leczyć katar katarem;p Więc mam nadzieję, że szybko samo przejdzie.

    Lubię to

      1. Zbych pisze:

        Ciekawe czy to kwestia lenistwa czy zniechęcenia wiernych. Mnie proboszcz zaskoczył w tym roku bo wyjątkowo nic nie prawił o polityce (co nie powiem: pozytywnie mnie zszokowało). Możliwe że to dlatego że od zeszłych wakacji jest nowy… jego poprzednik podczas ostatnich Świąt więcej prawił o polityce niż na tematy najistotniejsze. Wiadomo że to był już wtedy okres przedwyborczy, ale gadanie o konieczności by jak najszybciej ogłosić błogosławionymi śp. parę prezydencką to już było wg mnie ostre przegięcie – jakby nie było Wielkanoc zobowiązuje.

        Lubię to

      2. U mnie nowy proboszcz -niby od 2 miesięcy, a dopiero pierwszy raz przybyłam po chorobowej przerwie do kościoła, więc było to moje pierwsze z nim spotkanie, oddał byłemu proboszczowi kazanie, które było ciekawe, i mądre, typowo kościelne. Za to on dorwał się do ogłoszeń, z zegarkiem w ręku mówił 17 minut o wymianie żarówek, o tym co mu gospodyni na śniadanie podaje, jakie kwiaty zakwitły, jak popsuł się rzutnik, głosił szczegółowy plan sierpniowych kolonii… Człowiek z misją. Ludzie wychodzili, a on dalej swoje, że latem kwiaty kwitną…

        Polubione przez 1 osoba

  5. Taki „urok” świąt 😀 Szykuje się, szykuje i potem przez te dni się człowiek tylko spasa nad tym jedzeniem 😦

    Ale jak widzę Twoje ciasta, to jeszcze bym coś w siebie wcisnęła 😀

    Lubię to

  6. U mnie święta minęły pod znakiem deszczu i nawet wyjść nam nie było dane. Pogadaliśmy z rodziną na skypie, pobyliśmy razem i się skończyło. Jedno dobre, że Lany Poniedziałek na teren Włoch jeszcze nie dotarł :).

    Lubię to

  7. sanglant pisze:

    U mnie w domu było mniej przygotowań, przynajmniej bez wielkiego pośpiechu i wstawania rano, a i tak mam wrażenie, że za dużo… a porządki nie są zrobione wszędzie, gdzie powinny, nie umiałam się zebrać. W ogóle to jestem odzwyczajona od pracy fizycznej i szybko się męczę sprzątaniem. 😛 A po świętach przydaje się wolne, tym bardziej, że w drugi dzień byliśmy u rodziny i nie było stresu, że za późno wrócimy.
    Szkoda, że u mnie na wszystkie nabożeństwa Triduum chodzi stale tak samo dużo ludzi i kiedy przyjdę 15 minut przed rozpoczęciem, ledwo się wcisnę. Na rezurekcję w niedzielny wczesny ranek bym nie wstała, ale i tak takiej nie ma, są tylko obchody w Wielką Sobotę – jeszcze nigdy nie byłam i myślałam sobie, że poszłabym, ale gdyby nie było takich tłumów.
    Bułeczki ciekawe, ale dla mnie nie do przełknięcia, boczek toleruję mocno przypieczony i w minimalnych ilościach, słoniny w ogóle. Niedawno na delegacji mieliśmy jakiś rosyjski przysmak w rodzaju suszonej słoniny i próbowano mnie przekonać do spróbowania – pewnie myśleli, że boję się przytyć, a ja mam po prostu blokadę. Kiedyś nawet mi się śniło, że kupiłam sobie francuskie ciasto z waniliowo-budyniowym nadzieniem, miało być takie pyszne i delikatne, ugryzłam, a tam był tłusty boczek. 😛

    Lubię to

    1. Ja tam słoniny nie dawałam, uznałam,że byłoby zbyt tłuste 😉 Ale boczek w środku musi być;) Gdyby dać do środka zieleninkę nie byłby to szpekuch:)
      Jak byłam na święta poza domem to się zdziwiłam, że tam nie ma rezurekcji, obchody są wieczorem w sobotę i tyle. Z rana pierwsza Msza o 8 rano. U mnie tradycyjnie o 6 rano jest Msza 😉

      Lubię to

      1. sanglant pisze:

        U mnie od paru lat to i roraty przenieśli na wieczór – może i tak wygodniej, ale te o poranku miały swój klimat.
        A czy rezurekcja bywała wcześnie rano to nawet nie wiem. 🙂

        Lubię to

  8. Super zdjecia, takie słoneczne.
    A ja się cieszę z zaniku dyngusa, bo zawsze miałam stracha wybrać się nawet do Kościoła, za oblanie wsciekłabym się;>

    Lubię to

  9. Blueberry pisze:

    Aż ciężko uwierzyć w takie pustki nad morzem 🙂

    Sernik to podstawa na każde święta w mojej rodzinie. Na ogół na za niego odpowiadam – tegoroczny był królem Serników, z bezą 🙂

    Lubię to

  10. kocia_dama pisze:

    Mniam, mimo, że mam pełny żołądek (mąż robił dziś obiad, wyszło pysznie!), z chęcią skosztowałabym tego serniczka 😉
    Nie cierpię marcowej zmiany czasu. Jutro muszę wstać na uczelnię i pewnie będę ledwie żywa 🙂

    Lubię to

  11. Zbych pisze:

    Uprzejmie donoszę że szpekuchy popełnione. Niestety ciasto mi nie wyszło najlepiej (jakoś bardzo nierówno grzeje mój piekarnik), za to nadzienieee…. ojoj…hmmm 🙂 Jedno jest pewne – na tym jednym epizodzie z nimi w roli głównej nie poprzestanę i będę za niedługo dążył do perfekcji (pod kątem ciasta) 🙂

    Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s