Jesteś beznadziejna….

Ostatnio usłyszałam w radiu piękne słowa starej żydowskiej mądrości- kiedy wydaje ci,że jest źle, i ciągle narzekasz, to Bóg tam z góry patrzy i mówi-źle ci? To zaraz ci pokażę co to naprawdę znaczy mieć źle. A kiedy jest ci źle, ale jesteś zadowolony z życia i mówisz-po prostu jest dobrze, to Bóg tam z góry patrzy i mówi-to ja ci zaraz pokażę, jak to jest naprawdę mieć dobrze.

Postanowiłam więc z początkiem marca przestać nadmiernie narzekać. Zapisałam się do lekarza co by więcej nie marnować czasu na narzekanie, a przekłuć wszystko na działanie. Niech uspokoi miła pani doktor mój alergiczny kaszel,ureguluje przez to sen, i doprowadzi do ładu żołądek, który po antybiotykach zaostrzył objawy ZJD. I tyle. Zrobiłam furę naleśników z truskawkami i twarożkiem. Skorzystałam z pierwszego marcowego słońca i poszłam na mały spacer. Co prawda wiało,ale od czego mam szalik? Kwitną przebiśniegi, i małe pomarańczowe kwiatuszki, których nazwy nie znam. Jakoś tak poczułam nieco wiosny. Po drodze postanowiłam wstąpić do sklepu, coś mamie miałam kupić. Raz,dwa i gotowe.

Kiedy tylko otworzyłam drzwi usłyszałam krzyk dorosłej kobiety i płacz dziecka, na oko 6-7 letniej dziewczynki. Dziewczynka szła jak na ścięcie, płakała i niewyraźnie krzyczała, że jest głodna, że zmęczona,że nie może nieść plecaka. Matka miała przy uchu telefon, druga ręka trzymała młodsze dziecko, a nie wiem jaką częścią ciała podtrzymywała kilka siatek. Matka raz krzyknęła na córkę- Daria,marsz do mnie. Dziewczynka się zbuntowała, siadła na ławeczce,rzuciła plecak na ziemię i ciągle płacząc mówiła,że nie da rady iść dalej. Matka  z początku zignorowała dziecko, w końcu zawróciła. wykrzyczała na pół miasta-ty beznadziejna gówniaro, marsz do mnie,bo jak nie to masz w dupę. Dziecko zaczęło płakać, nie ruszyło się z ławeczki, w ruch poszła mamina dłoń. Raz, dwa,trzy, cztery. Tyle było klapsów. Matka poszła przodem, dziecko zabrało plecaczek i podreptało za mamą. Lekko popłakiwała,ale cichutko. Jakaś starsza pani powiedziała- z gówniarzami tak już trzeba, silna ręka i pasek.

Byłam za daleko by od razu zareagować od razu. Kiedy mogłam już coś zrobić, i powiedziałam,że dzieci się nie bije, usłyszałam- moje dziecko, moja sprawa.

Nie mam dzieci, ale wiem po moim byciu nianią, że dzieci potrafią dorosłych wytrącić z równowagi, w najmniej spodziewanym momencie. Ta matka najpewniej wracała z pracy, szybkie zakupy, odebranie dzieci ze szkoły i przedszkola, w perspektywie gotowanie obiadu,sprzątanie, może pranie… A tutaj natrafia na bunt dziecka. Ona ma zły dzień i dziecko też. A może dziecko nie ma prawa do złych dni i swoich emocji? Może po 2 minutach na tej ławce wstałaby i poszła bez problemu za mamą? Może mama mogłaby ją tam przytulić i powiedzieć, że też ma zły dzień i jest zmęczona? Może wystarczyłoby parę słów? Jeżeli będę kiedyś mamą, wiem,że dziecko miliard razy na dzień wyprowadzi mnie z równowagi, będę bliska eksplozji, ale nie chcę dziecka bić,a wychowywać, bo klaps to nie metoda.

Sama dostałam raz w tyłek, tak, że zabolało. Miałam 7 lat, miałam jechać z klasą na wycieczkę do muzeum morskiego. Siostra miała mnie odprowadzić pod blok przyjaciółki, skąd jej mama miała nas zaprowadzić do autokaru. Uciekłam  i cały dzień siedziałam w garażach. Znalazłam kotka i postanowiłam zostać jego zastępczą mamą. Moi rodzice przyszli pod szkołę, i byli bardzo zdziwieni,że nie byłam na wycieczce. Kiedy mnie znaleźli, tata nie wytrzymał. Z jednej strony był wściekły,z  drugiej krzyczał,że myślał,że umrze ze strachu,że zginęłam gdzieś pod kołami samochodów, że mnie ktoś porwał. Mama wzrokiem chciała mnie zabić, a z drugiej strony przez tydzień dziękowała Bogu, że żyję.Czy mam do nich żal? Nie, ale mój tata wciąż ma wyrzuty sumienia, po 28 latach, potrafi powiedzieć, że nie wie co w niego wstąpiło. Nigdy potem nie krzyknął na mnie. Ani razu.

A może się mylę? Może bicie to nic złego. A każdy ma prawo wychowywać dzieci jak chce. A innym nic do tego, to nie ich sprawa?

Reagować czy udawać, że nic się nie dzieje?

ad2bb094baa26b7fac117a9fea768f59

Ścieżka dźwiękowa- Editors- What is this things calles love

 

 

Advertisements

46 uwag do wpisu “Jesteś beznadziejna….

  1. Ja dostałam kilka razy, ale zazwyczaj to były takie lekkie klapsy, ale raz mama też nie wytrzymała i dostałam klapką – miałam taką pręgę na tyłku, że siedzieć nie mogłam. Mama też miała wyrzuty sumienia.
    Każdy ma prawo wychowywać dzieci po swojemu, ale nikt nie ma prawa ich bić. Teraz to były 4 klapsy, a jutro może być ich 10…

    Lubię to

    1. No i za co to dziecko dostało,bo popołudniem było zmęczone… Bez powodu w zasadzie. Rozumiem,że dziecko było marudne, ale sama bywam marudna kiedy jestem głodna,zmęczona i mam przed sobą długi marsz do domu. Nie znajduję usprawiedliwienia tutaj….
      Ja wiem,że nieźle zasłużyłam,ale i tak uważam,że bicie nie jest metodą.

      Lubię to

  2. Dwa razy dostałam w życiu w tyłek – oba razy od mamy i do dziś to pamiętam. Ale wtedy zasłużyłam, z perspektywy czasu to przyznaję 🙂
    Co do bicia dzieci – za zmęczenie nie ma się prawa bić.

    Lubię to

    1. Dokładnie, ja sama gdyby mnie dziecko postawiło w takiej sytuacji jak ja swoich rodziców nie wiem czy dałabym radę nie podnieść ręki,nie wiem bardziej ze złości, czy z ulgi?. Ale bić dziecko publicznie bo jest zmęczone? Nie do przyjęcia.

      Lubię to

  3. Ja nie uznaję bicia, a za klapsa miałabym ochotę ukarać taką formą rodZica za upokorzenie dziecka. Gardze slabeuszami, którzy podnoszą rękę na slabsZego, czy dziecko czy zwierzę…
    Ja dostałam raz, ale upokorzenie pamiętam do dziś.

    Lubię to

    1. Ja wiem, że zrobiłam wtedy straszną głupotę, zniknęłam na 8 godzin i postawiłam na nogi pół szkoły, tata dał mi w tyłek raz, ale z mojej strony to była hmm, recedywa. Któryś raz uciekałam i tatko nie wytrzymał, że oni wtedy zawału nie dostali. Ale w tacie siedzi to do dziś, więc klapsów nie popieram. Ciekawa jestem czy tej matce klaps poprawiłby humor?

      Lubię to

  4. Ja jestem przeciwniczką klapsów, więc zachowanie tej mamy pominę wymownym milczeniem…. Sama byłam świadkiem podobnej sytuacji i nie zareagowałam. Do teraz mam wyrzuty sumienia..

    Lubię to

  5. ja sama dostałam kilka klapsów jako dziecko i nikomu tego nie życze, żadnemu dziecku… ale wiem że maluchy potrafią nieźle dać w kość, Michaś ma tyle energii że czasem go nosi i biega jak szalony po mieszkaniu ale na szczęście jest na tyle duży że da sie z nim pogadać i zazwyczaj rozmowa daje efekty 🙂

    Lubię to

    1. Rodzice mają prawo się zdenerwować i zirytować na dziecko. Ale nie rozumiem jak można uderzyć tylko dlatego, że dziecko jest zmęczone, zamiast je pocieszyć, wesprzeć itp.

      Lubię to

  6. Ojciec nigdy mnie nie uderzył, ale matka i owszem. Była zwolenniczką dyscypliny i zawsze powtarzała, że dyscyplina musi być oraz to, że rodzic ma prawo uderzyć swoje dziecko zawsze. Robiła to dopóki nie odpowiedziałam, że następnym razem jej oddam. Byłam wtedy w szkole średniej i miałam dość jej wiecznych pogróżek, jak tylko coś nie grało. Niby nie było to nic wielkiego, zwykłe klapsy czy machnięcia ścierą, ale pamiętam to do dzisiaj. Mama bardzo sie dziwi, że tak do tego podchodzę, dla niej to normalny element wychowania był. Co ciekawe, kiedy przyjeżdżałam później do mamy już ze swoimi dziećmi i czasami nakrzyczałam na szalejące i nie dające się ujarzmić dzieci, to ta zaraz brała je na stronę i pocieszała. Pamiętam, że złośliwie pytałam jej wtedy, dlaczego dla mnie nie była taka miła. Myślę, że bicie dzieci obnaża słabość rodzica, który radzi sobie z wychowaniem wyłącznie za pomocą siły, bo gdyby nie siła, to dzieci miałyby rodzica gdzieś. Jeśli ktoś nie umie wychowac dziecka to po prostu je bije, żeby jakoś nad nim zapanować.

    Lubię to

    1. Moja mama karała wzrokiem, on potrafił człowieka zmrozić. Albo milczeniem. Nie mówiła nic o złym zachowaniu, aż człowieka skręcało,bo chciałby dostać karę i zamknąć temat,a mama okazywała obojętność wobec problemu. Tak ponoć robiła moja babcia, i tak robiła mama. A tata cóż, raz mu się zdarzyło, ale wtedy naprawdę przegięłam i przyjęłam klaps w tyłek, dość solidny. W tej sytuacji byłam w szoku, że można uderzyć dziecko, bo jest zmęczone. Dla mnie to niedopuszczalne.

      Lubię to

  7. Ja mojej córki nie biję,a sama dostawałam od matki trylion razy.Też znam jedno powiedzenie,fajne i prawdziwe ,, nigdy nie jest tak żle,żeby nie mogło być gorzej ”Kocham przebiśniegi!.

    Lubię to

  8. Reagować. Sama nie lubię dzieci, nie chcę ich mieć i nie dziwię się że czasem (często) wyprowadzają dorosłych z równowagi, jednak przemoc to nie rozwiązanie. Wcale nie jestem za bezstresowym wychowywaniem (mam kilka znajomych który są „ofiarami” takich metod) ale dzieciaka można ukarać w inny sposób niż biciem (zakaz tv, komputera, telefonu działa świetnie). Nie lubię przemocy w stosunku do nikogo.

    Moja mama miała świetną metodę, jak coś przeskrobałam to gadała, gadała, gadała i gadała (nie krzyczała), aż kilka razy zdarzyło mi się powiedzieć „weź mi przywal, bo mi się tego już słuchać nie chce!”, a później 10 razy się zastanowiłam zanim coś zrobiłam 😀

    Lubię to

    1. Bezstresowe wychowanie jest do kitu-w szkole większość dzieciaków była ofiarami takiego wychowania, wszystko mi wolno,wszystko mi się należy, a w ogóle to ja nie muszę nikogo słuchać. Ale nie lubię skrajności. Dzieci muszą znać granice, ale nie wyznaczać ich powinien pasek czy surowa ręka.
      Dokładnie, jak moja mama nic nie mówiła to ja wolałam by w końcu albo mi dała w tyłek, albo zrobiła awanturę, a ona udawała,że problemu nie ma. Sama miałam dojść do tego co było źle, naprawić szkody i przeprosić. A to było za meczące;)

      Lubię to

  9. Oj ja dobrze wiem, że dziecko potrafi wyprowadzić z równowagi i oczywiście byłoby idealnie, gdyby tamta mama usiadła na ławce, przytuliła córkę itd. ale jestem też w stanie zrozumieć ją. Nie pochwalam oczywiście klapsów, jestem nawet zdania, że jak zaczynam krzyczeć na swoje dziecko to znaczy, że brakuje mi argumentów i tego też staram się unikać, i masz oczywiście rację dziecko ma też prawo do gorszego dnia, samopoczucia, lęków. Powinniśmy o tym pamiętać, ale często w codziennej gonitwie, z bagażem problemów, listą zadań do zrobienia nie zawsze się nam to udaje. Nie ma idealnych dzieci i nie ma idealnych matek.
    http://virgo1982.blogspot.com/

    Lubię to

    1. Rozumiem,że i matka i córka miały zły dzień. I jak napisałam, na pewno sama bym się zirytowała, ale jednak bicie po dziecko było zmęczone to lekka przesada jak dla mnie. Tutaj nie było powodu by uderzyć dziecko, jak jestem zmęczona w pracy, to szef mnie nie bije bo wolniej pracuję w końcu….

      Lubię to

      1. Tu masz oczywiście rację, chciałam tylko zwrócić uwagę na to, że matki też często są zmęczone itd, sama wiem jak łatwo perorować wyroki – ja też byłam najlepszą matką na świecie jeszcze jak nie miałam dzieci. Och jak łatwo wtedy było się mądrzyć i grozić paluszkiem innym rodzicom.

        Lubię to

      2. Dlatego też napisałam,że znając siebie wpadałabym w złość z milion razy. Ale to dziecko nie zrobiło nic złego, było zmęczone po prostu. Bicie dziecka 4 razy, bo jest zmęczone? Dla mnie to nie do przyjęcia. Ciekawe co robi jak na przykład zbije wazon? Dla Ciebie może to być mądrzenie się i grożenie paluszkiem ignorantki. Wychowałam jako niania 6 dzieci, wiem jak potrafią zirytować, ale nie wyobrażam sobie publicznego upokorzenia dziecka bo było zmęczone.

        Lubię to

  10. Taki klaps, jeśli już, to mógłby być za coś karą, a nie tak po prostu bo dziecko zmęczone i nie chce iść… chociaż ja osobiście nie uznaje klapsów, wolałabym z takim dzieckiem po prostu porozmawiać, zwłaszcza że taka jak piszesz 6 letnia dziewczynka już powie o co chodzi. I bardzo szkoda mi tej dziewczynki, musiało jej być bardzo smutno 😦

    Lubię to

  11. sanglant pisze:

    Rozumiem, że można stracić cierpliwość, ale to słabe, kiedy matka obraża i bije dziecko za nieumiejętność opanowania emocji, podczas gdy tym samym pokazuje, że sama nie umie opanować swoich. To tresura, a nie wychowanie. Poza tym dziewczynka nic złego nie zrobiła, każdy może mieć zły dzień, męża ani koleżanki raczej nie uderzy, gdy mają fochy (no chyba że uderzy, ale wtedy to raczej zostanie powszechnie uznane za patologię). Ogólnie uważam, że klaps to nie jest metoda, a jak się komuś zdarzy, to nie jest powód do przyklaskiwania, że tak trzeba, jak to niektórzy ludzie lubią (swoją drogą często, gdy czytam wypowiedzi „mnie bili i wyrosłem na porządnego człowieka”, myślę sobie, że nie chciałabym, żeby moje dziecko na kogoś takiego wyrosło :P). Opieka nad staruszkiem tak samo może być trudna, bo nie zawsze ma dobry kontakt z rzeczywistością i miewa humory, a chyba nikomu normalnemu nie przyjdzie do głowy, żeby coś wymuszać siłą.

    Lubię to

    1. Dokładnie. Mam koleżankę, którą mama za każde 5 minut spóźnienia ganiała po podwórku z kijem i ją biła. I ona nic złego w tym nie widziała, ba wyrosła niby normalnie. Ale jednak uważam,że są inne metody, a nie bicie. A tutaj to mną wstrząsnęło. Właśnie,kiedy ona jest zmęczona to mąż czy szef jej nie bije. Mam nadzieję,że nie. Po prostu skoro ona jest zmęczona,to szkoda czasu na działanie,prościej uderzyć i od razu dziecko jest posłuszne.

      Lubię to

  12. Czasem okaże się, że ta nasza „pomoc” może tylko zaszkodzić. Ta osoba, której zwracasz uwagę poczuje się urażona i jeszcze bardziej zemści się na dziecku. Choc nie powinnam się pewnie wypowiadać bo nie mam dzieci, ani nigdy nie byłam świadkiem takiej sytuacji. Jeśli tylko jest szansa, że takie zwrócenie uwagi pomoże… Chyba nic innego nie zostało:)

    Lubię to

    1. Mój tato chyba każdy występek potrafił sobie logicznie wytłumaczyć. W każdym razie to człowiek, który miał kiedyś ogrom cierpliwości i go chyba niewiele ruszało. No poza moimi ucieczkami ze szkoły, a były jeno dwie. W każdym razie po tamtej nauczce w wieku 7 lat nigdy nie byłam na wagarach,nigdy;)

      Lubię to

  13. Zbych pisze:

    Mi się wydaje że bicie to bardzo często takie wychowawcze pójście na łatwiznę. Przynajmniej w tym przypadku który opisałaś. Była problem -> klaps -> nie ma problemu (ale tylko teoretycznie). Takie czasy nadeszły, że wszyscy są nerwowi bo świat kręci się coraz szybciej i coraz więcej mamy na głowie. Wszędzie pośpiech, bo harmonogram życia pęka w szwach, więc wszelkie problemy staramy się załatwić jak najprościej i najszybciej – również te wychowawcze. Co więcej sytuacja powoduje iż dzieci też mają coraz więcej problemów. Ostatnio słuchałem wstrząsającej audycji w radio o depresji u przedszkolaków… rzecz całkowicie nie do pomyślenia jeszcze 15-20 lat temu.
    Nie jestem zwolennikiem totalnego wychowania bezstresowego – to za duże ryzyko (założenie że „życie najlepiej wychowa”) – ale wychowania nie można sprowadzać do karnego egzekwowania rodzicielskich oczekiwań. Sam wiele razy dostawałem w młodości lecz z perspektywy czasu tylko w kilku przypadkach uważam że było to niesłusznie. Czy przez to jestem lepszym człowiekiem? Nie wiem…. Ale całkiem możliwe że nie jestem inwalidą: kiedyś dziadek mnie przyuważył jak bawię się kosą i nieźle wtedy dostałem. Myślę że to było bardzo podobnie jak z tobą – oberwałem bo dziadek był tak przerażony że stracił kontrolę. Ale kosy więcej nie ruszyłem.

    Lubię to

    1. Dokładnie, ja po tamtym przypadki nigdy więcej nie wyszłam z domu bez zgody, i nigdy nie poszłam na wagary 😉 Miałam wiele szczęścia, bo wiele rzeczy mogło mi się przydarzyć na tym kocim gigancie….
      Ale takie podejście, ja się śpieszę, dziecko mnie złości bo jest zmęczone i przeszkadza w miłej rozmowie przez telefon to je trzepnę w tyłek byleby się pośpieszyło jest dla mnie totalnym pójściem na łatwiznę i brakiem pomysłu na wychowanie. Wychowania bezstresowego nikomu nie polecam, dziecko granice musi znać. Ale to też obowiązuje rodzice,oni też mają granice swojej władzy rodzicielskiej.

      Lubię to

    1. Zbych pisze:

      Tak, Trójka oczywiście 🙂 Może trochę to naciągane było bo p.Dobroń lubi koloryzować conieco ale mimo wszystko jak rzucała faktami to było mocno dołujące.

      Lubię to

  14. Ja też mam nadzieję, że nigdy, przenigdy nie uderzę mojego Szkraba…
    A z tym reagowaniem… cóż zazwyczaj to nie przynosi pożądanego skutku… a czasem efekty są jeszcze gorsze, rodzice jeszcze bardziej wyżywają się na dzieciach 😦

    Lubię to

  15. kocia_dama pisze:

    Świadkiem podobnej sceny byłam dziś, w centrum handlowym. I zareagowałam. Co usłyszałam? „Odwal się, pani, to moje dziecko”. W takich sytuacjach nie wolno pozostawać biernym i bardzo się cieszę, że nie jesteś na nie obojętna 🙂
    Zastanawiam się czasem, jak to będzie, jak kiedyś urodzę dziecko. Na pewno przyjdą trudne chwile, to normalne, ale jedno wiem na pewno: nigdy, przenigdy nie podniosę ręki na mojego szkraba. Sama dostałam klapsa tylko raz- miałam wtedy może z dziesięć lat i na oczach mamy wbiegłam na ulicę na czerwonym świetle- głupiutka zabawa dziecka… Dopiero dziś rozumiem, co musiała wtedy przeżyć, zwłaszcza, że na tej jezdni był duży ruch. To jednak zupełnie inna sytuacja, niż jawne wyżywanie się na potomku. Niestety, takich sytuacji jest bardzo dużo…

    Lubię to

    1. Tak, gdyby to dziecko z tego zmęczenia zrobiło coś okropnego, ewidentnie złośliwego względem matki, no i też niebezpiecznego dla siebie pewnie miałabym nieco inny odbiór tej sytuacji. Ale uderzenie dziecka bo zmęczone przysiadło na ławce? To mi się w głowie nie chce zmieścić.

      Lubię to

  16. Zmęczenie, stres w pracy, pośpiech – nie można broń Boże tym tłumaczyć bicia dzieci. Dzieci oczywiście czasem na pewno wyprowadzają z równowagi – ale to tylko dzieci, one również mają prawo być zmęczone, marudzić i tym podobne.

    Dobrze, że zareagowałaś!

    Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s