Jestem super 12/30

Hmm. Nie wiedziałam jak odpowiedzieć na to pytanie, myślałam, i myślałam. I oczywiście nic nie przyszło mi do głowy, stąd też do Lusiowego wyzwania nie wracałam przez dłuższy czas. Ale ostatnimi dniami doznałam olśnienia i już wszystko wiem.

Jestem super, bo nie jestem super. Nigdy nie byłam i nigdy nie będę. I chyba nie mam na bycie super ochoty. Mogłabym tutaj skończyć, też byłoby super.

Nie jestem super dziewczyną, nie okłamuję świata,że jest inaczej. Nie jestem zawsze piękna-w zasadzie to nigdy, ale z racji poniedziałku postanowiłam się nie dołować. Wstając rano nie witam siebie w lustrze słowami-witaj super dziewczyno. W większości dni kiedy mijam siebie w lustrze mówię sobie- matko i córko, to znowu ty. Nie okłamuję świata, że wszystkimi rankami bawię się w gotowanie wystawnych śniadań, że moja kuchnia wygląda wtedy perfekcyjnie, a na  biurku zawsze mam bukiet 55 róż. Jem zwykły jogurt z orzechami, a jak jestem maksymalnie leniwa po prostu wyciągam smakowy jogurt. Tak mam takie w lodówce. Mam też gotowe pieczywo, parówki, niedomowy keczup i Nutellę. Ostatnio na blogu kulinarnym zrecenzowałam pozytywnie grecki jogurt z owocami. 90 % komentujących stwierdziła- nigdy nie kupuję jogurtu z owocami, zawsze biorę czysty naturalny ( albo robię go sama) i dodaję owoce, miód i bakalie. Nie udaję, że jestem super, kupuję gotowca, bo matko i córko skąd mam wziąć świeże wiśnie w środku zimy? Tak samo nie udaję,że drożdżowe ciasto robię na mące kasztanowej z dodatkiem syropu z agawy i na oleju ryżowym, i nie będę się zachwycać, że wyrosło och i ach, a smakuje jak babciny placuszek z kruszonką. Nie. Nie robię z siebie super fit osoby, byleby zainteresować więcej osób czy też pokazać, że nadążam za trendami. Jem czekoladę, masło,  a pierogi polewam skwarkami. Mam w nosie co ktoś o mnie myśli, nie jestem super. I nie udaję, że jestem.

Nie udaję, że każdego wieczora robię najbardziej ekscytującą rzecz na świecie. Nie zwiedzam świata, nie chodzę do klubów, nie testuję nowych makijaży, nie biegam codziennie po galeriach-handlowych i tych gdzie ogląda się obrazy. Kiedy wracam z pracy ogarniam dom, a wieczorem siedzę przed komputerem i staram się ignorować kolejne ogłoszenia parafialne z cyklu-pobieramy się już za 4 miesiące, czy to normalne, że jeszcze nie wybrałam serwetek? Jestem w 8 tygodniu ciąży a jeszcze nie znam płci maluszka, gdzie nam zrobią odpowiednie usg? Moja córeczka Filomena Dajana Grizell ma dopiero 3 miesiące z zjadła cały słoiczek marchewki, boję się,że odziedziczy tendencję do tycia po tatusiu, jak ją odchudzić? Koleżanki doradźcie, które seksowne stringi wybrać na randkę w ciemno, te z koronki w białe motylki, czy te z koronki w słoneczka? Jestem nudna, nie mam się czym chwalić, nie mam potrzeby wrzucania codziennie swoich zdjęć, i przekonywania świata, że jestem kimś kim nie jestem. Wiodę zwyczaje życie, które dla wielu nie jest super. Zdecydowanie nie jest. Nie mam partnera, narzeczonego, męża, kochanka, dzieciaków, a na kolację jem słodycze. Super? No pewnie, że nie.

Nie jestem super dla wielu moich znajomych, o czym przekonałam się parę dni temu. Wystarczyło zaznaczyć na pewnym portalu społecznościowym, że  w niedzielę zamierzam być na Placu Solidarności by pokazać, że Gdańsk jest murem za Wałęsą. Co ja też przeczytałam na swój temat. Jestem dzieckiem służb( zawsze myślałam,że jestem dzieckiem moim rodziców, a nie służb, ale widać muszę zrobić testy DNA na zgodność z SB). Jestem naiwną idiotką, którą rodzice wychowali w zakłamaniu-czyli jednak moi rodzice to moi rodzice? Czuję się skonfundowana lekko. Jestem ofiarą systemu, który zrobił ze mnie bezmózga- czy ofierze przysługuje jakieś odszkodowanie, bo potrzebuję paru groszy na nowe jeansy? Jestem też lewakiem, lemingiem, komunistką, żydówką, zdrajcą narodu, szpiegiem-zawsze chciałam być Bondem w seksownej sukience, więc mi nie przeszkadza. Jestem po jednej stronie z mordercami-tutaj prosiłabym o więcej wyjaśnień. Mogłabym tak z tydzień cały wymieniać i wymieniać. Nie jestem super bo nie krzyczę Zabić Bolka, wymiennie na wsadzić go do kamieniołomu. Ba, jako historyka teczki w ogóle mnie nie rajcują i nie wywołują u mnie dzikiego pożądania. Historii uczyła mnie mama, która przerobiła ją na własnej skórze w więziennej celi za Solidarność. Zawsze uczyła mnie szacunku do Solidarności i do Wałęsy. Do człowieka z szeregiem wad, nie człowieka z pomnika, ale prawdziwego bohatera z trudną przeszłością. Piękne jest to co zrobił. I tyle.

Nie jestem super, albo i nie. Jestem super, bo nie udaję, że jestem super. Nie chcę być super.Mam setki wad, popełniam miliony błędów, nie jestem idealna w żadnym calu. A zawsze chcę być sobą, wierna sobie, tylko sobie i swoim wartością. Bycie super jest cholernie nudne i męczące.

c43e1e41097704b546f160a168d3fd53

Ścieżka dźwiękowa- Carlos Santana- I love you much to much

 

 

Ciemną nocą

Jest sobotni ranek, dla jednych środek nocy, nieco przed 6. Jest ciemno i dość zimno. Nie śpię od 4 godzin. Tak, ostatnimi dniami moje niespanie przesunęło się z całkiem przyjemnej pory,czyli z 4 rano, a nieco po 2. Oczywiście dziś jest o tyle fajnie, że jest sobota, dzień wolny. Mogę się więc bez żalu snuć jak cień i narzekać. Gorzej było ostatnimi dwoma pracowitymi dniami. Czuję się tak jakbym dzień dnia była na kacu, co jest dość absurdalne bo  w życiu nie wypiłam tyle by mieć kaca. Przy czym mówię tu o łącznej ilości alkoholu,spożytej w całym życiu. Także nie wiem, albo i wiem co to kac. Wczoraj, gdzieś tak o 10 w pracy,moje myśli krążyły tylko wokół tego-jak uciec z pracy, ale zrobić to tak by tatko nie zauważył mej nieobecności? Myślałam i myślałam, a jako,że proces myślowy mam spowolniony dobiłam do 15 i po prostu zakończyłam pracę, nie wymyślając niczego mądrego. Oczywiście znacząco przesunęła się też moja pora pójścia spać, tudzież na spoczynek. Wczoraj na przykład nie doczekałam 22. Co ja mówię, ja po 20 już zasnęłam. Czuję się jakbym nadrabiała stracony czas, te wszystkie studenckie imprezy i poranne wykłady kiedy 3/4 sali ziewało, łapało się za pulsujące skronie i wydawało niemy krzyk rozpaczy. Wczoraj chciałam pójść do sklepu,ale zrezygnowałam w połowie drogi. Do sklepu mam 50 metrów,ale dystans wydawał  mi się przerażająco odległy. Myślałam nawet nad wzięciem proszków na sen, ale w moim przypadku niezbyt to zadziała. Ja się przecież budzę by sobie alergicznie łamane na astmatycznie pokasłać, a nie dlatego, że mi się nie chce już spać. Chce mi się, oj jak mi się chce.

Jedyny plus tej alergicznej bezsenności to czytelnictwo. Doszłam do takiego etapu, że dzień dnia kończę jakąś książkę. Jejku, ja tylko czytam i czytam. W lutym 19 pozycji wybiło mi na liczniku, jak dotychczas, bo dwie już kończę. Ostatnio z dużym zaciekawieniem czytałam  Dziennik panny służącej. Bardzo dokładna relacja z francuskiej codzienności, którą dzieli się młoda Celestyna. Ileż tam skrupulatności, ileż trafnych spostrzeżeń. Wszystko oczywiście dzieje się w czasach daleko już przeszłych, kiedy w każdym zacnym domu posiadano panny służące. Człowiek się boi… człowiek jest miękki… Odwaga służy tylko do tego, żeby mężnie znosić cierpienia!   Jakież ta Celestyna miała mądre spostrzeżenie!

Kolejną pozycją godną pochwały jest taka nieco babska książka-bo o kobiecej przyjaźni, Jedna bogata,druga biedna. Czyli podróż przez dojrzewanie trzech zupełnie różnych dziewczyn, które poznały się w szkole, zaprzyjaźniły i tak ciągną tę znajomość przez ponad dekadę. Myślałam,że to będzie nudne i przewidywalne. Owszem,nie ma tu wielkich zwrotów w akcji, ale całość jest tak napisana, że wciąga maksymalnie. A Nik, Tory i Caryn stają się mimochodem i moimi znajomymi.

I kolejna bardzo kobieca książka. Szalenie zabawna, szalenie ciepła, szalenie miła. I to nie tylko dlatego, że akcja Panien Roztropnych dzieje się w Gdańsku, to ja ją tak polubiłam. Ta książka sama się czyta. A dowcipne dialogi i wyraziste postaci skutecznie poprawiają humor. Wszystko można znaleźć po ciemku. Szczęście też. Wystarczy tylko chcieć. Banalne, ale uwierzcie czytane o 4.15 naprawdę wpada w głowę.

Moja mama ostatnio na to moje narzekanie osłabieniowe mówi- wiesz a może ty w ciąży jesteś? Patrzę się  na nią, a mamcia- no wiesz,niepokalane poczęcie. I zanosi się śmiechem z własnego żartu. Po czym dodaje- no bo popatrz ja tu sobie oglądam Salon sukien ślubnych, i już wiem w czym byłoby ci ładnie, no tutaj dopasowane, tu szeroko, taki tiul nie?  Tylko męża ci znaleźć muszę. No był wczoraj taki pan co rury sprawdzał, mówię ci ciacho takie, no taki przystojniak,ale potem patrzę,że ma czarne paznokcie, to nie mówiłam,że mam wolne córki…. Coś tam dalej mama mówiła ale się wyłączyłam to nie wiem co było dalej. Ale jestem pewna, że za nowe rury mama by mnie sprzedała.

Aha wspominałam,że popsułam pralkę? W sumie to mama ją popsuła, ale bała się reakcji tatki,więc wzięłam winę na siebie. Na mnie tata się nie gniewał. Dzielnie zasponsorował nową. Problem w tym,że wybrałam nieco za mądrą, i nie dogadujemy się na razie. Ale mamy cały dzień by do siebie dotrzeć. Podróż do wnętrza pralki. To plan na dziś.

3851ef8f28db03bb28fed5611d95276f

Ścieżka dźwiękowa- Lao Che- Koniec

 

Wtorkowe bazgroły

Jakiś czas temu podjęłam decyzję by przynajmniej jeden weekendowy dzień w miesiącu spędzić w ciekawy sposób poza domem. Dotychczas wszystko szło perfekcyjnie,w  styczniu,ba w styczniu, w żaden weekendowy dzień nie siedziałam w domu. Za to w lutym… W lutym nasiedziałam się w domu za pół życia. W ten weekend nie miałam planów, to znaczy umyłam lodówkę i zrobiłam porządek z rzeczami do prasowania. Nie, nie uprasowałam ich, po prostu ładniej je ułożyłam. W niedzielę gdzieś tak koło 5 rano uznałam, że nie wysiedzę dłużej w domu, albo zacznę prasować, albo pójdę tam gdzie planowałam miesiąc temu. I poszłam, w zasadzie to pojechałam wygodnie autem z mą siostrą. Celem naszej małej wycieczki był festiwal Smakuj Trójmiasto, tematem Azja, dokładniej afrodyzjazki w kuchni. Owych „dyzjaków” nie znalazłam, znalazłam za to parę ciekawych inspiracji, między innymi na lody z wędzonej herbaty, awokado i tahini. Moja siostra zjadła je wszystkie i uznała, że to najlepsze lody na świecie. Te z wędzoną herbatą odtworzę w domu, odpowiednią herbatę już mam. Przeklinałam moje gardło,bo w zalewie sushi, kurczaków i egzotycznych zup poza lodami deserów nie było. No dobra, był też sernik. Ale miałam z nim dwa problemy, po pierwsze za kwadracik wielkości gumki do ścierania liczono sobie 10 zł, a po drugie w moim prywatnym świecie słowa sernik i wegański się wykluczają. Natomiast na pewno wykorzystam pomysł by zrobić sernik z dodatkiem Matchy. Zasadniczo tłum był przerażający, było strasznie duszno, a do tego włączył się alarm przeciwpożarowy. Wraz z alarmem roleta zjechała na dół, i piętro zostało odcięte od schodów i w ogóle od ewakuacji. Na szczęście alarm był fałszywy. Ale znając moje szczęście, ten alarm włączył się tylko i wyłącznie dlatego, że byłam tam ja. W każdym razie po próbie nieudanej ewakuacji uznałam, że skoro los mój niepewny warto spróbować sushi. Wersja wegetariańska była całkiem, całkiem. A pan, który robił mi to sushi był jeszcze bardziej smakowity. Wersja tradycyjna łososiowa, cóż, spuszczam na nią roletę milczenia. Jako, że nie chciałam wracać do domu z pustymi rękoma zakupiłam pyszne herbatki na kolejne leniwe wieczory.

W lutym zaplanowałam sobie wielkie oszczędzanie, pamiętacie? Miesiąc zmierza ku końcowi, a z tym oszczędzaniem nijako. Ha, jak to można leżąc w domu przez pół miesiąca wydać więcej niż przez cały poprzedni miesiąc? Tajemnicę znam ja. Leki, leki, i jeszcze raz leki. Do tego masa głupich gazetek na bezsenne noce-  Znany aktor serialowy Roman D.(45 l.) zdradził swoją trzecią żonę Sonię J-D(22 l.) ledwie pół roku po hucznym ślubie z pierwszą narzeczoną, czeską modelką Fiorellą F. (50 l.). Zakochani planują wspólną przyszłość, i chętnie pozują do zdjęć. Fiorella wyznała,że zamierza drogą in vitro urodzić Romanowi bliźnięta. Biedna Sonia została zaś w drugiej ciąży z rocznym dzieckiem. Mały Ferdynand Hugon tęskni za tatusiem co pokazuje sesja zdjęciowa zrobiona w luksusowym apartamencie z widokiem na Wisłę. Pierwsza żona Romana Sybilla D. odmówiła komentarza, tłumacząc to dobrem nastoletniej córki pary Georgianny Dolores- córka ma w planie wydanie płyty dla młodzieży młodszej,stąd nie zamierzam wypowiadać się o ekscesach seksualnych mego byłego męża. Druga była żona Gabriela J-D-H-J jest w trakcie medytacji na Bali, stąd nie udało nam się z nią skontaktować. Pani Gabriela dochodzi do siebie po 4 rozwodzie i próbuje znów uwierzyć w miłość.* Dwie strony dalej znalazłam 134 skuteczne rady na pozbycie się żylaków odbytu, a kolejną stronę dalej 10 sposobów by po menopauzie cieszyć się udanym pożyciem. Przysłali mi też z okazji Dnia Kobiet super katalog Yves Rocher kusząc tym, że jak kupię coś za x złotych to dostanę perfumy za 3 razy x. No oczywiście się skusiłam. Skusiłam się też na zamówienie sobie nowej narzuty na łóżko, a uznałam, że jak kupuję narzutę to wypada i nowe poszewki… Ja, otępiona lekami i przymulona kaszelkiem, uznałam, że skoro nie wychodzę z domu to oszczędzam i mogę nieco zaszaleć. Wczorajsza wizyta na stronie banku pokazała topniejący skarbiec. Auć, bolało.

Oskrzela mają się lepiej, ale nie pociesza mnie myśl,że kaszel i osłabienie mogą trwać najbliższy miesiąc. Znów odwiedziłam wczoraj aptekę celem zakupu wzmacniających środków mających dodać mi energii, odbudować żołądek wymęczony antybiotykami i wzmocnić odporność. Auć, bolało.

Nie bolało za to wczorajsze słuchanie radia. Jako, że ostatnio jestem zakochana w nowej płycie Suede postanowiłam kupić ich płytę i cieszyć tą muzyką w tradycyjny sposób. Kiedy powzięłam tę decyzję pan Niedźwiecki Marek zaprosił do wysłania sms-a, który może przynieść płytę do domu poprzez miłą panią listonosz. Sms wysłałam, i 3 minuty później dowiedziałam się  z usta pana Marka, że panna Magdalena otrzymuje ową płytę. Po cichu dodałam, że oszczędza 60 złotych, czyli nie jest źle. Nie jest źle.

47840e2b6e4c25401cfd974d49155418

  • podobieństwa do prawdziwych osób i sytuacji są przypadkowe

Ścieżka dźwiękowa- Placebo-Daddy Cool

Sobota

Tak mi się przykrzyło siedzenie w domu, że z dużą radością poszłam do pracy. Zwolnienie skończone, co prawda zdrowia w pełni nie odzyskałam,ale w moim przypadku wszystko trwa dużo dłużej. 10 dni siedzenia w 4 ścianach tak jednak mnie wymęczyło, że na samą myśl,że w czwartek mam iść na 4 godziny do firmy o mało nie podskoczyłam z radości. Porzuciłam dresy, przypomniałam sobie do czego służy tusz do rzęs i szczotka do włosów.

Po jakiejś godzinie uznałam jednak, że wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej. Zupełnie nie rozumiem jak mogłam narzekać na spokojne „gnicie” w domu. Czytanie  książki za książką, zajadanie się czekoladkami i oglądanie hurtem co leci. Ach, nie będę więcej na to narzekać. W pracy trafiłam na kosmiczne problemy, takie, których moja wymęczona głowa nie ogarniała. Oczywiście nie porzuciłam wstawania po 3 w nocy z  powodu kaszelku, więc już koło 10, padałam z wyczerpania na blat biurka. Nie byłam na bieżąco, siostra nie zostawiła mi żadnych notatek, nie wiedziałam co mówić klientom, więc każdą rozmowę zaczynałam od-nie było mnie 1,5 tygodnia w pracy, nie mam o niczym pojęcia, proszę dzwonić w poniedziałek. W poniedziałek mam wizytę kontrolną u lekarki, nie będzie  mnie w pracy,niech więc siostra się ze wszystkim męczy. Wredna jestem? Bardzo mnie zdenerwowała moja siostra, więc to chyba wszystko tłumaczy.

Remont prawie zaczęty. To znaczy idziemy etapami, dość małymi,ale zawsze. Wymieniliśmy piecyk w łazience, pan poprzestawiał rury, skuł pół ściany, i w końcu mam ciepłą wodę. Nie to, żebym wcześniej nie miała,ale od tego roku piecyk się obraził i leciał albo wrzątek,albo lód. Nic pośredniego. Przy czym wrzątek leciał tak marnym strumieniem,że kąpiel należało planować kwadrans przed, co najmniej. Mała rzecz a jak cieszy.

Cieszyła mnie też wczorajsza paczka, w sumie nieco kłopotów z nią było,ale ostatecznie uznałam z mamą, że prezent wykorzystamy w 100 %. Moje kulinarne przygody spodobały się pewnej firmie i dostałam karton ….. mrożonek. Tak, mrożonych zup, warzyw,owoców i pierogów. Dzięki mojej mamie i jej zmysłowi organizacji upchnęła 24 torebki w lodówkowej zamrażarce,do dobrze 23. Truskawki się nie zmieściły. Właśnie zajadam sobie te rozmrożone truskawki z jogurtem. Lato w lutym, czemu nie.

Udałam się też wczoraj do biblioteki, bo już dawno zakończyły mi się wszystkie zapasy książkowe. Wymusiłam na tacie podwózkę do domu książek, bo sama jakoś nie miałam siły na 10 minutowy spacer, padłabym z wyczerpania. W każdym razie nie byłam w tym miejscu dwa tygodnie, a panie chciały wysyłać za mną list gończy. Odetchnęły na mój widok, pożyczyły zdrowia, no i książki. Na czytniku zaś pokusiłam się o zakup dwóch książek Jo Nesbo, bez genialnego Hole’a, czy to się mogło udać? Krew na śniegu, i Więcej krwi nie rozczarowały. Szczególnie ta druga pozycja,nie mogłam się oderwać, chociaż przyznam szczerze, tytuły bywają zwodnicze. Gdzie tu krew, albo wręcz więcej krwi? Bohater, czyli skądinąd sympatyczny Ufi ucieka przed przeszłością, narkotykowym bossem, i rychłym marnym przeznaczeniem. Ucieka na tak daleką północ, że śmiało można powiedzieć,że jest to koniec świata. I na tym końcu świata dopada go…. miłość. Banalne, jejku jakie to jest banalne. On tu ucieka, drży o życie, a dosięgają go ludzkie emocje. I na tym skończę, by nie zdradzać za wiele. Wielu osobom nowe oblicze Nesbo się nie spodobało. Mi wręcz przeciwnie. Te książki traktuję jako puszczenie oczka do czytelników, wyobrażam sobie jak wielką miał uciechę pisząc te pozycje….?

Zbieram siły na umycie lodówki. Okna już umyłam,  w środę. Nie mogłam dłużej się opierać i powstrzymywać, to było silniejsze ode mnie. Jejku,zaraz wyjdzie, że odczuwam pożądanie względem mycia okien. Jestem nienormalna.

be0b5fde6ff632e3d270953cfc09c582

Ścieżka dźwiękowa- Arctic Monkeys- Still take you home

 

Jakoś tak….

Ataki kaszlu budzą mnie przed 4 rano. Nie jest to zbyt przyjemne, ani praktyczne. Jestem osobą, która jak raz się obudzi drugi raz nie zaśnie. Więc swoje dni zaczynam właśnie o tej porze, o 3.45 z zegarkiem w ręku. Mówiąc szczerze jakoś tak koło 6 rano przeżywam kryzys. Mam wrażenie, że czas stanął w miejscu, potwornie się nudzę. Zabieram więc swój grajdołek pościelowy na salony i włączam sobie telewizję. W końcu po coś ma się 200 kanałów, na pewno rano można trafić na coś fascynującego. No i tak, kanał za kanałem i nie ma nic. Dosłownie nic. Z nudów oglądam serial Porody. Przez cały tydzień urodziłam „dziesiątki dzieci”. Największą więź poczułam do pewnej Madzi. Nie malutkiej Madzi,a  w sumie dorosłej Magdaleny, która po pierwszym skurczu rozmyśliła się i postanowiła wrócić do domu i zostać w ciąży już na stałe. Zażyczyła sobie znieczulenia i w połowie też się rozmyśliła, bo jednak boli. A przecież to znieczulenie, boleć nie powinno i kropka. Siłą dali jej to znieczulenie, i Madzi odwidział się powrót do domu, uznała,że skoro już jest na sali może rodzić. Ale, ale, znajomi nic nie wiedzą, że ona tutaj rodzi, prosi więc męża by robił jej zdjęcia i wrzucał na FB. Mąż więc robi je te zdjęcia, półnagie, z cierpieniem na twarzy i potem na policzkach. Madzia sięga po swój telefon, sprawdza ilość lajków i klops, awantura. Mąż zrobił zdjęcie w takim ujęciu, że widać było Madzi odrosty. Wydało się, że Madzia nie jest naturalną blondynką. Postanowiła się rozejść z mężem zaraz po porodzie. Porodu nie doczekałam, za dużo emocji.

Kolejny kryzys mam koło 9 rano. Wtedy też wracam do telewizora. Znów nic nie ma ciekawego, zatrzymuję się na kanale Mango 24. A tam reklamy pościeli, 100 % bawełny, trzy wzory do wyboru, do tego zameczek nie rani twarzy. A jak nam się ubrudzi nieco europejska pościel, trzeba zrobić pranie. I też nie ma problemu, bo konsultanci stacji 24 godziny na dobę dyżurują pod telefonem byś ty drogi człowieku mógł kupić proszek do prania. Najwyższa niemiecka jakość, tylko za 100 złotych i twoja pościel będzie zawsze jak nowa. Siedziałam godzinę jak zaczarowana, na poważnie przez godzinę dwie panie i jeden pan potrafią opowiadać o zaletach proszku do prania. Wow.

Dziś jest piękna pogoda, kusi mnie by wyjść na spacer w mroźny dzień. Ale kiedy sobie wyobrażam,że musiałabym wstać z krzesła i się przebrać odchodzi mi ochota.Patrzę na brudne okna i ogarnia mnie przerażenie. Ale zaraz potem macham na wszystko ręką Wypiłabym kakao, ale nie chce mi się iść do kuchni, a już na pewno nie chce mi się sięgać po kakao. Nie wiem ile może ważyć paczka kakao, ale zdecydowanie za dużo. Od antybiotyku ciągle jestem senna i zmęczona. Tyle, że nie mogę spać. Od tych wielkich tabletek pobolewa mnie żołądek. W ogóle czuję się kapeć, który wpadł do Wisły i po 3 latach wypłynął gdzieś tam,hen daleko. Do tego od soboty każdego dnia dowiaduję się o śmierci znanych mi osób. Z rodziny i z grona znajomych,4 dni i 4 śmierci. Ewidentnie coś wisi w powietrzu.

b517537b7375822db752c6dd7c03ce4a

Ewidentnie brakuje mi teraz przystojnego bruneta u boku, który podałby mi śniadanie i poprasował tę stertę ciuchów. No i zrobił to kakao…..

Ogarnia mnie grypowa depresja.

Tak, tak, wiem,że od tygodnia narzekam i narzekam i narzekam. Mnie też to nudzi. Obiecuję poprawę. Kiedyś tam.

b26f2253bcc73042fdfa0e5e2d98bec6

O czyżby brunet z kakao?

Ścieżka dźwiękowa- Depeche Mode- Enjoy the silence

 

I’m killing time on Valentine’s

Walentynkowe parówki, walentynkowa szyneczka, bułeczki w kształcie serduszek. Reklamy bielizny, którą koniecznie dziś trzeba założyć dla swego Walentego,co z tego,że środek zimy,paradujmy w gorsecikach i majteczkach z siateczki. O słodkościach, bukiecikach kwiatków-sztampowe różyczki niech nam żyją, i karteczkach z wyświechtanym I love you wspominać nie trzeba. Dacie wiarę, że nigdy nie świętowałam tego dnia? Nigdy. No dobra raz wysłałam kartkę z misiem co trzymał maskotkę serduszko. Kartkę tę wysłałam  szkolną pocztą walentynkową mojej siostrze. Miałam lat 12 i podpisałam ją – buziaczki od gorącego Romusia. I od razu ma siostra wiedziała, że to ode mnie a nie gorącego Romana. I to na tyle. Jestem tym dziwakiem, który nie znosi gdy świat mu coś każe i coś od niego oczekuje, czytaj oczekuje, że wyzna się miłość koniecznie dozgonną i pójdzie do kina z całą armią zakochanych gimnazjalistów. Dziś mogę co najwyżej poświętować mój jakże głęboki i świeży związek z paczką chusteczek. Śmiało mogę powiedzieć, że je kocham. Są takie mięciutkie, pachnące i zawsze służą pomocą gdy ich potrzebuję. Nigdy mnie nie zdradziły, opuściły w potrzebie i odeszły trzaskając drzwiami. A kiedy już mi się znudzi jedna paczka, idę do szuflady i wyciągam kolejną i kolejną. Magia.

93d73ebcb22f46a6d7a98299843507f8

A teraz coś dla tych co świętują Walentynki, albo poddają się magii dnia. Najpiękniejsze ( moim zdaniem oczywiście) filmy z miłością w tle.

  1. Miłość – Michaela Hanekego. Jeżeli jesteście na początku wspólnej drogi koniecznie zobaczcie jak wygląda jej koniec. Wiem, wiem, brzmi groźnie, ale szykujcie chusteczki, jest pięknie.
  2. Blue Valentine– tytuł mówi dużo. Film, który powinno się pokazywać obowiązkowo przed ślubem każdej parze. W końcu miłość ma różne odcienie, i nie zawsze jest to radosny róż.
  3. Samotny mężczyzna Toma Forda. Wiem, wiem mało to optymistyczny tytuł, ale sam film jest piękny. Koniec miłości nie musi oznaczać końca życia. A każdy dzień jest szansą na nowe uczucie. Plus Colin Firth.
  4. Once, czyli miłość w rytmie alternatywnej muzyki. Pięknej muzyki. Spokojny, delikatny, romantyczny film. Można oglądać w kółko.
  5. Miłość Larsa, czyli Ryan kolejny raz. Ten film jest zupełnie inny niż wszystkie. Szalenie wzruszający, każdy ma prawo do miłości,także lekko upośledzony Lars. Na przemian chce się śmiać i płakać.
  6. Czas na miłość, czyli miłość bez końca. Komedia, na której można się popłakać. Wspaniała historia, która ma w sobie ogromne pokłady ciepła i naturalnego uroku. Rzadko zdarza się masowy hit, który jest mądry i tak piękny.
  7. W kręgu miłości, nie jest to film, który zna cały świat,a moim zdaniem wielka to szkoda. Podobnie jak Blue Valentine poznajemy bohaterów z wielu stron, w różnych okresach życia i widzimy różne odcienie miłości. Ja się popłakałam,nie rozryczałam jak dziecko. Wspaniały film jako początek dyskusji o związku, miłości,poświęceniu….

Powinnam dziś przeprosić 10 letniego chłopca z Lidla, którego oskarżyłam-a raczej jego kaszel, o zarażenie mnie wstrętnymi chorobami. Wybacz drogi chłopczyku. Sprawcą zamieszania okazała się moja babcia. Otóż gdy tydzień temu, dokładnie tydzień temu, moi rodzice świętowali rocznicę ślubu przybyła babcia na uroczą uroczystość. Jeszcze tego samego dnia wylądowała na pogotowiu z 40 stopniową gorączką. Babcia przyszła z dreszczami, bólami i czym tam jeszcze. Bo po pierwsze skoro się zaszczepiła na grypę to nic złapać nie mogła, i jej stan to efekt zmian w pogodzie. A po drugie nie codziennie syn obchodzi imieniny i tak zacną rocznicę ślubu. Tak więc babcia zlekceważyła swoją chorobę, zaraziła nie tylko nas, ale i sama dorobiła się zapalenia płuc, co w wieku 84 wiosen nie jest niczym potrzebnym. W każdym razie moja mama postanowiła chyba przebić babcię w chorowaniu i 3 dzień ma wysoką gorączkę, która spada i znika. Ponoć to typowe dla grypy, nietypowe jednak dla człowieka.

Strzeżcie się póki możecie. Nie miłości oczywiście, tylko sztampy. Strzeżcie się też grypy. Ją też przetestowałam dla Was i nie musicie robić tego w domu.

Wprowadził się nowy sąsiad. Szalenie przystojny. Jakie są szanse, że ta blondynka, którą zwie per kotuniu jest jego siostrą czy też daleką krewną?

Kusi mnie by upiec dziś ciasto. Kusi mnie by umyć okna. Tęsknię za jogą. Chciałabym wyjść na mały spacer, ot dookoła bloku. Nudzę się. Antybiotyki dalej nie przypominają misio-tabletek o smaku białej czekolady. Księgę skarg i zażaleń uważam za otwartą. Co tam mówisz Ryan? Ano tak. Masz rację.

5b278be8bf601a407a3707976290f7f5

Ścieżka dźwiękowa- Noel Gallagher- Lock all the doors

ABC-chorowania

Wczorajszą wizytę u lekarza potraktowałam jak wielkie wyjście. Co najmniej wyjście na galę rozdania Oskarów. To znaczy zamierzałam, skończyło się na tym,że po prostu umyłam włosy. Zabrakło mi sił na nałożenie kremu z efektem BB na twarzy. Ubrałam się w dres, bo łatwiej się rozebrać do badania. Zasadniczo jeżeli człowiek zaczyna swój dzień o 3.30-vivat kaszel,vivat katar,można spodziewać się po nim nieco więcej. Także zawiodłam. U lekarza zaskoczenie, brak kolejek, a nowa pani doktor już na mnie czekała. Dokładnie mnie zbadała-głowę daję,że swoim stetoskopem osłucha mi nawet nerki. I wydała diagnozę, ot, zapaleń bez liku, gardła, górnych dróg oddechowych i oskrzeli. Nałożyła okularki,sprawdziła mą historię i uznała,że nie możemy czekać, od razu dostałam antybiotyk i recepty na inne magiczne specyfiki. No i zwolnienie na najbliższe 7 dni. W sumie zwolnienia nie wzięłam bo tacie niepotrzebne, ale tak, przez tydzień mam się leczyć. Na odchodnym miła pani doktor powiedziała- proszę sobie dogadzać kulinarnie i kulturalnie.

Dogadzać zaczęłam sobie w aptece, w której zostawiłam 121 złotych, 86 groszy. Dawno nie sprawiłam sobie przyjemności na taką kwotę. Dowlokłam się do domu i na sam widok wielkiej tabletki zabijającej bakterie odechciało mi się jedzenia. Ostatecznie zjadłam jogurt, przełknęłam tabletkę i wróciłam do dogadzania sobie.

Kolorowanki. Siostra z okazji,a  raczej bez okazji podarowała mi nowe kredeczki i książeczkę. To już wyższy lewel, tutaj trzeba samemu dorysowywać kwiatki a także słonie. Poczyniłam więc słonia płynnie przechodzącego w wieloryba w różowych kolorze. A kto mi zabroni?

photomania-28b9cd640f7786b7ff10bf9bc031660f

Znudziło mnie nieco kolorowanie-te kredki są strasznie ciężkie…. Zabrałam się za książki. Dokładnie za Razem będzie lepiej Jojo Moyes i dokładnie to było to czego potrzebowałam. Zabawna i pełna optymizmu książka. W zasadzie to bardzo zabawna i bardzo optymistyczna historia Jess, Eda, dwójki pokręconych nastolatków, psa ze wzdęciami, jednego samochodu i podróży do Szkocji. Dokładnie tego mi było trzeba, książkę przeczytałam błyskawicznie i każdemu polecam. Nie tylko tym co leżą pod kołderkami w łóżkach.

Jako,że czytanie nieco mnie znużyło sięgnęłam po filmy, dokładnie dwa filmy i jeden serial. Zacznę od serialu, 5 dni, bardzo dobry brytyjski serial ze wspaniałymi aktorami. Serial ma już parę lat, ale od czego jest HBO GO prawda? Więc wciskam play i oglądam pasjonującą historię zniknięcia młodej żony i matki na środku autostrady. Co się z nią stało? Zakończenie nie jest wyjątkowo odkrywcze, ale przy okazji poznajemy całą pogmatwaną rodzinną historię, która naprawdę wciąga. Idealnie się to ogląda nocą,ciurkiem, kiedy kaszel nie pozwala zasnąć.

Następnie zajęłam się sprawami z przeszłości. Tematyka podobna, kryminalne sprawy, historyczne tło, świetni aktorzy. Most szpiegów, kandydat do Oskara. Wyjątkowo solidny film, kto lubi podobne klimaty na pewno się nie zawiedzie.

Jako,że kryminalnych zagadek miałam nieco dość skusiłam się na Joy. Jako, że uwielbiam sprzątać historia wynalezienia mopa bez wyrzynania wydaje się stworzona dla mnie. Film taki sobie, widziałam dużo lepsze. Natomiast świetnie nadaje się do oglądania o 6 rano, bardzo dobra ścieżka dźwiękowa i historia z happy endem daje nadzieje na udany dzień i poprawę samopoczucia. W sumie kiedy kończył się film zbliżała się pora przyjęcia kolejnej dawki antybiotyku poczułam -podobnie jak Joy, potrzebę ulepszenia pewnych kwestii. Dlaczegóż to w erze człowieka w kosmosie antybiotyki muszą być tak paskudne? Dlaczegóż możemy kąpać się w wodzie o aromacie jagodowej muffinki czy waniliowego puddingu z maliną, a nie można zrobić antybiotyku o smaku jeżyny czy też brownie? Bardzo proszę decyzyjne osoby o jakąś reakcję. Zmniejszcie tabletki i nadajcie im pyszny smak. Dziękuję.

Mogłabym teraz opowiadać, że w chorowaniu najważniejszy jest milusi koc, pardon, pled z metką dobrego domu domu. Albo dres od projektanta. Albo otoczenie się setkami aromatycznych świec znanej marki. Nieprawda. Najważniejsze by nie chorować samemu. I nie chodzi tu o to by zarazić pół bloku i umawiać się na zbiorowe popijanie syropów a o bliskich wokół. Taka siostra co zrobi zapas jogurtów i cytryny do herbaty. Taki tata co wyrwie się z pracy by zawieść dorosłe dziecko do lekarza, poczeka w korytarzu i bezpiecznie odwiezie do domu. Taka przyjaciółka co trzy razy dziennie sprawdzi czy mi lepiej. Taki sąsiad co spotkany wczoraj na klatce po prostu pożyczy zdrowia i miło się uśmiechnie. To jest najważniejsze.

Wybaczcie, wracam chorować.

03b49287ebc973b24a7b62436abc92ce

Ścieżka dźwiękowa- Depeche Mode- Personal Jesus