Uwielbiam te zimowe poranki. Siedzę pod kołdrą, piję gorącą herbatę z cytryną, jak nieco ostygnie dodam odrobinę rzepakowego miodu. Jest biało, mroźno,niezwykle spokojnie. Zrobię sobie gofry na śniadanie, do tego kakao. Uwielbiam to. Zdecydowanie nadużywam słowa uwielbiam to.

Nie będę oszukiwać, dalej nadchodzi mnie taka chwila, taki moment, że myślę,że powinno być mi mocno smutno. Może gdybym była bardziej otwarta, pewna siebie, bardziej kobieca, bardziej zabawna, bardziej seksowna, nie myślałby o tamtej. Wiem, że to zupełnie bez sensu. Nie myślę o tym cały czas. Nie, nie, nie mam na to czasu. Ale przez momencik mi się zdarza. Czy to źle?

Jak mi źle to sprzątam. Kupiłam pełno pudełek i koszyków. Uporządkowałam wszystko co miałam. Lubię porządek, i w domu i w życiu. Lubię też swoją pracę. Wczoraj pomyślałam, że nie zasłużyłam sobie na nią. Było ślisko i zimno. Miałam podjechać autobusem,bo jednak spacer po chodniku zwanym lodowiskiem z siatami z zakupami do przyjemnych nie należy. Ale nie pozwolono mi. Niemal siłą wsadzono mnie do auta i podwieziono pod sam dom. Bo szybciej, bardziej komfortowo i bezpieczniej.

Mam w planie iść jutro na lodowisko. Znów pewnie stanę przy barierce i nie zrobię kroku. Ale siostra ostro namawia, sama się wstydzi iść na zajęcia z instruktorem, bo pewnie będzie jedynym dorosłym. Jak nieco zmniejszy mi się katar to na pewno pójdę. Tak, to już nie jest śmieszne. Bo super lekach na katar on się nic tylko zwiększa. Do tego ze skutków ubocznych ominął mnie jedynie paraliż kończyn dolnych. Czuję,że mój nos nie należy już do mnie, a do sterydów.

Właśnie, siostra. Podjęłyśmy ważną decyzję. Kupno własnego M3. Z każdym rokiem będzie nam coraz trudniej się zdecydować na pójście na swoje. Bo w domu wygodnie, bo więcej pieniędzy zostaje w kieszeni, bo rodzicom trzeba pomóc. Ale decyzja podjęta, konto założone, wszystkie oszczędności przelane. Planu nie zrealizujemy za rok, raczej dajemy sobie na to 2, 5 roku. Wynajem się nie opłaca w moim mieście, byle jaką kawalerkę wyceniają na 800 zł. Dwa pokoje? Minimum 1200 zł. Tyle co kredyt. A co swoje to swoje, chociaż z większym ryzykiem. Uznałyśmy,że to będzie nasza docelowa baza. Jak mówi tata mamie po cichu, kiedy myśli,że nie słyszymy-nasze córki na zamążpójście nie mają co liczyć, więc liczymy na siebie. W dwóch pokojach powinnyśmy się nie pozabijać. Oczywiście fajnie byłoby mieć trzy, ale całe życie mieszkałyśmy w jednym, to dwa nie będą problemem. Dla mnie najważniejsza jest kuchnia. Mieszkanie na pewno kupimy z rynku wtórnego, w cenie nowego można mieć już urządzoną kuchnię i łazienkę. A nie chcę bawić się w remonty. Moja kuchnia musi być jasna, w miarę przestronna i wygodna. Koniecznie chcę też balkon, albo chociaż balkonik. I  musi być miejsce dla kota. I chcę mieszkać blisko rodziców. Będzie tak wygodniej, w końcu ktoś musi myć in okna.

A teraz wybaczcie, herbatka przestygła, czas na miód.

629e1fd2ea55547532618d37a8dabaeb

Ścieżka dźwiękowa- Sting-Stolen Car (Take me dancing)

Advertisements

53 uwagi do wpisu “

  1. Kredyt działa na mnie jak płachta na byka, ale ja jestem inna. I serio podziwiam ludzi którzy biorą kredyt – bo ja… ja tu jestem a za chwilę mnie nie ma a kredyt by mnie związał, chciałabym być mieć taką pewność że „chcę tu żyć” 😀

    Lubię to

    1. No ja jestem pewna,że chcę tu żyć 🙂 Jestem przeciwko kredytowi na dziś-mogłabym go z siostrą wziąć,pewnie. Ale my dajemy sobie ten czas by zebrać jak najwięcej swoich środków, by ten kredyt był jak najmniejszy. Myślę,że tak jest rozsądniej 🙂

      Lubię to

  2. S. pisze:

    Ah a mnie ostatnio nawet piekne zimowe krajobrazy nie ciesza. I nie powinno byc Ci smutno bo nie da sie porownywac. Dla kogos kiedys bedziesz najlepsza.
    I tez sprzatam jak sie denerwuje :p

    A pomysl z mieszkaniem swietny.

    Lubię to

  3. Ja bym dodała jeszcze plasterek imbiru:)
    Chciałabym nauczyć się jeździć na łyżwach. Może jak zamieszkam w mieście…
    Wcale mnie nie zdziwił fakt, że kuchnia będzie dla Ciebie najważniejsza:) I łazienka też powinna być niczego sobie, najlepiej z wanną, żeby można się było odprężyć.

    Lubię to

  4. Lena – ginący gatunku – wielu młodych myśli by jak najdalej, nawet za granicę, a Ty – blisko, by okna myć 😉 Jesteś super. Ale nie skromnie powiem, że i ja nie chciałabym wyjeżdżać za daleko od rodziców, by być pod ręką jak coś im będzie trzeba. Ale teraz mieszkam z nimi i to nie jest za dobre, chociaż często wygodne, ale brakuje mi roli – pani domu 😉

    Lubię to

    1. Nie ma sensu wyjeżdżać skoro tu mam pracę, tu mam rodzinę, tu mieszkam od urodzenia. Trójmiasto to moje miejsce na ziemi 🙂 Jak wyjeżdżam na wakacje strasznie tęsknię. A rodzicom pomagać trzeba, moi są cudowni i zasługują na te umyte okna:)

      Lubię to

  5. Gratuluję decyzji o mieszkaniu! Wiadomo kredyt brzmi strasznie ale takie mieszkanie to pewna inwestycja, można zawsze sprzedac albo wynająć jak plany sie zmienią:) i niezmiennie zdrowia życzę niech ten mroz wymrozi caly katar!!

    Lubię to

    1. dokładnie, nawet jak coś pójdzie nie tak, pieniądze nie będą w pełni stracone-jak z wynajmu. A skoro wiem gdzie chcę mieszkać to myślę,że warto podjąć ryzyko 🙂
      O tak, byłam pół dnia na dworze, jakby mniejszy katar. Wiwat mróz:)

      Lubię to

  6. sanglant pisze:

    Miałam na studiach zajęcia na lodowisku w ramach wf i to bardzo fajna sprawa, na początku zawsze była jakaś rozgrzewka i proste ćwiczenia. Nie był to mój pierwszy raz, wcześniej zdarzyło mi się iść z koleżankami, ale instruktor zawsze lepiej wytłumaczy. Też bym się obawiała, że będą same dzieci, ale przecież nie każdy dorosły umie. 😛 Doradzałabym tylko od początku samodzielnie utrzymywać pion, jeden chłopak, jak zaczynał trzymając się barierki, tak potem tym bardziej nie umiał się przełamać i puścić.
    Zakup mieszkania z siostrą to jest jakaś opcja, zawsze to łatwiej finansowo i jest się do kogo odezwać, a w razie zmiany sytuacji da się sprzedać, wynająć albo jakoś podzielić. 🙂 Wynajem czasami ma sens, bo jest się np. bardziej elastycznym i nie trzeba mieć zdolności kredytowej, ale ceny rzeczywiście są wysokie w porównaniu do raty.
    Ja też szukam blisko rodziców i blisko starych koleżanek, ale głównie po to, żebym nie czuła się samotna, z facetem mogłabym gdzieś dalej (ale też na Śląsku). I też chciałabym balkon, ale tu mam dylemat, bo w okolicy niewiele jest dwupokojowych z balkonem i oknami na dwie strony (i nikt nie sprzedaje…), część z nich jest w starszych blokach, a nie wiem, czy takie chcę, a tak to albo nie mają balkonu, albo okna tylko na jedną stronę, albo są większe, a takie mi niepotrzebne i oznacza wyższą cenę i wyższy czynsz. Też chcę z rynku wtórnego, z pierwotnego są za drogie. Są deweloperzy, którzy mają stosunkowo niskie ceny (choć ciągle wyższe od wtórnego, tym bardziej, jeśli wziąć pod uwagę, że to stan surowy i porównać z mieszkaniami do totalnego remontu), ale tu znowu z lokalizacją jest średnio. Niektórzy doradzają mi znalezienie chłopa z mieszkaniem, ale trzeba myśleć realnie. 😛

    Lubię to

    1. O tak, też słyszę-znajdź ze chłopa, będzie najprościej 🙂 Ale cóż, my samotne kobiety musimy sobie jakoś dać radę 🙂 U mnie cenowo nowe 2 pokojowe wychodzi tak samo jak z rynku wtórnego, tyle,że trzeba zrobić całą kuchnię, całą łazienkę, zrobić szafy wnękowe itp. Dla mnie to za dużo pieniędzy i zachodu. Będę szukać mieszkania z ładną kuchnią, co najwyżej mogę pomagać ściany 🙂 Chcę do mieszkania po prostu wejść z łóżkiem, talerzami,kołdrą,krzesłami i mieszkać. A nie pół roku szykować mieszkanie. Na szczęście u mnie niemal wszystkie bloki mają balkony, sama nie wiem czy stary wybiorę czy nowy? Dla mnie nie będzie to wielka różnica, najważniejsza będzie kuchnia. Jak będzie mi pasować to wezmę:)
      Sama mieszkać bym nie chciała, chyba tylko bym spać szła do siebie, a resztę dnia spędzała z rodziną. Fajnie wejść do domu, wiedzieć,że tam ktoś jest i móc razem obejrzeć głupi serial.
      Boje się,że na lodowisku nie zrobię ni kroku 🙂

      Lubię to

      1. sanglant pisze:

        To jest kolejny dylemat: całe do remontu czy tylko do odświeżenia? Na czasie mi nie zależy i mam już wybraną ekipę, nawet raz zrobiłam im nadzieję na robotę, koszty zakładam, że się mniej więcej wyrównają, ale to zajmuje tyle czasu i wymaga tylu decyzji… Kuchni się właśnie obawiam i może lepiej, żebym zrobiła sama, bo chciałabym mieć blaty na odpowiedniej wysokości, żeby się nie garbić, a po zdjęciach z ofert widzę, że czasami kuchnia jest ładna i funkcjonalna, ale właśnie te blaty są za nisko.
        Na lodzie nie będzie tak źle, tylko trzeba się przełamać i załapać, jak się poruszać. 🙂
        A co do kataru, gdybym nie wiedziała, że płukanie nosa się u Ciebie nie sprawdziło, to bym polecała – dostałam specjalny kubek, wypróbowałam i jestem zadowolona, wydaje mi się, że dzięki temu balansuję na granicy choroby, zamiast się znowu zapchać i męczyć.

        Lubię to

      2. Właśnie mi lekarka zakazała używania tego zestawu do irygacji-jak ktoś używa od czasu to ok, ale w mojej sytuacji,przewlekłego zapalenia ponoć to powiększa problem. A już ostatnio jej powiedziałam,że może spróbuję…
        Ja mam obraz idealnej swojej kuchni, ale szczerze to takie kuchnie są teraz modne, więc są szanse,że znajdę jakąś ofertę z białymi meblami. No i kolejna rzecz, ja kuchnię urządzałabym pół roku, jestem niedecyzyjna akurat. Dlatego chcę znaleźć coś, czego nie trzeba od nowa urządzać bo … nie urządzę 🙂

        Lubię to

  7. Zbych pisze:

    To że katar się zwiększył po zastosowaniu „superleku” to nic dziwnego. Żona mojego dobrego znajomego jest farmaceutką z wieloletnim stażem i kiedyś powiedziała że tak naprawdę większość obecnych leków bezreceptowych to tak naprawdę pseudo placeba (tak jak prawie wszystkie suplementy, których przyswajalność jest max na poziomie 10% – wbrew temu co mamią w reklamach). Zakatarzenie nie znika bo ma stymulować zakup następnych specyfików, ot taki haczyk 🙂

    Lubię to

  8. Nie zdecydowałabym się na kupno mieszkania z siostrą, bo nie wiem czy o tym pomyślałyście, ale prędzej czy później któraś z Was założy rodzinę i ta druga będzie musiała się wynieść. Co wtedy z tym mieszkaniem? Sprzedacie i na pół czy jedna drugą spłaci? Bo wątpię, by któraś z Was chciała je podarować 🙂

    Lubię to

      1. Wasz punkt widzenia, mój jest inny. Raczej rodziny żadna z nas nie założy, więc na razie takie gdybanie jest bez sensu. A gdyby nawet to jak powiedziałam, w akcie notarialnym będzie ile która włożyła, i co się dzieje jak któraś będzie chciała wycofać wkład 😉 A poza tym czemu nie miałabym podarować siostrze mieszkania? 🙂 To,że Wy sobie tego nie wyobrażacie nie znaczy,że ja myślę tak samo 🙂

        Lubię to

    1. Już mamy ustalone-że jakby coś takiego się stało, to ta druga dostaje mieszkanie po dziadku w całości, i nie musi się dzielić, a jedna dostanie to wspólne. Ja tam się nie boję. Lepiej z siostrą niż z obcą osobą.

      Lubię to

      1. Ustalić tak, i zapisać. Ale nie sądzę by był to kosmiczny problem i lepiej czekać 30 lat aż będę mogła kupić sobie sama, byleby nie kupować z siostrą.

        Lubię to

      2. Zbych pisze:

        Chyba nie zostałem dobrze zrozumiany… nie mam nic przeciwko kupowaniu mieszkania „na spółkę”, pisałem tylko że dobrze wszystko wcześniej przeanalizować bo taki zakup to inwestycja i zobowiązanie długoterminowe, a wiadomo że w życiu, jak to w życiu – wszystko się może zdarzyć. Trzymam kciuki ze realizację z sukcesem planów mieszkaniowych 🙂

        Lubię to

      3. Właśnie myślałyśmy o tym projekcie od dwóch lat w zasadzie, po prostu uznałyśmy,że nic nie wskazuje by nasza sytuacja osobista miała się znacząco zmienić w ciągu 5 lat, więc bez sensu czekać i żyć jak licealistki. A co potem będzie? Gdyby człowiek wiedział,że się wywróci to by usiadł po prostu i nie wstawał. Co najwyżej jak sobie ułożymy życie mieszkanie sprzedamy bratu, albo wynajmiemy i będziemy miały dochód dodatkowy na waciki 🙂

        Lubię to

  9. Lili pisze:

    Decyzja z nowym mieszkaniem bardzo słuszna bo kiedyś w końcu i tak trzeba się wyprowadzić od rodziców a faktycznie im dłużej by się zwlekało tym trudniej;)
    1200 za 2 pokoje? Ło to ja przeprowadzam się do 3miasta:D We Wrocławiu kawalerkę miałam za 1300;) A 2 pokojowe są po 1800… )

    Lubię to

  10. Porządki – u mnie powodu pakowania wszystkiego w kartony mam 2 warsztaty (w jednym znalazłem np. nieotwarty olej z 76 roku), dwie kuchnie, trzy pokoje które można nazwać bibliotekami.

    A za 120 tyś to wyremontowałbym cały dom i pewnie na dwa pokoje dla Ciebie by pewnie zostało ;P
    Pozdrawiam.

    Lubię to

    1. Zbych pisze:

      Tak naprawdę z tą kasą to wszystko kwestia lokalizacji i standardów – za to 120tyś można spokojnie wybudować nieduży domek jednorodzinny (stan deweloperski, bez kosztów zakupu działki)

      Lubię to

      1. Tak, mam sąsiada obok pracy,ma domek 40 metrów, 3 okna, dwa pokoiki, postawił domek na działce rodziców koło ich domu, sam budował, to 120 tyś mu starczyło na pewno:)

        Lubię to

      2. Zbych pisze:

        Ja na poważnie – akurat moja branża więc nic nie koloryzuje: niecałe dwa lata temu realizowałem domek pod Lublińcem – 104m2 z garażem, 5 pokoi, parterowy, poddasze nieużytkowe, blachodachówka. Stan surowy zamknięty był w okolicach 90tyś, nie jakiś system gospodarczy tylko normalna ekipa. Budowa trwała niecałe 10 miesięcy. Oczywiście jak pisałem wcześniej, zakup działki i organizacja mediów itp. to zupełnie inna bajka.

        Lubię to

      3. Ja też na poważnie, facet sam zbudował i wydał dwa razy mniej niż 4o metrowe mieszkanie w bloku. Ale bądźmy szczerzy 99 % ludzi musi kupić działkę i ją uzbroić, kupić projekt itp. Te koszty na pewno podwajają cenę samej budowy. No i dodajmy wyposażenie, jak ktoś z marszu buduje to by zamieszkać -ogrodzić i otynkować musi wydać te 300 tysięcy minimum….

        Lubię to

      4. Zbych pisze:

        Tu się zgadzamy – średniej wielkości domek jednorodzinny „pod klucz” (ok 130m2) – w bebechami (instalacje, posadzki, biały montaż), z materiałów „nieoszczędnych” (nie bloczki tylko ceramika, nie blacha tylko dachówka) na przeciętnej działce 5-7 arów z ogrodzeniem, na przedmieściach średniej wielkości miasta (do 250tyś mieszkańców), to całościowo (działka-projekt-urzędy-materiały-robocizna-media) koszt pod 500tyś.

        Lubię to

      5. Moja przyjaciółka miała działkę, ba 4 działki, trzy sprzedali, na jednej postawili dom. Wzięli kredyt, dom niezbyt duży, 115 metrów, garaż i 4 rok go robią. Wciąż nieotynkowany, nie ma płotu, a podwórko to piach bądź też błoto-w zależności od pogody. Wydali już 450 tysięcy, a jeszcze trochę przed nimi, może w te 500 tyś się zmieszczą…

        Lubię to

      6. Zbych pisze:

        Hmm…. szczerze to sporo jak na taki stan rzeczy, a jak działka się nie wlicza to rzekłbym że całkiem sporo. Może wyszli poza standard. Mają piwnicę? Przy słabych gruntach wpuszczanie budynku w grunt to spore koszta. Mogli też zrobić strop w monolicie – rozwiązanie wygodne, ale kosztowne. Wszystko zależy od standardów – całkiem przeciętny domek w stylu modernistycznym – może kosztować kilka mln. Tak naprawdę widełki są szerokie, a i często wyskakują jakieś kosztowne „niespodzianki” już podczas budowy.

        Lubię to

      7. Nie, nie ma piwnicy. A dom powiedziałabym skromny, 3 pokoje na górze, plus kuchnia z salonem na dole. Okien niezbyt dużo,wystrój standardowy-meble z Ikei, także nie wiem skąd takie koszty. Ale nie wnikam w plan inwestycji.

        Lubię to

  11. My wynajmujemy, bo na razie nie mamy innego wyjścia. Chciałabym już być na swoim, ale póki co to niemożliwe, bo nikt nam kredytu nie ma. Ogólnie sądzę, że teraz to jakaś paranoja, ceny mieszkań są zawyżone, to powinno się absolutnie zmienić.

    Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s