Porozmawiajmy o marzeniach….

To co dzieje się dziś swój początek miało ponad 4 lata, w pewnym studenckim klubie. Nie lubiłam tam chodzić, byłam może z 4 razy podczas całych studiów. Lubiłam jednak ich sok ananasowy i dobrą muzykę. Kiedy więc tego dnia okazało się,że odpadł nam pewien wykład przyjaciółka zaciągnęła nas na przeczekanie do owego miejsca. Siedziałam w kącie, nieco rozmawiałam,nieco przeglądałam notatki, w końcu zaraz miała być dydaktyka….

Dosiadł się do naszego stolika brat przyjaciela kolegi. Owszem zwróciłam na niego uwagę, bądźmy szczerzy na niego nie można było nie zwrócić uwagi, to jeden z najprzystojniejszych mężczyzn, których widziałam na żywo. Zajęta byłam czym innym…

Dzień później ktoś zaczepił mnie w bibliotece-hej, poznaliśmy się wczoraj. Niby tak, w ogóle go nie skojarzyłam, szykowałam się na prezentację, miałam w głowie co innego, ale on nie odpuszczał. Zajął ten sam stolik w bibliotece, po prostu wyjął notatki i się uczył. Obok. Po wszystkim każde z nas rozeszło się do swoich zajęć, zapamiętałam tylko jego imię.

Jakiś miesiąc później poszłam z przyjaciółką na naleśniki a’la ruskie pierogi. Przypadkiem znów się spotkaliśmy, dosiadł się do nas. Rozmawialiśmy jak starzy znajomi. Minęły trzy godziny, wymieniliśmy się numerami telefonów.

Dzień po zaproponował kino. Na film nie weszliśmy, po prostu siedzieliśmy w kawiarence przed salą, gadaliśmy i marzeniach, o planach, o życiu. O wszystkim.

Nie widziałam w nim mężczyzny moich marzeń. To był wspaniały kumpel, nawet nie przyjaciel. Nie widywaliśmy się bardzo często po studiach, owszem często rozmawialiśmy, ale nie było między nami nic tajemniczego, damsko-męskiego. Nie iskrzyło. Po prostu uwielbialiśmy dzielić się swoimi marzeniami, uwielbialiśmy debatować, gotować na odległość….

Któregoś dnia zaproponował spacer. Chodziliśmy pół dnia po wale, w tę i z powrotem. Może wtedy coś poczułam,może chciałabym by zrobił coś co zamieniłoby naszą znajomość w coś więcej? Sama nie wiem.

Po tym dniu częściej rozmawialiśmy. Może nawet doszukiwałam się jakichś aluzji, może o czymś zamarzyłam. Ale chowałam to dla siebie. Zresztą wciągnęło mnie życie, chodziłam na parę damsko-męskich spotkań. Opowiadałam mu o tym. Razem śmialiśmy się z porażek.

Aż nadszedł ten dzień. To było kilkanaście miesięcy temu. Bliżej roku, niż dwóch lat. Napisał,że poznał kogoś, że to świetna osoba. Że wyjeżdża dla niej. Żebym trzymała kciuki. Kciuków nie mogłam trzymać. Powoli wygaszałam naszą znajomość. Nie mogłam, nie chciałam, nie potrafiłam cieszyć się z tego,że on układa sobie życie na poważnie. Wiedziałam,że nie mogę być jego koleżanką dalej. Nie w tej sytuacji. Tak, okropnie chciałabym być wtedy na miejscu tej dziewczyny. Przez rok nie mieliśmy kontaktu. Nic a nic.

W sobotę napisał do mnie. Byłam pewna,że to informacja o zaręczynach, zaproszenie na ślub, albo na chrzciny. Szczerze? Tak byłoby prościej. Czy żałuję,że przeczytałam jego słowa? Cholernie. Było dobrze, a teraz? Teraz nie jest. Teraz czuję w głowie mętlik. Gdyby znów była sobota, nie podeszłabym do komputera. Albo po prostu bym skasowała jego wiadomość.

Rozstał się z nią. Powiedział,że nie może pokochać jej szczerze. Powiedział taki banał, że szukał za daleko,a  nie zauważył tego co jest obok. Że tylko ze mną może rozmawiać o wszystkim. Że przez ten rok nie był szczery sam z sobą. Że brakuje mu mnie. Mnie.

Nie odpisałam. Nie wiedziałam co mogę napisać. Brnął dalej, będzie tu w weekend. Chce tu wrócić, ale to zależy ode mnie. Kto dał mu prawo to zrzucania na mnie takiej odpowiedzialności? Nie wie co będzie w przyszłości, ale chce bym poświęciła mu tylko jedną sobotę. Chce znów pogadać o marzeniach.

Mówi, pamiętasz mieliśmy wspólne marzenia, takie same. Chcieliśmy mieć knajpkę, chcieliśmy wieczorami oglądać filmy,a  wcześniej przykrywać kołderką dzieciaki. Chcieliśmy mieć psa i spacerować z nim po zimowej plaży. Czy coś się zmieniło?

Chciałabym powiedzieć, że nie. Naprawdę bym chciała. Jakaś część mnie mówi, że czekałam na takie słowa, na jego słowa całe życie. Ale ta druga część mnie mówi,że to nie prawda. Po pierwsze rozstał się z dziewczyną, szuka pocieszenia, szybkiego pocieszenia. Nie chcę być byle jakim pocieszeniem. Bo przecież, po drugie nie można mnie pokochać? Nie można i już. Nie wierzę w to.

Znam go. Wiem,że nie potrafi kłamać. Ale nie wierzę. Z góry wiem jak to się skończy. Nie chcę próbować. Nie chcę nawet z nim rozmawiać. Choć  on mówi-przyjadę, będę, to tylko rozmowa. Nie chcę. Chcę, ale nie mogę. Nie potrafię.

Sama się w tym pogubiłam. Tak Woody masz rację. To materiał na film. Widzę Keira,że ocierasz chusteczkę parę łez. Ja nie płaczę. Ja się nie wzruszam. Chciałabym wiedzieć co zrobić. Najprościej jest uciec od decyzji. Zostać w swoim bezpiecznym kąciku. Nie mówić nic. Zostawić wszystko jak było.

Ścieżka dźwiękowa- David Bowie- The stars (Are Out Tonight). Nie mogło być inaczej. Trzymam jego nową płytę.

David Bowie

Stars are never sleeping….
But I hope they live forever…

 

 

 

 

Advertisements

66 uwag do wpisu “Porozmawiajmy o marzeniach….

  1. Rzeczywiście…ciężka sprawa. Bo był z kimś innym i masz rację, może szukać pocieszenia i uderza w miejsce, które zna. Ale z drugiej strony…może padły pewne deklaracje, chociaż ja w tych słowach widzę raczej hm…możliwości. Mam wrażenie, że jeśli nie spróbujesz na nowo, będziesz mieć do siebie straszny żal. Nieraz naprawdę rozumiemy pewne rzeczy, gdy je tracimy i może naprawdę teraz do niego to wszystko dotarło? Znałam w życiu parę takich sytuacji. I ludzie potem żyli razem szczęśliwie. Musieli sparzyć się gdzie indziej, żeby dostrzec to, co mieli pod nosem. Tam w ogóle chyba najmniej widać:)
    W każdym razie, jeśli się nie spotkacie, nie odnowicie kontaktu, nie będziesz wiedzieć, czy coś nadal czujesz i być może, całe życie potem będziesz tęsknić za ułudą. To ryzykujesz, jeśli nie dasz mu szansy. W drugą stronę ryzykujesz zranienie ale…rety. Zranienie jest częścią życia, zawsze, robiąc cokolwiek jesteśmy na nie narażeni. Zresztą, nie musicie od razu deklarować, zaręczać się, iść do łóżka nawet.
    Zostawić jak było i żyć ze świadomością jakiejś zmiany? Najprościej ale…jak dla mnie i najgorzej. Aż mi się przypominają słowa z piosenki Soko „jeśli nie jesteś gotowy na miłość, jak możesz być gotowy na życie?” Żyj. Życie jest ryzykiem, poważnymi decyzjami ale…życie samo w sobie jest piękne. Tak samo jak miłość. Strachem…nie odbieraj sobie strachem szansy na oba.

    Lubię

    1. Dziękuję Ci bardzo za te słowa-szalenie są dla mnie ważne. Muszę to wszystko na spokojnie przemyśleć.
      Chciałabym być odważniejsza, nie bać się zranienia, odrzucenia. Mieć więcej dystansu. Muszę się tego nauczyć. Może teraz przyszedł czas na lekcję?

      Lubię

      1. trzymamy mocno mocno! NIe zastanawiaj się idź i już! Odpisz mu! że spacer że spotkanie że tak! bo jak tego nie zrobisz to Cię osobiście przyjadę i skopię po chudej dupie;p

        Lubię

  2. sanglant pisze:

    Ucieczka od decyzji to moja ulubiona strategia. Kończy się tak, że ktoś ma do mnie żal albo ja mam żal, że komuś już nie zależy. Nie polecam, ale osobiście nie umiem inaczej. Nie jest mi szkoda, że ktoś później układa sobie życie – spotykając się z nim potrafię w myślach mu życzyć, żeby znalazł kogoś innego i tym samym uwolnił mnie od decyzji albo przestał mi okazywać zainteresowanie – ale jednak zmiana charakteru relacji nie pozwala na powrót do normalnego koleżeństwa. Tego też czasami szkoda – jest ktoś, kto mi się podoba od pierwszego roku studiów, teraz zaręczony, więc nie ma tematu, ale wcześniej bałabym się mu dać coś wyraźniej do zrozumienia, żeby nie skończyło się utratą fajnej znajomości.
    Ja też nie chciałabym być pocieszeniem czy wyjściem awaryjnym, ale niekoniecznie chodzi o to, jeśli on nie umie kłamać. Czasami to tak działa, że porównuje się innych ludzi z kimś zapamiętanym jako najbliższy ideału partnera i po czasie się widzi, że jednak coś przeszkadza.Trochę źle to rozegrał, za poważnie, mnie by odstraszył. Ale czasami warto zaryzykować, dać sobie szansę i przekonać się albo do wznowienia kontaktów, albo ostatecznie że to nie ma sensu.

    Lubię

    1. Mamy podobną strategię-ucieczka jest super-z mojej perspektywy. Bywa,że potem cierpię,ale dostosowuję się do nowej rzeczywistości i w pewnym momencie znika żal.
      Dla mnie to też za poważnie. Może nie chce tracić czasu? Ale kurcze, no ciężko mi w to uwierzyć. Nie chcę być jego pocieszeniem, wiem,że ja po jednym spotkaniu się na nowo zaangażuję. Nie umiem już patrzeć na niego jak na kolegę. A jak on uzna,że jednak nie jestem taka jaką mnie zapamiętał? Nie byliśmy razem,nie znamy się od strony związku,może też ucieknie jak mnie pozna bliżej? A tego bym nie chciała za nic w świecie. Kusi mnie zostawić to jak jest. Zero reakcji.

      Lubię

      1. sanglant pisze:

        Też jest takie ryzyko, tak samo jak Ty mogłaś jego zapamiętać wyidealizowanego.
        Dla mnie żal, że nie spróbowałam jest jakoś mniej bolesny niż spróbowanie i porażka. Ale, tak jak tu wszyscy piszą, gdy zostawisz to bez reakcji, wiadomo, że będziesz żałować, a jak spróbujesz się spotkać, są już dwie możliwości. Nie wiem, co bym zrobiła, logiczna analiza wskazuje na spotkanie, ale emocje to trudniejsza kwestia.

        Lubię

      2. O właśnie. Bo jak ja ucieknę od problemu, to jest to moja decyzja, ja podjęłam decyzję-nawet złą, ale jest ona moja. Nikt mnie nie zrani, poza mną samą. A do tego się łatwiej przyzwyczaić. Eh, życie jest skomplikowane ….

        Lubię

  3. Skoro wiesz, że nie umie kłamać to napisał prawdę, wyznał Ci swoje uczucia, obawy, marzenia…
    Zastanów się czy napewno warto nie zaryzykować. Bo może to jest właśnie ten, na którego czekasz.
    Mam nadzieję, że nie ważne jaką decyzję podejmiesz to nie będziesz jej żałować.

    Lubię

    1. Nieważne co zdecyduję, będę na siebie zła. Nie ma chyba dobrej decyzji tutaj-moim zdaniem. Było dobrze,byliśmy daleko, zapomniałam o swoich odczuciach. Teraz to wraca i boję się tego.

      Lubię

  4. Blueberry pisze:

    Rozumiem Twoje obawy, że on szuka pocieszenia po rozstaniu. Tylko co jeśli Ty byłaś w jego głowie i sercu jeszcze przed?
    Natomiast za fragment, że Ciebie się nie da kochać powinnaś dostać w łeb :p Woody w tym momencie patrzy z pewną konsternacją – spokojnie, pare spotkań nie wyszło – zdarza się, ale tak poważne wnioski to chyba trochę za daleko?

    Jedna lekcja, którą stale dostaję od życia to, że warto ryzykować. I najbardziej żałuje się rzeczy, których się nie zrobiło. Jasne, że w tym ryzyku są też błędne decyzje, ale człowiek jest w stanie poradzić sobie z naprawdę sporymi problemami. A strach przed porażką sprawia, że stoimy w miejscu i błagamy los, żeby podjął decyzję za nas. Życie mamy tylko jedno, warto korzystać z szans, które się pojawiają.

    Lubię

    1. Wiesz taki skrót mi wyszedł, nie sądzę by można było mnie pokochać tak,żeby z kimś się rozstać i zmienić swoje życie dla mnie. To dla mnie zbyt filmowe i nieco nierealne:)
      Właśnie, chciałabym móc zaryzykować. Mówię sobie-to tylko spotkanie,ale ja się boję. Nie traktuję go jako kolegi, i boję się,że mu nie wyszło,zrobił sobie mój obraz jako kogoś nierealnego,że się rozczaruje. A ja, znów zostanę z tym poczuciem,że się nie udało. Boję się,bo się wyleczyłam z niego. I nie wiem czy chcę jeszcze raz dopuszczać swoje emocje względem jego osoby.

      Lubię

  5. ciężka sprawa…z jednej strony masz rację, może szukać pocieszenia… ale z drugiej – nikt nie mówi, że macie od razu oboje rzucać się w wir nowego uczucia. na początek spotkałabym się z nim. sprawdziła jak będzie się rozmawiało, jak będzie się zachowywał, co zaproponuje dalej – czy kolejne spotkanie, kolejne rozmowy, czy może będzie już oczekiwał jakichś deklaracji, choćby w kwestii jego przeprowadzki. wydaje mi się, że warto dać temu szansę, rzadko spotykamy kogoś, z kim tak dobrze się rozumiemy. a poza tym potem mogłabyś żałować, że nie spróbowałaś.

    Lubię

  6. Mialam napisać dokladnie to samo co lavvendowa. Napisze wprost: głupia będziesz jak nie zaryzykujesz. Nie kaze ci brac z nim slubu od razu ale przeciez mzoecie sie spotkac, pogadac, powspominac ipozwolic sie rozwijac sytuacji. Moze jest wam psiane byc razem? A mzoe po spotkaniu utwierdzicie sie ze ejdnak za bardzo sie zmieniliscie i nei pasujecie jzu do siebie? Nigdy tego sie nei dowiesz jesli sie nei spotkacie. Kolejenej szansy mzoe nie byc. Szukaj keicki na spotkanie a nei rozmyslaj za duzo ;] Woody czeka na fajen zakonczenei swojego filmu 😉

    Lubię

  7. Wycofałam się z blogowania, ale muszę napisać – idź. Będzie bolało, będzie Ci przykro, będziesz miała mętlik w głowie. Ale tak będzie również jak zostaniesz w domu i nie odpowiesz. Idź i powiedz mu to, co napisałaś tutaj. Daj sobie czas. I jemu. Reszta się wyjaśni.
    Wiem, nie powinnam tego pisać, każdy sam powinien decydować za siebie. Ale podjęłam ostatnio kilka złych decyzji, ze strachu i niedowierzania. A teraz żałuję. Bądź mądrzejsza ode mnie. Proszę, chociaż Ty nie spierdol swojej szansy.

    Lubię

  8. O masz, następna, która sobie ubzdurała, że pokochać jej nie można! Ciebie nie można NIE pokochać! I tego się trzymajmy!
    Teraz trochę inaczej: rozumiem Twoje obawy i gdybym miała Ci coś doradzić to na pewno daleko posuniętą ostrożność, zresztą to zawsze facetom dobrze robi, niech się trochę wykażą zanim upolują ;), zresztą potem też dobrze tak dozować napięcie, żeby nie spoczęli na laurach 😉 ale jak tak czytałam ten post nie mogłam się oprzeć wrażeniu, że to może być zalążek, początek czegoś pięknego. Nie znacie się przecież od dziś. Owszem, niedawno rozstał się z kimś, ale myślę, że już wcześniej próbował zagiąć na Ciebie parol ;). A Twoje opowieści o randkach, udanych czy nie, na pewno nie pomagały. Dwa: uważam, że przyjaźń może być bardzo fajnym początkiem czegoś jeszcze fajniejszego… Trzy: macie takie same marzenia a to już coś. To bardzo dużo. I, brzmi to banalnie czy nie, czasem rzeczywiście nie widzimy tego, co mamy przed nosem więc może dobrze, że się chłopak w porę (mam nadzieję!) obudził!
    Tak czy siak, jestem z Tobą, jakąkolwiek decyzję podejmiesz. Ale pamiętaj, ucieczka to nie wyjście. Zresztą sama przed sobą nie uciekniesz a myślę, że on też nie jest Ci taki znowu obojętny. Zresztą ja w ogóle wyznaję zasadę, że lepiej spróbować i żałować niż w ogóle nie spróbować! Zresztą dlaczego w ogóle zakładać, że ktoś tu będzie czegoś żałował?
    Trzymaj się Kochana i informuj nas tu koniecznie na bieżąco bo coś czuję, że niedługo samego Woody’ego przebijesz!!! 😉
    http://virgo1982.blogspot.com/

    Lubię

    1. Wiesz,że ja czytam to z boku to wydaje mi się,że to może być wspaniały początek i komuś też bym doradzała-idź koniecznie. Ale problemem jest to jednak,że ja wiem,że on nie jest mi obojętny, już nie. Boję się tego. Dlatego wolę stać z boku. Boję się,że nic z tego nie wyjdzie, a uwierz mi ja bym naprawdę tego chciała. I boję się,że on tylko chwilowo czuje się samotny,że mam być na chwilę tym pocieszeniem. Ale z drugiej strony na odległość się tego nie dowiem. Eh, życie jest skomplikowane jednak:)

      Lubię

  9. Pamiętaj, że ucieczka nigdy nie jest żadnym wyjściem. Musicie też pamiętać, że sporo czasu minęło od Waszego ostatniego spotkania. Wiele mogło się pozmieniać, Wy mogliście się zmienić. Tak jak piszę moja przedmówczyni/przedmówca lepiej coś zrobić i czegoś żałować niż żałować, że się nic nie zrobiło. Musisz sama przekonać się czy czas coś zmienił, czy to ma sens. Życzę powodzenia :*

    Lubię

    1. Tego też się boję, że ten czas jaki upłynął, ten jego związek to wszystko nas zmieniło. I boję się konfrontacji przeszłości z teraźniejszością… Na serio się boję, i wolę uciec…

      Lubię

  10. .. pisze:

    „Być może miłość nie zjawia się w życiu z przepychem i grzmieniem trąb, niczym strojny rycerz na wspaniałym rumaku, ale zbliża się skromnie i cicho, jak stary przyjaciel. Być może objawia się jako coś zupełnie prozaicznego i dopiero jakaś nagła iluminacja dobywa kryjące się w niej harmonie i rytmy? A może miłość rozwija się w zupełnie naturalny sposób z przyjaźni, niczym złocisty kwiat róży z zielonego pączka?”
    Lucy Maud Montgomery

    Lubię

  11. .. pisze:

    Ten lepszy: „Być może wielkie uczucie nie wkracza w nasze życie w blasku i glorii jak rycerz na koniu; być może wkrada się cichutko, jak stary przyjaciel; być może rozwija się w pozornej monotonii, by nagły błysk olśnienia ujawnił rytm i ukrytą muzykę. Być może miłość rozwija się naturalnie z pięknej przyjaźni, jak herbaciana róża z zielonego pąka.”
    Lucy Maud Montgomery – Ania z Avonlea

    Lubię

  12. S. pisze:

    A może powinnaś spróbować? Skoro wiesz, że nie kłamałby? Może wcale to nie jest pocieszenie, jak dawno z nią zerwał? Może on po prostu popełnił błąd… Czasem tak robimy, a potem człowiek żałuje, że coś co mogłoby być na całe życie znika na wieczność…

    Lubię

    1. Zerwał z nią niedawno, tak napisał, że długo się zbierał, pół roku, ale dopiero teraz zdobył się na odwagę by jej to wyznać. Ale czy mogę mu wierzyć? Kurcze, jestem bardziej pogubiona niż rankiem…

      Lubię

      1. S. pisze:

        Trochę długo ze soba byli ? Tak mi sie wydaje ale warto sprobowac. Nawet nie mowie od razu zwiazek, ale spotykac sie mozna, odnowic przyjazn i powiedziec szczerze co sie czuje. To jest duzo lepsze niz gierki.

        Lubię

      2. Rok z kawałeczkiem. Nie wiem więc czy to nie za szybko? W końcu wywnioskowałam,że jemu nie chodzi o odnowienie koleżeństwa, a nie wiem czy jest gotowy po rozstaniu na coś nowego…

        Lubię

  13. kocia_dama pisze:

    A ja Ci przewrotnie napiszę: spróbuj! Nic nie stracisz, a przekonasz się, co tak naprawdę się mogło dalej wydarzyć. Nie uciekaj od tego, bo ucieczka niczego nie rozwiąże, a być może stracisz coś, na co czeka każdy z nas? 🙂

    Z odejściem Davida nie potrafię się pogodzić… W kontekście jego śmierci nie mogę oglądać „Blackstar” i „Lazarusa”- zbyt mną to wszystko wstrząsa…

    Lubię

    1. Ja kupiłam tę płytę i kurcze, nie sądziłam,że to będzie ostatnia. Jest taka cudowna, teraz traktuję ją jak relikwię niemal…
      Ucieczka to niby najgorsze wyjście, ale jednak najprostsze z mojej perspektywy-chociaż wiem,że to zły wybór…

      Lubię

  14. Mimo wszystko ja bym zaryzykowała spotkanie. Możecie pogadać, popatrzeć sobie w oczy i wtedy może zrozumiesz, co naprawdę czujesz. A jeśli coś będzie nie tak, zawsze możesz się wycofać. Warto, bo nie wiadomo, czy za jakiś czas nie pożałujesz tej decyzji. A skoro on nie potrafi kłamać, to tym bardziej nie ma na co czekać :).

    Lubię

  15. Jak to piszą na ulotkach lekarstw w przypadku odmiennego stanu: zastosować jeśli potencjalne korzyści przewyższają ryzyko. Uważam, że nie masz nic do stracenia w zasadzie, bo czujesz sie samotnie. Możesz za to spełnić swoje marzenia, być w końcu szczęśliwa…daj sobie szansę. Już raz popelnilaś błąd zaniechania w młodości, nie popełnij go drugi raz. Trochę mnie poniosło, ale denerwuję się na myśl, że rozwazasz nieskorzystanie z szansy jaką los Tobie daje. No jak nie pójdziesz to chyba przestanę czytać z nerwów.

    Lubię

  16. Karolina pisze:

    Przepraszam z góry, jesli Cie to urazi, ale dla mnie to jest bardziej material do pracy z psychologiem niz na film – to unikanie zmierzenia sie z rzeczywistoscia, jakas ucieczka od tego wszystkiego, po tym, jak w koncu sama zalowalas, ze on znalazl sobie inna. Zebys za pare lat, jesli on po tym jak nawet nie chcialas gadac, znajdzie kogos i ulozy sobie zycie, nie pisala na blogu z gorycza „gdybym tylko…”

    Lubię

    1. Ja się boję tego,że skoro odszedł od tamtej to tak samo może zrobić ze mną. Spotkamy się parę razy, on uzna,że lepiej mu tam gdzie jest teraz, może z nią na powrót. a ja tu zostanę ze złamanym sercem. Bo wiem,że on dla mnie nie może być już kolegą.

      Lubię

      1. Blog jest zabokowany dla wszystkich. Nie publikuję nic nowego. Musiałam zablokować, bo istniało ryzyko, że mój Hydraulik poznał adres. Za 3 miesiące wracam do blogowania:) Takie postanowienie:))

        Lubię

  17. No, ale chyba spotkać się jako przyjaciele czy chociażby znajomi możecie, co? 🙂 Wiesz, wtedy mogłabyś realnie ocenić to co czujesz . Wiedziałabyś na sto procent, czego oczekujesz, co chcesz robić dalej. Czy Cię do niego ciągnie, czy jednak odpycha Cię na samą myśl o pogłębianiu tej znajomości. No i przede wszystkim – co nagle to po diable, też dałabym i jemu czas, żeby i on ochłonął, bo może faktycznie szuka pocieszenia. Ale może jednak nie? 😉
    Pisałaś, że kiedyś chciałaś być na miejscu jego dziewczyny i proszę – aż mi się nasuwa OSTROŻNIE Z ŻYCZENIAMI. ^^

    Lubię

  18. Cóż…moja romantyczna natura każe mi napisać … ja bym rzuciła wszystko i spotkała się z nim. Postawiłabym wszystko na jedną kartę i powiedziała to wszystko co tu napisałaś… Nie szukałabym w jego słowach drugiego dna. Może właśnie dlatego te wszystkie Twoje „randki” kończyły się fiaskiem… bo właśnie czekałaś na niego, bo to on Ci jest pisany… Ja w to głęboko wierzę i fajnie by było gdybyś uwierzyła i Ty 🙂

    Lubię

  19. A ić Ty sio, za takie pochmurne myśli. Co Ci szkodzi spróbować? Był sobie taki cytat, że lepiej żałować podjęcia próby, niż jej odrzucenia. Będzie co ma być… a może akurat się uda? 🙂 Głowa do góry, biust do przodu i próbuj!

    Lubię

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s