Och i Ach

Trochę mi wstyd. Wczoraj pani w bibliotece znów mi pogratulowała pierwszego miejsca wśród czytelników Anno Domini 2015-od 5 lat nie oddaję tego zaszczytnego tytułu. I wstyd mi, bo jako osoba, która tak lubi zanurzać się w literacki świat po przeczytaniu 167 pozycji napisałam jedynie,że książką roku zostały Księgi Jakubowe. Trochę słabo. Postanowiłam więc przyznać Ochy i Achy. Przy czym Ochy znaczą- Och,czemu ta książka się skończyła-wymawiać z ekscytacją w głosie. Zaś Ach znaczy- Ach, jeszcze 10 stron, jak to doczytać-wymawiać z irytacją.

Ciężko było mi wybrać książki do Ochów, bo ja po prostu za dużo dobrych książek czytam. Postanowiłam więc wybrać te, o których myślę do tej pory,mimo upływu czasu. Do Achów wybrałam te, które mnie rozczarowały, zdenerwowały i szczerze zniechęciły do czytania, łącznie z ulotkami. Jako,że Księgi Jakubowe zostały już wspomniane, postanowiłam nie umieszczać ich w Ochach, byłoby to zbyt oczywiste.

Wielkim Ochem 2015 roku były dla mnie Cząstki Elementarne Michel’a Houellebecq‚a. Określiłabym tę książkę jako bardzo dziwną. Część osób po przeczytaniu byłaby szczerze oburzona, czytając jednak tego autora trzeba się zgodzić na pewną konwencję i nie bulwersować pornografią. Bo ta książka to nie tylko mechaniczny opis czynności seksualnych, mniej lub bardziej obscenicznych. To analiza współczesnego świata, gorzka prawda o życiu.  To pozycja o  odrzuceniu, samotności, pustce i poczuciu zmarnowania czasu jaki dostaliśmy. Warto ją przeczytać. Pan Houellebecq zresztą został też Achem, a dokładnie Uległość. Nie jest to zła książka, ale gdyby napisana została przez zwykłego Jean Pierre’a niewiele byłoby zachwytów nad treścią. Owszem, książka jest aktualna, a czytana po paryskich zamachach nabiera troszkę innego znaczenia. Ale mnie ta książka mimo wszystko rozczarowała, za brak szerszego spojrzenia na problem. Mam wrażenie,że ta książka jest nieskończona, czegoś ważnego jej brakuje. Nie zrażam się do autora, mam na półce Możliwość Wyspy,zobaczy jak się spisze w podsumowaniu za rok?

W tym roku wyjątkowo dużo czytałam książek Joyce Carol Oates. Do Ochów zapisałabym jej każdą książkę. Ale uznałam,że jeden autor ma szansę na jedną nagrodę w danej kategorii nagrodę przyznaję Mojej siostrze, mojej miłości. Pozycja jest to fantastyczna, dostarczająca masę emocji. Czasami miałam jej dosyć, musiałam na chwilę ją zostawić na półce bo nadmiar emocji był nie do przejścia. Chwilami nie mogłam się oderwać od kart tej książki. Rodzinna tragedia, poczucie winy, walka o pozycję w rodzinie. Walka o miłość toczona na różnych płaszczyznach. Historia Skylera jest skomplikowana, wyczerpująca emocjonalnie,ale piękna. Monumentalna, ale to chyba najlepsza książka Joyce Carol Oates. Na półce czeka Blondynka, czyżby Joyce miała zapewnione miejsce w Ochach  za rok?

Achem zostaje Miniaturzystka Jessie Burton. Świat zachwycił się tą książkę, przeczytałam i ja. Moje wrażenia? Dostajemy historię Nelli, która poślubiła Johannesa-ledwo go zna, opuszcza rodzinną wieś, wyrusza do nowego miasta i zamiast z mężem czas musi spędzać z pobożną i cnotliwą szwagierką Marin. Oczywiście okazuje się,że jej nowy dom skrywa wiele sekretów i tajemnic, nie każdy jest taki pobożny, a nad Brandtami zbierają się czarne chmury, zwiastujące tragedię…
Miniaturzystka jest książką ze sporym klimatem-trzeba to przyznać, czyta się wyjątkowo przyjemnie, autorka dba o szczegóły, pisze lekko i przyjemnie. Aż za przyjemnie. Momentami miałam wrażenie, że czytam książkę dla panienek z żeńskiego gimnazjum. Dość przewidywalna historia, a sama główna bohaterka wydaje się być naiwną i nierealną osóbką
Miniaturzystce sporo brakuje by być książką na wysokim poziomie, nie wiem o co tyle szumu? Autorka ma spory talent, ale i dużo pracy przed sobą, by napisać naprawdę wyjątkową książkę. Miniaturzystka to dobry początek, ale jedynie dobry. Na pewno nie jest to książka wyjątkowa i warta wielkiego zamieszania.

Ochem zostaje Wzgórze Błękitnego Snu, Igora Newerly’go. Mam bardzo wyjątkowy stosunek do Syberii. Po pierwsze z racji studiów historycznych, a po drugie bo Syberia na 15 lat stała się domem dla moich dziadków, których połączył tam los, i węzeł małżeński, tam też urodził się mój tata już pod koniec lat 50. Syberia to dla mnie miejsce magiczne, chciałabym tam kiedyś pojechać. Babcia opowiadała mi o nim nie tylko od tej złej strony,widziała tam też dużo piękna. I to piękne ujrzałam kolejny raz czytając książkę Wzgórze błękitnego snu. Przepiękna, napisana w sposób bardzo plastyczny-miałam wrażenia bycia z autorem w samym środku tajgi.
Ta książka to oda do polskości, książka, która w prostych słowach, prostych czynach pokazuje wielki patriotyzm, ale i wielką tęsknotę. Ale to też książka o wielkim człowieczeństwie, które rozwijało się niemal na końcu świata.
Wzruszyłam się nieraz i nie dwa. Cudowna książka, przepiękna historia, którą każdy powinien poznać.

Achem-przyznaję ten Ach z bólem serca, bo moja miłość do pana o krótkim nazwisku Eco jest przeogromna. Doprowadzałam do szału moją polonistkę w każdym wypracowaniu nawiązując do jego książek. Temat na pierwszą stronę-książkę tę musiałam szybko przeczytać. Krótka historia o dziennikarzach, tabloidzie, i spiskowej teorii. Całość dość przeciętna. Za mało tu błyskotliwości Eco. Owszem cała historia wydaje się dość ciekawa, a sam Eco z dużą precyzją opisuje włoską politykę,ale dla mnie to za mało. Nie czytałam tej książki z wypiekami na twarzy. Mam nadzieję,że Cmentarz w Pradze zapewni mi wyczekiwane wypieki panie Eco.

Ochem zostaje Kobieta, która przez rok nie wstawała z łóżka, Sue Towsend. Czy można w lekki,niemal komediowy sposób, opowiedzieć o ludzkich słabościach, tłumionych emocjach i lęku? Można, udowodniła to Sue Townsend.
Eva, matka bliźniąt, żona naukowca, córka schorowanej i pełnej złośliwości,ale i posiadaczki dobrego serca Ruby. Eva ma gustowny dom, uporządkowane życie, pozorne szczęście. Dzień początku studiów bliźniąt, to dzień w którym Eva doznaje czegoś na kształt załamania, poddaje się, postanawia przemyśleć swoje życie, odciąć się od codzienności, skupić na sobie uwagę. Eva przez rok nie wstaje z łóżka, ku przerażeniu bliskich, którzy jednak powoli dostosowują swoje życie do nietypowych warunków.
Książka ta jest pełna ciepła, niektóre sceny wywołują napad śmiechu,a mimo to, wciąż mówi o ważnych sprawach, o zawiłościach ludzkiej duszy. Czytając tę książkę poczułam się wspaniale, a o to chyba chodzi w czytaniu książek.

Teraz będą aż dwa Achy. Każdy ma swoje guilty pleasure. Ok, wpadłam raz do biblioteki jak po ogień, zabrałam pierwsze z brzegu książki z działu-Świeżo oddane. Tymi książkami okazały się Ekstaza Gabriela i Piekło Gabriela. Z założenia ma to być erotyk. Jedyne drżenie jakie u mnie wywołały te książki to te ze śmiechu. Na serio, śmiałam się jak głupia. Ale kto by dał radę wytrwać tomy po 700 stron kiedy on do głównej bohaterki mówi-Królikojeb wymiennie z  Aniołojeb? Czy wiecie,że on w tej książce mówi do niej takie oto zdanie- Nie używasz waniliowego szamponu? Nie kochasz mnie? Prawda,że zrobiło się dramatycznie? W każdym zdaniu pojawia się Ach Gabrielu, Ach moja Julianno vel Aniołojeb, vel Beatrycze. W sumie pierwszy tom to kiepski erotyk,bo oni przez 600 stron planują tą swoją idealną noc. Nie wiem jak wyszła bo zasnęłam. Czyli chyba emocji za wiele tam nie było. Albo było, nie pamiętam. W każdym razie nie polecam tego sprawdzać osobiście. Chociaż opinie te książki mają cudowne. Widocznie jest zapotrzebowanie na panienki co nie dojdą same do lodówki bez omdlewania 6 razy po drodze, bo przypomniał im się uśmiech faceta. Jakiś sposób na szczupłą sylwetkę to i jest,ale nic ponadto. Dla mnie zamiast Ekstazy to od razu było Piekło.

Czas kończyć. Chciałabym przyznać jeszcze z 20 Ochów. Ale ostatniego Ocha jaki mi został w ręku przyznaję przewrotnie. Nie dlatego,że ta książka jest kiepska, wręcz przeciwnie. Tematycznie przewrotnie, bo książka mówi o zmarłych. A dokładnie daje głos umarłym. Umarli mają głos-książka zasługująca na milion Ochów,to zbiór najciekawszych, nie to złe słowo, najbardziej okrutnych, najbardziej szokujących i smutnych historii z jakimi w swojej pracy spotkał się Jerzy  Kawecki. Czytałam, nie to znów złe słowo, pochłonęłam tę książkę w jeden dzień. Kiedy ją czytałam niekiedy miałam ciarki, niekiedy szczerze się poirytowałam, a czasem było mi strasznie szkoda ofiary. Ta książka wyzwala wiele różnych emocji, jest po prostu genialnie napisana. A najbardziej podoba mi się,że panowie podeszli do tego tak lekko, trup? Nie szkodzi, zjedźmy po ciasteczku. Bosko.

3f53acbe9b305b65cf8cc70a0e49a0ff

Ścieżka dźwiękowa- Belle & Sebastian- Meat and potatoes

 

 

Advertisements

53 uwagi do wpisu “Och i Ach

  1. Zbych pisze:

    Żeby dać szansę się wykazać innym czytelnikom musisz się zapisać do jeszcze jednej biblioteki, bo i tak zawyżasz statystyki czytelnictwa w Polsce. Podobno w 2015 statystycznie połowa Polaków nie przeczytało żadnej książki, co więcej w ponad 10mln gospodarstw domowych nie ma ani jednej książki 🙂
    PS: mała korekta: Igor Newerly

    Lubię to

    1. Ja mam połowę książek w piwnicy niestety, bo się w domu nie mieszczą. Niestety innej biblioteki w okolicy nie mam, dożywotnio zostanę najlepszym czytelnikiem, a co tam 🙂
      A widzisz jak się pisze o 6 rano, wkrada się chochlik:)

      Lubię to

      1. Zbych pisze:

        W piwnicy to ryzyko, trzeba często przeglądać żeby wilgoć nie weszła (latem gdy nie działa ogrzewanie).
        Co do Newerly’ego to jak lubisz syberyjskie klimaty to polecam powieść jego syna Jarosława pt. „Alianci” – mocne, wstrząsające spojrzenie na wojenny sojusz mocarstw, który już w 1945 (kiedy dzieje się akcja) był mocno fasadowy. Niestety resztę powieści które napisał jest już dużo słabsza.

        Lubię to

    1. Zbych pisze:

      Myślę że tłumacz się poddał i przełożył dosłownie 🙂
      Dla nich takie książki w stylu Grey’a to katorga lingwistyczna (bo strzelam że to o Gabrielu jest podobnej klasy wytworem). Ciekawe czy mają jakieś dodatki za „szkody moralne” – oczywiście nie w sensie erotycznym ale przymusowego obcowania z lichą literaturą.

      Lubię to

      1. Zbych pisze:

        W zasadzie to miałem na myśli tłumaczy – czy mają jakiś dodatek ze „pracę w szkodliwych warunkach” 🙂 Czytelnicy to zawsze mogą zamknąć książkę, a oni gdy mają podpisaną umowę z wydawnictwem to są skazani.

        Lubię to

  2. Żadnej z tych książek nie czytałam, ale wczoraj z kolegą gadałam o tej Uległości, bo właśnie ją czyta i może też się na nią skuszę 🙂 Ale za to to najwcześniej po sesji się mogę wziąć ;(

    Lubię to

  3. sanglant pisze:

    Z Twojej listy czytałam tylko „Miniaturzystkę”, bo dostałam w zeszłym roku pod choinkę, ale chyba nie dobrnęłam nawet do połowy, nie była na tyle wciągająca ani nie fundowała mi żadnych szczególnych emocji ani przemyśleń. Albo może za szybko się wyłączam przy czytaniu.
    A wiesz, że kiedy zastanawiałam się nad zakupem książki na prezent, miałam przejrzeć rekomendacje między innymi u Ciebie na blogu? 🙂 Z tej listy mnie osobiście kuszą „Mojej siostrze, mojej miłości” i „Wzgórze Błękitnego Snu”. Też chętnie wybrałabym się na Syberię, nie mam żadnych rodzinnych historii ani nic, co by mnie z nią łączyło, ale tak z czystej ciekawości.

    Lubię to

    1. Ja doczytuję wszystkie książki, żadnej nie zostawiam, stąd te Gabriele doczytane niestety 🙂 Miniaturzystka zdecydowanie przereklamowana, liczyłam na zupełnie co innego. A historia mało oryginalna.
      Mi tata polecił tę książkę, rzadko tata czyta,ale za tę rekomendacje jestem mu bardzo wdzięczna:)

      Lubię to

      1. Zbych pisze:

        Jak lubicie syberyjskie klimaty to polecam „Białą gorączkę” Hugo-Badera. To w zasadzie reportaż z podróży ale mistrzowski i wstrząsający.

        Lubię to

      2. sanglant pisze:

        „Białą gorączkę” już mi kiedyś polecono, mam własny egzemplarz. Początek był bardzo wciągający, później trochę za dużo na tematy, które mnie mniej ciekawiły, ale koniecznie muszę kiedyś dokończyć. Kiedy opowiadałam mamie, co tam przeczytałam, bardzo się cieszyła, że po lekturze pewnie nie będę już miała ochoty na podróż do Rosji…

        Lubię to

  4. Uwielbiam książki do tego stopnia że w każdym gniocie potrafię znaleźć coś ciekawego 😛 Jedyna książka którą zaczęłam i nie skończyłam to…Władca Pierścieni 😛 Nie potrafię się przekonać do tej serii 🙂

    Lubię to

    1. Zbych pisze:

      „Władca…” jeszcze całkiem przyjemnie się czyta, chociaż taką prozę z rozbudowanym opisami stylizowanym językiem to trzeba lubić. Pocieszę cię, „Silmarillion” to jeszcze cięższy kaliber, nie ma prawie opisów a same „suche fakty” (historia pierścieni władzy jest sprowadzona do jednego akapitu) – czyta się prawie jak Stary Testament 🙂

      Lubię to

      1. Zbych pisze:

        To niestety najwcześniej pewnie około lutego-marca. Na razie pochłaniam serię Wrońskiego o Maciejewskim – zassało mnie na amen i nie puszcza 🙂 Muszę też skończyć „Księgi…” póki pamiętam w miarę dokładnie fabułę.
        PS: Mam wrażenie że największa wada Eco (tego nowego z XXI w) jest brak świeżości – taka moja prywatna opinia. Nie potrafi zaskoczyć i przykuć uwagi jak dawniej. Nie znam tego najnowszego dzieła ale „Cmentarz…” całkiem niezły choć obawiam się że oczekiwanych wypieków nie dostarczy 🙂 Oględnie powieść całkiem przyzwoita bo pomysł interesujący i ciekawy, ale jak na Eco to bardzo przeciętna. Co więcej mogłaby być spokojnie o 1/5 cieńsza bez straty dla zawartości.

        Lubię to

      2. Myślę,że po Temacie każda pozycja Umberto choć o 5 % lepsza dostarczy mi wypieków. Tamta naprawdę była kiepska. Eco rzeczywiście stracił świeżość, i genialne pomysły. Aż mi go szkoda…

        Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s