Leniwie

Nie mam planów na tę sobotę i bardzo dobrze. Upiekę coś dobrego, całkowicie się zrelaksuję…. Czwartek i piątek w pracy (jak prawie zawsze) były szalenie męczące. Przyzwyczaiłam się i polubiłam.

Przyjaciółka zaprosiła mnie na ploty, odmówiłam, czwartkowa pogoda przyprawiła mnie o niezły ból głowy. Jej zdaniem to efekt „braku faceta”. Naprawdę? Są jakieś badania mogące to potwierdzić? Koniecznie chciała mnie umówić dziś na randkę w ciemno. Idź, nic nie tracisz, rozerwiesz się, a może to ten jedyny? Odmówiłam. Owszem, nie rezygnuję z pewnej wizji swojej przyszłości. Z tej wizji gdzie w sobotni poranek do świeżo wysprzątanej kuchni wpadają bose dzieci i krzykiem żądają naleśników z konfiturą. Za dziećmi drepcze całkiem przystojny mąż, tarmosi dziecięce włoski i szykuje obowiązkowe sobotnie kakao. Na końcu do kuchni wpada głodny psiak. Jest głośno, brudno, chaotycznie,ale pięknie. Widzę też swój sobotni poranek w mieszkanku z siostrą. Czytamy gazety, słuchamy radia, na stole płatki bez mleka, bo siostra znów olała zakupy. Obok dwa koty domagają się kociej karmy. Też będzie fajnie. Postanowiłam cieszyć się każdym scenariuszem jaki przyniesie mi przyszłość. Nie napinam się. Rozwijam swoje pasje. Sama, czy w duecie? Nie wiem. Wiem, że będę szczęśliwa.

Zapisałam się na warsztaty kuchni azjatyckiej. Komponowanie herbat, szykowanie idealnego sushi i bawienie się przyprawami. Śmieszne, niezbyt lubię sushi, w zasadzie to nie lubię. Ale myślę,że będzie fajnie.

Stygnie mi herbata, z sokiem z czarnego bzu. Kończę wybierać nasze rodzinne zdjęcia. Niebawem rodzice mają okrągłą rocznicę ślubu. Wymyśliłam,że podaruję im rodzinną kronikę z tych 30 lat. Piękną książkę. Oczywiście będzie zabawnie. Bo w końcu ich małżeństwo jest dość zabawne. Wpadłam na ten pomysł czytając pewną książkę. Jak dobrze,że do niczego nie zainspirował mnie pan Miłoszewski z pozycją Gniew. Jako, że ja to ja, więc trylogię prokuratora Szackiego zaczęłam czytać od ostatniej części. Trochę z początku mnie to zdenerwowało-że też nie potrafię ustawić sobie książek po kolei na czytniku. Jestem techniczną miernotą. Brak dokładnej kolejności w niczym mi nie przeszkodził, Gniew to genialna pozycja. Postanowiłam dalej nie przejmować się kolejnością, będę czytała od tyłu. Prokurator Teodor Szacki zmusił mnie do zabrania go do pracy i pokątnego czytania w toalecie. Musiałam w końcu poznać zakończenie. Nie mówcie tacie, bo mnie zwolni.

Na parapecie rosną mi hiacynty. Skoro pogoda typowo wiosenna, to proszę bardzo. Zamówiłam sobie płócienną torbę, idealną na koncert Gilmoura, to znaczy ze stosownym napisem. Nie przeszła mi jeszcze ekscytacja. O nie.

Z kategorii moje dziwne sny-brałam ślub, na cmentarzu. Wiele wesele z plantatorem, Ricardo z Brazylii. Przed przysięgą przybiegł jednak jakiś lekarz z Leśnej Góry by wyznać mi miłość-ponoć patrzyliśmy na siebie przez telewizor i tak zrujnowałam ślub z don Ricardo. Uciekłam z doktorem.

Spokojnego i relaksującego weekendu.

022d61fc26a9caede3fee1b2607bfcb3

Ścieżka dźwiękowa-Metallica- All nightmare long

 

Zimowy tort.

Kiedy się budzę,od razu włączam radio. Zrobiłam tak i wczoraj. Dobudziła mnie piękna piosenka, jedna z ukochanych. Poczułam,że to może być miły dzień. Zasadniczo biorąc pod uwagę okropny poniedziałek, mało jest dni, które mogłoby być gorsze. Tak więc wstałam wciąż nucąc piękne słowa….

Mijały godziny. Było już po 13. Coraz bliżej wyjścia z pracy. Myślałam co by tu zrobić dobrego na obiad, gdy znów w radiu usłyszałam tę piosenkę. Tę samą co rano. I słowa, które mnie zmroziły. Trzeba działać i to szybko.

Szybko weszłam na internetową stronę, kupiłam co miałam, a raczej zarezerwowałam, miałam poczynić ostateczne kliknięcie, kiedy przyszedł klient. Ukrainiec nie mówiący po polsku, ani po angielsku. Proces wypisywania faktury trwał i trwał, a czas uciekał. Potem jak na złość pojawiły się dwa telefony. Znów marudzące osoby, nie wiedziały czego chcą od życia, tfu od okien. Kiedy więc po 25 minutach zajrzałam do koszyka okazało się,że moje zamówienie anulowano. Próbowałam jeszcze raz i nic. Brak. Nie ma, skończyło się.

No cóż, taki mój pech, albo dziwne szczęście. W domu też spróbowałam, niestety bez skutku. Zajęłam się domowymi sprawami i mocno żałowałam. No cóż, może jeszcze kiedyś….

Dostałam sms od siostry bym koniecznie weszła na popularny portal społecznościowy. Ot, pewnie znów jakiś głupi obrazek ma mi do pokazania. Ociągałam się, zaczęłam odkurzać, prasować, dostałam ponaglenie. W końcu podeszłam do komputera i zobaczyłam wiadomość od siostry, najpierw pojawił się tort ze świeczkami. Naprawdę dla zdjęcia tortu ze świeczkami miałam odejść od prasowania? Z resztą od czapy ten torcik, w końcu nie mam  ni imienin, ni urodzin… A pod tortem. Po tortem coś jest, przyjrzałam się bliżej to coś do wydrukowania. Drukuję.

Drukarka pracuje w pocie czoła. Schylam się by wyciągnąć kartkę papieru, na kartce znajduję to o czym marzyłam. Dokładnie to, spełnienie marzeń. Podskoczyłam z radości z 4 razy. To piękny prezent na urodziny. Co z tego, że do urodzin mam 5 miesięcy. Parę dni po urodzinach spędzę jedne z najpiękniejszych chwil życia.

Ja letnią porą.

 

photomania-d7fb1a1001b2c638a2b4f1048fe198f8

To miasto.

8492bc633322d1ecad077e626526cb9e

I on. Mistrz. Wielki David.

d3cbd0380418de9115ada9b8fb8cfac6

Czy może być coś piękniejszego w życiu niż usłyszenie tego Davida na żywo? Czy może coś piękniejszego niż bycie parę metrów od Niego? Czy może być coś piękniejszego niż zaśpiewanie razem z Nim tym słów….

How I wish, how I wish you were here.
We’re just two lost souls
Swimming in a fish bowl,
Year after year,
Running over the same old ground.
What have we found
The same old fears.
Wish you were here….

To więcej niż spełnienie marzeń. Dla takich chwil się żyje. Ja, i piosenki Pink Floyd, moje rodzeństwo. Magiczna czerwcowa noc. Koncert Davida Gilmour’a to coś co zdecydowanie rozjaśnia tę zimową szarość za oknem. Nie mogę przestać się uśmiechać.

fd0a376c4d3d814c1f8dbc61e1a25943

Ścieżka dźwiękowa- David Gilmour- High Hopes

 

W poniedziałek.

Kiedy wstałam rano znów powitała mnie wiosna. Co prawda te ledwie 3 stopnie na plusie, jej nie zwiastują, ale powrót zieleni traw. Śnieg zniknął w ciągu paru godzin. Także tego, śnieżna zimo żegnaj.

Na szczęście udało mi się w weekend spędzić nieco czasu na ogromnym mrozie i w śniegu. Była bitwa na śnieżki, którą wygrałam. Były niezaplanowane zjazdy po chodniku na byle czym, czyli na tyłku po prostu. No cóż, chwila wstydu a ile przyjemności. Był spacer po zaśnieżonej i okropnie śliskiej Długiej. Była wizyta u dziadków, niestety na cmentarzu. Była przerwa w uroczym bistro w towarzystwie kremu z pieczonych pomidorów, z pesto i parmezanem.

Wczoraj była za to praca. Mówiłam,że kocham spędzać niedziele w pracy? 2, 5 godziny wczoraj, załatwiły mi wolne dzisiaj.

Sobotnie szaleństwa niestety powiększyły mój katar i w ogóle jakoś tak osłabiły moje samopoczucie. Dobrze,że dziś mam wolne, bo nie zamierzam robić nić więcej niż siedzieć pod kocem i popijać herbatkę z imbirem i pomarańczą.

Muszę też zacząć jakąś nową książkę. Nocą skończyłam Znalezione nie kradzione. O ile mój początek znajomości z panem Kingiem był nijaki, to odkąd przeczytałam Bastion stałam się jego wielką fanką. Moje ostatnie z nim spotkanie po prostu mnie zachwyciło. Sama nie wiem co więcej mogę powiedzieć o tej książce, że klimat jest niezwykły? Że kibicuje się Peterowi jak własnemu dziecku? Że z każdą kolejną kartką ma się wrażenie,że nie jest się zwykłym czytelnikiem a uczestnikiem zdarzeń? Że napięcie rośnie z każdą sekundą, a cięte riposty i wspaniały język sprawiają,że książka klei się do ręki? Ta książka jest szalenie niepokojąca, chociaż i po prostu zwyczajna.

Dobry pisarz nie prowadzi swoich bohaterów, ale idzie za nimi. Dobry pisarz nie tworzy wydarzeń, ale obserwuje ich przebieg, a potem opisuje, co zobaczył. Dobry pisarz rozumie, że jest sekretarzem, a nie Bogiem.

Stephen King, Znalezione nie kradzione.

253ac84d63405c72f20065d5dc100f6c

Ścieżka dźwiękowa- Dave Matthews Band- Too much

 

Uwielbiam te zimowe poranki. Siedzę pod kołdrą, piję gorącą herbatę z cytryną, jak nieco ostygnie dodam odrobinę rzepakowego miodu. Jest biało, mroźno,niezwykle spokojnie. Zrobię sobie gofry na śniadanie, do tego kakao. Uwielbiam to. Zdecydowanie nadużywam słowa uwielbiam to.

Nie będę oszukiwać, dalej nadchodzi mnie taka chwila, taki moment, że myślę,że powinno być mi mocno smutno. Może gdybym była bardziej otwarta, pewna siebie, bardziej kobieca, bardziej zabawna, bardziej seksowna, nie myślałby o tamtej. Wiem, że to zupełnie bez sensu. Nie myślę o tym cały czas. Nie, nie, nie mam na to czasu. Ale przez momencik mi się zdarza. Czy to źle?

Jak mi źle to sprzątam. Kupiłam pełno pudełek i koszyków. Uporządkowałam wszystko co miałam. Lubię porządek, i w domu i w życiu. Lubię też swoją pracę. Wczoraj pomyślałam, że nie zasłużyłam sobie na nią. Było ślisko i zimno. Miałam podjechać autobusem,bo jednak spacer po chodniku zwanym lodowiskiem z siatami z zakupami do przyjemnych nie należy. Ale nie pozwolono mi. Niemal siłą wsadzono mnie do auta i podwieziono pod sam dom. Bo szybciej, bardziej komfortowo i bezpieczniej.

Mam w planie iść jutro na lodowisko. Znów pewnie stanę przy barierce i nie zrobię kroku. Ale siostra ostro namawia, sama się wstydzi iść na zajęcia z instruktorem, bo pewnie będzie jedynym dorosłym. Jak nieco zmniejszy mi się katar to na pewno pójdę. Tak, to już nie jest śmieszne. Bo super lekach na katar on się nic tylko zwiększa. Do tego ze skutków ubocznych ominął mnie jedynie paraliż kończyn dolnych. Czuję,że mój nos nie należy już do mnie, a do sterydów.

Właśnie, siostra. Podjęłyśmy ważną decyzję. Kupno własnego M3. Z każdym rokiem będzie nam coraz trudniej się zdecydować na pójście na swoje. Bo w domu wygodnie, bo więcej pieniędzy zostaje w kieszeni, bo rodzicom trzeba pomóc. Ale decyzja podjęta, konto założone, wszystkie oszczędności przelane. Planu nie zrealizujemy za rok, raczej dajemy sobie na to 2, 5 roku. Wynajem się nie opłaca w moim mieście, byle jaką kawalerkę wyceniają na 800 zł. Dwa pokoje? Minimum 1200 zł. Tyle co kredyt. A co swoje to swoje, chociaż z większym ryzykiem. Uznałyśmy,że to będzie nasza docelowa baza. Jak mówi tata mamie po cichu, kiedy myśli,że nie słyszymy-nasze córki na zamążpójście nie mają co liczyć, więc liczymy na siebie. W dwóch pokojach powinnyśmy się nie pozabijać. Oczywiście fajnie byłoby mieć trzy, ale całe życie mieszkałyśmy w jednym, to dwa nie będą problemem. Dla mnie najważniejsza jest kuchnia. Mieszkanie na pewno kupimy z rynku wtórnego, w cenie nowego można mieć już urządzoną kuchnię i łazienkę. A nie chcę bawić się w remonty. Moja kuchnia musi być jasna, w miarę przestronna i wygodna. Koniecznie chcę też balkon, albo chociaż balkonik. I  musi być miejsce dla kota. I chcę mieszkać blisko rodziców. Będzie tak wygodniej, w końcu ktoś musi myć in okna.

A teraz wybaczcie, herbatka przestygła, czas na miód.

629e1fd2ea55547532618d37a8dabaeb

Ścieżka dźwiękowa- Sting-Stolen Car (Take me dancing)

Nie na weekend, a na środek tygodnia

Pada śnieg. W zasadzie sypie. Jest pięknie. Poszłam na długi spacer, tego mi było trzeba. A po spacerze? Po spacerze czas na kubek herbaty i ciasteczka do herbaty. Domowe imbirowo-cytrynowe z czekoladą.

DSC02882

Następnie biorę książkę. Możliwość wyspy Houellebecq’a. Zdecydowanie lepsza pozycja od Uległości. Nie wiem czemu spodobał mi się styl tego autora? W końcu nie jest to twórca piszący miłe i przyjemne książki. On widzi współczesny świat jako miejsce gdzie szuka się jedynie przyjemności. Są tu narkotyki, nieletnie dziewczęta, dużo seksu-dość wulgarnego,ale fanów Houellebecq’a to już nie dziwi. Jest kac, odrzucanie wszelkich świętości i życiowych ram. Ale w tym mechanicznym,nieco zwierzęcym,bardzo pustym i smutnym świecie jest też miejsce na romantyzm, którego tak usilnie poszukuje główny bohater. Można się obruszać na jego książki, widzieć tu tylko wątki pornograficzne, ale to jest właśnie krytyka współczesnego świata i takiego stylu życia. Ja pochłonęłam tę książkę bardzo, bardzo szybko. I chcę więcej…

Jak już przeczytałam co miałam czas coś obejrzeć. Fortitude, serial, dość specyficzny. Można go oglądać upalnym latem, albo teraz zimą, łatwiej wczuć się w  klimat, latem zaś powinno poczuć się ożywczy chłód. Całość dzieje się w miasteczku na końcu świata, na skraju koła podbiegunowego. Ot, senne, zwyczajne, nieco nijakie miasteczko. Ledwie 200 mieszkańców, parę sklepików, stacje badawcze. Bardzo tam bezpiecznie i nudno. Aż do pewnego dnia. Od tego dnia trup ściele się gęsto, krwi jest więcej od śniegu, a każdy mieszkaniec drży o swoje życie. Przyznaję szczerze, że mam z tym serialem problem. Podobał mi się, ale i odrzucał. W wielu momentach z obrzydzeniem odwracałam głowę. Po wielu odcinkach musiałam obejrzeć fragment Przyjaciół by dojść do siebie. Ten serial jest szalenie brutalny i bardzo realistyczny. Raczej nie nadaje się na wyjątkowo miły wieczór z popcornem. Ale myślę,że warto go obejrzeć. Na pewno warto.

W końcu dokończyłam kolejny sezon Homeland. Powiem szczerze jak dla mnie berlińska część tego serialu jest najlepsza. To dziwne, nie lubię głównej bohaterki, nie znosiłam głównego bohatera, ale kocham ten serial. A kolejny sezon po prostu wbił mnie w fotel, a raczej kanapę. Wciąż nie mogę dojść do siebie po finale, który obejrzałam w sobotę. A mamy w końcu środę. Kto nie oglądał koniecznie musi nadrobić.

Ostatnimi czasy usłyszałam w radiu pewną piosenkę. Wpadła mi w ucho momentalnie. Zaczęłam szukać jej autora i tytułu, i bardzo się zdziwiłam. Nie jestem z tych,  co podążają za trendami i słuchają tego co modne. Dlatego więc ja ten zespół poznałam 2 miesiące po tym jak stał się on chwilowo najsławniejszym zespołem na świecie. Oczywiście chodzi mi o Eagles of Death Metal. Kiedy usłyszałam Save a prayer przepadłam. Ich płyta, nowa, czy też lepiej brzmi ostatnia płyta, Zipper Down gra mi ostatnio non stop. Nie warto się sugerować nazwą, to żaden death metal, po prostu jest to solidny amerykański rock.

I tym sposobem doszliśmy do końca. Czytam książki, słucham muzyki, oglądam seriale, piekę i jem ciasteczka. Jest normalnie. Prawie normalnie, staram się nie myśleć o sobotnim rozczarowaniu. Czasem się nie udaje, ale jak to jak, z optymizmem patrzę w przyszłość.

d41b1fdcf4244eb9c2ca0d584438b1cf

Ścieżka dźwiękowa- Depeche Mode- Policy of truth 

Weekend z truskawką

Tak tak, wiem dobrze,że byliście pewnie,że ten weekend spędziłam na oglądaniu telewizji, na czytaniu książek, na poprawianiu kocyka i w ogóle nie robiłam niczego ciekawego. A tu muszę zaskoczyć drogich czytelników. Ten weekend był wyjątkowo intensywny w różne wydarzenia.

W piątek musiałam iść do pracy. Nie czułam się co prawda wyjątkowo dobrze, ale nie mogłam zostawić prośby tatki bez odzewu. W pracy dostałam sms-a od przyjaciółki-to gdzie się dziś spotykamy? Myślałam, byłam pewna,że tydzień temu żartowała mówiąc o spotkaniu w następny piątek. Nie widziałyśmy się dwa lata, a teraz? Oczywiście byłam chętna. Jako, że już wyszłam z pościeli, postanowiłam,że parę chwil w kawiarni z gorącą herbatą mi nie zaszkodzi. Tak więc spotkałyśmy się w kawiarni, gdzie piłam herbatę z suszonymi wiśniami i rumem. Herbatę,wyjątkowo gorącą, podano mi w słoiku ze słomką. Wyjątkowa moda. Znów nie mogłyśmy przestać gadać, i dopiero zapach środka do czyszczenia drewnianych mebli wykurzył nas ( i kurz przy okazji) z kawiarni. Czas zamknąć kawiarnię, czas iść do domu. Kiedy moja przyjaciółka poszła przemyć rączki w toalecie, dostałam pewnego sms-a, ale o tym na koniec.

Sobota, to logiczne,że po piątku przychodzi sobota. Ale ja od razu skoczę do niedzieli. Jestem jak Doktor Who, szaleję po kalendarzu, mieszam dni, tygodnie i godziny. Więc mamy niedzielę. Długo dumałam co mam ubrać, ostatecznie wybrałam sukienkę, granatową sukienkę w stylu Twiggy. Do tego szary sweterek i już byłam gotowa. Nie, jeszcze dyskretny makijaż, bilet w dłoń i ruszyłam z siostrą do Opery. Tym razem wybrałyśmy Straszny Dwór. Dowiedziałyśmy się,że już 22 letnie panny, samotne panny starzeją się bez mężczyzny dużo szybciej. Miałam tą przyjemność siedzieć za panią wiercipiętą, która zakłócała mi non stop łączność Ja i Scena, do tego użyła okropnie dużą ilość lakieru do włosów, który okropnie więc przepraszam za wyrażenie cuchnął. Ale,ale. Ta końcówka. Końcówka, czyli Mazur w wykonaniu tancerzy Bałtyckiego Teatru Tańca, to było mistrzostwo. Od samego patrzenia dostałam zadyszki. A było na co popatrzeć. Nie chodzi mi tylko o względy artystyczne, ale i jak to określa moja przyjaciółka wyjątkowo przyjemne męskie pośladki. Nie dziwię się,że oklaski trwały bite 10 minut.

Tak więc omówiliśmy piątek i niedzielę. Zostaje mi sobota. Ciekawość rośnie, co z tą sobotą. Żeby zrozumieć sobotę musimy wrócić do piątku. Ten sms. Sms był krótki, jedno słowo- Jestem. Wtajemniczeni będą wiedzieć któż był autorem tych słów. Wiecie prawda? Tak więc, Woody kręci. Dziś gra Sienna. Scarlett odmówiła mówiąc,że całość będzie mdła. Keira nie spała przez ząbkujące dziecko. Witaj Sienno.

Do soboty, gdzieś tak do 14 toczyła wewnętrzną walkę, odpisać czy też nie? Zadzwonił. Spanikowana nie odebrała telefonu. Przecież nie wie co powiedzieć? W końcu przypomniała sobie o czytelniczkach jej bloga, które groziły srogimi batami w jej kościsty tyłek, jeżeli nie będzie reakcji. Odpowiedniej reakcji. Liczę liczbę batów poddała się, odebrała telefon. Nie wie dlaczego, ale zgodziła się na spotkanie, na za pół godziny.

Nigdy nie była osobą potrzebującą wyjątkowo dużo czasu na wyszykowanie się. Wybrała jeansy, te idealnie podkreślające krzywość nóg, do tego biały t-shirt z Małą Mi i napisem- Jestem jędzą i dobrze mi z tym. Narzuciła też sweter, długi, maskujący, z kieszeniami, w których mogła schować dłonie w chwili stresu. Fryzura? Bez zarzutu. Makijaż, lekko musnęła powieki różowym cieniem, ponoć nadaje świeżości. Nie musiała używać podkładu bo odkąd stosuje każdego wieczora magiczny olejek Bielendy na niedoskonałości jej cera wygląda nieskazitelnie. Sienna się roześmiała, darmowa reklama. Jeszcze tylko odrobina różowego błyszczyka, bardzo dziewczęcego. I perfumy, tak, muszą być perfumy. Tylko jakie wybrać, cięższe, wieczorowe, dużo mówiące, czy też lekkie i świeże, przyjacielskie? Wybrała rozwiązanie pośrednie. Otaczały ją nuty prażonego ryżu, brzoskwini i pieprzu. Wyszła z domu.

Pierwszy kryzys miała po 3 minutach. Stanęła pod drzwiami pewnego bloku,niepewna swojej decyzji-co ja robię, po co? Ale wtedy Woody ją ponaglił-dziewczyno ta kamera jest jednak ciężka, ruszaj się.

Weszła do ulubionego bistro. Jak na złość wygodny kącik był zajęty. Postanowiła więc postudiować menu, wybrała herbatę, i pierogi z truskawkami. Kącik się zwolnił, usiadła i czeka. Woody’go zaciekawił jaglany puding, pokazał mi,że ten tego jest i czuwa, ale skoro nic się nie dzieje to on sobie zje. A jedz.

Minęły trzy minuty odkąd zajęła przytulny kącik. Chciała wyjść, uciec,schować się. Ale gdy się odwróciła wszedł On. Jeszcze bardziej przystojny, tak bezczelnie radosny, pewny siebie, ten głos, ten uśmiech, te oczy. Sienna myślała w panice- czy można się roztopić podczas mrozu?…

Usiedli, nie wiedzieli jak zacząć. Woody trącił więc kelnerkę, przyniosła jej herbatę, też w słoiku, ona się uśmiechnęła i mieli temat do rozmowy. Słoiki, herbaty w słoiku. Zamówił obiad, zaczęli rozmawiać. Ona dostała pierogi. Smaczne, nawet bardzo. Tylko ta śmietana, ona nie je śmietany. Starała się delikatnie i dyskretnie pozbawić pierożki białej kołderki. On powiedział-dalej nie znosisz śmietany. Ona na to-pewne rzeczy są niezmienne. Rozmawiali tak do czasu gdy ona nie dostrzegła czegoś. Tym czymś była truskawka na jej białej koszulce. On jej doradził by w łazience zwilżyła plamę wodą z mydłem. Ona tak zrobiła. Po 3 minutach wróciła jako miss mokrego podkoszulka, dziewczyna stycznia. Plama była większa, zajmowała pół koszulki. Śmiali się z tego. Cała ja. On podkradł jej pierogi, ona nie miała już na nie ochoty. Raczej bała się pierogów. Zabójcze pierogi 3. Tak Woody postanowił nazwać ten film. On podzielił się z nią ciastem. Minęły 2 godziny.

On się jej zapytał-czemu nie patrzysz mi w oczy? Czuję jakiś mur między nami? Ona nie chciała mu tego tłumaczyć. Wie, że to banał, ale w jego oczach…. Nie, nie to co myślicie. Nawet Woody się pomylił. To nie chodzi o to, że ona mogłaby się zakochać w tych oczach. Kiedyś mogła, dziś nie. W tych oczach widziałam kogo innego. Ten mur miał 170 centymetrów wzrostu, z 55 kilo, jasne loki i nogi do nieba. On wciąż coś do niej czuje. On się  z niej nie wyleczył. To ona jest najważniejsza. Sienna nigdy nie była dobra z matematyki, gdyby była byłaby znaną ekonomistką, miss ekonomii a  nie aktorką. Ale szybko przeliczyła pi razy oko, podzielone przez szerokość drzwi. 70 procent naszej rozmowy dotyczyło tych 55 kilo, i to nie moja waga. Ja mam z 10  mniej. W każdym zdaniu dodawał-  a moja była dziewczyna. W zależności od tematu była albo dobra albo zła. Zła królowa jego serca. Nie przeszło mu. Być może spotkanie ze mną miało być zemstą? Ona kogoś na boku miała mieć. Tak on mówił, nie był to romans, ale ktoś kto ją zafascynował. Sienna nie jest dobra w te gierki, ale dobrze wie, że On nie wybrał jej z powodu wielu zalet jakie posiadała, a dlatego, bo chciał się odegrać na tamtej. Złej królowej.

Sienna wiedziała ,że jest między nimi pewna chemia, ale nie,zdusiła to. Nie poleciały iskry.To nie miało być tak. Zresztą nie mówcie,że jemu przejdzie za miesiąc czy za dwa. Że dajmy sobie czas. Nie, to się nie uda. On podpisał kontrakt, umowę o pracę. 300 km ode mnie. Na całe 5 lat.

Sienna podziękowała za wspólnie spędzony czas. Okryła wstydliwą truskawkową plamę swetrem. On ją odprowadził do domu. On na pożegnanie chciał czegoś więcej. Ona podała mu rękę. I tyle, uścisk dłoni, każdy poszedł w swoją stronę. Sienna znów stała pod klatką. Musiała chwilę odetchnąć.

Czy było jej przykro, czy jest jej przykro? Paradoksalnie nie. Ma czystą sytuację. Nie musi rozmyślać co by było gdyby. Znów wyszło na niej. Nie,nie cieszy jej to wcale. Nie tym razem. Ale nie rozpacza, nie płacze, nie ciska gromów. Może spokojnie zamknąć ten rozdział. Postawić kropkę, dopisać koniec.

I tylko Woody się smuci. Tak liczył na chwilę wolnego, na jakiś urlop. Na jakiś romantyczny happy end.

Plama po truskawkach już zeszła. Wystarczyło parę kropli wybielacza. Teraz musi tak samo potraktować resztki złudzeń i marzeń. Wybielić, zostawić biel, czystość, naiwność.

Czy ktoś ma jeszcze wątpliwości,że dziś nie jest Blue Monday?

Wygrała ta rozważna. Romantyczna czeka w kącie na swój wielki dzień.

 

You used to light me up
Now you shut me down
I’m losing you again
Locking me inside
I used to lift you up
Now I get you down

1a63572a6b93290edd0ab8bd65ef2881

 

Ścieżka dźwiękowa- Archive-Damage

 

Nadchodzi wstyd-11/30

Dziś-po bardzo długiej przerwie, postanowiłam wrócić do wyzwania. Część 11, najbardziej wstydliwe momenty.

Mogłabym  księgę napisać, ba, jaką tam księgę,paro tomowe dzieło by mi wyszło. Wszystkie encyklopedie świata mogłyby się zawstydzić. Gdybym tak chciała opowiedzieć o tym życiowym momencie kiedy poczułam wielki wstyd mam w głowie nie setki,a  tysiące takich chwil. Muszę się jakoś ograniczyć….

Było mi szalenie wstyd w gimnazjum. Szłam po schodach, prowadziłam żywą rozmowę z koleżankami, jako,że dość solidnie gestykulowałam strąciłam ze ściany instrukcję postępowania w razie pożaru. Bardzo solidną, nie żaden tam plakacik, a wielkie dzieło oprawione w szkło i dość ładną ramę. Oczywiście wszystko poszło w drobny mak. Od razu winę zrzuciłam na moją koleżankę. Jako,że była to osoba o dość marnym kojarzeniu uwierzyła,że idąc 20 metrów za mną, po drugiej stronie schodów mogła to strącić. Dostała spory ochrzan do pań woźnych.

Było mi wstyd na własnej komunii. Kolega obok, którego siedziałam-największy szkolny łobuziak, powiedział,że moja torebeczka( na marginesie przepiękna) śmierdzi kabanosami. Nie mogłam tego znieść,kabanosów nigdy nie lubiłam, więc moja torebeczka nie mogła nimi wonieć. W akcie rozpaczy zaczęłam go okładać wspomnianą torebeczką. Katechetka starała się dyskretnie nas zasłonić, ale Leny demolki nie można było po prostu schować w kąt. Ksiądz z ambony 4 razy zwracał nam(mi) uwagę. Na swoją obronę dodam,że kolega obrażał mnie całą uroczystość. Moje 9 letnie nerwy,po prostu nie wytrzymały….

Bardzo wstyd mi było na biwaku. miałyśmy już po 10 lat. Miałam dorzucić patyki do ogniska, jako,że nie wydawało mi się to zajęciem wymagającym wiele pomyślunku wzięłam co pierwsze wpadło mi w ręce. Były to klapki mojej przyjaciółki. Jako,że było mi szalenie wstyd się przyznać powiedziałam,że to jakieś chłopaki podkradli jej klapki. Do winy przyznałam się po 10 latach. Na marginesie,nie chcielibyście widzieć jak palą się klapki….

Było mi okropnie wstyd na studiach, kiedy mój kolega gnębiony przez inną koleżankę-ej zaczep tego chłopaczka przed sobą, no weź, taki fajny jest. Źle coś zrozumiał i krzyknął-ej ty w białej bluzie,podobasz się mojej koleżance, tej za tobą. Za nim siedziałam ja, niewinna, grzeczna studentka. Profesor kazał mi wyjść z sali, z tym kolegą, byśmy poszli na randkę, skoro nam w głowie tylko romanse. Randki nie było, a do kolegi do dziś się nie odzywam.

Zaprosiłam studencką ekipę na łyżwy. Wszystkich przekonałam,że będzie super. Wszyscy poszli, przebierali buty na łyżwy i tylko jak widząc lodowisko dostałam ataku paniki-a jak upadnę i rozwalę sobie cenną główkę? Na taflę lodu weszłam w butach i kurczowo trzymałam się poręczy. Nie ruszyłam się ni na milimetr. Było mi strasznie wstyd.

Przewróciłam w kościele-przy pomocy siostry 2 choinki z pełną dekoracją. A jako,że było mi mało poszłam do ruchomej szopki i bawiłam się figurką Kacpra. Jako, że on nie był chętny do psot, przewrócił się i zatrzymał całą szopkę. Miałam wtedy  nie 4 lata jak można się domyślać a 13. Do dziś nie wchodzę do tego kościoła.

Było mi okropnie wstyd ledwie parę dni temu, kiedy to wyszłam z domu na zakupy. Nie wzięłam portfela, ale na dnie torebki znalazłam kartę do bankomatu, w jednym sklepie kupiłam na nią pieczywo dla diabetyków. W drugim popsuł się terminal, poszłam do bankomatu,a  tam zjadło mi kartę i pojawił się komunikat,że karta jest nieważna i mam się skontaktować z bankiem. To wpadłam do banku z wielką awanturą,że mi bankomat wciągnął kartę i w ogóle to skandal co mam robić? Panie kazały mi poczekać, na cóż czekać, otwórzcie bankomat i oddajcie mi kartę. Po półgodzinie zadzwoniłam na informację z pretensjami,że mi połknęło kartę i nikt mi nie chce pomóc. Stałam przy bankomacie i go pilnowałam,w sumie nie wiem czemu. W końcu 3 osoby w banku wciągnęłam do pomocy. Wtedy zadzwoniła moja mama- a jak ty robisz zakupy skoro kartę zostawiłaś na biurku, a portfel leży obok. Ale jaką kartę? No taką i taką. Aha, no cóż, no to tego. To ja znikam, chcę być niewidzialna. Użyłam karty starej, takiej nieaktywnej-no,ale udało mi się na nią coś kupić. W każdym razie uznałam,że na starej karcie w ogóle mi nie zależy i postanowiłam sobie pójść. Ale rozpędziłam taką machinę,że nie mogłam. Było mi okropnie wstyd.

W zasadzie każdego dnia robię coś za co potem mogę się wstydzić.

d4cd35783e854f32aa9c81b397a9ff56

Ścieżka dźwiękowa- Depeche Mode-  I feel you