Droga do pracy

Jak wiadomo w moim wykonaniu najprostsze rozwiązanie będzie tym, które przyniesie z sobą wiele komplikacji. Tak było i wczoraj.

Jako,że wybieraliśmy się na pogrzeb nasz dzień pracy miał być krótszy, z tego też względu szef-tatko poprosił o wcześniejsze przybycie. Oferował,że po mnie przyjedzie, bo przecież będzie ciemno, bo tak będzie szybciej. W mojej głowie ustaliłam jednak szybko, że skoro i tak musimy wszystko zrobić szybciej, to nie będę zabierać tacie tych cennych minut i sama podjadę. Poszłam więc na przystanek, a panowały poranne egipskie ciemności. Zobaczyłam, że właśnie odjechał autobus, no pech. Aby nie zamarznąć chodziłam z jednego końca na drugi i bach, po jakichś 5 minutach pojawił się busik, malutki autobusik tak zwany ekspress, szybko i komfortowo dowozi na miejsce. Wsiadłam tylko ja, w środku siedziała jedna jedyna pani, luksus przestrzeni jak w taksówce. Miałam do przejechania jeden przystanek ledwie, ledwie 2,5 minuty. Dobrze nie usiadłam a pan kierowca się pyta- czy ktoś wysiada na Kopernika? W mojej głowie pojawiła się myśl- ten pierwszy przystanek to Kopernika, a ten drugi to na pewno nie jest Kopernik, czyli nie, nie wysiadam na Kopernika. Mówię,że nie. Pani tak samo,nie miała Kopernika w planie, więc pan rzekł-od razu zajadę na Kochanowskiego. Super myślę, pan po prostu ominie jeden przystanek i wysadzi mnie wprost pod pracą. Ale ale, gdzie pan jedzie, coś źle pan skręcił, pan zrobił kółko kierownicą i bach, jedziemy w Kochanowskiego. No, ale gdzie mój przystanek? Co to ulica, co to za okolica? Jedziemy, jedziemy, mija 5 minut, moja nieśmiałość i chyba duma nie pozwala przyznać się do winy i stwierdzenia, że Kopernika to długa ulica, i ja owszem wysiadałam na Kopernika, na tym drugim Koperniku. Teraz to za późno. Zastanawiałam się jak wyjść z twarzą, kiedy do wyjścia  szykowała się pani,towarzyszka podróży. Uznałam, że to fajnie,że  w tej ciemności znajdę partnerkę do spaceru. Wysiadamy, pani znika od razu w bramie domu. Tak, jestem niby w swoim mieście, ale utknęłam na największym w kraju osiedlu domków jednorodzinnych. Jest ciemno, a ja,mimo,że mieszkałam w tej części miasta przez ponad 2 lata nie wiem gdzie jestem. Może zadzwonię do szefa-tatki? Dobry pomysł, wróć, idiotyczny,bo co mu powiem? Tato jestem gdzieś po prostu,nie wiem gdzie,ale przyjedź co…

Biorę się w garść, myślę intensywnie, szare komórki dzielnie pracują pod kremową czapą. Mijają 2 minuty, a ja już wiem. Wystarczy,że przejdę całego Staffa prosto, potem wyjdę na Kopernika, skręcę w lewo, przejdę całego Mistrza Toruńskiego i bach, jestem  w pracy. Przeszłam 3/4 Staffa gdy zadzwonił tata,gdzie jestem. Mówię o drobnych problemach technicznych, dojdę, zaraz dojdę. O nie, minął kwadrans a już straciłam siły i zapał. Na szczęście w porannej szarości, już nie jasności, zobaczyłam przystanek autobusowy, wow, na pewno coś  mnie zabierze do pracy. Tak, mam szczęście za minutę dosłownie rusza bezpłatny miejski autobus. Jestem uratowana od godzinnego marszu.

Wchodzę, siadam, i za dwa przystanki wysiadać mam 5 metrów od pracy. Nogi mi się relaksują, o już mój przystanek. Stanęłam przy kierowcy a on bach, odjeżdża. No, ale jak to? Po pracy widzę mgliste wspomnienie. Nie-niemy krzyk wydaje moje serce. Pytam się kierowcy czemu pan się nie zatrzymał, przecież wstałam i stanęłam przy panu? Pan mi mówi,że jako,ze to bezpłatny środek transportu optymalizując koszty każdy przystanek jest na żądanie, aha to ja żądam by na następnym pan się zatrzymał. Na szczęście 500 metrów od pracy jest szkoła, więc pan na pewno się zatrzyma, a ja uratuję skórę. Następny przystanek dopiero za 2 km, i nazywa się od centrum. W każdym razie powiedziałam kierowcy,że teraz chcę wysiąść. Zbliżamy się do przystanku i znów go omijamy, już prawie płaczę-dlaczego? pan mi mówi,że tutaj żądaniem nazywamy przyciśnięcie guzika. Przyciskam więc guzik jak szalona i proszę, jest efekt, pan na środku ulicy robi mi przystanek na żądanie. Spóźniona jedynie o 40 minut wpadam do pracy….

Ps. Na pogrzeb też się spóźniliśmy.

ff158822c53f702e7fc4bd8a247b92f7

 

Ścieżka dźwiękowa- Depeche Mode- In your room

Advertisements

62 uwagi do wpisu “Droga do pracy

  1. Hehehehehe:p No ja nie wiem jak to jest, że takie rzeczy przydażają się Tobie:p
    Ja jak się gubię to od razu włączam GPS na komórce i szukam najszybszej drogi do celu:)

    Lubię to

  2. Oj już tez kierowca mógł się zatrzymać bez naciśnięcia przycisku, chyba taki służbista się trafił. Ale najważniejsze że dotarłaś, to nic że spóźniona i z przygodami.

    Lubię to

  3. ejć no, ja bez mapy w telefonie ani rusz, bo nie tylko nie ogarniam w terenie, ale i nawet z tymi mapami mam problem. zgubiłabym się na krakowskim rynku, jestem do tego zdolna, choć powinnam go po dwóch latach mieszkania w Krk go ogarniać!

    najważniejsze, że dotarłaś a nie zgubiłaś się gdzieś gorzej na drodze 🙂 przynajmniej będzie co wspominać:)

    Lubię to

    1. Ja mieszkam jakieś 300 metrów od cmentarza-prosta droga, a jak ludzie się mnie pytają gdzie jest cmentarz to mówię,że nie wiem jak tam dojść 🙂 W orientacji terenowej bywam mocno kiepska. Ale bywam, bo najczęściej wiem gdzie jestem i jak wrócić do domu;)

      Lubię to

      1. mnie nieraz ktoś pod galerią w krakowie zagada, jak dojść do rynku i choć wiem, znam na pamięć i poszłabym z zamkniętymi oczami, to mylę się i boję się później, że pójdzie ten ktoś źle i będzie mnie obwiniał 🙂

        Lubię to

    1. Nie korzystam, jestem z tych staroświeckich ludzi, co używają telefonu tylko do dzwonienia;) Zresztą jak mówiłam szybko zrozumiałam gdzie jestem i jak mam iść, tyle,że ta droga -jak to na największym osiedlu domków w kraju, nie miała końca…

      Lubię to

    1. Zbych pisze:

      Właśnie. Co więcej przygody zaczynające się zazwyczaj z „niczego”. Myślę że jakby kierowca przy przystanku na żądanie kazał recytować wiersz by wysiąść to by dopiero było ekstremalnie 🙂

      Lubię to

      1. Zbych pisze:

        A tak mi się skojarzyło… Kiedyś byłem świadkiem takiej akcji (w naszej stolicy) podczas Roku Herberta – gdy się dysponowało książką owego poety można było liczyć na darmowy przejazd komunikacją miejską (wliczając kolejkę WKD w pierwszej strefie)

        Lubię to

  4. Sama nie mam za grosz orientacji, stale się gubię, mylę autobusy….nieraz można szału dostać. Ale nieraz nawet ma to swój urok i staje się przygodą, z której można się potem śmiać:)

    Lubię to

  5. Blueberry pisze:

    Jakdojade.pl tylko dzięki temu przetrwałam w Warszawie 🙂 Inaczej za każdym razem miałabym epizod histerii w środku miasta.
    Pamiętam jak drugiego dnia idąc do pracy tak nie ogarnęlam drogi, że wyszłam z metra i poszłam w przeciwnym kierunku :p

    Lubię to

    1. Zbych pisze:

      W Warszawie jeszcze nie jest tak tragicznie – np. nie można się zgubić w metrze bo zawsze wyjdzie się na powierzchnię. Co innego na przykład w Londynie gdzie linii jest wielokrotnie więcej a i na jednej stacji po kilka peronów na różnych poziomach (bez mapy można biegać jak szczur w labiryncie 🙂 )

      Lubię to

      1. Można się zgubić wszędzie. Pamiętam jak jadą na Rynek w Poznaniu wjechaliśmy na autostradę-ot taki skrót 🙂 A Warszawie gubię się notorycznie, nawet z nawigacją.

        Lubię to

  6. Jak bym o sobie czytała. Ostatnio tak chciałam wrócić wcześniej do domu, że wsiadłam w autobus, który jechał w zupełnie innym kierunku. Jeszcze głupia zamiast wysiąść na następnym przystanku, stwierdziłam, że jadę dalej, bo nie znam tej okolicy. To był zły wybór.

    Lubię to

  7. kocia_dama pisze:

    Twoje przygody są świetne! 🙂 Podobnych autobusowych historii i ja mam w zanadrzu sporo, wszak poruszam się komunikacją miejską- wciąż jeszcze 🙂

    Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s