Listopadowa komedia

Pewne wydarzenia możliwe są tylko w listopadzie. Tylko w listopadzie jeden poranek może wyglądać właśnie tak.

Wstaję rano i leje. Wczorajsze mycie okien idzie na marne. Trudno, o nie. Znów czuję niechęć do miesiąca na l. Czas się zbierać, szykuje się spacer po tygodniowy zapas jogurtów do sklepu o wdzięcznej nazwie Biedronka. Po drodze przestaje padać, cud, po prostu cud. W sklepie mało ludzi, w końcu 7 rano, tak jak lubię. Szukam jogurtów, moich ulubionych i nic. Dosłownie nic. W październiku były całe palety, w listopadzie brak.  Pani mówi,że z braku miejsca nie dowieźli. Wewnątrz krzyczę głośno-Nie, nie, nie. Przypadek? Od rana się wściekam na miesiąc na L. Wtem widzę ciekawą książkową ofertę, a w niej antystresowe kolorowanki w atrakcyjnej cenie. Od dawna planowałam zakup takiej książeczki. Może listopad nie jest taki zły kiedy się go pokoloruje kredkami? Okazało się,że książeczek do wyboru jest ze 40, i zonk. Kiedy ja wchodzę do sklepu powinno się ograniczyć wybór do dwóch, góra trzech,a  tutaj mamy kwiaty, podróże,dżungle… Jestem jedyną osobą, która potrafi się zdenerwować  kupując antystresowe kolorowanki. Ostatecznie zamykam oczy, biorę pierwszą lepszą kolorowankę. Przy kasie okazuje się,że popsuł się terminal i nie można płacić kartą, a ja nie mam gotówki. Zostawiam więc zakupy i pędzę w deszczu szukać bankomatu. W domu dzielnie malowałam przez godzinę, oczywiście po godzinie stworzyłam 1/40 wzoru częściej mamrocząc pod nosem- czemu te wzory takie skomplikowane?

photomania-eea2ed3d959b73608f3db8df67ee6b92

Wracam do domu na śniadanie. Teraz czas na bibliotekę, deszcz mi nie przeszkodzi. Nie uszłam 100 metrów jak wiatr wyrwał mi parasol, dogoniłam ukochaną rzecz w kratę, jestem szybsza od wiatru. Idę kolejne 200 metrów, wiatr nie daje za wygraną, postanowił podejść do sprawy z innej strony, rozrywa mi parasol. Idąc walczę więc i dokonuję resuscytacji niteczkowo-prętowej parasola. Leje mi się na głowę, co z tego,że przykrytą dzierganą czapeczką. Jako,że wzrok mam skupiony na parasolce nie dostrzegam,że zbliżam się do tymczasowego wodnego basenu, czyli kałuży. Wchodzę w nią, niemal do kolan. Nie muszę dodawać,że mam na sobie najjaśniejsze dżinsy. W tym momencie głośno wypowiadam dwa znane mi brzydkie słowa-kurczaste kurczaki. Do biblioteki jednak doszłam.

photomania-af14f1aaacd2c2d0af380bad2ccc11e2

Wracam, przebieram się, i idę do Rossmanna. Ale najpierw  zapobiegawczo do bankomatu,w końcu nigdy nie wiadomo czy można zapłacić kartą, pechowy dzień wszakże. W bankomatowym przedsionku nowa funkcja-przycisk zamykający i zwalniający drzwi.  Jako,że lubię testować nowości przyciskam guzik, wow drzwi naprawdę się zablokowały. 5 minut później to nie jest śmieszne, przycisk działa jak na razie w jedną stronę. Do otwarcia banku zostało 40 minut, a przed bankomatem utworzyła się kolejka. Głośne powtarzanie chcę zniknąć nie działa. Postanawiam udawać z godnością,że wciąć wykonuję skomplikowane operacje wybierania pieniędzy a tak naprawdę naciskam przycisk. Okazuje się,że po 138 razie drzwi się otwierają. Nie zapominam wyjść z uśmiechem i godnością.

W Rossmannie trwa walka o produkty do makijażu oczu. Nie przyszłam po nic konkretnego, raczej się rozejrzeć, ale skoro jest walka to się przyłączę. Upolowałam prezent na święta dla mamy, niemal wyrwałam paletkę cieni z Max Factora i korektor z rąk emerytki, która otwierała każdy kosmetyk i testowała kolory, po 10 na jedno oko. Uspokajam się przy kasie, gdzie czeka na mnie…. Wyprzedaż produktów świątecznych. Łapię parę sztuk dekoracji  i tylko siłą woli nie wieszam na oknie zawieszki z dzwoneczkiem.

Wracając dostaję telefon od mamy, kup marchewki. Ok, idę do sklepu a w zasadzie stoiska, marchewki ułożone są w zgrabną piramidkę, wybieram te najdorodniejsze, i słyszę jak marchewkowa fala wdziera się na chodnik. No tak, popsułam piramidkę. Postanowiłam zachować godność i przez kwadrans zbierałam marchewki z godnością na twarzy-wewnątrz powtarzałam dobrze znane słowa- kurczaste kurczaki.

Aby osłodzić sobie życie poszłam kupić rogale pełne białego maku na dziś. Spacer zakończyłam po godzinie,na szczęście rogale znalazły się w torbie zakupowej.

photomania-b6dfc42017a8756aafb40aef34549fd1

Ścieżka dźwiękowa-Kasabian-Goodbye kiss

Advertisements

64 uwagi do wpisu “Listopadowa komedia

  1. Jezzzzzzzzzzzu! Twoich postów nie można czytać w pracy!!!! Mój rechot słyszał chyba cały hotel!!! Jesteś da bestest!!!! 😀
    Ps. Ja tych kolorowanek nawet nie kupuję bo na mnie podziałałyby odwrotnie – już widzę siebie jak klnę siarczyście podczas ‚odstresowywania się’ ;).
    Pps. Jakie ładne książki!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! Ja też chcę!!!!!!!!!!!!!!!!! http://virgo1982.blogspot.com/

    Lubię to

    1. Powiedz,że przepraszam za wywołanie ataku śmiechu 😉
      Te wzory mnie wymęczyły, to takie drobiny,że za pięć lat nie zrobię połowy książeczki 🙂 I będę zestresowana maksymalnie:)
      Fajne wpadły łupy książkowe prawdaż?:)

      Lubię to

      1. Zbych pisze:

        eee to stary „chłyt” markietingowy – żeby w pierwszej kolejności sprzedać te gorsze, bo te lepsze i tak pójdą jak woda

        Lubię to

  2. sanglant pisze:

    Niedobry ten listopad, na złość robi. Nie wiadomo, czy się śmiać, czy złościć, po kilku przypadkach chyba to pierwsze. 😉
    Podejrzewam, że te odstresowujące kolorowanki mogłyby mnie też zdenerwować. 😀
    Ale wymyśliłam, że chcę poćwiczyć rysunek, poznajdowałam jakieś tutoriale z ćwiczeniami, tylko ołówka nie mam – ciekawe, kiedy stracę cierpliwość. 😛

    Lubię to

    1. Powiem Ci,że ja po początkowym zdenerwowaniu zawzięłam się i koloruję zawzięcie. Wzory są strasznie trudne, nieźle ćwiczą cierpliwość, ale jest, po 15 minutach nawet można się zrelaksować. Bo jak tu myśleć o czymś innym niż o tym by nie wyjechać za linię? 🙂
      Czasem nie zostaje nic więcej jak tylko się pośmiać z samej siebie:)

      Lubię to

  3. S. pisze:

    Ile kosztuje ten odstresowacz ?:)
    Ja rogali nie kupiłam, w lidlu niby były ale jakoś tak nie wyglądały smacznie, za to na stoiskach sprzedawali za 7,50 to stwierdziłam,że za drogo jak za rogala 😛 Wolałam lody 🙂

    Lubię to

      1. S. pisze:

        Ja stwierdzilam, ze drogo u nas wiec nakupilam innych pysznosci (chomikuje czekolady i batony :D). Widzialam te odstresowywacze w empiku. Chetnie bym taki kupila.

        Lubię to

  4. ja od dawna się zastanawiam nad tą kolorowanką, chyba się zaopatrzę 😀 a rogala bym zjadła, ale mam mniej kaloryczne pieczone jabłko, jak już się na fitness zapisalam to trzeba być konsekwentnym 😀

    Lubię to

  5. Zbych pisze:

    Zaglądam na blog – widzę tytuł „listopadowa komedia” to już myślałem że jakieś refleksję natury politycznej (bo dziś taki dzień że każdy z politykierów skory do wystąpień i gadaniem o wszystkim tylko nie o niepodległości) a tu po prostu pechowy poranek. Ale reszta dnia mam nadzieję że już udana 🙂
    U mnie na południu też cały czas deszczowo i wiatr urywa głowy. Piszesz że czekasz na śnieg ale przy takiej pogodzie wszystko wskazuje na to, iż będzie długi okres śniegu z deszczem, więc najgorsze jeszcze nastąpi (nie chcę dołować – bardziej przedstawić jakieś plusy obecnej sytuacji). Na serio można się odstresować takim kolorowaniem? Bo zabić nudę to na pewno. Miałem znajomego który podobnie się „odstresowywał” na nudnych wykładach – nałogowo robił z arkuszy w kratkę ołówkiem czarno-białą szachownice. Chociaż takie wzorzyste kolorowanki na pewno mniej odmóźdżające 🙂
    Piszesz dziś o dematerializacji jogurtów… ostatnio to samo było z Nutellą… cóż… na Twoim miejscu bym się zawczasu zaopatrzył w resztę ulubionych produktów bo nigdy nic nie wiadomo.
    Wrzuciłaś fotkę książek zatem nie ma zmiłuj – czekam z niecierpliwością na recenzje. W pierwszej chwili jak zobaczyłem „Sabatini” to pomyślałem o korsarzach. Ciekawe jak pisarsko wypada ta Irena – bo w końcu nazwisko zobowiązuje 🙂

    PS: A te „kurczaste kurczaki” to godne następstwo „motylej nogi” 🙂

    Lubię to

    1. Politykę sobie daruję, nawet nie wiedziałabym co napisać:)
      Kolorowanki naprawdę odstresowują-jak już się wybierze odpowiednią 🙂 Taką cierpliwość trzeba mieć by kolorować takie maleńkie wzory,ale automatycznie trzeba rzucić nadmiar myśli i skupić na kolorowaniu:)
      Zaczynam się bać myśleć o innych ulubionych rzeczach, które znikną mi ze sklepu i z domu i nie dadzą się zastąpić:)
      Deszcz ze śniegiem? Nie strasz, nie strasz;)
      Jak któraś książka będzie naprawdę ciekawa to recenzja się pojawi na 100 %:)

      Lubię to

  6. i w moim wypadku wybór ANTYSTRESOWEJ kolorowanki nie obszedł się bez stresu, bo tak samo wiele wzorów mi się podobało 😛 i ej, może to nie znaczy że cały listopad trzeba skreślić,może to jakiś podwojony piątek trzynastego, który – nomen omen – już niedługo przed nami 😛

    Lubię to

  7. Mnie też zaciekawiły książki,a listopad od tego jest…żeby było mokro,więc swoją rolę odgrywa doskonale.Czepiać się listopada ,że pada…to tak jak czepiać się zachodu słońca,że jest nie w naszych ulubionych kolorach.Pozdrawiam bardzo optymistycznie.

    Lubię to

    1. Ja się może mniej czepiam,że pada i wieje-chociaż naprawdę 10 dni pod rząd to lekka przesada, ale czepiam się tego,że ten miesiąc wiąże się dla mnie z okropnymi wspomnieniami, a ta szarość tylko potęguje smutny nastrój.

      Lubię to

      1. ależ ja się cieszę. Ale w listopadzie miały miejsce bardzo smutne dla mnie wydarzenia, najgorsze jak mój tata miał zawał i tydzień leżał na intensywnej terapii, to dość świeże wspomnienie i boję się listopada od dwóch lat okropnie. A jak widzisz cieszę się życiem, albo ono każe mi się cieszyć, bo jak tu się nie pośmiać ze swojego pecha 🙂 To też jest fajne i lubię to.

        Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s