Troje ludzi…

Od paru dni moje myśli krążą wokół dwóch spraw, z pozoru zupełnie różne, a może i nie?

Piątek, wracam ze spotkania z przyjaciółką, jestem na klatce, do swoich drzwi mam jakieś 4 kroki, widzę wtedy,że pod moim mieszkaniem leży sąsiad. Od razu sprawdzam co z nim jest, jak się czuje, czy potrzebna jest pomoc. Sąsiad mówi,że zupełnie stracił czucie w nogach,nie może się ruszyć. Ma ponad 80 lat, chodzi o lasce, kiedyś kłaniało mu się pół miasta bo był dyrektorem cukrowni. Teraz z trudem chodzi, nie myje się codziennie, unika ludzi, bo z  jego 3 piętra trudno mu zejść na dół. Sąsiad jest coraz bardziej zdezorientowany a ja wściekła,bo pani z pogotowia nie bardzo chce przysłać karetki, bo nie znam nazwiska sąsiada, bo nie wiem na co choruje, a jak wstanie i sobie pójdzie? Albo nie zgodzi się na badanie? Obok mnie przechodzą sąsiedzi, małżeństwo z 1 piętra szybko przemyka odwracając wzrok,lawirując na wolnej przestrzeni schodów. Sąsiadka wraca od fryzjera, patrzy na sąsiada,coś mówi pod nosem i znika. Schodzi niewiele młodszy sąsiad do piwnicy, on się zatrzymuje, chce pomóc, rozmawia z pogotowiem, podaje dane sąsiada, razem czekamy na pomoc. Panom z pogotowia nie podoba się,że sąsiad nie zejdzie sam do karetki, jesteśmy na parterze, ot 5 schodków, nie, noszy nie chce im się wyjmować, a w ogóle to sąsiad zmoczył spodnie, i brzydko pachnie. Starszy,schorowany przestraszony człowiek cichutko przeprasza za kłopot jaki zrobił. Okazało się,że to był udar. Jak już karetka na sygnale odjechała sąsiad mówi-można i między ludźmi nie doczekać się pomocy. Można tutaj umrzeć, wśród ludzi, których zna się całe życie….

Druga sytuacja miała miejsce w niedzielę. Jemy obiad  w arabskiej knajpce, wracamy z cmentarzy, dookoła cisza, spokój, zapada zmrok. Na schodach sąsiedniej kamienicy siedzi starsza pani, ciężko oddycha, na smyczy ma psa, obok parę toreb, stoi też młodsza kobieta. Jakby wracały z wizyty na cmentarzu i się przemęczyły, tata się pyta czy może gdzieś nie zanieść tych toreb,albo czy nie trzeba wezwać lekarza do starszej pani. Wtedy obie zaczynają płakać. Obie znalazły się właśnie na ulicy, pijany mąż wyrzucił żonę z jej matką z domu. Obie starsze już panie, nie miały gdzie spędzić nocy, chodziły po sąsiadach prosząc o nocleg, nie stać ich na hotel,a mają za dużo godności by iść do noclegowni. Są skromnie, ale ładnie ubrane, czyste, trzeźwe, bardzo przerażone. Proponuję,że zaraz zadzwonię na policję, na pewno są jakieś centra interwencji kryzysowej, dostaną nocleg, jedzenie, wsparcie. Panie zaczynają się trząść, nikt nie może się dowiedzieć, że mają problemy z tym mężczyzną Już raz ktoś zadzwonił na policję, mąż miał problemy i je pobił w odwecie. Powiedziały,że teraz by je zabił…. Prosiły tylko o herbatę i bułkę, bo od rana tak chodzą, a nie zdążyły wziąć portfela. Żaden sąsiad nie chciał im pomóc, ale prawda jest też taka, że panie żyją w takim strachu,że boją się przyjąć jakąś pomoc poza taką, która działa chwilowo i gasi pożar. Panie wzięły drożdżówki i poszły wolno w stronę dworca. Na odchodne powiedziała,że to nie pierwszy raz,że za dwie,trzy noce, on wytrzeźwieje, i po cichu wrócą do domu…..

Ścieżka dźwiękowa- Soulsavers-All of this and nothing

Advertisements

56 uwag do wpisu “Troje ludzi…

  1. To wszystko można podsumować jednym słowem – ZNIECZULICA!!! To jest chyba największa choroba XXI wieku. I obawiam się, że może być coraz gorzej…
    A co do ludzi z pogotowia – szkoda jakichkolwiek słów. Osoby, które powinny pomagać i być wzorem do nasladowania zachowują siew taki sposób i wyrażają takie opinie… I o czym to świadczy? …

    Lubię to

    1. Pani dyspozytorka była już nieprzyjemna, a sanitariusze nie lepsi,pokazali,że brzydzą się tego człowieka…. A powinni pomóc.Ale cóż, mało kto dziś jest empatyczny, a nieszczęść coraz więcej.

      Lubię to

  2. ja zauważyłam że ludzie to by chcieli mieć klapki na oczach i widzieć tylko co dobre a to niestey tak nie działa. A to jest tak Ty pomożesz komuś ktoś kiedyś pomoże Tobie. Sama się o tym przekonałam na przykładzie taty. Dobrze że są jeszcze tacy ludzie ja Ty i Twój sąsiad.

    Lubię to

      1. Ale ja tak mam,że potem mam wyrzuty sumienia,że za mało mogłam pomóc, ciągle myślę gdzie one teraz są i czy już są bezpieczne. I myślę o sąsiedzie, znalazłam znajomego jego i podpytuję o zdrowie.

        Lubię to

  3. Zbych pisze:

    Z ratownikami medycznymi niestety jest tak, że to praca diabelnie obciążająca psychicznie i bardzo nisko płatna. Opisane tu zachowanie było naganne (szczególnie dyspozytorki) lecz prawda jest też taka iż 80% ich wyjazdów w dużych miastach jest do alkoholików oraz narkomanów (oficjalne statystyki). Oglądałem kilka lat temu w TV reportaż o pracy ratowników medycznych i zrobił na mnie duże wrażenie. I niech konkluzją będą słowa jednego z nich, że to taka praca, gdzie po roku żeby nie zwariować trzeba albo zmienić pracę albo przestawić się na automat i nie ma wtedy mowy o żadnej empatii.
    Co do przemocy domowej i pomocy sąsiadów to niestety różnie z tym bywa. Przykład, który mnie częściowo dotyczył, a miał miejsce kilka lat temu nie w jakiejś przysłowiowej dziurze, ale w samym centrum stolicy europejskiego kraju bo na Górnym Mokotowie: znajoma z roku (ze studiów) gdy wynajmowała mieszkanie w kamienicy przygarnęła na noc takową kobietę, której „konkubent” w środku nocy gonił z młotkiem (oczywiście po alkoholu) więc dzwoniła gdzie się dało po mieszkaniach żeby się schować bo była w piżamie a działo się to zimą. Kobieta przeczekała u niej do rana a wtedy przyjechała po nią siostra. Patrol policji wezwany na miejsce nic nie był w stanie zrobić bo faceta nie było w mieszkaniu – łaził gdzieś po okolicy z tym młotkiem. Nie chciało im się na niego czekać a babka nie chciała tego zgłaszać bo się bała. Przy okazji okazało się że dowód w postaci filmu nagranego telefonem przez okno ukazujący sąsiada miotającego się z młotkiem to dla sądu żaden dowód, a jeszcze można zostać przez sprytnego adwokata oskarżonym o nagrywanie kogoś bez jego zezwolenia. Finał tej sprawy był bardzo przygnębiający. Znajoma musiała się ekspresowo stamtąd wyprowadzić bo facet szybko od kogoś się dowiedział że pomogła i zaczął ja nachodzić – m.in. zniszczył drzwi od mieszkania. Pojechaliśmy w pięciu chłopaków następnego dnia pomóc jej przy przeprowadzce i przypilnować żeby temu facetowi przy okazji nic głupiego do głowy nie strzeliło. Znajoma zmieniła dzielnicę, a jeszcze właściciel mieszkania skasował ją na ponad tysiąc PLN z kaucji za te drzwi (świadków że to ten facet zrobił oczywiście nie było).

    Jedyne co mnie zmroziło w przytoczonych przez Ciebie historiach to wypowiedź tych kobiet że to nic, nie po raz pierwszy tak było i że WRÓCĄ DO DOMU po kilku dniach jak się uspokoi… pozostawię to bez komentarza.

    Lubię to

    1. Rozumiem,że w zawodzie lekarza czy ratownika nadmiar współczucia i empatii szkodzi. Jak mój brat miał praktyki w szpitalu przez miesiąc -niestety na hematologii, odcinek spraw beznadziejnych,to umierali ludzie, i widziałam,że nie zrobiło to na nim takiego wrażenia jakiego bym się spodziewała. Ja na samą myśl o tym czułam smutek, a on był przy reanimacji, potem śmierci i przyjmował to na spokojnie. Także zrozumiałabym rzeczowość, konkretność, brak rozczulania się. Ale uwagi,że pana nie zniosą bo śmierdzi były po prostu nie na miejscu i uważam,że wytłumaczenia nie ma dla takiego zachowania. Znosili go moi nastoletni sąsiedzi, bo panowie się brzydzili. A przecież są osoby z wypadków dużo gorzej wyglądające i też ich nie dotkną?
      Miałam przyjaciółkę, której ojciec często pił, a jak pił to bił, demolował dom, strasznie się awanturował. To było nowoczesne osiedle dla młodych, wykształconych ludzi-taki był głównie profil mieszkańców, i jak ona wybiegała z matką na mróz plus babcia i niemowlę czyli siostra to jedyne schronienie znajdowały na stacji paliw całodobowej. Matka od ojca nie odchodziła bo niemowlę w domu, kredyt,a tylko on zarabiał. Także różne są przyczyny trwania przy oprawcy, czego oczywiście nie do końca jestem w stanie zrozumieć, ale wiem,że nie zawsze jest łatwo zostawić takiego męża i zacząć spokojne życie. Ale mimo to jestem wściekła,że taki pijak ma ciepłe mieszkanie gdzie sobie trzeźwieje, a te kobiety musiały pewnie spać na dworcu przez parę dni. Może gdyby było jakieś lepsze wsparcie dla takich osób, byłoby mniej takich dramatów?

      Lubię to

      1. Zbych pisze:

        Skoro rozchodziło się o kwestie natury węchowej to postawa jak najbardziej karygodna.

        Takie sytuacje z przemocą alkoholową to zawsze są bardzo skomplikowane i każdy przypadek ma swoją historię niestety bardzo często uwarunkowaną ekonomicznie. Rozwiązywać takie problemy jest trudno bo trzeba to robić kompleksowo: prawnie, ekonomicznie oraz zapewniając przysłowiowy dach nad głową. Co do permanentnych antyabstynentów… kiedyś w Polsce sytuacja wygląda tak, że był przybytek zwany izbą wytrzeźwień (mało komfortowy ale nie o komfort tu przecież chodzi, teraz są likwidowane bo nie ma na nie pieniędzy). Przyjeżdżała policja, odwoziła delikwenta gdzie trzeba i sprawa była załatwiona. Teraz jak policja zgrania takiego osobnika z ulicy a jest on tak otumaniony wódą że nie ma z nim większego kontaktu zawozi się go na SOR by sprawdzić czy nie ma zagrożenia życia itd. Policja zostawia go przerażonym pielęgniarkom, które muszą się z nim potem szarpać. Nie mówiąc już o pacjentach leżących na neurologii (bo zazwyczaj tam kładą takich osobników). Na szczęście w większości przypadków takie osoby jak już dojdą do siebie to zmywają się ze szpitala na własne życzenie. Tylko chyba w tym wszystkim nie o to chodzi żeby w ramach oszczędności szpitale robiły za wytrzeźwiałki.

        Lubię to

      2. U mnie w mieście na szczęście izba jest, obecnie przenoszona do budynku szpitala psychiatrycznego-w zasadzie szpital jest na tym samym terenie z widokiem-dość uroczym, na cmentarz. Także takie miejsce głęboko skłania do refleksji i myślę,że niejeden jak się obudzi i zobaczy widoczek z okna to nieco go otrzeźwi…

        Lubię to

  4. To historie mrożące krew żyłach, aż płakać się chce, że takie rzeczy dzieją się na prawdę, obok nas 😦 A najgorsze jest to że na ludzi, nawet tych blisko nas, sąsiadów nie zawsze można liczyć 😦 Dobrze że Ci ludzi trafili na Was!

    Lubię to

  5. sanglant pisze:

    Różnica jest taka, że w drugiej sytuacji trudniej o skuteczną pomoc – ktoś powinien paniom pomóc podjąć naprawdę zdecydowane kroki, bo inaczej ciągle będzie tak samo, każda inna pomoc będzie tylko doraźna. Moi rodzice, słysząc krzyki, żeby wezwać pomoc, bo „on mnie zabije”, przez jakiś czas dzwonili po policję, która wyprowadzała agresora, ale że sąsiadka następnie szła odwiedzić męża w areszcie, a potem przyjmowała go z powrotem, to im się odechciało reagować…
    W pierwszej sytuacji wystarczyło, żeby inni sąsiedzi zainteresowali się panem zamiast udawać, że nic nie widzą. Jak by się to skończyło, gdyby nie było tam Ciebie i tego drugiego sąsiada? Zachowanie ratowników tez niewłaściwe, co prawda często zdarzają się alkoholicy, ale żeby przez to chory człowiek miał mieć problem z otrzymaniem pomocy, to bardzo smutne. 😦

    Lubię to

    1. Właśnie te panie mówiły,że kończy się tym,że on zostaje chwilowo „zabrany” do izby wytrzeźwień, wraca do domu i się mści. Więc nie chcą dostać dodatkowo, skoro i tak wróci. Bo do aresztu nie pójdzie,sąsiedzi się boją,więc nie pomogą i nie pójdą zeznawać i błędne koło. Eksmitować go pewnie też nie można zbyt łatwo, więc cóż poradzić? Może gdyby były skuteczniejsze sposoby pomocy ofiarom przemocy domowej, takie kobiety nie bałaby się wystąpić przeciwko swoim katom?
      A powiem Ci,że dwa dni później w rodzinie taty wspólnika karetka przyjechała do nieprzytomnego mężczyzny, całkowicie zatrutego alkoholem, obsługa była szalenie miła, zabrała go do szpitala, a jak okazało się,że miejsc nie ma, zawieźli 50 km do drugiego na odtrucie. Także chyba alkoholików się nie boją. Raczej im się nie chce starszych ludzi „obsługiwać”. Albo może to był zły dzień, zła godzina, nie wiem mecz w tv, albo fajny film?

      Lubię to

      1. sanglant pisze:

        To nie wiem, o co chodzi, może ci ratownicy się jacyś dziwni trafili. Nie rozumiem, jak osoba, która decyduje się leczyć czy ratować innych, może się brzydzić, jak ktoś jest brudny albo pokrwawiony, wystarczy rękawiczki założyć.
        Właśnie, ja nie wiem, jak można pomóc ofiarom przemocy domowej inaczej niż doraźnie, najlepiej byłoby oprawcę odizolować i nie pozwolić, żeby wrócił, bo inaczej to błędne koło. A to nie jest takie proste, jeśli w ogóle wykonalne…

        Lubię to

      2. No właśnie, to jak sprzątaczka by nie chciała zetrzeć plamy, ale kucharka nie dotykałaby surowego mięsa w tradycyjnej polskiej restauracji. Nie wymagam by ratownik był jakoś wyjątkowo empatyczny, ale jednak co innego gdy mu się nie podoba,że ktoś zmoczył spodnie z powodu choroby.
        Najgorsze,że ofiary muszą uciekać, a facet ma mieszkanie, spokój, ciszę, ciepło i zawsze wygrywa. Może gdyby wprowadzić eksmisje za przemoc domową takich typów bardziej by się bali?

        Lubię to

  6. Matko Bosko!! Brak mi słów 😦 To jest niewiarygodne… Czemu na świecie dzieją się tak okropne rzeczy, czemu ludzie nie potrafią sobie pomagać?? Jesteś Aniołem… Dobrze, że na tym świecie jeszcze są tacy ludzie jak Ty, jak Twoja Rodzina…

    Lubię to

    1. E tam aniołem:) Ja się aż za bardzo przejmuję, wiesz,że do teraz nie mogę spać tylko myślę,że właśnie źle zrobiłam nie dzwoniąc na policję i pozwalając tym paniom nocować na dworcu. Nie pasowały na dworzec, nie wiem co z nimi i bardzo mnie ta niewiedza smuci…

      Lubię to

  7. To o czym piszesz jest po prostu straszne! Naprawdę! Jak Ci ludzie którzy przyjechali na wezwanie mogą nazywać się sanitariuszami/lekarzami?! Naprawdę młody sąsiad ma rację – można umrzeć wśród ludzi. Dobrze, że znaleźliście się Wy, bo tak to naprawdę ten biedny straszy człowiek pomocy by się nie doczekał. A ci sąsiedzi co go mijali – nie wiem jak będą mogli spojrzeć mu w oczy i powiedzieć dzień dobry?

    Przerażające jest też to, że obie kobiety boją się nie tylko pijaka, ale przede wszystkim boją się opinii ludzi! „Jest nam piekielnie ciężko, ale nic nie zrobimy bo co ludzie powiedzą” – ci mądrzy pomogą i wesprą, a ci głupi niech się w takim razie z paniami zamienią i zobaczą jak to jest żyć pod jednym dachem z nieobliczalnym alkoholikiem i damskim bokserem.

    Lubię to

    1. rozumiem,że nie każdy lubi oglądać czyjeś cierpienie czy chorobę.ale wystarczyłoby zapytać się czy nie trzeba pomóc, a nie udawać,że nic się nie dzieje, nikt nic nie widzi, a w ogóle to ten pan tam nie leży…
      O tak, ludzie lubią trzymać pozory. Te panie wyglądały bardzo schludnie, porządnie. Może mieszkały w ładnej kamienicy, może mąż-pijak na co dzień pracował i kłaniał się sąsiadom i stąd nikt nie wiedział,albo nie chciał wiedzieć,że coś tam dzieje złego?

      Lubię to

  8. kropeczka91 pisze:

    Starszego Pana to mi autentycznie żal i aż chciałoby sie wykrzyczeć – tyle jest narzekania na młodych ludzi a to stare ci*y po ścianach chodzą, byle by nie pomoc…. Co do Pań to mam mieszane uczucia, z jednej strony nie rozumiem czemu nie było jeszcze sprawy rozwodowej i wywalenia delikwenta z domu z drugiej strony nie wiadomo czy to nie jego mieszkanie i może boją się stracić dach nad głową. Ja generalnie nie rozumiem czemu kobiety dają sobą poniewierać..

    Lubię to

    1. Też tego nie rozumiem, jak można żyć z takim typem? Ale z drugiej strony pewnie kto nie przeżył to nie wie czemu się nie można wyprowadzić. Może własnie to jego mieszkanie, może tylko on pracuje? Może nie mają środków by żyć samodzielnie? Nie wiem co je trzyma, współczuję im podwójnie,że nie mogą tego przerwać, nie mają odwagi i wsparcia…

      Lubię to

  9. Ciarki mi po twarzy przechodziły czytając ta notkę. Dobrze, że są ludzie tacy jak Ty, którzy nie są obojętni… Mój dziadek kiedyś kilka godzin leżał na ławce w parku między ludźmi, nikt nie wezwał pogotowia, bo jak tłumaczyli myśleli, że śpi, tymczasem był w śpiączce cukrzycowej… Szkoda tych pań, bo chciałoby się im pomóc, ale niestety one najpierw muszą same tego chcieć. Ciekawe jak dalej potoczyły się ich losy? Niedługi zima, gdzie wtedy pójdą?? Ech… smutne.

    Lubię to

    1. Właśnie, jak ktoś leży to od razu ludzie myślą,że pijany i nie warto się zainteresować. Może tylko do dziecka by podeszli? Wokół reszty się przemyka.
      Szkoda,że nie chcą by im bardziej pomóc, mam nadzieję,że kiedyś znajdą w sobie dość odwagi by przerwać tę chorą sytuację…

      Lubię to

  10. nie wiem, czy to dzisiaj jest jakiś dziwny dzień, czy mam słaby nastrój, ale… oczy zaszły mi łzami, jak to czytałam. dlaczego istnieje taka znieczulica, dlaczego ludzie są tak sobie obojętni? i pan w pierwszej historii, i dwie biedne panie z drugiej – są normalnymi ludźmi, którym należy się szacunek. ech…

    Lubię to

    1. To chyba taka aura ostatnich dni, że bardziej się przeżywa takie sprawy. Ja wciąż nie mogę przestać myśleć o tych kobietach. I bardzo doceniam,że mam dach nad głową, rodzinę normalną i zdrowie…

      Lubię to

  11. eh, ludzie :/ a potem taki jeden z drugim będzie pomocy potrzebował i wtedy się zaczną pretensje, że nikt nie chce jej udzielić.
    ale żeby tak pracownicy pogotowia?! :O

    nominowałam Cię do LBA, szczegóły na blogu.:)

    Lubię to

  12. Wczoraj nie zdazylam napisac ci koemntarz o moich wczesneijszych przygodach i o tym ze mi na szczescie tylko raz pogotowie odmowilo przyjazdu, a mialam kolejny przypadek. Na przejsciu przez tory tramwajowe gdzie trwal remont wywroicl sie mezczyzna. I tez ludzie go mijali dopiero jaz pewnym panem robotnikiem pomoglismy mu sie pozbierac. W pierwszej chwili myslalam ze to atak padaczki i zastanawialam sie jak mu pomoc. Pozneij okazalo sie ze pan jest po wylewie, wywrocil sie i po prostu nei mogl sie tylko podniesc. pomoglismy mu przejsc na druga strone zaproponowalam nawet ze go odprowadze ale podziekowal 😉 stwierdzil ze na prostej drodze da rade 😉 A tak to jzu mialam przygody z panem ktory uciekl ze spzitala po operacji i blakal sie po meiscie w pazdzierniku na boso z weflonami wbitymi i w samej pizamie, e starsza kobieta ktora okradziono i ktora ze stresu zaslabla, z mlodym chlopakeim nieprzytomnym na przystanku oraz innym ktory lezal na srodku chodnika z rozwalona glowa. …. Jak to mowi moja mama „Ty to zawsze masz jakeis przygody”

    Lubię to

  13. Sytuację z Panem rozumiem i popieram, że sąsiedzi się zachowali jak… szkoda ich nazywać, szkoda na nich słów. Jednak nie rozumiem tych Pań… skoro to nie pierwszy raz, to dlaczego nie odejdą od tego mężczyzny? Czemu dalej dzielą z nim życie? Nie pojmuję

    Lubię to

    1. Pewnie mieszkanie jest jego, albo na nie zarabia, stąd nie mogą się zdecydować od niego odejść. Może pani wychowywała dzieci,nie pracowała,nie ma środków własnych,a z renty czy emerytury matki wyżyć nie dadzą rady? Nie wiem, gdybam, bo też ciężko mi to pojąć.

      Lubię to

  14. kocia_dama pisze:

    Straszne jest to, że niby żyjemy w XXI wieku, mamy do dyspozycji cuda techniki, a staliśmy się- jako ogół ludzkości- bardziej zamknięci na drugiego człowieka. Niewielu już potrafi reagować prawidłowo, gdy widzi, że obok siedzi człowiek, który potrzebuje pomocy. Sama miałam kilka razy w życiu podoba sytuację i nigdy nie przeszłam obojętnie. Po prostu nie umiem. Znam jednak takich, którzy to potrafią. I czasem się zastanawiam, co dalej będzie z tym światem, skoro w dzisiejszych czasach współczuć komuś to, według wielu opinii, wystawić się na pośmiewisko…

    Lubię to

  15. Cholerna znieczulica…I właśnie dlatego nie podoba mi się współczesny świat. Mówcie co chcecie, ale jeszcze 20 lat temu było zupełnie inaczej, a sąsiedzi byli traktowani jak członkowie rodziny. Nie do pomyślenia było, że ktoś zasłabł na klatce i nikt się nim nie przejął. Teraz bardziej z nas cyborgi, niż ludzie…

    Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s