O wdzięczności 09/30

Wracam do wyzwania, numer 9 skrywa pytanie o wdzięczność. Amerykanie już świętowali swoje święto dziękczynienia, więc dziś nie będę posądzona o kopiowanie zagranicznych świąt. Tak więc za co jestem wdzięczna?

Nie liczcie na coś spektakularnego i wielkiego. Będzie krótko i na temat. Im na liczniku mam więcej wiosen tym bardziej doceniam jedną rzecz, jedną jedyną. Tą rzeczą jest zdrowie.

Owszem często narzekam, a to na astmę, a to na wzrok, który mam kiepski, a to wiecznie słabą odporność, a to na za marne nerwy, a to na … No właśnie mogłabym tak długo i długo. Ale to są drobiazgi.

Widzę, słyszę, chłonę świat. Owszem, często ten świat podziwiam z perspektywy ataku kaszlu i zasmarkanego nosa. Narzekam na chorą tarczycę, na setki alergii, ale czymże to jest w przypadku poważnych problemów?

Kiedy stoję w aptece z receptą od alergologa zdarza mi się ponarzekać, no tak, tyle tych medykamentów wykupuję co miesiąc, a przecież chętnie kupiłam za tę kwotę dobre perfumy, ale oszczędziła na ciekawe wakacje. Ale w zasadzie cieszę się,że moje tabletki są jedynie na te drobne sprawy,sprawy, które pozwalają mi normalnie żyć. I cieszyć się codziennością.

Dzięki czujności jednego lekarza, przyjaciela mojej mamy, któremu pochwaliła się noworodkiem na spacerze chodzę. Owszem, sporo czasu przeleżałam w gipsowym ubranku, ale nic z tego nie pamiętam, a za to podziwiam dwie sprawne-choć koślawe nożyny. Dzięki czujności drugiego lekarza pokonałam inne schorzenie, które na  lata zabrało mi całą radość z życia.

To mnie nauczyło,że nie ma nic cenniejszego poza zdrowiem. Wszystko inne to dodatki, urocze, ale dodatki.

W ten oto sposób zaczęłam nowy, wietrzny tydzień. W ten oto sposób skończyłam nielubiany listopad. Owszem, na sam koniec zamówiłam sobie wizytę u dentysty, a co się będę ograniczać. Czas na ostatni łyk zbożowej kawy z mlekiem, ostatni kęs kanapki. Czas do pracy. Dziś nie będę narzekać na nadmiar obowiązków, niezdecydowanych klientów, męczących dostawców. O nie.

078a73962b718059a0e989d569a178e2

Ścieżka dźwiękowa- The Beatles-Ob-La-Di, Ob-La-Da

Zeszła niedziela, wieczorna Msza. Już chwilę trwa, ludzie śpiewają, z początku nie słychać jak otwierają się drzwi, dwóch mężczyzn spokojnie wchodzi, nie chcą robić zamieszania więc stoją z samego tyłu. Parę ludzi się odwraca, pewnie chcą zobaczyć kto tym razem się spóźnił, a może to ktoś znajomy?

Ludzie zaczynają się denerwować, słychać nerwowe szeptanie do uszu sąsiada, jako pierwsza decyzję podejmuje matka z dzieckiem, wstaje, i wychodzi, w pośpiechu. Podobnie robi wysoki blondyn, typowy nasz chłop, wychodzi. Potem robi to starsze małżeństwo, samotna emerytka, młoda dziewczyna,kolejne matki z dziećmi i ich mężowie.

Po jakimś kwadransie w kościele zostaje może 1/3 pierwotnego składu. Ci co zostają nerwowo zerkają na dwóch mężczyzn, ksiądz, tym razem proboszcz dalej się modli, odprawia Mszę, ale nie rezygnuje z przygotowanego kazania, to znaczy z listu arcybiskupa o seminarium. Owszem widzi dwóch mężczyzn, widzi reakcję wiernych,ale nie reaguje. Może sam się boi? Może gdyby przeczytał jutrzejsze komentarze zareagowałby inaczej?

A następnego dnia można przeczytać relację matki z dzieckiem, pierwszej uciekinierki:

Uciekłam, udało mi się, nie wychodziłam z domu,mam nadzieję,że jesteście cali?

Adam, ten blondyn pisze:

Weszli do piekła, myśleli,że będzie raj, ale my się nie damy. Pozabijać ich wszystkich.

Za małżeństwo emerytów pisze młoda dziewczyna:

W życiu tak się nie bałam, najgorsze chwile w życiu, nie wychodzę dziś z domu. Potwierdzacie,że nikomu nic się nie stało? Ponoć słyszano strzały.

Za każdego nieobecnego wypowiada się Daniel:

Gdybym był tam pokazałbym im naszą gościnność. Pokazałbym im piekło.

Nie wiecie kim są ci dwaj mężczyźni?

To Syryjczycy, chrześcijanie, przyszli do kościoła jak starają się chodzić co niedzielę. W końcu to nasz wspólny obowiązek. Poszli i oni. Zawsze szli do innego kościoła, większego, ale odkąd mają pracę postanowili,że będą chodzić bliżej domu. Obaj bracia są wykształceni, pilnie uczą się polskiego, lubią spacery,mieszkają od pół roku u nas i czują się coraz lepiej. Dotychczas mówili,że miasto i ludzie przyjęło ich bardzo serdecznie, opowiadali jak zabito ich ojca, jak żyli w strachu, jak dziękuję,że znaleźli u nas pomoc, schronienie, swój nowy dom.

No właśnie dom? Czy bracia znajdą tutaj dom po ostatniej niedzieli?

A Wy widząc ludzi o nieco ciemniejszym kolorze skóry wyszlibyście w panice z kościoła?

2cb389728815e26fdcfa1f1144d72234

Ścieżka dźwiękowa- Dio-Gypsy

 

 

Raport taktyczny

Po niezbyt udanym czwartku przyszedł miły piątek. Przede wszystkim lek na zatoki przyniósł ulgę i uwolnił od bólu głowy. A jak wiadomo bez stalowej obręczy na skroni świat wygląda lepiej. I nie przeszkadzał mi nawet nadmiar klientów i masa faktur do wypisania. W domu czekały na mnie książki, kulinarne nagrody. Każdy kto mnie zna ten wie,że przeglądanie książek z przepisami to dla najlepszy relaks i sposób na udany weekend.photomania-733efe7c3e8aef82db15de3494d5c0c9

Sobotę zaczęłam standardowo, pysznym ciastem.photomania-c41306d9c5e7348d1d19469d09d6183a

Potem postanowiłam wrócić do mojego październikowego planu,że w jeden weekend w miesiącu zrobię coś innego, kulturalnego i odrywającego od codzienności.W październiku poza zaplanowaniem sobie,że miło spędzę weekend,choć jeden,nie zrobiłam nic ciekawego. Cała ja. Dużo mówię,mało robię. Ale przyszła pora na refleksję.  Jako,że dopisała pogoda-nie wiało i nie padało, wybrałam się z siostrą wieczorem na spacer ze sztuką współczesną. Narracje to taki festiwal,który wychodzi ze sztuką na ulice, na podwórka, do nieużywanych budynków, albo wręcz przeciwnie. Nadaje im nowe ciekawe oblicze, a tłumy mieszkańców odkrywają ciekawe zaułki swojego miasta na nowo. Tegoroczna edycja odbywała się w Nowym Porcie, dzielnicy, którą raczej turyści nie odwiedzają-chyba,że wypływają w rejs do Skandynawii, w zasadzie miejscowi jak nie muszą też tam nie jeżdżą,chyba,że uciekają do Szwecji-co po dłuższym pobycie na tej dzielnicy chce się uczynić. Ja ostatni raz byłam tam na 1 roku studiów, w kancelarii profesora, u którego musiałam zaliczyć system prawny w Polsce. Szłam z trzema kolegami z roku, lepiej losu nie prowokować. W każdym razie jako,że Nowy Port leży u ujścia Motławy do wód zatoki oczywistym tematem byli przemytnicy. To były bardzo inspirujące 3 godziny i co z z tego,że okropnie zmarzłam a połowa instalacji była tak oryginalna,że do dziś nie wiem cóż to było. Wyobraźnia uruchomiona.

DSC02965
Spacerem nad Motławą.
DSC02974
Ot, uliczna sztuka. Widzicie pana w okienku?
DSC02982
Ponoć są to obce cywilizacje w kształcie oczek.
12274211_10153743069032884_9001884367836616554_n
Enter a caption

Przemyt misiów.

DSC02980
A to nie instalacja, to Westerpatte z drugiej strony.

W niedzielny poranek szykowałam się do pracy, trzeba było stworzyć parę zamówień. I rankiem 22 listopada spadł pierwszy śnieg. Co prawda szybko zniknął, ale dodał mi wiary w nadejście prawdziwej zimy.

DSC03011

Zaczęłam czynić przygotowania do akcji zima. Zimowe,cieplutkie kapciuszki zakupione, zapas kakao na dwa miesiące jest, zapas przyprawy do piernika-obecny. Zapas sosnowego olejku na zatkany nos już się rozgrzewa.  I amerykańskie lody o ciasteczkowym smaku zajmują strategiczne miejsca w zamrażarce.

Czuwać, idę po herbatę. Wspominałam,że mam wolny dzień? Zamierzam się lenić pod kocem.

Ścieżka dźwiękowa- Maanam-Raz,dwa,raz,dwa.

Czwartek, 19.

Jako,że zawsze robię wszystko na przekór to piątek 13, wypadł u mnie w czwartek 19.

Rankiem, gdzieś tak między 6.45 a 7.04, miała miejsce wielka awantura między mną a mą siostrą. Powodem było zwierzę. Tak, zwierzę. Moja siostra wmawiała mi,że śniła mi się pantera, kiedy na pewno był to jaguar, w końcu to ja go spotkałam to wiem cóż to był za zwierz. W każdym razie kłótnia była przeogromna i omal nie leciały noże.

Z wrażenia moje włosy wyglądały wprost paskudnie, a na twarzy pojawił się pan pryszcz. Do tego złamałam paznokieć a szykując kanapkę ucięłam pół palca, drugie pół z wrażenia włożyłam do wrzącej wody.

Cały dzień okropnie bolała mnie głowa, nie wyszłam z domu,a wiedziałam, czułam,będzie kiepsko. Do tego paskudnie wiało i lało.

Nie uszłam ze 100 metrów od domu kiedy to samochód postanowił mnie ochlapać. Nie uszłam kolejnych 5 metrów, kiedy to w szoku po oblaniu kolejny raz jasnych jeansów, weszłam do nowego morza zwanego Kałużą Wielką. Miałam na sobie nowe buty. Kiedy tylko weszłam do pracy oblano mnie kawą.

Nie usiadłam dobrze na swoim miejscu w pracy, kiedy okazało się,że nadeszła apokalipsa w postaci braku prądu. Oczywiście był to najbardziej pracowity dzień w całym tygodniu. W tym momencie przeklinali wszyscy.

Po awarii zwariował komputer i uznał,że wie lepiej komu chcę wypisywać faktury, myślałam,że zwariuję i ja. Mój szef nie akceptował słowa-popsuł się system. Zamiast na głupi komputer, złość kierował na mnie.

Zapomniałam wziąć z sobą kanapek, jako,że remontują nam super Biedronkę nie bardzo miałam gdzie uzupełnić zapasy energii. Moje burczenie w brzuchu odnotowano w odległym o 60 km Elblągu.

Wróciłam z ulgą do domu, chcę odpocząć przy książce, i proszę, popsuł mi się czytnik. Próby reanimacji okazały się całkiem nieprzydatne, czytnik musiałam zakupić całkiem nowy. Jak dobrze,że są korzystne raty.

Zaczęłam więc zabawę z antystresowymi kolorowankami i co? Mam kredki, które nie dają się zatemperować. Nic a nic.

Tak, to był jedyny pozytyw tego dnia, korzystne raty. Ale nie bądźmy taki pesymistami, piątek był całkiem przyjemny.

89214b62b3912ab2c3121a7eae46d165

Ścieżka dźwiękowa- Kongos-As we are

 

 

 

Przyjaciele-08/30

Dziś postanowiłam wrócić do wyzwania i odpowiedzieć na pytanie – Najlepszy przyjaciel jakiego miałam?

Gdyby to pytanie padło 10 lat temu bez wahania odpowiedziałabym, że Sylwia(prawdziwie imię do wiadomości autora). Pamiętam dokładnie jak się spotkałyśmy, była 10 rano, nudna lekcja matematyki w 1 a. Tego dnia nie było Ani w szkole siedziałam więc sama, było mi bardzo przykro, nie lubiłam jak nie ma Ani, jak musiałam sama siedzieć, zrozumieją mnie wszystkie wrażliwce i nieśmiali. W każdym razie do klasy weszła Sylwia, w czerwonym sweterku z zielonym smokiem, nowa koleżanka, usiadła koło mnie na polecenie pani Doroty, wychowawczyni. Jak usiadła, tak nie wstała przez kolejne 4 lata, zmieniały się sale, krzesełka,okoliczności a my wciąż razem. Razem przeprowadziłyśmy pierwszą sekcję zwłok szczura, razem spaliłyśmy buty w ognisku na biwaku, w zasadzie zrobiłam to na znak solidarności z butem przyjaciółki. Razem wywoływałyśmy duchy, i oszukałyśmy księdza, tak, przyznaję się, kucnęłam i udawałam niższą byśmy siedziały obok siebie na komunii. To ja znałam jej wszystkie sekrety, wiedziałam,że nie ma taty i każdemu kto jej dokuczał dawałam w nos. Razem doprowadzałyśmy katechetkę do płaczu nie uważając na lekcji a rysując krzyże i kwiatuszki. Razem podkradałyśmy jabłka z sadu, to ja doprowadziłam Sylwię do płaczu ze śmiechu i w konsekwencji do zmoczenia spodni. Potem się przeprowadziłam, pisałyśmy do siebie listy-cudowne czasy bez komputerów, godzinami rozmawiałyśmy przez telefon. Poszłyśmy na ten sam wydział na uczelni, znów po 10 latach byłyśmy razem. Chodziłyśmy do McDonalda na hamburgery, razem pisałyśmy egzamin z filozofii i ściągałyśmy jak zawodowcy. Razem przeżyłyśmy nasz pierwszy poważny koncert, razem krzyczałyśmy do wokalisty -Zdejmij koszulę, chcemy widzieć ciebie nago…. Studia się skończyły, zaczęło się życie. Coraz bardziej się od siebie oddalałyśmy, dziś rozmawiamy z rzadka na pewnym portalu, ona wciąż nie ma czasu, robi wywiady, jeździ po świecie. Już nie znamy swoich wszystkich tajemnic, jesteśmy niby w jednym mieście a tak daleko od siebie….

 

8b8d3869036e33d205c2aeaa87810f7f

Gdyby padło pytanie o najlepszego przyjaciela z 3 lata temu bez wahania powiedziałabym Hania(imię prawdziwe do wiadomości autora). Poznałyśmy się na studiach, ona miała  z początku innych znajomych, ja spotkałam kolegę z podstawówki i weszłam w jego grupę. Raz kazano nam zrobić wspólny projekt, bo nazwiska nam pasowały, był grudzień, projekt zrobiłyśmy i uznałyśmy,że tyle nas łączy. Zaczęła się przyjaźń. Godzinami siedziałyśmy na parapecie i plotkowałyśmy. Chodziłyśmy do bufetu  i przy herbatce w okropnym plastitkowym kubeczku dzieliłyśmy się swoimi sekretami. Pamiętam kiedy ktoś na uczelni zapytał się Hani, kto będzie twoim świadkiem na ślubie, a ona odpowiedziała bo jak to kto, Madzia. Nie znosiłam i nie znoszę formy Madzia, jaka Madzia? Ja? O nie, wyobrażałam sobie pełen kościół patrzący na nas, o nie, tylko nie tylko nie to. Ale odpowiedziałam-no pewnie,że ja,bo kto inny? Spędziłyśmy godziny szukając idealnej sukni, godzinami słuchałam o niepasujących serwetkach i smaku lodów jakie mają być podane. Świetnie się bawiłyśmy wchodząc w jej dorosłość. Ona zaczęła rodzinne życie, budowę domu, ma dziecko, znajduje dla mnie czas, lubimy plotkować, dzielić się swoimi problemami. Czasem zachowujemy się jak wariatki, dużo razem przeszłyśmy, dwa razy byłyśmy o krok od rozpadu naszego „związku”, ale prawdziwa przyjaźń zawsze wraca.

2c3bc96ff59efc15343b8a97a5bf7a98

Ale kiedy tak myślę o tym najważniejszym przyjacielu przed oczyma staje mi zawsze znajoma twarz, tak samo ukochana, jak tak samo irytująca. Głos, który niesie pocieszenie i który potrafi doprowadzić mnie do szewskiej pasji. Ta sylwetka zgarbiona przed komputerem, wiecznie coś pisząca i  mająca wszystko daleko gdzieś. Moja siostra jest osobą, która najbardziej mnie irytuje w  życiu,ale jeżeli mam jakiś problem idę do niej. Kiedy się z czegoś cieszę idę najpierw do niej. Kiedy się kłócimy,wiem,że za kwadrans wyślemy sobie urocze wiadomości z masą tandetnych serduszek. Wiem,że zawsze kiedy wyjdzie do sklepu wróci z tym moim ulubionym ciasteczkiem. To z nią przeżyłam wszystkie najpiękniejsze i najgorsze chwile w swoim życiu. Jesteśmy irlandzkimi bliźniętami, dzieli nas tylko 12 miesięcy, żadna z nas nie zna życia bez tej drugiej.Lubimy te same filmy, książki, taką samą muzykę. Tak samo kochamy ptasie mleczko i hiszpańską piłkę nożną. Chodziłyśmy do tych samych szkół, wybrałyśmy dokładnie takie same studia.  Zawsze byłam w jej cieniu, bo ona bardziej przebojowa, pewna siebie, bystra, mądra. Wielu rzeczy jej zazdrościłam, chociażby imienia, Aleksandra, takie ładne i urocze.  Często mam ochotę by moja siostra zniknęła, ale nie minie ćwierć sekundy gdy chcę ją z powrotem. Nie wyobrażam sobie byśmy mieszkały w innych miastach, ba na innej ulicy. Tak, łączy nas dokładnie tyle samo co nas dzieli. Ale ta więź jest tak silna,że nic jej nie zniszczy. Moja siostra to mój najlepszy przyjaciel.

de23638fe9ecfb4abd193a7d67a841b7

Ścieżka dźwiękowa- Riverside-We got used to us

Dziwny weekend

To był dość dziwny weekend. Niemal całą sobotę przesiedziałam przed telewizorem, co nie zdarzyło mi się od lat. Przeskakiwałam po kanałach, od CNN po BBC, France 24 i rodzimy TVN 24. W ogóle nie mogłam się skupić i skoncentrować. Nie miałam ochoty na spotkanie z przyjaciółką, mój nastrój był nijaki. Aby ukoić nerwy upiekłam ciasto. Zjadłam pół kawałka, było pyszne. I co? Postanowiłam podzielić się nim z całą rodziną, przy przekładaniu na talerz wypadło mi z rąk. Stałam ze dwie minuty nad miejscem wypadku/upadku głośno myśląc czy metoda 12 sekund naprawdę może działać? Uznałam,że nie i wywaliłam całość na śmietnik. Wczoraj upiekłam to ciasto po raz drugi, w końcu się nie poddaję tak łatwo.

Ostatnio zauważyłam,że jestem wyjątkowo zależna od pogody. Zawsze śmiałam się z mojej mamy, która mówiła,że czuje w każdej kości jutrzejszą zmianę pogody. Od roku, może trochę dłużej każda zmiana ciśnienia oznacz ból głowy, rozdrażnienie i podenerwowanie. Sama siebie nie poznaję. Listopadowa aura jest dla mnie zabójcza. Zmieniająca się pogoda, ciągłe ulewy zamienne z wichurami sprawiają,że czuję się jak stuletnia podeszwa od pantofli. Dwa miesiące temu śmiałam się z mojej kuzynki, która mówiła,że wyprowadza się z Polski na jesień, bo jesienna pogoda ją dobija. Jak to można się wyprowadzić z powodu paru dni z deszczem? Ano sama bym chciała. Alicjo, przybywam.

Jechałam wczoraj po mieście, załatwiałam parę spraw związanych ze zbliżającym się remontem, o dziwo nie mogę się doczekać kucia, zrywania, niszczenia. Mam jakąś potrzebę destrukcji. W każdym razie wracając już po ciemku zauważyłam liczne świąteczne iluminacje. Zawsze mnie szalenie irytowało wyprzedzanie świąt i odbieranie im magii. Teraz byłam wdzięczna,że ktoś postanowiła rozświetlić tę szarość i ponurość wielkimi prezentami, bombkami i choinkami. Od razu mi lepiej.

Zgodnie z przewidywaniami w sobotni wieczór skończyłam Córkę grabarza. Od dłuższego już czasu zaczytuję się w książkach Joyce Carol Oates, ale muszę przyznać,że ta z dotychczasowych wydaje się mi najlepsza.  Duszna, kipiąca od emocji. Nietolerancja, trudne życie w obcym świecie, wyobcowanie, codzienny lęk, walka o poczucie bezpieczeństwa, wielka matczyna miłość, odcięcie się od korzeni i poszukiwanie tych korzeni. Książka idealnie trafiła w mój nastrój.

Ścieżka dźwiękowa- Placebo Protege moi

Poranne zaskoczenie

Piątek 13, godzina 6.45 dziarsko maszeruję po gazetkę i chleb, świeżutki i pachnący, wyszłam z domu dwa kroki i bach, kto przeciął mnie drogę? Któż to przebiegł prosto pod mym nosem? Czarny kot, czarny jak noc. No to fajnie, zaraz spotkam zakonnicę i pewnie okularnika pod drabiną. Czekałam cały dzień na jakieś niezwykle pechowe wydarzenia,ale nic takiego się nie wydarzyło. Ba, nawet udało mi się kupić buty na zimę. A próbowałam zrobić to od dni paru, i nie udawało mi się znaleźć pary idealnie ciepłej i wygodnej.

Minął 13, pojawił się czternasty dzień listopada. Wstaję rano, włączam komputer, parzę sobie herbatkę o smaku pieczonego jabłka z ostrymi przyprawami, chciałam sprawdzić wynik meczu. A z resztą, każdy poranek zaczynam od przeglądu najważniejszych wydarzeń. Zobaczyłam co się wydarzyło w Paryżu kiedy sobie smacznie i bezpiecznie spałam pod ciepłą kołderką. Przyznaję, odebrało mi na moment rezon. Gdzież są informację o meczu, gdzież kolejne peany na cześć znanego zawodnika? Gdzież komentarze o wczorajszym wazeliniarstwie pewnego pana prezydenta pewnego kraju podczas pewnej uroczystości?

Przyznaję,zupełnie nie rozumiem współczesnego świata i chyba nie zamierzam go zrozumieć. Ciężko będzie mi teraz przekonać kolejne osoby, że w Syrii są ludzie, którzy naprawdę potrzebują pomocy. Na całość będzie się patrzeć przez pryzmat zamachów ludzi o niezdrowych umysłach zdolnych do najgorszych czynów. Nie każdy muzułmanin to terrorysta, ale dziś ciężko będzie w to uwierzyć. Zupełnie nie rozumiem dlaczego cały świat posiadający takie możliwości nie może poradzić sobie z garstką -w stosunku do sił zbrojnych reszty świata,terrorystów. Mam nadzieję,że po tych wydarzeniach coś się zmieni i zacznie się poważna walka z arabskim terroryzmem . Że w końcu skończą się bezsensowne rozmowy a zaczną działania.

A, dlaczego nie jestem z tych, którzy uważają,że Polska dla Polaków z krwi i kości, że nie wszyscy obcy są be? Gdyby nie otwartość Polaków moi dziadkowie nie mogliby po wojnie zacząć tutaj życia. Tak, moja babcia i mój dziadek nie są, nie byli Polakami, przyjeżdżając nie mówili po polsku, skorzystali z zaproszenia dalekiego krewnego,który tu osiadł i przybyli do Trójmiasta. Nie mam polskiego nazwiska, i tysiące razy słyszałam- Ty Żydzie, albo raczej Ty Żydówk0. Nietrafione, bo moi przodkowie pochodzą z dalekiej Skandynawii. Jestem Polką, i nie czuję się w żaden sposób związana z miejscem skąd przybyli moi dziadkowie, nie znam ich języka, gubię się gdy mam powiedzieć o swoich korzeniach, przecież Polką jestem,nie w połowie po mamie a po całości,ale otwartą na tych co jak kiedyś moi dziadkowie i tata potrzebują pomocy i wsparcia.

Dlatego żal mi tych co giną w Paryżu z rąk terrorystów i tych co uciekają przed nimi do Europy.

Ścieżka dźwiękowa-The Rolling Stones- Moon is up