Tempo, tempo.

Szłam wczoraj po pieczywo na śniadanie, około 6.30, ciemno, zimno, lekki deszcz. W duchu przeklinałam wrzesień, ależ nam się trafił okropny. Zimowa kurtka, ciepła czapa, i ta ciemność. Dopiero po chwili uświadomiłam sobie,że to nie wrzesień, acz koniec października. Przez nadmiar zmartwień i powtarzalność kolejnych dni uciekł mi cały miesiąc.

Uciekł mi też ten tydzień. Zaczął się ten czas gdy idąc do pracy podziwiam egipskie ciemności, i wracając też cieszę oczy szarością. Od tygodnia nie widziałam słońca. Aczkolwiek ono po prostu się schowało i skutecznie omija północe rejony. Doprowadza mnie to szaleństwa.

Moja siostra zawsze wie kiedy wybrać się w podróż i zrobić sobie wolne od pracy. Tylko wyjedzie nadchodzi epicentrum, psują się auta, gubią paczki, klienci stają się uparci i nieznośni, zamówienia wydają się nie mieć końca. Do tego postanowili podnieść mi na wyższy poziom Biedronkę, nie mam dokąd iść na krótką przerwę związaną z rzuceniem hasła-o mam ochotę na małe co nie co, albo skończyło się to i to, trzeba uzupełnić zapasy. Teraz mam za daleko do najbliższego sklepu. Chwilowo mam dość pracy i chętnie poszłabym na relaksujący urlop. I nawet to ptasie mleczko i całe 4 złote napiwku od pewnego pana nie skuszą mnie by zostać pracownikiem miesiąca. Zamierzam prześlignąć się do jutra do 16, jak najmniejszym kosztem.

Siostra zaproponowała mi weekend w Berlinie. Poczyniłam więc pewne przygotowania. Zamówiłam śpiwór i materac. Załatwiłam sobie głosowanie korespondencyjne, ba już zagłosowałam. Ustaliłam sobie trasę zwiedzania, i dopiero na sam koniec sprawdziłam czym można tam dotrzeć. Pociąg czy autobus jadą razem, o 7 rano. Jako,że w piątek muszę być w pracy, jak i  w poniedziałek, wychodzi na to,że w Berlinie byłabym mniej więcej tyle samo godzin co w podróży. Zrezygnowałam. Wolę cały weekend odpoczywać i nie robić nic co mnie zmęczy. Trudno, mam za mało zapału podróżnika.

Mam za to zapał do jogi. Wstaję dzień dnia nieco wcześniej i robię sobie swoją sesję. Angielskie słówka zaczynam powtarzać czekając na pierwszą listopadową lekcję. Chyba nie jest z moją motywacją aż tak źle?

Ścieżka dźwiękowa-The Cranberries-When you’re gone

Advertisements

70 uwag do wpisu “Tempo, tempo.

  1. Ewka pisze:

    Przesiedzisz życie.
    Dziewczyno, ocknij się, jesteś młoda, a masz mentalność 80latki.
    Nie sądziłam, że już pora użyć tego wyświechtanego zwrotu, ale ja w Twoim wieku latałam/jeździłam po Polsce, po Europie ( bo miałam znajomków w różnych krajach i grzech był z tego nie korzystać, jak nocleg za darmo, a mogę zobaczyć coś innego niż Polskę ), albo balowałam w weekendy „z piątku na niedzielę”. A teraz mam kurde co wspominać.
    A Ty co będziesz wspominać?
    A to, że się nie odpoczęło?
    Kurde, w trumnach się wyśpimy, teraz trzeba ruszać dupę, póki jest co ruszać i się nie sypiesz.

    Lubię to

    1. Może i mam mentalność 80 latki,ale dobrze mi z tym. Naprawdę widziałam w życiu bardzo dużo,byłam w wielu fantastycznych miejscach i na weekend pojadę,ale bliżej, imprezowanie jest dobre dla 16 latków, co nie mają nic ciekawszego do roboty. wybacz,ale ja Twojego życia nie zazdroszczę, i na pewno na starość nie będę tęsknić za 3 dniowym ciągiem alkoholowo-imprezowym.

      Lubię to

      1. S. pisze:

        Ja jakoś nie jeżdżę i nie bawię się dobrze tylko przy alkoholu i jakoś się cieszę z życia 😛 Nie każdy musi podróżować i nie wiadomo jak imprezować 😛

        Lubię to

    2. Zbych pisze:

      Takie obieżyświacka egzystencja to chyba tylko możliwa w studenckich czasach nie połączonych z pracą zarobkową. Ewentualnie jak się ma wolny zawód, dobre apanaże, mieszka samemu i nie posiada zwierzaków. Realia są nieugięte. W innym przypadku trywialne i codziennie obowiązki skutecznie ograniczają nawet weekendowe balowania, a już na pewno spontaniczne.
      Co do “czasochłonnych” wyjazdów to cię pocieszę – od sierpnia raz na 2tyg jeżdżę ze Śląska nad Bałtyk (ponad 5h w jedną stronę) by być obecnym na kilkugodzinnych zebraniach koordynacyjnych, z których często nic nie wynika. Raz się wyłgałem co nie zostało zbyt dobrze przyjęte – mus to mus i nie ma zmiłuj. To jest dopiero bezproduktywne “marnowanie czasu” (za kółkiem, bo w pociągu to zawsze można poczytać lub się wyspać).
      Ranne wstawanie ma swój urok bo dzień jest dłuższy, ale to się sprawdza tylko wiosną i latem. Teraz to przed 6 ciężko mi nawet psa zmobilizować do wyjścia (szczególnie jak leje i wieje)

      Lubię to

      1. Ewka pisze:

        Nie byłam już studentką, kiedy zaczęłam wojaże, miałam normalną pracę ( bez kokosów ), „nie wolny zawód”, nie mieszkałam sama i miałam zwierzaka:D
        Chcieć to móc.
        I umieć korzystać z okazji, promocji, dobrych dusz, które przekimają na podłodze przez parę dni.
        Ale najpierw trzeba chcieć:P

        Lubię to

      2. Ja tam po ciężkich 10 dniach nie mam ochoty na podróżowanie, pakowanie, spędzanie weekendu w pociągu tylko po to by ktoś nie nazwał mnie emerytką. Nie mam widocznie tak super organizacji, mam fatalną pracę bo nie dają mi 100 urlopu w roku i walizki pieniędzy na podróże. Gratuluję możliwości, ja takich nie mam, a często po prostu nie mam siły i tyle. Nie rozumiem po co komu marnowanie czasu na dogryzanie komuś bo żyje inaczej? Ciesz się swoim życiem i tyle.

        Lubię to

    3. sanglant pisze:

      No właśnie, trzeba chcieć – jak ktoś nie chce, to nie chce, jęczenie przypadkowej osoby z internetu tego nie zmieni, bo i z jakiej racji. Nie wszyscy muszą chcieć tego samego.
      Poza tym argument typu „wyśpisz się po śmierci” jest głupi – a ja na przykład akurat potrzebuję snu za życia.

      Lubię to

      1. Tak, po śmierci jakoś nie skorzystam z tego snu zbytnio, za życia zaś bez snu nie dam rady,ale być może dziwne jesteśmy,że musimy spać teraz, a nie w stanie spoczynku 🙂
        Zawsze mnie ciekawi jak ktoś musi się nudzić by odwiedzać blogi innych ludzi tylko po to by ich krytykować, i to za co? Za to,że po ciężkim tygodniu chcę odpocząć:)

        Lubię to

  2. S. pisze:

    Ja mam urlop od 27.10 😀 tak potrzebuje tego… Liczę,że taką namiastką wolnego będzie właśnie weekend 🙂 A jest 12, muszę szykować się do pracy a mega mi się nie chcę. Pocieszam się,że to ostatnie dni na taką zmianę. Wracanie o 23 jest makabryczne.

    Lubię to

      1. S. pisze:

        Ja raz miałam na 6.30 do 14.30 i było fajnie a raz od 14.30 do 22.30 i to jest jakaś makabra… Ale ostatnie moje dwa dni 😀 potem jeden na rano i koniec z tą robotą 😛
        I racja, film w domu z czymś słodkim czasem lepiej zrelaksuje niż impreza 🙂 Ja w ogóle nie jestem imprezowiczką, wolę zacisze domowe 🙂 A jak jakieś wycieczki to raczej długie by można spokojnie sobie pozwiedzać, pochodzić, a jak podróż pociągiem/autobusem jest długa to niestety męczy… Ja raz wracałam do domu pociągiem 10 h nocą, to było coś okropnego. Podziwiam narzeczonego,że przez tyle lat do mnie tak jeździł 😛

        Lubię to

      2. No właśnie, jak miałabym w tym Berlinie wyłączając sen być 10 godzin,czyli tyle co podróż, to nie ma to za wiele sensu, tym bardziej,że ten tydzień jest naprawdę koszmarny i chętnie wypocznę, pospaceruję nad morzem, a podróże zostawię sobie na inne czasy 🙂 Imprezować nie znoszę, to zupełnie nie dla mnie 🙂
        Mi proponowali pracę, na stałe od 14 do 22, od razu zrezygnowałam…

        Lubię to

      1. Mnie joga nie kręci ideologicznie, ale kiedyś uwielbiałam biegać. Nadal lubię, ale już nie mogę, a nic innego nie sprawia mi takiej frajdy. Rozważam sztuki walk, ale wieczorami – do wstawania rano zmusza mnie jedynie praca 🙂

        Lubię to

  3. S. pisze:

    O nie… To w ogole zycia nie ma pracujac w takich godzinach. Ja sie zs wczesnie cieszylam bo liczylam, ze znalazlam prace od 8 do 13 :p i to za taka sama kase jak teraz mam dwie zmiany po 8 h i to w zawodzie. Ale coz. Nie wyszlo :p tak czy siak tej pracy nie bede miala 😉
    I masz racje, na niektore podroze trzeba miec wiecej czasu 😉

    Lubię to

    1. Nawet na studiach byłam wściekła jak mieliśmy zajęcia od 16 do 21, wolałabym iść rano, załatwić wszystko i do domu wrócić normalnie. Ja w ogóle w drugiej części dnia jestem nie do życia często, ale tak to jest jak się wstaje po 5 rano samej z siebie:)

      Lubię to

      1. S. pisze:

        Ooo to mamy podobnie 🙂 Ja wstaje tak 5-6 🙂 I albo brak mi witamin czy coś ale jak wybija 13 to zaczynam robić się „flakiem” 😛 i niewiele mi pomaga to zmienić. Jeszcze latem daję radę ale teraz… Masakra. A i zaczyna się u mnie zatoki a to to tamto a to sramto… I ciągle coś boli, ciągle zmęczona, ciągle katar i gorączka… Ale u mnie to przez operację. Organizm jest osłabiony od dwóch lat. I myślałam,że się wszystko zagoi i wróci do normy ale raz popsute i naprawione, nigdy nie będzie takie jak kiedyś… 😛

        Lubię to

      2. O, to mamy dokładnie tak samo 🙂 Dziś wstałam po 5, a przecież niedziela…. A jak np mój brat wstaje o 11 w wolny dzień to nie rozumie,że ja po 18 już jestem do niczego i marzę o śnie 🙂 Szczególnie jesienią i zimą,jak jest ciemno i ponuro. Wtedy nic tylko wieczorem się lenię:)

        Lubię to

  4. sanglant pisze:

    Nie jest źle z tą Twoją motywacją, chciałabym taką mieć. 🙂 Ja w ramach przyjemnej nauki języka kupiłam sobie latynoamerykańskie wydanie Women’s Health, to i pod dbałość o kondycję można podciągnąć. 😛 O jodze myślałam dla relaksu, ale nie wiem, czy spróbuję.
    Mnie by Berlin kusił, ale faktycznie na tak krótko może się nie chcieć, a i odpocząć też kiedyś trzeba.

    Lubię to

    1. No właśnie, pierwotnie miałam jechać jutro z rana, czyli miałabym dwa dni na zwiedzanie, ale jak nie mogę wziąć jutro wolnego, to mój weekend okaże się paroma godzinami, do tego mało relaksującymi.
      A podciąga się , podciąga, co tam w Meksyku proponują dla zdrowia? A jogę polecam, naprawdę pozytywnie nastraja i likwiduje stres:)

      Lubię to

      1. sanglant pisze:

        Pojechałam kiedyś do Wiednia na jeden dzień, z wyjazdem i powrotem w środku nocy, tak że cały dzień był na zwiedzanie (na oprowadzenie po mieście przez przewodnika i spacerki wystarczyło, na dokładniejsze zwiedzanie to zdecydowanie za mało) i byłam bardzo wymęczona. Była to może atrakcja, ale w żaden sposób nie relaks.
        Po przejrzeniu gazety odniosłam wrażenie, że w tym wydaniu proponują głównie crossfit (bardzo obszerny artykuł), a poza tym to miedzy innymi coś o tłuszczach, problemach z erekcją u partnera, kilka przepisów na kolacje czy przepisy na kosmetyki z artykułów spożywczych. Polskie wersje wydają mi się bardziej inspirujące. Najbardziej mnie zadziwił tekst o błędach w makijażu, bo może nie widziałam wszystkiego, ale z moich obserwacji przeciętna Meksykanka chyba nie ma po co się starać o opaleniznę ani używać bronzerów, raczej widziałam w sklepie kremy rozjaśniające. Ludzie na zdjęciach oczywiście są mało meksykańscy. Zwróciłam też uwagę na reklamę audi TT, w polskich wydaniach reklamują co najwyżej skody. 😉

        Lubię to

      2. Ja chyba w ogóle nie nadaję się na takie błyskawiczne zwiedzanie. Wszystko muszę zrobić po swojemu i w swoim tempie 🙂 A jak tu zwiedzić całe miasto w kilka godzin? Ja lubię posiedzieć w parku, w kawiarni, iść do muzeum, do małych sklepików itp. A tutaj poszłabym pewnie pod Bramę i rzut oka na centrum z autobusu i do domu:)
        O, tego zazdroszczę paniom o śniadej cerze, braku konieczności makijażu,który zakrywa bladość. A tu widzę,że one też mają problemy z makijażem:) No i Latynosi to widać nie zawsze idealni kochankowie:)

        Lubię to

      3. sanglant pisze:

        Tak jest najlepiej: bez gonitwy, tylko żeby zaliczyć miasto.
        Ja podkładu używam raczej ze względu na różne zaczerwienienia i inne niedoskonałości i podoba mi się blada cera, ale czasami lepiej dodać koloru dla zdrowszego wyglądu. Nie zazdroszczę dziewczynom o indiańskich rysach i ciemnej skórze, ale takie trochę śniade rzeczywiście wyglądają ładnie. Do tego naturalnie ciemna oprawa oczy i mogłoby się obejść bez ulepszeń – a malować się to na ogół lubią. 🙂

        Lubię to

      4. Ja mam bardzo ciemną oprawę oczy, za ciemną dla mojej trupiej twarzy 🙂 A,że się nie opalam to cały rok wyglądam jakbym żyła w piwnicy:) Ale brązerów i ciemnych podkładów nie używam,wyglądam wtedy sztucznie i śmiesznie po prostu:) Jakbym miała ciemniejszą skórę z natury o ton, byłoby super:)
        A powiedz huragan Ci nie zagraża?

        Lubię to

      5. sanglant pisze:

        A wiesz, że o huraganie dowiedziałam się od mamy? Od nikogo też nic nie słyszałam, wiadomości nie oglądałam i byłam zaskoczona, bo pogoda jest i wczoraj była ładniejsza niż jeszcze kilka dni temu: nie pada, nie wieje. Może dlatego, że mamy daleko do zachodniego wybrzeża, jest wysoko i wszędzie wokół są góry. Według prognoz ma przejść łukiem trochę bardziej na północ, u nas mają być silne deszcze i burze, ale żadnych ostrzeżeń nie znalazłam.

        Lubię to

  5. heke1809 pisze:

    Dzisiaj słońce się pojawiło na chwilę, ale zaraz potem znowu sobie poszło. Ponoć w weekend ma być go więcej 🙂
    Szkoda, że jednak nie wybierasz się w podróż 🙂 Ja to bym chciała się gdzieś wybrać. Niekoniecznie na zakupy czy do teściów, bo to akurat jest chyba ostatnie miejsce, w którym ostatnio chcę przebywać. Na dłuższą metę jednak siedzenie w domu nie służy 🙂
    Miłego weekendowania zatem w domowych pieleszach 🙂 Fajnie, że nie rezygnujesz póki co z jogi czy tego angielskiego – trzeba mieć jednak jakąś odskocznię 🙂

    Lubię to

    1. Widziałam dziś to słońce za szybą, było, było:)
      W niedzielę pojadę, ale na mniejszy dystans, kusi mnie Toruń, zbliża się piernikowy sezon 🙂 Ale jednak będzie to podróż bardziej relaksująca niż męcząca. A na myśl,że jutro znów będzie pracowity dzień mam ochotę cały piątek przespać. Eh, za dużo się buduje aktualnie 🙂
      O tak, nie sądziłam,że to się stanie takim miłym hobby, myślałam,że jak zwykle zapał zniknie po dwóch dniach:)

      Lubię to

      1. Zbych pisze:

        Ja tam akurat nie narzekam że za dużo się buduje 🙂
        Nie muszę się zastanawiać skąd kombinować robotę – sama przychodzi. Niestety tak to jest, że jak nie ma co robić to niedobrze a z drugiej strony jak dopadnie okres urodzaju też człowiek narzeka. Optymalna wydaje się orwellowska wersja „fabryczna”: 8-16, podbijam kartę i wyłączam myślenie o pracy. Z drugiej jednak strony jestem pewien, iż w moim przypadku po roku takiego zarobkowania odwieźliby mnie na oddział zamknięty.

        Lubię to

      2. Ja mam o tyle gorzej,że mieszkam z własnym szefem, więc moja fabryka jest cały czas otwarta i nie pozwala mi się zresetować w tym trudnym czasie 😉 W sumie dzięki różnym budowlom mam pensję,ale czasami wolałabym by na chwilę zwolnili z tymi budowami i dali mi odetchnąć 🙂 A widzę,że mamy podobne branże:)

        Lubię to

      3. heke1809 pisze:

        Możesz mi przywieźć piernika, hehe 🙂 Żartuję oczywiście 🙂 O dziwo tyle razy przejeżdżałam przez Toruń, a nigdy nie było okazji nawet pozwiedzać. Myślałam, że skoro teraz mam sporo wolnego, to się wybiorę z Mężem, a tu kiszka.

        Lubię to

      4. Zbych pisze:

        Cóż, teoretycznie też mieszkam ze swoim szefem bo sam jestem sobie sterem, żeglarzem, okrętem (nie wiem czy taka wypowiedź nie kwalifikuje się już pod schizofrenie), a branże jak najbardziej powiązane: też budownictwo – tylko ja głównie w projektowaniu siedzę.

        Lubię to

  6. Ehh nie pocieszę Cie mówiąc,że już w sobotę zmieniamy czas i nasze dni będą krótsze i ciemniejsze 😦 Mi też by się nie chciało jechać tyle samo do Berlina co być tam. Zwłaszcza w taką pogodę…
    A 4 zyle napiwku to godna sumka, nie ma co 😛 Współczuję z Biedronką. Mi ona nie raz ratowała pupę 🙂

    Lubię to

    1. Dłuższy sen przyjmę z chęcią, chociaż ciemny dzień, hmm podziękuję:)
      Ja Berlin mam w planie wiosennym, ale dłuższym, takim by coś zobaczyć, a nie tylko się przejechać, i pospać w Berlinie 🙂
      No ba 4 złote i ptasie mleczko, nie zapominaj o tym:)

      Lubię to

    1. Nie zrezygnowałabym gdybym miała wolne już jutro, ale niestety nie mogę mieć, bo wczoraj pisałam zamówienia do 23… Także pracy nadmiar i w sumie weekend chcę poświęcić na parę chwil dla siebie, spa, spacer, pichcenie, w końcu coś obejrzę głupiego 🙂 Ale sobotę muszę mieć wolniejszą:)

      Lubię to

  7. A ja Cię rozumiem. Jeśli się pracuje i nie ma się zbyt dużo wolnego czasu na odpoczywanie, to łatwo zrezygnować z dwóch dni w Berlinie. Wiesz, mam mentalność podobną do Ciebie i też lubię swoje życie- każdy przeżywa je na swój sposób, jeden jest domatorem, innym obieżyświatem, co nie oznacza , że tylko ten drugi żyje pełnią życia. Mnie cieszą małe sprawy i mogę sobie mieć mentalność 80-latki :).

    Lubię to

    1. No właśnie, ja tam obieżyświat nie jestem, owszem lubię poznawać nowe miejsce, lubię podróże, ale takie z sensem, nie dla mnie krótkie wypady tylko po to by zaliczyć nocleg poza domem. Cenię sobie relaks, spokój, własne cztery kąty. Może to i nudne,ale jestem domatorką przez 80 % roku i nie czuję się przez to gorszą osobą. Każdy żyje jak chce prawda?:)

      Lubię to

  8. Też bym w takiej sytuacji nie miała zapału podróżnika i weekend wolałabym odpocząć w domu 😉 A co do braku słońca – znowu przestawiamy czas na zimowy, to dopiero będą ciemności, tak tego nie lubię 😦

    Lubię to

    1. Chociaż ranki będą trochę jaśniejsze przez jakiś czas, no i jutro godzina snu gratis:)
      Pojechałabym chętnie do Berlina i pojadę, ale kurczaki nie na wariata, nie po to by tam zjeść tylko obiad i wrócić maksymalnie zmęczona. Nie wiem czemu,ale ten tydzień jest koszmarnie pracowity…

      Lubię to

  9. kocia_dama pisze:

    A nie lepiej było się wybrać do Berlina za tydzień? Toż 30.10 Gahan gra tam solowy koncert 🙂 Myśmy się nawet wybierali, ale zabrakło biletów, rozeszły się w tempie błyskawicznym. Ale płytę mam! Dziś premiera 😉

    Lubię to

    1. Siostra wraca wcześniej, a po drugiej to przed 1 listopada więc odpada w moim przypadku. Ale po tym jak obejrzałam koncert z LA bardzo żałuję, Dave śpiewał cudownie, choć było dziwnym to,że cały koncert zachował koszulę na sobie:)

      Lubię to

  10. Mi też ucieka czas jakoś w tym październiku niesamowicie szybko…ani się spostrzegłam, a to już preludium listopada cholera.
    Joga, wspaniała rzecz. Chyba sama musiałabym do niej wrócić:)

    Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s