Takie tam

Ten tydzień miał być bardzo ciężki, zaskakująco jednak tak ciężki nie był. Wczoraj musiałam być sama w pracy, weszłam, posiedziałam 4 godziny,przyjęłam parę zamówień, wysłałam towar i bach, spakowałam się i do domu.. Ano jeszcze miałam ostrą wymianę zdań, znów sama z sobą. Bardzo chciałam zabrać pewnego małego kociaka do domu, ostatkiem sił odwróciłam jednak głowę i wróciłam sama. Aczkolwiek zaczęłam temat kociaczkowy w domu, zjednałam przychylność dwóch osób. Najgorzej jest z panem ojcem, który, choć wychował się wśród zwierząt, ledwo zgodził się na akwarium. No nie lubi i cóż na to poradzić? Ja się jednak boję,że w okolicach środy czy czwartku nie dam rady i po prostu zmięknę wobec tego słodkiego kociaka. Wtedy zaś musiałabym zamieszkać z nim w piwnicy…

W ramach walki z rutyną wymyśliłam sobie kurs obcego języka. Ze względu na moją wzmożoną zapadalność na katary(przy okazji zaraziłam mamę, która zaraziła wpierw mnie, więc rewanż i brata też dosięgła moja zaraz) uznałam,że aktualnie lepszy będzie jakiś kurs indywidualny niż grupowy. Aktualnie waham się jaki język wybrać, ale jestem pewna,że podejmę wyzwanie.

Podjęłam też wyzwanie w sensie zadbania o formę. O ile latem chętnie chodzę do pracy, to od miesiąca nie przeszłam ciurkiem więcej niż 10 minut. Wymyśliłam więc sobie,że nie jest to za zdrowe dla mojego kręgosłupa, który w pracy głównie siedzi. Zaczęłam przygodę z jogą, na razie jestem zachwycona. 20 minutowa sesja bardzo mnie relaksuje i o dziwo  w ogóle nie męczy.

Męczyła mnie ostatnio ta stagnacja weekendowa. Zadzwoniła przyjaciółka czy nie wpadłabym na kawę. Dumałam, dumałam i uznałam,że nie znajdę czasu. Bo zakupy, bo książka, bo ciasto, bo po antybiotyku jestem zmęczona i nic mi się chwilowo nie chce,a tu musiałabym się umalować, ubrać, jechać autobusem…. Jednak weekendy z herbatą we własnym kubku i z książką  w ulubionym fotelu nie są takie złe. Może nie jest to weekend, którym można pochwalić się innym, ale ja naprawdę lubię te moje  jesienne domowe pielesze. Latem nie spędziłam żadnego weekendu w domu. W szare jesienne dni robię się maksymalną domatorką, kochającą slow life w swoim stylu.

Ścieżka dźwiękowa- Kasabian-Take aim

Advertisements

103 uwagi do wpisu “Takie tam

  1. Zbych pisze:

    w telegraficznym skrócie:
    1) jak w sprawie kociej sprawie zbyt wielki domowy opór to może warto puścić wici po znajomych – może ktoś chętnie przygarnie.
    2) joga super sprawa, tylko przez pierwsze tygodnie nie warto szarżować bo łatwo o kontuzje.
    3) pragmatyzm w temacie lingwistycznym wskazuje jednoznacznie przyszłościowy kierunek: chiny.

    PS: łapie się ostatnio na tym, że co rano przy kawie zaglądam tu sprawdzając czy coś nowego się nie pojawiło – nie wiem czy nie powinienem się martwić…

    Lubię to

    1. Kociaki-jest ich parę, teoretycznie mają właścicielkę, panią hmm nie wiem jak ją nazwać, załóżmy,że szefową recepcji naszej” strefy ekonomicznej”, ona je karmi, pielęgnuje i w swojej hodowli ma już kilkanaście okazów, ale boję się,że za dużo ma już tych kotów, i można ją odciążyć, bo sama je karmi, troszczy się o nie, a ma kobieta swoje lata i mało pieniędzy. A tęsknię za kociakiem-jak miałam dom, miałam kota. Lata temu…
      Mam program dla początkujących i tylko jogę relaksacyjną, na więcej się nie porywam z moim brakiem kondycji:)
      Kuzynka studiuje japonistykę, może by dawała lekcje japońskiego? Ponoć prostszy niż chiński 🙂
      Czyżby zaczynało się uzależnienie?:)

      Lubię to

      1. Zbych pisze:

        Nie da się ukryć – alfabet (ten powszechnie używany) na pewno prostszy.
        Z tym uzależnieniem to zauważyłem niepokojącą tendencję wzrostową. Przy poprzednim blogu wpadałem weekendowo i czytałem ciurkiem całość z tygodnia. Cóż… podobno jakiekolwiek uzależnienie to oznaka słabości (nie pamiętam dokładnie ale to chyba Nietzsche).

        Lubię to

      2. Zbych pisze:

        Eh czymże byłoby życie bez takich drobnych słabości-przyjemności.
        A na poważnie: jak zacznę pisać za dużo i coraz większe bzdury to śmiało wal czerwoną kartkę. Będzie znak że czas na odwyk.

        Lubię to

  2. No ciężko o zwierzątko, ja, się rodziciel(e) nie zgadzają. U mnie akurat nie ma z tym jakiś większych problemów, choć przypuszczam, że na 5 psa by się nie zgodzili:p
    No jestem ciekawa jaki język wybierzesz – bardziej czym mniej popularny.
    A tą jogę to ćwiczysz w domu, czy zapisałaś się na jakieś zajęcia?

    Lubię to

    1. Mama jest za, zaraz mogłabym przynieść kociaka, gorzej z tatą, on ma chyba przesyt na całe życie zwierząt…
      A waham się, marzy mi się hiszpański, albo włoski. Albo porządnie wrócić do angielskiego -od 5 lat się go nie uczę, i nie rozwijam…
      A wiesz znalazłam w domu płytę z zajęciami dla początkujących prowadzoną przez instruktorkę, i włączam i z nią ćwiczę:)

      Lubię to

  3. heke1809 pisze:

    Pewnie by szybko Tato zmienił zdanie, gdyby kociak się do niego przytulił 😉 Chociaż z drugiej strony ja kotów nie lubię 😀
    Trzymam kciuki, żeby chęci nauki i ćwiczeń szybko nie opadły – ja prawie zawsze tak mam… 🙂
    Czasem trzeba sobie posiedzieć w domku. Ja ostatnio cały czas siedzę i chwilami mam chęć już wyjść 😀

    Lubię to

    1. Tata chyba nie lubi i kotów, i psów. W ogóle miał kiedyś cały zwierzyniec, ba, 4 konie bo pradziadek jeździł konno, ale opór jest…
      No właśnie tego się boję-mojego słomianego zapału,więc mam nadzieję,że jak publicznie ogłosiłam co robię, to wytrwam w tym dłużej niż tydzień:)

      Lubię to

      1. heke1809 pisze:

        Na pewno dasz sobie ze wszystkim radę 🙂 Ważne, byś codziennie sobie powtarzała, że warto – zwłaszcza jak odczujesz niechęć i trudności 🙂
        A co do zwierząt… Może dlatego nie chce, bo wie ile pracy jest przy nich? Chociaż wiadomo, że pewnie i tak nie on by się kotkiem w pełni zajmował tylko przykładowo Ty 😉 A może warto postawić Tatę przed faktem i kotka przygarnąć? 🙂 Może wtedy się przekona 🙂

        Lubię to

      2. Myślałam,że po prostu go przyniosę-poprzedniego tak przyniosłam, ale miałam 9 lat i zdaje się bardziej rozczulałam tatę 🙂
        O tak,będę sobie tak powtarzać, w te szare poranki gdy nic się nie chcę, motywacja się przyda:)

        Lubię to

  4. Kociaczki są takie słodkie, ja bym się poświęciła i zamieszkała z nim w piwnicy. XD
    Kurs językowy? Ambitnie – dobrze że chcesz się rozwijać. Zwłaszcza w tym kierunku. To się zawsze przyda. 🙂
    Ja też lubię swoje „nudne” jesienne weekendy. 😛

    Lubię to

    1. No właśnie piwnicę mam po remoncie, mieszkanie jeszcze przed, więc szczerze mówiąc piwnica kusi:)
      No cóż, trzeba wziąć się za siebie, tak by umysł nie popadł w otępienie. Nie wchodzi mi w pracy techniczna wiedza, może językowo chociaż zaskoczę klientów?:)

      Lubię to

      1. Zbych pisze:

        Piwnicę i inne przybytki „okołosuternicze” szczerze odradzam (nawet po remoncie) przy dużej częstotliwości przeziębień. Szczególnie jak zima za pasem.

        Lubię to

      2. moja cieplutka, akurat w niej jest cała instalacja ogrzewająca blok, to dawna suszarnia, więc cieplutko zimą, nawet cieplej niż w domu, bo nikt temperatury nie reguluje, więc zawsze jest na 100 % 😉

        Lubię to

      3. No to idealnie. Nie ma się nad czym zastanawiać. Bierz kota pod kurtkę i w nogi. 😀
        Nauka języków to najlepsza ścieżka rozwoju w obecnych czasach. To nie zginie, a nie wiadomo kiedy może się przydać. 🙂

        Lubię to

  5. sanglant pisze:

    Koty silnie uczulają i przy astmie bym miała opory – tak mi się nasunęło, bo inaczej bym namawiała do przekonywania nieprzekonanych. 😉
    Ja wiem, jakich języków powinnam się uczyć z rozsądku i jakich chciałabym z zamiłowania, ale przy moim trybie życia mogę się nie wstrzelić w stacjonarny kurs, a nie ma to jak regularne spotkania z żywym nauczycielem, dla mnie najlepiej w małej grupie. Dbanie o formę też sobie co jakiś czas obiecuję, ale mnie to wychodzi średnio.
    Jeśli aktualnie potrzebujesz spokoju w domu, to nie ma się co zastanawiać, czy to nudne, czy nie – ważne, że Tobie odpowiada. 🙂

    Lubię to

    1. Miałam kota mimo astmy, 4 lata z nami był,i nie uczulał mnie jakoś szczególnie, także mam dużo uczuleń ale na koty dziwnie nie:)
      Znalazłam indywidualnego lektora, muszę teraz pomyśleć czy na pewno wybieram tę opcję, nie lubię typowych klas i dużych grup, za wstydliwa jestem. Jak z ruchem, grupowe zajęcia w klubie nie dla mnie:)

      Lubię to

      1. sanglant pisze:

        Gdzie szukałaś lektora? I jaki język? 😉
        Ja mam za małą siłę przebicia i za szybko się wyłączam i nudzę na większą grupę. Najbardziej by mi odpowiadało tak ze trzy do pięciu osób, ale szkoły raczej na to nie idą. Jeden na jeden by mnie krępowało chyba bardziej niż grupa ;P Tylko taki plus, że lektor może się dostosować wyłącznie do Twoich potrzeb i zawsze to większa elastyczność.
        Na zajęciach grupowych, szczególnie tanecznych zwykle staję z tyłu, żeby być mniej widoczną 😉

        Lubię to

      2. w internecie 🙂 A na razie myślę by jednak wrócić do angielskiego, znam oczywiście dobrze, ale pomyślałam,że zamiast sięgać po nowy podszkolę ten idealnie:) Mi szkoła językowa by nie odpowiadała ze względu na to,że muszę zapłacić z góry, a z moją jesienną częstotliwością chorób nie przewidzę na ile zajęć zdołam przyjść, a tak umawiać się będę na bieżąco i stratna nie będę:)

        Lubię to

      3. sanglant pisze:

        O, też tak można, też nawet myślę, że powinnam się trochę zająć swoim: do życia mi wystarcza, ale fajnie byłoby, gdyby był zgrabniejszy, gdybym ładniej mówiła, pisała ładniejsze maile i miała większy zasób słów. Ale bardziej lubię nowości i przy nich bardziej widać postępy 🙂

        Lubię to

      4. O właśnie, jak byłam na Litwie i moi kuzyni mówili w angielskim jak w swoim języku, ja wszystko rozumiem,ale nie mam takiej pewności siebie w mówieniu,bo od dawna nikt mnie nie sprawdza, mało mówię, jak już to czytam. Taka powtórka może być potrzebna:)

        Lubię to

      5. sanglant pisze:

        Kiedyś miałam problem właśnie ze swobodnym mówieniem – niby chodziłam na lekcje z nativami, ale wrodzona nieśmiałość też przeszkadzała, z pisaniem było lepiej. Teraz rozmawiam regularnie i tego problemu już nie ma, czasami tylko nie jestem pewna wymowy (albo źle wymawiam ;P), ale też właśnie nikt nie sprawdza i nie zawsze mam dobre wzorce. W poprzedniej firmie od szefa Włocha można było sporo błędów przejąć – a pamiętam, jak się stresowałam, gdy pisałam do niego pierwszego maila i przed rozmową. 😉
        No i ostatecznie mam wrażenie, że się trochę cofnęłam, powinnam zadbać o więcej kontaktu z „prawdziwym” angielskim.

        Lubię to

      6. No właśnie, ja jestem tak nieśmiała,że po polsku ciężko mówię do ludzi 🙂 A co dopiero po angielsku. Na studiach mieliśmy marny angielski, staram się,czytam po angielsku, słucham radia itp. Ale to nie to samo co rozmowa. Tym bardziej,że 90 % materiałów jakie przychodzą do nas są po angielsku, wiec fajnie byłoby poznać trochę inny angielski i zyskać pewność siebie:)
        Taka nauka samemu, bez kontroli i nadzoru u mnie się nie sprawdza, muszę mieć nad sobą kogoś kto mnie przypilnuje i zmotywuję:)

        Lubię to

  6. Obcy język? Tak dobrowolnie? Brrr 😀 Ja mam nadzieję, że w końcu nauczę się angielskiego, ale po 17 latach straciłam już nadzieję… Jesień idealna – łączę się z Tobą w tej idei 🙂

    Lubię to

  7. Wstyd się przyznać, od liceum planuję się zapisać na certyfikat z angielskiego…i na planowaniu się, niestety, kończy 😛
    Też bym przygarnęła kociaka, ale właśnie obawiam się, że w domu by sie mnie pozbyli, ewentualnie psy by kota zagryzły, a współlokatorka wyrzuciła za drzwi w obawie, że kociak zje chomika. Tak źle i tak niedobrze!
    A weekendy jesienne spędzone w domu… pjona! Im zimniej się robi, tym ja mam mniej chęci na wychodzenie gdziekolwiek z kimkolwiek.

    Lubię to

    1. Ja postawiłam sprawę jasno, albo kociak, albo królik, niech wybierają 😉 Rybki pewnie boją się kociaka i być może nakręcają lobby antykociakowe. Ale królik też da się przytulić,a to,że nie lata po mieszkaniu powinien tatę przekonać:)
      Wczoraj cały dzień lało, ledwo wyszłam po chleb i już zamarzyłam wracać do domu. Brr, paskudnie. Pod kocem najlepiej:)

      Lubię to

      1. w Krakowie o dziwo wczoraj było nawet w miarę, dzisiaj też. mam nadzieję, że się do końca tego utrzyma, zapomniałam z domu czapki 😦
        hahaha, to już groźby i szantaże działają, powiadasz? życzę rychłego rozwiązania tej trudnej sytuacji 😀

        Lubię to

  8. Jesień pisze:

    Przynieś do domu tego kociaka to tata na pewno nie będzie miał serca wyrzucić a i może pokocha 🙂
    Za młodu przyniosłam z rana 5 min przed moim wyjściem do szkoły kota, dałam do łazienki i tylko powiedziałam mamie, że jak wrócę ma tu być bo z nami zostanie:D Na szczęście mama z miejsca go pokochała więc tato już nie miał dużo do gadania;) Ale co ja miałam za głupie pomysły z tym kotem z rana eh 😀

    Lubię to

  9. S. pisze:

    Spędzasz przeciez weekend dla siebie a nie by sie chwalic innym :p
    Ja bym wszelkie zwierze do domu sprowadzila :p juz raz wzielam kota (to byl kogos koteczek) i szlam z nim i On mi zabronil (mamy w domu kotke :p) wiec musialam „odlozyc” kotela ale codziennie w lato siedzial tam i sie ze mna wital. Wiem,ze mieszka w domu po drodze do naszego bloku.
    Ale mamy 2 swinki, kotke i psa… ogromnego psa :p a ja jeszcze bym przygarnela cos :p

    Lubię to

    1. Wiesz potem pytają się w pracy np a jak weekend, to już mi się nie chce przyznawać,że 4 raz z rzędu robiłam to samo, czyli łaziłam od kuchni do telewizora:)
      Jaka była awantura jak brat chciał rybki, ale dostał, natomiast tata na akwarium nawet nie spojrzał. Tata ma dziwną zasadę,że w bloku zwierząt żadnych się nie trzyma, że trzeba mieć ogród. Był ogród był i nasz Simba, teraz nie pozwala. Ale cóż, jak się w końcu ustatkuję będę mieć ze trzy koty, czy też psiaki, bądź króliki:)

      Lubię to

  10. Mi mąż powiedzial, że jak kupię świnke morską to się wyprowadza.. Już zaczełam zastanawiać się w ktorym miejscu będzie stała klatka 😉
    Moi rodzice te ż nei chcieli w domu zwierząt i pewnego dnia brat przyniósł chomika (mama twierdziłą, że to mysz”. Oczywiście chomik nei mial nawet klatki i w nocy uciekł 🙂 Mama pewnej nocy spotkała go na schodach :):):) I po tym spotkaniu jakoś się przekonala do nowego domownika 🙂

    Lubię to

      1. Zbych pisze:

        Hmmm… takie rozwiązanie w przypadku królika jest dość ryzykowne gdyż może uzyskać bardzo szybko aprobatę lecz wyłącznie w celach gastronomicznych.

        Polubione przez 1 osoba

      2. bajeczna pisze:

        może nie zrobi z niego pasztetu :p swoją drogą też chciałam królika ale czytałam ze są strasznie niszczycielskie 🙂 ja czuję się roZczarowana bo mama zawsze mówiła ze jak będę miała własny dom to będę mogła mieć każde zwierzę a tutaj P. na nic mi nie pozwala :/

        Lubię to

  11. Też muszę zacząć się więcej ruszać bo moje plecy źle znoszą pracę siedzącą. A potem w aucie się siedzi, w domu się siedzi… Miałam chodzić na jogę z mamą ale zabrakło miejsc w grupie a w domu samej mi się nie chce.
    A kotka bym wzięła. Moja koleżanka w czwartek przygarnęła ślicznego. I choć nigdy „kociarą” nie byłam to widząc jej zdjęcia, nabrałam ochoty na takiego domowego przytulaka 🙂

    Lubię to

    1. Jak będzie po remoncie to jakiegoś pluszaka obowiązkowo przygarnę, obowiązkowo:)
      No właśnie, w pracy siedzę, w domu też wieczorny relaks głównie na siedząco,a troszkę ruchu nic tylko pomoże dla pleców, tym bardziej ,że miałam już problemy ortopedyczne. Zdrowie i relaks, tak widzę jogę po 10 dniach;)

      Lubię to

  12. kocia_dama pisze:

    Rozterki kociaczkowe dobrze rozumiem. W zeszłym roku uratowaliśmy życie maluchowi, który omal nie wpadł pod koła auta. Odstawiliśmy go do znajomej pani weterynarz, gdzie został zbadany, nakarmiony i odchuchany. Dwa tygodnie biliśmy się z myślami, ale Kocia Dama miała decydujący głos: na swoim podwórku nie toleruje innych zwierząt. Niestety.

    Lubię to

      1. Zbych pisze:

        Prawda jest taka, że ze zwierzakami jest trochę jak z dziećmi. Powyżej 3 to tyle samo kłopotów gdy jest 5 czy 8, byleby się między sobą dogadywały (nie żebym kusił czy w jakikolwiek sposób namawiał – takie realia).
        Może zafunduj sobie na razie „adopcję dochodzącą”, Skoro to przy pracy to możesz im co rano przynosić jakieś małe conieco.

        Lubię to

      2. Zbych pisze:

        Uuu.. to jakaś mocno zawzięta persona. W takiej sytuacji przygarnięcie jakiegokolwiek kociaka wiąże się ze sporym ryzykiem – dostania w okolicach pracy w jakimś ciemnym zaułku czymś ciężkim po głowie (w ramach pacyfikacyjnej akcji odwetowej)

        Lubię to

  13. S. pisze:

    Ja mieszkam teraz z dwoma świnkami, kocicą i psem 😛 Dużym psem 😛 i pewnie bym sprowadziła więcej 😀 ale dziś widziałam dobry obrazek jak kobieta trzyma kota i podpis „mamo, znalazłam kotka, mogę go zatrzymać? – idiotko! masz 35 lat! idź szukać męża” rozwaliło mnie to na łopatki 😛

    Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s