Kryzysowy wrzesień

Siedziałam u mojej przyjaciółki, w końcu udało nam się spotkać. Bardzo tego potrzebowałam. Wymyśliłam sobie jadąc do niej dwoma autobusami jak będzie przebiegać nasza rozmowa. Wszystko miałam zaplanowane, tak jak lubię. I tak jak lubię wszystko poszło nie tak. Mała nam przeszkadzała, co było urocze, patrzyłam na tę ich codzienność, karmienie, oglądanie bajek, zabawy na podłodze i pomyślałam-jak zwykle zresztą, po cóż im moje problemy? Nacieszę się beztroską małej Zuzy i ruszam w swój smutny świat. Ale kiedy wychodziłam przyjaciółka zatrzymała mnie przy drzwiach, widziała,że coś mnie męczy, że jestem przygaszona, obiecała,że zawsze jest do mojej dyspozycji, że jutro zostawi małą z mamą a sama przyjedzie na kawę, że tym razem mam jej wszystko opowiedzieć. I opowiedziałam.

Nie lubię dzielić się swoimi kłopotami. W końcu każdy je ma, większe czy też mniejsze. Nie jestem jedyna. Jestem też środkowym dzieckiem, nauczyłam się radzić sobie sama. Tłumić emocje w środku, udawać, zachowywać ładny uśmiech dla świata. Tak było kiedy zachorowałam. Nie, nie śmiertelnie, ale była to poważniejsza kwestia. Ciągnęło się to prawie 2 lata, lekarze, leki, zabiegi. Działo się to w czasie studiów, nikt nic nie wiedział. Nawet moja przyjaciółka, ale ona miała ślub na głowie. Uznałam,że nie będę jej zawracać głowy swoją chorobą. Gdy się przypadkiem dowiedziała była na mnie wściekła. Wtedy tego nie rozumiałam- to ja choruję, a ty masz do mnie pretensje? A gdzie współczucie, trzymanie za rękę, gdzie owoce  i słowa- dasz radę? Potem zrozumiałam,że to ja nie pozwoliłam jej być przy sobie. Ukryłam coś poważnego, nie powinnam, nie miałam prawa udawać, powinnam poprosić o pomoc. To żaden wstyd się popłakać. To przywilej mieć wsparcie w trudnych chwilach. Po to są przyjaciele.

Ten wrzesień był ciężki. Śmierć cioci bardzo mnie obciążyła. Pierwszy raz widziałam jak ktoś tak poważnie choruje, gaśnie w oczach, słabnie i odchodzi. Śmierć cioci tym bardziej mnie dotknęła, że wrzesień spędziłam w poczekalniach lekarskich. Nie,nie ja chorowałam. Mój tata ledwo chodzi, dziesiątki wizyt u lekarzy, zabiegi, badania, co lekarz to inna diagnoza. W końcu takie słowa, które wywołały uśmiech przez łzy- nie, od tego się nie umiera, co najwyżej odejmiemy panu nogę. Tata, człowiek aktywny i pełen energii bardzo ciężko to znosi. Ból fizyczny, jest niczym w porównaniu z psychicznym cierpieniem i wizją kalectwa. Walczymy.

Walczymy i czekamy na wyniki mamy. Mama od wiosny narzeka na zdrowie bardziej niż zawsze. Do popsutego kręgosłupa dołączył żołądek, kiedy nie pomogła dieta, i leki dostała mama listę badań. Gastroskopia była tym badaniem, które miało nas uspokoić. Lekarz podczas badania postawił diagnozę, ot jakieś wrzody, woreczek, dwunastnica, ale od tego się nie umiera. Zobaczył też dwie zmiany, pobrał wycinki, i …. I czekamy od miesiąca na wyniki. Miały być już dawno, ale wysłano próbki do dalszych badań, bo wyszło coś niepokojącego. Żyję w napięciu, choć powtarzam mamie,że to nic poważnego.

Jakby na złość mój brat mimo setek godzin nad książkami i setką nieprzespanych nocy nie zaliczył jednego przedmiotu. Przedmiotu, który zaliczyć muszą tylko studenci z Trójmiasta, jakby ci z Warszawy byli gorszymi lekarzami. Nie zdał jak 60 % osób. Nie zdał i musi zapłacić 8, 5 tysiąca złotych za powtórkę. Może to dla kogoś mała kwota, dla nas bardzo duża jak się weźmie pod uwagę plan remontu. Meble do kuchni wybrane i zamówione. Farby leżą w piwnicy i co? I jak zwykle problemy. Remont odłożony, ludzie odmówieni, podwyżka w pracy zamrożona. Oszczędności poszły na konto uniwersytetu.

Moja mama mówi mi w sobotę- zobacz Żmuda-Trzebiatowska wzięła ślub. A czemu ma mnie to interesować pytam się? Ano bo zobacz jest po 30 a jej mąż ma 26 lat, czyli w jej otoczeniu już nie ma sensownych kawalerów. A pamiętaj,że za rozwodnika masz nie wychodzić za mąż nawet po mojej śmierci. Łap kawalera. Nie interesuje mnie ślub polskiej aktorki. Od trzech dni patrzę na ślubne zdjęcie Jego. Pamiętam jak zaraz po uroczystym początku roku akademickiego podszedł do mnie i zapytał- wiesz,że mając 9 lat zakochałem się w tobie, byłaś wtedy tą uroczą kurką w przedstawieniu, pamiętasz mnie? Pewnie,że pamiętałam. Mieszkaliśmy na jednej ulicy, chodziliśmy do tej samej szkoły, on siedział koło mnie podczas komunii, nasi dziadkowie mieszkali w tym samym bloku w zupełnie innym mieście, on chodził do liceum z moją najlepszą przyjaciółką, a teraz będziemy razem studiować. Codziennie przynosił mi lizaki, głupek, nie wiedział,że nie znoszę lizaków,że jem tylko czekoladę? Tyle razy zapraszał na kawę, na kręgle, do kina. Mówił wybierz coś, pójdę za tobą gdzie chcesz. Ale ja byłam beznadziejna w te klocki. Za każdym razem uśmiechałam się i szłam dalej. Sama. Miałam inne sprawy na głowie. Chorobę. Uznałam,że lepiej będzie przejść to samemu. Że nie mam prawa obciążać kogoś swoimi sprawami. Niech mnie zapamięta jako uroczą kurkę, a nie umawia się ze mną między wizytami u lekarzy. Poślubił koleżankę z roku. Ślicznie razem wyglądali, piękna studencka miłość.

Dziś wiem,że okropnie, wprost cholernie mi brakuje tego życzliwego ramienia u boku, któremu powiem-tak jest mi źle. Brakuje mi kogoś kto w chwili gdy mi smutno i wszystko wydaje się takie przytłaczające weźmie na długi spacer, i okłamie. Tak bezczelnie okłamie,że będzie dobrze. Ktoś komu powierzę swoje lęki i obawy, a ten ktoś nie wyśmieje mnie gdy setny raz powiem-boję się. Mój brat rozmawiać nie chce. Siostra przepakowuje walizki, rusza niebawem zagranicę. Moja przyjaciółka jest kochana, ale nie ma tyle czasu ile mi potrzeba by poczuć się lżej i lepiej. Tak, teraz widzę jak bardzo mi brakuje kogoś obok.

Leje deszcz, mam wolny dzień. Włosy nie chcą się ułożyć. Jem ciasto na śniadanie, i obiecuję sobie,że październik będzie lepszy. Będzie?

Ścieżka dźwiękowa- IAMX-Music people

Advertisements

64 uwagi do wpisu “Kryzysowy wrzesień

  1. Kochana rozumiem o czym piszesz. Wszystko na kupę się wali ale pamiętaj że nie da się zamykać na ludzi i być obok. Zawsze lepiej się wygadać jeśli przyjaciółka ma chwile spotkaj się pogadaj. Zawsze to lepiej i ulży na duszy. Wiem wiem że tu chodzi o okaz płci męskiej ale jeśli takiego nie ma na horyzoncie są inni którzy na pewno z chęcią będą z Tobą. Mam nadzieję że Twoi bliscy będą zdrowi i skończy się tylko na strachu:* Brat zda ten egzamin i będzie leczyć całą Polskę:*

    Lubię to

    1. Teraz widzę, albo raczej czuję,że życzliwa dusza właśnie w złych momentach jest szalenie potrzebna. Chociaż rozumiem,że każdy ma swoje życie i moje problemy nawet dla przyjaciółki nie będą priorytetową kwestią. Ale cieszę się,że pozwoliła mi się wygadać. Trochę lżej na mej duszy:)
      Musi być lepiej, kto wie,może już w październiku?:)

      Lubię to

  2. S. pisze:

    Sama chorowalam 5 lat…. Wlasciwie dalej jade na lekach. I gdy zaczely sie problemy poznalam fajnego faceta, gdy inny mnie z nimi zostawil. Powiedzialam, ze nie bede mu zycia marnowac i moze odpuscic nasza znajomosc. Predko zostalismy para, mialam cale wsparcie w nim i rodzinie. Nie moglabym dusic tego w sobie bo bym popadla w depresje. I uwazam, ze nie mozna tego ukrywac. Jesli ktos jest bliski trzeba mu powiedziec, nie ukrywac a mezczyznie czasem trzeba dac szanse 🙂

    Lubię to

    1. Teraz o 8 lat za późno. U mnie nawet babcia nie wiedziała,że choruję. W zasadzie rodzicom powiedziałam bo musiałam. Siostra przez długi czas jako jedyna wiedziała, nie chciałam nikogo zamartwiać, ale tak już mam. Teraz widzę,że to był wielki błąd, bo samej jest mi ciężko nieść worek ze zmartwieniami…

      Lubię to

  3. Ohhh Kochana… Ale Ci się wali wszystko na głowę. Tak mi przykro 😦 Ja też przechodziłam chorobę Taty i wiem jak bywa ciężko … Ale nie chcę kłamać, bo wierzę w to, że będzie dobrze. Że z Tatą pójdzie w dobrym kierunku, że wyniki Mamy nie będą takie złe jak się może wydawać. No te 8,5 tys to jakaś masakra – brak słów :/
    Może te 8 lat temu popełniłaś błąd, ale przynajmniej teraz wiesz o tym i drugi raz nie popełnisz tego błędu. Czasem warto jest podzielić się swoimi troskami i smutkami. To jednak oczyszcza… pomaga jakoś przetrwać. Tak jak powiedziałaś, w końcu po to mamy przyjaciół. Fakt wrzesień był dla Ciebie okrutny, ale miejmy nadzieję, że październik będzie o niebo lepszy 🙂 Trzymam za Ciebie i Twoją rodzinę kciuki…

    Lubię to

    1. Choroby rodziców są najgorsze, człowiek chce dodać im otuchy, pokazuje,że będzie dobrze,ale wewnątrz rozważa się wszystkie scenariusze i niestety też te kiepskie… Ale muszę być dobrej myśli mimo wszystko.
      Nie lubiłam jakoś października, bo listopad coraz bliżej, ale teraz patrzę na kalendarz z nadzieją-niech już będzie ten październik:)

      Lubię to

  4. Jak się wali to wszystko na raz. Pisz do nas, tu na blogu. Nam możesz się wygadać kiedy tylko chcesz. Wiem, że to nie to samo, co bliska osoba przy boku i bardzo dobrze Cię rozumiem i wiem co czujesz. Ale zawsze to jakaś namiastka.
    Trzymam kciuki za Twojego brata i za rodziców. I bardzo mocno trzymam kciuki za Ciebie. Wierzę, że dacie radę i wszystko się dobrze poukłada 😉

    Lubię to

  5. Nieszczęścia chodzą parami jak to się mawia. Bardzo mi Ciebie szkoda przyznam, bo dużo masz teraz na głowie problemów. Już sama w sobie samotność może frustrować, a do tego szwankujące zdrowie najbliższych i nieprzewidziane wydatki (jestem w szoku, ze aż tyle się płaci, ja miałam wyobrażenie, że max 4 tysiące, ale raczej stawiałam na 2). W życiu bywa jednak tak, że raz na wozie, raz pod wozem, muszą więc nastąpić wkrótce te dobre dni. Trzymam kciuki za rodziców. Ja też miałam stres ostatnimi czasy, bo mama miała operację usunięcia wycinka (sprawy kobiece) i towarzyszyły mi obawy, że wynik może być zły. Wszystko jednak dobrze się skończyło i wierzę, że i u Was będzie dobrze.
    Ubolewam, że tak daleko mieszkamy od siebie, bo gdybyś miała chęć się zwierzyć to ja z wielką ochotą wysłuchałabym, porozmawiała itd. Wiem bowiem, że wygadanie może przynieść ukojenie.

    Lubię to

    1. Niestety za anatomię tyle trzeba płacić bo to najważniejszy przedmiot. U mnie na historii to się płaciło maksymalnie 1,2 tyś. I wtedy jak płakali jak to dużo…
      Najgorsze jest to oczekiwanie, chciałabym już wiedzieć co mamie jest. A tak cały czas ja zapewniam-jest ok, będzie dobrze. Ale z każdym dniem jakoś coraz mniej w to wierzę. Bo ileż można badać zdrowy wycinek?…
      Brakuje mi takiego wygadania się, podzielenia się tym co mnie dręczy. Na szczęście mam Was wirtualnie:)

      Lubię to

  6. Rozumiem, bo mam podobnie chociaż rozciągnięte to jest w czasie.
    Człowiek miał dwadzieścia lat i myślał, że cały świat jest jego – horyzonty niezmierzone i wszędzie pełno możliwości. Ale z czasem w sposób totalnie niespodziewany spada na nas odpowiedzialność – za nas, za innych. Za każdym razem zawężamy trochę horyzonty i opuszczamy pewne okazje i możliwości myśląc, że już więcej niczego złego nie będzie. Ale złe rzeczy z czasem atakują coraz częściej, a my robimy co możemy, żeby poskładać wszystko do kupy. Aż po iluś latach odpuściliśmy wszystkie marzenia i walczymy nawet nie o możliwości i horyzonty – walczymy o zachowanie „swego własnego ja”.
    Czas rzeźbi charakter człowieka – ale uderzenia dłuta są bolesne.Widać nie potrafię takiej sytuacji kłamać, żeby dodać otuchy. Pozdrawiam.

    Lubię to

    1. Może gdybym miała własne życie, żyła w oddaleniu byłoby mi łatwiej? Ale jestem blisko, w zasadzie mam cudownych rodziców, jesteśmy blisko,są cudowni, a ta odpowiedzialność bywa przytłaczająca. Chciałabym gdzieś się ukryć, przeczekać-trochę jak dziecko. Schowałabym się pod kołdrą i udawała,że września nie było. Dorosłość jest szalenie bolesna.

      Lubię to

  7. heke1809 pisze:

    Każdy kolejny dzień może być lepszy.
    Tulę, choć wirtualnie. W razie czego wiesz, gdzie mnie znaleźć 🙂

    Widzisz, u mojego Taty też wiele chorób. U Mamy tak samo. Każdy dzień może być tym ostatnim, jakby nie patrzeć. I może właśnie dlatego psychicznie muszę być gotowa na każdą ewentualność… A żeby jeszcze Tato zrozumiał, że swoimi nawykami (papierosy) wcale nie polepsza swojej sytuacji, ale cóż. Przecież „to nie przez papierosy”. Dorosły człowiek, a tak niewiele rozumie.

    Trzymaj się ciepło!

    Lubię to

    1. Mój na szczęście rzucił papierosy, zawał najlepszym lekiem na uzależnienie. Ale wyszło,że niestety żyły nie pracują jak trzeba. Ale trzeba mieć nadzieję,chociaż jakoś tak od śmierci cioci cały czas myślę o odejściu rodziców, i te choroby tylko potęgują mój strach. Nie jestem gotowa na takie chwile. Nawet na ich choroby. Oj nie jestem….

      Lubię to

      1. heke1809 pisze:

        Na dobrą sprawę nigdy się nie jest na to gotowym. Można tylko trochę się psychicznie nastawić, że kiedyś to nastąpi. A czy to coś da w późniejszym starciu z taką sytuacją? Nie wiem. Kiedyś się pewnie przekonam.
        U mojego zawał akurat był połączony z bardzo poważną operacją na sercu- wymianą zastawek, bypassem. W tym roku z kolei problemy z płucami… Wielu rzeczy się nie przewidzi niestety.
        Pozostaje życzyć zdrowia Twojemu Tacie 🙂 Swojemu też życzę.

        Lubię to

      2. Zdrówka dla tatusiów. Mój tata jednak zmądrzał i palenie rzucił, ale 40 lat z papierosem dało efekt i chociaż płuca są czyste, to żyły chore. Eh, same problemy z tymi rodzicami.
        Ja myślę,że na odejście rodziców-choćby mieli i ze 100 lat jest zawsze za wcześnie. Zdecydowanie za wcześnie.

        Lubię to

  8. Pamiętaj, że po tych gorszych dniach zawsze nadchodzą lepsze, trzymam kciuki – i za zdrowie Twoich rodziców, bo to najważniejsze, i za studia brata – będzie dobrze, musi. Przytulam wirtualnie, bo chociaż wirtualne, takie „wypisanie” też pomaga, prawie jak wygadanie się komuś bliskiemu :*

    Lubię to

  9. O rany, Szlachcianko ;), tak mi strasznie, strasznie przykro!!! Nie wiedziałam, że przechodzisz takie trudne chwile! Pamiętaj tylko – to nie wstyd okazać ‚słabość’, poprosić o pomoc czy nawet o to, żeby ktoś po prostu nas przytulił. I – prawdziwi przyjaciele znajdą czas zawsze, a taka osóbka jak Ty ma na pewno przynajmniej jedną taką życzliwą duszę. Nie pisz, że nie chcesz obarczać innych swoimi sprawami, nie zamykaj się w 4 ścianach ze swoimi problemami, nie bądź sama – pamiętaj, że smutek dzielony na dwoje jest już mniejszy! I nie popełnij błędu, jaki ja kiedyś popełniłam – nie zamykaj się w swojej skorupce, wychodź do ludzi – ja swego czasu odrzucałam wszystkie zaproszenia od znajomych, przyjaciół, aż w końcu przestali zapraszać….Z niektórymi z nich już nie udało mi się odbudować relacji na takim poziomie, jakbym chciała. A nikt z nas nie jest samotną wyspą! I wiem, że nie mam takich warunków jakich potrzebujesz, bo w końcu jestem kobietą 😉 ale w razie co uderzaj jak w dym, możesz mi się wirtualnie wygadać (mailowo, listem tradycyjnym), możesz wsiąść w pociąg i przyjechać do Suwałk, no mogę nawet ja przyjechać do Ciebie ;). Wiem, że to nie ta bliskość jakiej szukasz ale zawsze wysłucham, to podobno nie najgorzej mi wychodzi.
    Domyślam się, jak bardzo martwisz się o swoich bliskich bo wiem, jak bliskie łączą Cię z nimi więzi. I wiem, że to diabelnie trudne ale staraj się być dobrej myśli. Ja ze swojej strony otaczam Ciebie, Twoją mamę, tatę, bratni egzamin życzliwymi myślami i modlitwą.
    A jak będzie Ci samotnie w jakiś długi wieczór to pisz, pisz, choćby smsy! Dziś np. mam nockę w hotelu, więc jak się nie zjadą goście chętnie z Tobą pokonwersuję ;).
    I nie wiem, jaki będzie październik, ale pamiętaj – nic nie trwa wiecznie! I choć brzmi to banalnie to po najciemniejszej nocy przychodzi dzień, wiem o tym, zniknęłam już przecież nie raz bo ‚a ziemia znów na głowę spadała mi’ i popatrz – jestem! 😉

    Lubię to

  10. u nas w domu też choroby… mamie coś zrobiło się w nogę kuleje od roku. badania nic nie wykazują lekarze mówią przejdzie. Dziadek stracił wzrok w jednym oku przez zator, babcia z kolei podobnie jak mama problemy z kolanami…. więc Cię rozumiem jak najbardziej…:*

    Lubię to

  11. kocia_dama pisze:

    Po pierwsze: trzymam kciuki za Tatę! Dobrze, że walczycie, nie wolno się poddawać, trzeba przeć do przodu. Po drugie- rozumiem sprawy związane z chorobą, sama to przechodziłam cztery lata temu i wiem, jak to jest, gdy wyniki wychodzą nie takie, jak trzeba, a żyć dalej by wypadało, nawet z choróbskiem na głowie. A 8,5 tysiąca to bardzo duża kwota, ja mam zapłacić za szkołę 5 tysięcy i z wielu rzeczy musiałam zrezygnować. Ale nauka ma pierwszeństwo 🙂
    Trzymajcie się! Życzę dużo siły i wytrwałości! Październik przyniesie nowe, lepsze jutro. Zobaczysz 🙂

    Lubię to

  12. Dużo zmartwień na raz, tak dużo, że październik musi być lepszy.
    Nie lubię się dzielić problemami, ale może czasami warto – a kiedy jest Ci po tym lżej, to na pewno warto. Dobrze, że jest ta przyjaciółka, która może nie ma aż tyle czasu, ale jednak trochę wysłucha. Na blogu też można się wyżalić, choć to nie to samo.
    Medycyna to drogie studia, ale i tak sporo sobie liczą za powtórkę, patrząc na liczbę oblanych studentów wygląda trochę tak, jakby w tym przypadku uczelnia chciała się dorabiać ich kosztem…

    Lubię to

    1. Rektor jest „anatomistą” i jego egzamin to mordor. To znaczy co roku poziom coraz wyższy,a coraz mniej zdających, za to jaki zysk dla uczelni. Teoria teorią, ale oni muszą zdać praktykę na 60 %, a tego się nigdzie indziej nie zdaje. Ale cóż, za to mamy nowoczesną klinikę uniwersytecką, wiadomo z czego powstała:)
      Też nie lubiłam się dzielić tym co złe, w końcu to nie jest ani łatwe, ani przyjemne, ale czasami trzeba, bo duszenie wszystkiego w sobie staje się jak trucizna…

      Lubię to

  13. T. pisze:

    Czasem warto się wypłakać nawet tutaj… gdzieś w przestrzeń… Ja ostatnio zamknęłam się na ludzi ale to tylko dlatego że pracy dostaję cięgi i nie widzę już dobra z drugiej strony… Choroba w rodzinie to coś strasznego… coś co „zabija” wiem bo przechodziłam to przez 6 miesięcy ale życzę Ci żebyś nie musiała tego nigdy doświadczyć…

    Lubię to

    1. Mam wielką nadzieję,że więcej chorób już u nas nie będzie, a te co są się nie rozwiną w gorszą stronę. Bo jak na razie za dużo tego na głowie… A jakby było coś gorszego? Nie dałabym rady. Tak, to coś musi zabijać wszystkich po kawałku w rodzinie…

      Lubię to

  14. asia pisze:

    Będzie dobrze bo musi!
    Hm wiesz, przydałby Cię się jakiś mały psiak, kociak jak wolisz;) Mi kiedy w danej chwili jest źle, kiedy potrzebuje wsparcia a akurat nie ma nikogo obok pomaga właśnie pies. Przytulam go wtedy a on zazwyczaj wie, że jest mi źle i jak nigdy siedzi koło mnie tyle ile trzeba. W czasie choroby tak samo. Niby tylko zwierze ale nie wyobrażam sobie go nie mieć. Daje mi tyle radości i czułości…
    :*

    Lubię to

      1. Nie, ale nie mam swojego pokoju, a lokatorka -czytaj siostra, nie godzi się na psa bądź kota, który zabrałby i jej miejsce. A na balkonie trzymać nie wypada, więc zostają mi rybki w dużym pokoju,do czasu własnego mieszkanka 😉

        Lubię to

  15. Trudny czas nastał dla Ciebie i twojej rodziny… Ale z tego, co piszesz, to trzymacie sie razem i wspieracie, a to już bardzo dużo. Obyś umiała czasem po prostu się wygadać przyjaciółce – to nic takiego opowiedzieć czasem o swoich problemach! 🙂

    Lubię to

  16. cięzki macie wrzesień 😦 oby pażdziernik przyniósł lepsze wieści i zdrowie. nie wiem czemu mam problem z wejściem na twój blog, dodałam do linków i nie mogę wejść, dopiero jak podajesz mi adres w komentarzu to moge 😦

    Lubię to

  17. A wiesz, że ja tak samo ten brak jakoś teraz odkryłam? Okej, mam jedną osóbkę, do której mogę się zwrócić, ale a) ma pracę, więc nie zawsze mogę, b) od niedawna ma kogoś, więc tym bardziej kontakt jest zdawkowy, a poza tym nie chcę wiecznie marudzić, jak mi to źle i smutno i w ogóle beznadziejnie. Przecież nie chcemy niemożliwego, prawda? 🙂

    Lubię to

    1. No właśnie, jakoś tak głupio mi marudzić i narzekać-nie lubię tego. I czemuż mam obciążać innych swoimi problemami. ale na serio brakuje mi takiego wsparcia obok mnie. bo jak mówi moja przyjaciółka-w parze problemy się dzielą,a szczęście mnoży.

      Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s