Baby boom

Czuję się jakbym żyła z tykającą bombą przy uchu. Nie wiem kiedy wybuchnie, ale wybucha dzień dnia, bez ostrzeżenia. Rano, wieczorem, w środku dnia.

Czym jest ta bomba? Małym dzieckiem, ciążowym brzuszkiem i nowiną o powiększeniu się rodziny. Mam wrażenie,że moi znajomi, bliżsi, czy dalsi, nie robią nic innego jak tylko powiększają rodziny. I z jednej strony nie ma w tym nic złego, ale z drugiej czuję jakby moje życie nie miało sensu, skoro dla 90 % ludzi dookoła życie kobiety liczy się dopiero w chwili wydania na świat pociechy. A w najbliższej przyszłości rola matki nie będzie tą, którą dane mi będzie odgrywać.

Mam wiele koleżanek, które otwarcie mówiły(jeszcze parę miesięcy temu),że zakładanie rodziny jest poniżej ich godności, że macierzyństwo nie przystoi współczesnej, wyzwolonej kobiecie, a dziś chwalą się dobrymi nowinami-Tak kochani, za parę miesięcy na świecie pojawi się nasz okruszek, owoc miłości, czy też ciasteczko mamusi i tatusia-do wyboru do koloru. Ostatnio spotkałam koleżankę, która nie dalej jak w kwietniu mówiła mi,że dzieci ją obrzydzają, a na myśl o zmianie pieluszki ma mdłości. A teraz? Teraz dumnie prezentuje niemal niewidoczny ciążowy brzuszek, opowiada o cudownej ciąży i z troską w głosie dodaje- może nie trać nadziei, ponoć po 40 można urodzić wciąż zdrowe dziecko.

Moi rodzice jak na standardy lat 80 dość późno założyli rodzinę. Pierwsze dziecko w wieku 32 lat, wtedy ich znajomi prowadzili pociechy do szkoły, a mama szykowała się do porodu. Moi rodzice byli jednak wciąż pełni energii, do tego naprawdę chcieli mieć dzieci i dużą rodzinę. Mieli warunki by te dzieci przyjąć, a mama nie walczyła by w 3 miesiące wrócić do pracy po porodzie, bo nie ma doświadczenia. U nas było inaczej. Ale i dziś jest inaczej. Wszyscy znajomi rodziców są już dziadkami, oni sami, dziś odczuwają dużą potrzebę obserwowania ciągłości genów bo 60 na karku, bo zdrowie nie te,bo coraz więcej chorób, a energia nie ta co 10 lat wstecz. Mama wzrusza się na widok każdego dziecka, nieważne czy malucha widzi na żywo, czy w telewizji. Każde jest piękne, cudowne, i rozkoszne. Niemal płacze gdy widzi malucha na spacerze. Tata lgnie do każdego dzieciaczka, rozmawia, bawi się, z lekką zazdrością patrzy na piątkę wnuków swojego wspólnika i przyjaciela ze szkolnej ławy, kiedy te odwiedzają go w pracy.

Zawsze bardzo chciałam założyć rodzinę. Jeszcze na początku studiów byłam pewna,że kończąc uczelnię będę żoną i będę spodziewać się pierwszego dziecka, pierwszego z co najmniej trójki pociech. Z planów nic nie wyszło. Dzieci brak, kandydata na kandydata na ojca tych potencjalnych pociech tak samo brakuje. Pewnie,że mi smutno, czasami lekko zazdroszczę patrząc na szczęśliwe matki na spacerach, na wózki pełne szczęścia.

Zdaję sobie sprawę, że mogę nie założyć tej wymarzonej dużej rodziny, może za 5 czy 10 lat poznam kogoś kto będzie nadawał się na dobrego ojca i w okolicy 40 urodzę jedno, jedyne dziecko. Tyle,że zdaję sobie sprawę, że to może być za późno. Przede wszystkim dla moich rodziców, którzy marzą by pokazać wnukom świat. Sama miałam za krótką możliwość bycia z dziadkami, wiem ile straciłam, i jak bardzo chciałabym by moje dzieci mogły poznać dogłębnie moich cudownych rodziców. Pamiętacie ten odcinek Przyjaciół gdy Rachel kończyła 30 lat? Mówiła nie jest źle, wciąż mogę urodzić dziecko do 35 urodzin. I zaczęła wyliczać, liczę i ja.Ja bym chciała mieć trochę mniej niż 40 gdy maluch pójdzie do 1 klasy, czyli powinnam go/ją urodzić najpóźniej trzy lata przed planem Rachel. Ciąża trwa 9 miesięcy, jeżeli dziecko ma się urodzić przed moimi 32 urodzinami, muszę być w niej wieku 31 lat. Najpierw muszę jednak być po ślubie-te moje zasady. Dodajmy, 1,5 roku musielibyśmy się poznawać i 1,5 roku planowałabym urocze wesele-bo przecież wychodzę za mąż raz, czyli dodajmy wszystkie liczby, mam parę miesięcy by poznać pana idealnego, albo chociaż dostatecznego. Z pięciu lat w zapasie, zrobiło mi się ledwie parę miesięcy.

Ostatnio mam wrażenie,że spacerujące matki z pociechami mnożą mi się w oczach. Że nie widzę niczego poza dziećmi. Może to taki naturalny etap w życiu? Zdaje się,że każdy o tym wie, tylko nie ja. Tylko ja jedyna z licealnej ławki nie mam męża, narzeczonego i nie chodzę w ciąży. Tylko ja jedna z roku na studiach nie mam męża, narzeczonego, i drugiego dziecka w drodze. Z moimi koleżankami jest mi coraz trudniej złapać wspólny temat. One o dylematach matek, czy już mieć drugie dziecko czy nie? Jaką wybrać nianię? Czy ten pediatra jest dobry? A ja? A ja siedzę, słucham i kiwam głową. Może potrzebna jest mi nowa grupa znajomych? Bezdzietna, nie mająca aspiracji w najbliższym dziesięcioleciu do zakładania rodziny? Taka, która nie będzie żałośnie patrzeć na moje palce w poszukiwaniu obrączki i w okolice brzucha szukając wypukłości.Tak jak ostatnio zrobiła to moja koleżanka spotkana w Rossmannie z Julkiem w wózku-nie masz męża, nie masz dzieci, narzeczony chociaż jest? Nie ma aha, to zachwycaj się jedynie moim dzieckiem, bo nic ciekawego nie masz do powiedzenia.

Tak, bardzo bym chciała mieć dzieci. Nie, nie zanosi się na to bym jej miała. Ale zaczynam rozumieć,że nie każdy musi tę rodzinę mieć. Zresztą mam mętlik  w głowie, mówię sobie masz dużo czasu, a potem wracam do swoich wyliczeń, no właśnie, nie masz go za dużo.

Być może ktoś tam na górze ma na moje życie inny plan? Fajnie gdyby zauważyli to inni, szczęśliwie zakochani w dzieciach i przestali wywierać presję. Bardzo chcę, ale po prostu bardzo mi się nie udaje.Być może to jest to marzenie, którego nie uda mi się spełnić?

Ścieżka dźwiękowa- Archive-Again

Advertisements

74 uwagi do wpisu “Baby boom

  1. Lenka ktoś kto jest bliżej niż ja powinien Cię palnąć w głowę! Piszesz jakbyś miała 39 lat, połamane nogi i twarz skończonej kobiety. A zupełnie tak nie jest! Ja za czasów studiów poznawałam chłopaków na imprezach, zatańczyłam z nimi i … nie było już nic potem. Kilku poznałam przez internet, ale znów było i … nic potem. Dopiero w wieku 24 lat poznałam chłopaka (też jakoś przez sieć) z którym byłam 3 lata. Okazał się niedojrzały i przez internet poznałam kolejnego, starszego o 8 lat. Tym razem było i … i jest nadal. Chociaż ta nasza droga jest bardzo wyboista. A nasz synek pojawił się na świecie jak miałam skończone …. 31 lat. Życie wciąż utrudnia mi decyzję o kolejnym potomku, więc chociaż z żalem, ale dopuszczam, że innych maluszków może nie być. Czyli co, Ty masz być pokrzywdzona, że nie masz dzieci?! ja że wydałam na świat tylko jedynaka?! inna, że wydała na świat 5-tkę maluchów i nie jest w stanie zapewnić im odpowiednich warunków?! Lena, nie ma takich podziałów, a jak ktoś tak kategoryzuje to jest …. idiotą. Nic się nie martw. Bo wszystko musi być i będzie dobrze! Bo Ty jesteś … super !!! A faceci? Coraz więcej niestety widzi się Piotrusiów Panów. A to zupełnie nie materiał na partnera, a już na ojca – wcale.
    Mam wrażenie, ze żyjemy w czasach, gdzie ludziom wygodnie żyje się w wolnym związku, bez zobowiązań. Mało tego, młodzi chcą testować partnerów, do póki nie znajdą tego idealnego albo chociaż lepszego, od obecnego, a to jest … nie możliwe. Ale Ty się nie poddawaj. Bo ja wiem, że takie osoby jak Ty nie mogą być samotne, bo nie mogą się „zmarnować” 😉 Masz tyle ciepła, dobra, radości, spokoju, umiesz gotować 😉 czytasz, słuchasz, oglądasz … no kurcze … faceci nie dość, że niedojrzali, głupi to jeszcze ślepi. Reasumując. Jesteś super, bądź cierpliwa i korzystaj z życia 😉

    Lubię to

    1. Wiesz ja nie mam ciśnienia-tak myślę, ale świat dookoła ma. Teraz doszli rodzice, którzy już dziś czy jutro chcieliby mieć wnuki i ciągle słyszę-a co wy zrobicie jak nas zabraknie,tak same będziecie itp. A potem idę do sklepu i też, okazuje się,że nie mam o czym rozmawiać ze znajomymi bo nie mam dziecka, męża, własnego mieszkania i w ogóle jestem przez to nudna. Pewnie mam marzenia, chciałabym mieć dzieci, ale mam wrażenie,że ostatnio wszyscy dookoła -nawet ci co nie chcą, spełniają to moje marzenie, a ja nie mogę nawet pójść na spotkanie z facetem, które nie skończy się po pół godzinie i nie wyląduje w kategorii najgorsze spotkanie życia. No nie wiem już sama, jakiś taki dziwny pech mnie spotkał,że same szczęśliwe matki mnie otaczają. A ja uwaga od 4 lat nie byłam w żadnym związku… I cóż, przez to moje poczucie kobiecości czy też atrakcyjności dla partnera niemalże nie istnieje…. Ale to zniżka formy środowa, zjem czekoladę, obejrzę ckliwy film i przejdzie,do następnego razu;)

      Lubię to

      1. Oj Lenka Lenka. Takie jest to życie – niesprawiedliwe – jedni chcą, a nie mają, inni nie chcą i mają za dużo … jedni chcą mieć faceta obok siebie, a inni mają dość facetów i tego ich zdziecinnienia, jedni nie mają wolnego czasu, a inni mają go w nadmiarze i tak w około … Ja tam jestem dobrej myśli. Ty się nie zmarnujesz, nic się nie martw … tylko nie siedź za długo w domku przy tym ckliwym filmie 😉 I żyj sobie spokojnie dalej, rozglądając się uważnie 😉 A czekoladę chętnie bym zjadła 😉

        Lubię to

      2. Moja przyjaciółka zawsze mi mówi-Boże ty masz tak fajnie, zero rodziny, zero problemów, luz totalny, zazdroszczę. A za chwilę,że jednak by się nie zamieniła bo dzieci to sens życia 😉 Nie dogodzisz nikomu widocznie 🙂 Ja tam czekałabym spokojnie na rozwój wypadków gdyby nie ta ciągła presja, to jest najgorsze.
        A czekolada działa:)

        Lubię to

  2. Ohhh Kochana… Szczerze jesteś jeszcze młoda!!! I masz dużo czasu 🙂 A uwierz mi te Twoje wyliczenia mogą paść na łeb na szyję 😀 Jak się zakochasz to nie ma 1,5 roku na to czy tamto… to się po prostu dzieje i już. Nie będę Ci przytaczać swojej historii, ale uwierz życie potrafi się obrócić o 180 stopni w jednej , małej, wręcz króciutkiej chwili. Nie czuj presji dzieci i ślubu bo to nie o to chodzi. Każdy żyje jak chce… Myślisz o tym – to widzisz dzieciate i brzuchate 🙂 Popatrz sama piszesz o koleżankach, które zarzekały się, że nie chcą dzieci, a tu proszę zmieniło się ( poza tym baby tak gadają na zapas gdyby się nie udało zajść to będę ściemniać, że nie chce 😛 wiadomo nie wszystkie, ale niektóre tak mają 😛 ) Także nie dołuj się. Poznawaj ludzi, łap garściami to co masz, a i na Ciebie przyjdzie pora!!! (i uwierz mi nieraz też z tęsknotą i sentymentem pomyślisz o czasach wolności 😛 ) Głowa do góry i cieszmy się ostatnimi promyczkami słońca w tym roku 😛 😀

    Lubię to

    1. No właśnie czytałaś nieraz jak to poznawanie mi wychodzi, a raczej nie wychodzi 😉 Mam dość małe sukcesy damsko -męskie nie tyle w ostatnim roku, co latach. Już ponad 4 lata jestem sama, tracę nadzieję na coś więcej, a tymczasem osacza mnie presja. Najgorsza to ta rodzicielska. Nie potrafię wytłumaczyć mamie czemu nie mogę poznać miłego chłopca, który będzie ojcem jej wnuków. Rodzice są szalenie rodzinni, dla nich sukcesem największym jest rodzinne szczęście i moje życie wydaje im się zmierzać w złą stronę. A do tego presja otoczenia-naprawdę jak zrobią 10 lecie matury za chwilę to wyjdzie na to,że nie pójdę bo będę musiała się przyznać do porażki-tak mam studia, ale nie mam pracy w zawodzie, nie mam męża, ani dzieci. I nie wiem czemu tak jest?

      Lubię to

      1. Ja w porównaniu z moimi „koleżankami” ze studiów czy LO późno zaszłam w ciąże… I trudno… Kochana jesteś cudowną osobą 🙂 Serio… Tak czytałam o Twoich randkach, ale to nic nie zmienia. Może to i lepiej, że od razu trafisz na TEGO, a nie będziesz szła ścieżką pola bitewnego 😉 Ja wierzę, że czeka na Ciebie ktoś… I życzę Ci by już wyszedł z cienia… bo (przepraszam ,że to napiszę) ale serce mi się kraja jak czytam Twoje smutne wpisy… Zwłaszcza, że – jeszcze raz powtórzę – jesteś wspaniałą i wyjątkową osobą 🙂 A innymi się nie przejmuj… bo w Twoim życiu najważniejsza jesteś TY!!!!

        Lubię to

      2. Zawsze szłam swoim rytmem, i już od dłuższego czasu mówiłam sobie-nie planuj, będzie co będzie, nie ma ciśnienia. Ale teraz jakaś zmasowana akcja robienia dzieci się zrobiła 🙂 No i chęć moich rodziców na wnuka. nigdy nie czułam takiego nacisku na bycie z kimś i wydanie na świat potomstwa, i cóż, wzięło mnie na smutki jakoś tak. Bo jednak patrząc trzeźwo to odnoszę porażkę za porażką na miłosnym polu i raczej mam marne perspektywy na zmiany w tej materii w najbliższym czasie. Ale jutro będzie lepiej:) I dziękuję za słowa wsparcia:)

        Lubię to

  3. Ale Ty masz koleżanki!!! Zdecydowanie je zmień!
    Kochana, gdybym miała ci napisać to, co na prawdę chcę, musiałabym Ci rąbek mojego życia opowiedzieć a to nie miejsce na to… Napiszę tylko, że byłam w takim momencie, że byłam przekonana, że nic dobrego mnie już w życiu nie spotka, że wszystko, co najlepsze za mną – i BUM! zaszłam w ciążę a byłam przekonana, że dzieci mieć nie mogę (po 7 latach małżeńskiego pożycia). Natalka ‚przytrafiła’ mi się, zupełnie niezgodnie ze wszystkimi wyliczeniami i poza zasadami ale JEST i jest moim CUDEM i moim światełkiem, to dzięki niej i dla niej co dzień wstaję, nawet jeśli bardzo nie chcę wychodzić z łóżka….
    Gdybyś szukała odpowiedzi na pytanie – kiedy jest dobry czas na dziecko, to jej nie znajdziesz, takiego czasu chyba nigdy nie ma. Może to też dlatego przez te 7 lat, zwłaszcza na początku nic nie wychodziło bo ja takiego czasu szukałam.
    A jeśli chciałabyś dzieckiem wypełnić jakąś pustkę to, Kochana, też Ci się nie uda. Dziecko zmienia wszystko i niczego nie zmienia.
    I jeszcze jedno – nigdy, absolutnie nigdy nie pomyślałabym, że w wieku 33 lat (o zgrozo!) będę tym, kim jestem teraz i że będę tam, gdzie jestem teraz. Ale co było, to było. Natomiast przyszłość należy do nas. Jeśli chcesz być szczęśliwa – bądź. Ja chcę. I będę. A Ty?
    I garść inspiracji/refleksji dla Ciebie:
    A winner is a dreamer who never gives up (Mandela).
    Dziecko nie rezygnuje z chodzenia tylko dlatego, że kilka razy się przewróciło. A Ty zamierzasz się poddać, bo coś kilka razy Ci nie wyszło?
    Jeśli ten komentarz trąci demagogią, przepraszam, nie miałam zamiaru Cię pouczać a jedynie dodać otuchy.
    xx

    Lubię to

    1. Nie trąci, nie trąci 🙂 Wiesz ja nie czułam pustki, wydawało mi się,że jest jak jest, ale jest ok. Tylko sama nie wiem co się stało,że wszyscy jak na zamówienie pytają a kiedy ty urodzisz dziecko? Rodzina, znajomi, nawet nieznajomi klienci w pracy-a czemu nie ma pani dziecka? A jak mówię,że jeszcze nie, jeszcze nie planuję to słyszę słowa współczucia, więc zaczynam myśleć,że może naprawdę jestem beznadziejna skoro nie mam potomka u boku. Ilość moich porażek męskich może przerażać, ale też nie mam ciśnienia, nawet jak spotkam za 3 lata, czy za 10 lat. Ja bym to brała na spokojnie, ale to przypominanie otoczenia,że marnuję swoją macicę jest okropne, bo mnie dołuje. Wiem,że będę szczęśliwa, i jestem szczęśliwa. Tylko większość uważa,że nie mogę być szczęśliwa bez faceta i dziecka skoro 30 za parę kroczków. I zaczynam to ich myślenie czasami wprowadzać w życie… A muszę zmienić naprawdę krąg znajomych i życzliwe koleżanki;)

      Lubię to

      1. Oj musisz, musisz. A ja właśnie przeczytałam gdzieś na necie: Szczęście zaczyna się wtedy, gdy przestajesz porównywać się do innych. Czego i Ci, i sobie życzę! Cmok! 🙂

        Lubię to

      2. Ja siebie staram się nie porównywać-ale inni tak robią i wpędzają mnie w poczucie winy…. I ciężko oduczyć innych wpychania się w nie swój brzuch. A potem niepotrzebnie się stresuję:)

        Lubię to

  4. Powiem Ci szczerze, że jakieś 10 lat temu, kiedy nie miałam jeszcze dziecka, też widziałam wszędzie ciężarne i bardzo mnie ten widok uwierał. Czułam przy tym presję otoczenia, że już i na mnie czas, że muszę, że trzeba, że wstyd itp. Dopiero później dotarło do mnie, że nic nie muszę, bo moje życie to moja sprawa.

    Ja byłam sama długo więcej, niż cztery lata i byłam pewna, że nikogo nie spotkam. Pomyliłam się na szczęście, więc napiszę Ci, że nie należy tracić nadziei. Pomyślisz teraz, że to oklepane, ale tak właśnie jest.

    Brawa dla kumpelek, które twierdziły, że macierzyństwo jest poniżej godności kobiety, a potem zmieniły zdanie, bo w sumie nie miały innego wyjścia:).

    P.S. Wiem, że marudzę, ale pomyślałaś o disqusie? Zlewają mi się komentarze tutaj (wiesz, jak to jest, człowiek się starzeje).

    Lubię to

    1. Myślę o nim myślę cały czas 🙂
      Najgorsza jest ta presja, sama sobie nie robiłam wyrzutów,żem sama i bezdzietna. Ale jak rodzice marudzą mi pod nosem to zaczynam czuć się winna, że to już ten czas, a ja nawet chłopaka do kina nie mogę znaleźć. Ale muszę przestać się przejmować i żyć jak potrafię najszczęśliwiej w obecnej sytuacji:)

      Lubię to

  5. Bardzo smutny post. Nie dziwię się takim Twoim przemyśleniom.
    Ja nigdy jakoś za dziećmi nie przepadałam, ale po studiach i problemach zdrowotnych w sprawach kobiecych pozmieniało mi się, dlatego wiem o czym piszesz.
    Powtórzę się jednak: w najmniej spodziewanym momencie wszystko zacznie się kręcić i będziesz b.szczęśliwa:)

    Lubię to

  6. z dziećmi jest trochę jak z weselami (przynajmniej w moich oczach). najpierw długo nikt, a potem wszyscy na raz,
    nie wysnuwaj tak pesymistycznych wniosków! bardzo dobrze pamiętam swoją szkołę, dołowanie się, że „każdy kogoś ma, a ja nie”. szkoła się skończyła, tamte związki porozpadały, a mój trwa nadal. Bo nie narodził się tylko po to, żeby kogoś mieć.
    Szczęście przyjdzie w najmniej oczekiwanym momencie/ Może już czai się za rogiem i tylko czeka na odpowiedni moment, żeby z uśmiechem się wychylić i powiedzieć „cześć”. 😉

    Lubię to

    1. Mam taką wielką nadzieję. Mogłabym mieć kogoś tylko po to by go mieć, ale nie chcę być z kimś by zadowolić otoczenie i pokazać,że nie jestem najgorsza. Czekam na coś prawdziwego i stałego, nie wyobrażam sobie mieć dziecka tylko dlatego,że powinnam bo zaraz stracę najlepszy czas. Ale czasem te komentarze mnie dołują i wpadam w dołek…

      Lubię to

  7. kocia_dama pisze:

    Jak ja Cię dobrze rozumiem! Co prawda, jak wiesz, jestem mężatką i to z siedmioletnim stażem, ale do posiadania dzieci obojgu nam się jeszcze nie spieszy. Niestety, świat wokół tego nie rozumie. Zewsząd atakują mnie „dobre rady”- że w moi wieku to już wypada urodzić (???), że przed trzydziestką mam szansę na zdrowe dziecko, a potem może być już różnie (tego nawet nie skomentuję), oraz, że jesteśmy zwyczajnymi egoistami, bo nie mamy co najmniej trójki dzieci tyle lat po ślubie. I nikogo nie interesuje, czy obecne warunki pozwalają nam na dziecko, czy czujemy się na nie gotowi. Absolutnie nie! Na wścibskie pytania typu: „A wy kiedy?”, nawet nie odpowiadam, bo po co. Nie jestem przeciwniczką dzieci, wręcz przeciwnie, bardzo je lubię, ale to naprawdę nie jest sprawa moich znajomych, kiedy się zdecyduję na potomka.
    Z innej beczki: jestem pewna, że wszystko jeszcze przed Tobą! Fajna i ładna z Ciebie Kobietka, dlaczegóż nie miałabyś trafić nareszcie na tego Jedynego? 🙂

    Lubię to

    1. Kwestia dzieci czy związku powinna być tematem jaki omawia się z własnej woli, a nie powinno się atakować kogoś na dzień dobry i dopytywać co i kiedy. Mojej mamie na imieniny przy mnie, życzono rychłych wnuków od córeczki. Jakbym już te 40 lat miała i naprawdę czuła tykanie zegara. Uważam,że dzieci powinny być chciane i kochane 🙂 A jakbym w ogóle nie chciała dzieci to co? Wedle moich znajomych byłabym straconym człowiekiem. A ponoć mamy kryzys rodziny, związków i dzietności… Mam nadzieję,że będziemy mamami w odpowiednim dla nas czasie, a nie tym jakie wymaga otoczenie:)

      Lubię to

  8. T. pisze:

    Kiedyś marzyłam o dziecku… a dziś… Wiem że nie chce ich mieć. Nie mam warunków do ich wychowywania człowiek z którym chciałam je mieć odszedł… Ale zgodze się z Tobą że presja jest bardzo duża. Teraz już nie zwracam na to uwagi ale jakiś czas temu czułam się jak odmieniec… Dziwadło… coś gorszego…

    Lubię to

    1. W sumie ludzie widzą,że mieszkam z rodzicami, pracuję u taty, siedzę w domu, to skąd miałabym to dziecko wziąć? Nie wiem skąd taka presja i oczekiwania… I najgorsze-wywoływanie poczucia winy.

      Lubię to

  9. Smutny post, ale bardzo pocieszające komentarze – przeczytałam wszystkie i mogę się z nimi zgodzić.
    Presja otoczenia, rodziców jest straszna i wkurzająca – ale nie pozostaje nic innego jak zwyczajnie to olać. Najważniejsze żebyś Ty była z tym pogodzona, i spokojnie czekała na to co ma w przyszłości nastąpić – bo to że kogoś poznasz i będziesz mieć dzieci nie wątpię. Żyj spokojnie, ciesz się tym co teraz masz, a wymarzony mężczyzna u boku sam się zjawi, a potem dzieci też. I tego Ci życzę!
    A te koleżanki z brzuchami i dziećmi pewnie Ci zazdroszczą, bo czyjeś życie jest zawsze fajniejsze niż to które mamy.

    Lubię to

  10. Nie wiem, co napisać… Wśród moich znajomych obserwuję dokładnie to samo zjawisko. Codziennie (poważnie) na fb widzę, że ktoś się zaręcza/bierze ślub/spodziewa dziecka/rodzi to dziecko. Ciągle wpadam na ścianę, którą są dzieci i tematy z nimi związane. Karmienie piersią, pediatrzy, pieluchy, słoiczki i inne życiowe dramaty. Płaszczyzna porozumienia powoli przestaje być osiągalna, bo mogę porozmawiać o tym raz, dwa, ale nie ciągle. Moje życie i mój świat nie kręci się w koło związków ani dzieci. Nie sądzę, żeby kiedykolwiek kręcić się zaczął. Czy w takim razie nie jestem w pełni wartościowa? Nie ma ze mną o czym rozmawiać (bo książki, kino, muzyka, polityka, świat, moje życie i sprawy są przecież nudne i bez znaczenia – jedynym tematem do rozmów są dzieci!)? Trzeba się martwić, że poderwę jednej albo drugiej męża i izolować go od kontaktów ze mną? Serio?
    I z jednej strony mnie to wkurza, bo chciałoby się jednak ten kontakt utrzymać. A z drugiej… skoro nie ma znaczenia kim jestem tylko czy już jestem mężatką/matką, to nie warto takich znajomości podtrzymywać.

    Martwisz się, bo zostało Ci niewiele czasu na spełnienie marzenia chociaż ja wierzę, że spełnisz je z nawiązką, naprawdę 🙂
    Mnie bardziej martwi, że jestem odsuwana i traktowana jak trędowata, bo mam inne marzenia niż reszta świata.

    Lubię to

    1. U mnie jest tak, kiedy przyjaciółce mówię w weekend byłam tu i tu, słyszę- a u nas był grill, i chociaż to mało ciekawe słucham pół godziny o tym jak jej córka pierwszy raz pospacerowała wokół grilla i zjadła kurczaczka z grilla. No ok, fajnie, ale ja mam ciekawsze rzeczy do opowiedzenia, ale to nieważne, bo nie mam dzieci, które chodzą dookoła grilla tylko nudny wypad do Warszawy. Uważam,że jesteśmy bardzo wartościowe-niezależnie od naszych marzeń. I ci, którzy nam wmawiają,że bez dzieci jesteśmy głupsze i mniej ciekawe nie mają racji.

      Lubię to

      1. Pewnie, że nie mają. Ale wiemy to tylko my… Czasami mam wrażenie, że mogę iść pieszo do Jerozolimy, a ostatecznie i tak ktoś mnie zapyta ‚w intencji znalezienia męża?’ 😀

        Lubię to

  11. Też ostatnio mam coraz więcej dzieciatych ludzi w otoczeniu, ale ciągle jest całkiem sporo takich, których to nie dotyczy. Ilość dzieci wokół mnie uderzyła dopiero w Meksyku, w domu nie zauważałam ich tyle.
    Przykre jest takie dopytywanie o dzieci, kiedy w dodatku chciałoby się je mieć, ale jest jakaś przeszkoda czy chociażby nie ma materiału na ojca. Ja raczej nie chcę, więc mnie to tylko denerwuje. Denerwuje mnie też zakładanie, że na pewno będę mieć i w związku z tym dobre rady ciotek czy kolegów z pracy. A mama się martwi, że zmienię zdanie, gdy będzie już za późno. Tyle że gdybym teraz chciała, miałabym tylko dodatkowy powód do frustracji.
    Jeśli chodzi o partnera, to pytanie, czy mam kogoś, jest neutralne, ale nienawidzę dopytywania o powody – a często jest taka kontynuacja.
    Ale jeśli ktoś mówi, że nie chce dziecka, a w ciąży zmienia zdanie, to w sumie dobry objaw, gorzej gdyby urodziły swoje i nadal je obrzydzało. Tylko nie musi potem komuś innemu w macicę zaglądać…

    Lubię to

    1. Widocznie humaniści szybciej rodzą dzieci, u mnie było więcej kobiet na roku,a już na pierwszym wykładzie profesor powiedział-panie muszą znaleźć sobie dobrego i majętnego męża, wszystkie posłuchały, poza mną 🙂 Ale to przykre kiedy ktoś wie,że ja bym bardzo chciała mieć rodzinę a wmawia mi,że jestem samolubna,że marnuję macicę i czas, bo potem dziecko będzie na pewno chore, a ja za stara na latanie za nim. chciałabym, ale nie mam z kim. No, ale można się dowartościować głupim komentarzem.
      Fajnie,że zmieniają zdanie i teraz są zachwycone ciążą. Tyle,że najpierw nie chciały i głośno to mówiły, a jak ja mówię,że nie mam i w najbliższym czasie się nie zanosi słyszę żałosne komentarze. Naprawdę ciąża tak zmienia człowieka?

      Lubię to

      1. Albo może należą do tych, którzy uznają, że jedyny słuszny sposób na życie to ten, który aktualnie stosują i trzeba nawracać każdego, kto ma inny – w ten sposób można cały czas okazywać wyższość.
        Może coś w tym jest: nie słyszałam, żeby którakolwiek koleżanka z roku miała dziecko, a mężatką jest zdaje się jedna, ale u facetów to już tak nie wygląda. Ostatnio jeden w pracy truje o dzieciach, tak jakby to miało działać: „ach, no tak, rzeczywiście, masz rację, trzeba się postarać o dziecko” – hop – i dziecko jest.
        Jeszcze dodam, że jedna ze znajomych poznała faceta w wieku 28 lat, jest po ślubie, ma obecnie dwójkę zdrowych dzieci i ciągle jeszcze jest przecież młoda. 🙂

        Lubię to

      2. Moi koledzy ze studiów dzieci nie mają w nadmiarze, może z dwóch. Natomiast z dziewczyn tylko ja nie mam co najmniej narzeczonego. Widocznie mam ścisły mózg i inne spojrzenie na życie;) Lepsze, gorsze-nie wiem.

        Lubię to

  12. T. pisze:

    Z drugiej strony rodzice mają rację a co będzie jeśli nas zabraknie… Sama widzę to po sobie. Zarabiam 560 zł gdybym miała z tego wyżyć, opłacić rachunki nie mówiąc o takich luksusach jak kupno nowych ubrań czy wyjście do kina… musiałabym chyba pdjąć jeszcze jedną pracę na nocne zmiany. Dziś życie wiele kosztuje i związek staje się nie tylko potrzebą serca ale i potrzebą zaspokojenia tych podstawoowych potrzeb.

    Lubię to

    1. O właśnie, sama sobie myślę czasami a co to będzie? Ja się nie znam na firmie jaką prowadzi tata, może i ją dostaniemy z siostrą, ale nie sądzę by stać mnie było na kredyt na mieszkanie… Eh, rozumiem ich troskę i obawę. Ale takim natrętnym osaczaniem i przypominaniem o samotności nie sprawią,że wyjdę za mąż.

      Lubię to

  13. Cześć. Kurcze, wybrałaś temat bliski mi. Też mam wrażenie, że kobiety w ciąży, kobiety z podwójnymi wózkami (bliźniaki!) mi się po prostu mnożą, kiedy jestem ze swoim facetem na spacerze. Chciałabym mieć dziecko, chciałabym, ale to nie jest czas. Ponadto wiele moich koleżanek (mniej więcej) w moim wieku ma już narzeczonego, męża, a nawet dzieci! Moja przyjaciółka, która nie przepadała za dziećmi…teraz ma córeczkę i świata poza nią nie widzi.. może zabrzmi to zbyt banalnie, ale na każdego przyjdzie pora. Ja w to wierzę. Wszystko dzieje się po coś. Nie załamuj się, idź dalej przez świat z uśmiechem na twarzy (w innym przypadku ZNAJDĘ CIĘ -> taki żart! :))) oraz zmień koleżanki, ponieważ nie zachowują się w porządku.

    (http://okiem-kobiety-na-swiat.blogspot.com/)

    Lubię to

    1. No właśnie muszę poszerzyć krąg znajomych a normalniejsze osoby:) Zawsze mówiłam,niech każdy ma dzieci kiedy naprawdę ich chce, nie ma wyścigu, ale teraz czuję taką presję,że aż pojawiło się poczucie winy wobec rodziców,że odbieram im prawo do szczęścia z powodu wnuków. ale każdy będzie miał swój czas i nikt nie powinien nikogo oceniać kiedy będzie ten czas najlepszy:)

      Lubię to

  14. Każda potwora znajdzie swojego amatora ;P A tak serio to wśród moich znajomych z jednej strony jest boom na śluby i dzieci, a z drugiej na rozstania i rozwody ;D
    Znajomi moich rodziców też w większości mają już wnuki, a ja jestem tak jak Ty późniejszym dzieckiem, urodziłam się jak moja mama miała 30 lat, co na tamte czasy było późno. Ale spoko, zawsze się śmieję do rodziców, że ich odmładzam, bo inni już są dziadkami, a oni mogą cieszyć się tylko mną ;D

    Lubię to

    1. Moi rodzice mieli już 40 gdy się mój brat pojawił, więc ciągle są na etapie studenta 😉 A ciekawe,że wnuczka taty wspólnika ma 17 lat, 3 lata różnicy między nimi. Wiadomo,że tak młodo dziadkami by być nie chcieli, ale chyba fakt,że wszyscy mają wnuki i wydają dzieci za mąż sprawia,że moim tak tego brak….

      Lubię to

  15. sylwia pisze:

    Napiszę to co inni – jesteś młoda i piękna i w końcu doczekasz się i męża i dzieci:) A wyliczanie nie ma sensu, bo życie i tak weryfikuje takie plany. A nóż widelec zakochasz się i weźmiesz ślub po pół roku znajomości i od razu zajdziesz w ciążę:)
    Ale rozumiem trochę Twoje podenerwowanie, bo rzeczywiście gdzie się nie spojrzy tam zdjęcia ze ślubu albo z porodówki.

    Lubię to

    1. Trzymam i Ciebie za słowo 🙂
      Widocznie taki wiek, że 90 % rówieśników zakłada rodziny. Niby naturalne, ale nie rozumiem po co wytykanie innym,że się tego nie ma, nie ze swojej winy…. Bez tego nie byłoby problemu 🙂

      Lubię to

  16. A ja jakoś tego baby boom nie odczuwam, może jestem za młoda, choć, większość moich znajomych ma już pod 30, ja też już po ślubie ale…sama nie chcę mieć dzieci i może dlatego mam jednak wielu znajomych, którzy póki co rodzin nie powiększają? Ale, być może, za parę lat już się to zmieni…
    I nie dziwię się, że odczuwasz pewną presję choć można mówić, że każdy ma swoje miejsce, czas…to jednak podświadomie mamy nieraz wszyscy wrażenie, że w tej kwestii bierzemy udział w jakimś wyścigu cholera…a właśnie, to nie wyścig. I nikt nie przezywa życia tak samo:)

    Lubię to

    1. Sama się dziwię,że tak nagle w tym roku tyle dzieci się urodziło znajomym, już drugie się szykują. Myślałam,że ludzie z lat 80 jednak później będą zakładać rodziny,że praca będzie na pierwszym miejscu, ale nie, jednak rodzina. I większość chyba życie traktuje jak wyścig, wziąć ślub, mieć dziecko, wyjechać na wczasy, odhaczyć kolejny punkt i koniec. I koniecznie dać znać innej osobie,że marnuje się czas nie rodząc dzieci wtedy gdy się powinno….

      Lubię to

  17. Nie przesadzasz trochę? Skąd to parcie? Piszesz jakbyś juz miała te 40 i czekała tylko na chętnego kandydata na ojca. Nic na siłę. Sama się nakręcasz patrząc na te wszystkie dzieci. Wiem co mówię bo sama nagle wszędzie widziałam ciężarne gdy dowiedziałam się za mam male szanse za ciążę. A miałam tylko 19 lat. Teraz mi przeszło
    będzie co ma być. Nie popadaj w obsesję.

    Lubię to

  18. Widzę, że nie tylko ja jestem w temacie. U mnie wśród znajomych dopiero zaczynają się narzeczeństwa, małżeństwa, więc na razie nikt się za specjalnie nie dopomina (może poza jedną z moich babć). Jestem w połowie studiów i bliższe jest mi myślenie o kolejnym kierunku niż o posiadaniu dziecka. Zwłaszcza, gdy zdaję sobie sprawę, że w moim wieku moja mama mnie urodziła. Naprawdę, nie wyobrażam sobie być teraz matką. Nie czuję się na tyle rozsądna i gotowa, aby nią być!

    Lubię to

    1. Ja myślałam,że skoro rodzice mieli później dzieci to presji nie będą wywierać,a tu proszę. Ale ja już mam blisko 30 lat, więc u mnie coraz bardziej widać rodzinne rewolucje małe i duże:)

      Lubię to

  19. Swoją droga to musi być okropne takie ”dogadywanie” na siłę to sobie można posłodzić kawę:/ ach nie dogodzi normalnie każdemu, rób tak żeby było Tobie dobrze…. Wiesz Ciebie o obrączkę pytają mnie o drugie dziecko każdy jak chce znajdzie to co człowieka najbardziej boli. Lenka Młoda jesteś dziewczyno:* Nie daj się;*

    Lubię to

  20. asia pisze:

    Kurcze przecież Ty jesteś ode mnie starsza tylko rok a takie problemy życiowe? W tym wieku?Kobieto masz jeszcze czas. Swoją droga dziwne, że Twoi znajomi wszyscy już tacy dzieciaci itp. Z moich najbliższych 4 koleżanek tylko 1 ma za rok ślub i w przyszłości widzi ze sobą jakieś dziecko a reszta? Reszta bez faceta, szczęśliwe, młode pracujące kobitki które nawet nie myślą jeszcze o rodzinie. Zapisują się na kursy, wieczorami dalej lubią wpaść do kanjpy, Pogadamy a to o jakimś nieudanym lub udanym facecie, najbliższych podróżach, datach koncertów, festiwalw na następny rok, sprawach firmowych, dobrych przepisach, sposobie na kreatywniejsze ogarniecie doniczki z wrzosem na balkonie:P a to o polityce i ostatnich problemach w europie… itp
    Mamy po 26, 27 lat i może tu u nas na dolnym śląsku jest inaczej ale 70% znajomych to dalej wolni, czasem niestety nawet za mało dojrzali ludzi. Nie wiem, może faktycznie co część kraju to inne zwyczaje tak jak i tradycje?;) Na uczelni miałam wielu ok 30 i nikt nie był po ślubie, Ich problemami było raczej czy już założyć swoją działalność czy może jeszcze poczekać, poobserwować rynek no ale to też pewnie kwestia naszego kierunku który początkowo zabiera jednak dużo prywatnego czasu. Nie wiem czy oglądasz ale popatrz na blogerki na yt? Babki po 30stce a dalej jedynie z facetem, bezdzietne. Przykład taka szusz:P Bardzo lubię do herbaty odpalić sobie jej codziennego vloga i posłuchać o problemach 30stki z facetem, kotem i psem na głowie:P
    Pewnie,że komuś taki coś się nie spodoba, że mi odpiszesz, że to nie dla Ciebie ale chce Ci tylko zobrazować,że nie dla wszystkich cudowna rodzinka w wieku 20+ to konieczność i życiowe marzenie a co człowiek to jednak inne wymagania od życia. Sama nie wiem czy chce mieć dzieci, może kiedyś ale na pewno nie teraz i żadne gadanie typu „jak nie to kiedy?” by do mnie nie trafiło.
    Tak czy siak nie martw się teraz tym, pomyśl może o jakimś dodatkowym zajęciu, kursach? A może z Twoimi umiejętnościami kulinarnymi sama byś mogła dawać takie kursy innym dziewczynom? I nie chodzi już tu nawet o dodatkowy grosz bo wiadomo, że to nie najważniejsze w życiu ale o nową formę planowania i spędzania czasu, życia. Nie ma co po powrocie z pracy popadać w myśli o niespełnionych marzeniach nawet jak to lubisz;) Ewidentnie coś powinnaś coś zmienić, czy to będzie mała czy duża zmiana ale bardzo by Ci się przydała bo tak nie może być. Szkoda Twojej psychiki i szkoda, że jesteś tak daleko na pomorzu gdzieś:) Pozdrawiam:*

    Lubię to

    1. Może tak jest,że u mnie na Kaszubach liczą się inne wartości, i dlatego tak szybko zakłada się rodziny? A może działa to,że po moich studiach pracy w szkole nie ma, to dziewczyny szybko znajdują mężów i mają dzieci bo raczej szans na karierę nie ma? nie wiem, nawet te co studia przeszły tanecznym krokiem w oparach piwa dziś mają dzieci i prowadzą domy. Ja przyjmowałabym swój status i odmienność pewną na spokojnie, gdyby nie to ciągłe wytykanie palcem i otwarte sugerowanie,że jestem do niczego i nie warto ze mną gadać bo nic ciekawego nie przeżyłam skoro nie mam dzieci. A nie powiem chciałabym , więc mnie szalenie irytuje to co się dzieje dookoła.

      Lubię to

  21. Przeczytałam kilka komentarzy i mam garść spostrzeżeń: z moich znajomych tylko jedna jest mężatką, wszystkie bezdzietne. Mam co prawda dwie najlepsze koleżanki, ale raz na rok tudzież dwa lata;) porozmawiam z kilkoma innymi i raczej przełomowe wydarzenia u nich nie występują: albo partnerzy się zmieniają albo są w związku i nic dalej się nie dzieje. Nie mówię, że trzeba sugerować się innymi, bo każdy ma swoje priorytety (choć większość wspomnianych znajomych ma duże parcie na dziecko, ale partner nie spieszy się nawet z zaręczynami i są zablokowane), chcę jednak nakreślić, że w Twoim otoczeniu – niezręcznie się składa – większość ma już dzieciaki, a gdzie indziej tej presji mogłabyś nie odczuwać.
    Inna sprawa: tyle się mówi obecnie o niezręcznych pytaniach o ślub, dziecko czy nawet pracę (w przypadku bezrobotnych), a widzę, że niektórzy żyją w średniowieczu wciąż. Czy ludzie nie mają empatii? Po co zagadywać żeby gadać? Lepiej niech będzie niezręczna cisza aniżeli biadolenie bez sensu. Ja bezmyślnych gaduł nie znoszę, bo cenię sobie święty spokój i nie chce mi się wdawać w dyskusje dziwne. Starsi ludzie też mogliby trochę pomyśleć, bo nie trudno się domyślić, że ktoś może pragnąć ślubu/dziecka, ale z jakichś względów nie może i wałkowanie tematu może przynieść danej jednostce dużo bólu…
    Odnośnie ‚na starość będziemy cierpieć samotnie, a inni umrą w otoczeniu dzieci’ – to, że ma się dzieci nie oznacza, że podadzą szklankę na starość i samo założenie, że warto z tego względu mieć potomstwo jest nieco egoistyczne. ja na pewno nie chciałabym być balastem dla synów, a ponadto na miłość i oddanie trzeba sobie zasłużyć i nie mi oceniać czy zasłużyłam.
    Może to, że obecnie nie masz partnera i dziecka ma czemuś służyć, bo wierzę, że nic nie dzieje się bez przyczyny nawet jeśli wydaje nam się bez sensu. Może np. unikasz dzięki temu osobnika, który wpędzałby w kompleksy albo był damskim bokserem, a pisane jest Tobie od razu znaleźć tego właściwego, z którym ‚szybko’ wszystko pójdzie? Takie mam właśnie przeczucia choć przykro mi, że musisz przechodzić męki spowodowane samotnością. Opłaci się jednak, zobaczysz!:)

    Lubię to

    1. Sama nie wiem czemu moje otoczenie tak się rodzinne stało? I to i osoby z podstawówki, gimnazjum, liceum, studiów-cały społeczny przekrój, nie da się tego wytłumaczyć tym,że np to małe miasto, nie ma perspektyw, albo,że sama patologia. W końcu Trójmiasto to wielki obszar, raczej nowoczesny. Być może ja przez moją nieśmiałość utknęłam w jednej grupie znajomych, w sumie zawsze bliższe mi były osoby spokojne i takie zakładają głównie rodziny. Ale chyba powinnam poszerzyć krąg znajomych, a na głupie pytania odpowiadać uśmiechem zanim wymyślać sto wymówek pt-czemu nie mam jeszcze pierścionka zaręczynowego ?
      Zawsze uważałam,że są pewne kwestie, których się nie porusza -kiedy dziecko, kiedy ślub, czemu nie masz pracy, póki ktoś ich sam nie poruszy. Ale jak widać ludzka ciekawość zawsze wygra. A i widocznie można się lepiej poczuć-mój narzeczony jest okropny, ale jest, a ona w ogóle nie ma chłopaka, ofiara. Albo moje dziecko ryczy całe noce, ale ona wciąż mieszka z rodzicami. Ofiara.

      Lubię to

      1. asia pisze:

        Możliwe, że może to miejsce zamieszkania, może kierunek studiów, mój był czysto techniczny, komputery więc tam nie dość, że było więcej facetów to i kobitki takie jakieś „nierodzinne” były;)
        Nie chce nikogo urażać ale jak widzę babki które stwierdzają, że po studiach jakie skończyły i tak nie mają pracy więc wolą robić dzieci to tak jakoś mnie odpycha od nich. Rozumiem, że jak jakaś bardzo tego pragnie ale większość z nich wcale tego nie chciała i albo wpadka albo coś a później wielkie mamuśki które świata poza swoimi dzieciakami nie widzą. Dosłownie nie da się z nimi porozmawiać bo one nie mają zdania na żadem inny temat niż dziecko, trochę przykre ale co kto lubi:)
        Nie przejmuj się niby, jest wiele ciekawych ludzi, może warto poszukać nawet na takim wizazu, gdziekolwiek;)

        Lubię to

      2. Właśnie może to w tym jest ten problem,że wybrały studia by postudiować a nie widząc szans na karierę zaczęły rodzić dzieci i dziś są wielkimi ekspertkami w tej dziedzinie. Naprawdę z większością nie da się porozmawiać o niczym innym poza dziećmi i ich genialnością, dzień dnia wrzucają dziesiątki zdjęć dzieci i rad dla innych…

        Lubię to

    2. ann pisze:

      Dziadkowie mojego faceta mają 4 dzieci a urząd i tak musiał im przydzielić osobę do pomocy bo żadne z tych dzieci nie ma jak i kiedy się nimi na codzien zajmować… Odległość robi swoje… Jak widać nawet jak spłodzisz 4 dzieciaków nie masz pewności, ze nie wyjadą itp 😉

      Lubię to

  22. Rozumiem Cię doskonale – i u moich znajomych nastąpił wielki bum na dzieci 🙂 w tamtym roku wszyscy jak jeden mąż prezentowali swoje ślubne fotografie, teraz pokazują bezzębne pociechy 🙂 i wszyscy dziwili się jak mogłam rzucić chłopaka po 5 latach, skoro mam już 23 lata i przecież „musisz kiedyś wyjść za mąż i urodzić dzieci!”. Czyli powinnam być ze skończonym draniem, co by starą panną nie zostać.
    Chcę mieć dzieci i mam nadzieję, że kiedyś będziemy wymieniały się patentami jak sprawić, żeby przespać kilka godzin przy płaczącym brzdącu 🙂

    Lubię to

    1. Też mam taką nadzieję, to będą udane rozmowy i narzekania na kolki i ząbkowanie 🙂
      W sumie wciąż większość życia-statystycznie przynajmniej przede mną, za mąż wyjdę, albo i nie. Ale wyjdę kiedy wyjdę. Nie na wyścigi;)

      Lubię to

  23. po prostu w każdym pokoleniu przychodzi na to czas np u mnie teraz ze znajomych ze szkoly jest czas slubow wszyscy sie zenia wychodza za maz, dzieci jeszcze nie dopiero jedna kolezanka urodizla dwojke, ale zaraz pewnie przyjdzie i czas ze posypia sie dzieci

    Lubię to

  24. Straszny mętlik w twojej głowie ,już nie wiem ,czy chcesz ,czy nie chcesz dziecka ,faceta ,czy to tylko ,aby inni nie gadali…Wielu ludzi żyje samotnie i jakoś na smutnych nie wyglądają ,a za twoje życie odpowiadasz tylko ty ,nikt na górze ,ani na dole.Pozdrawiam.

    Lubię to

  25. Każda linijka tego tekstu jakby z mojej głowy wyszła. Chwilowo panikę mam za sobą i próbuję oswajać się z myślą, że jest taka możliwość, że nigdy się nie uda… i zastanawiam się czy w takim wypadku uda mi się znaleźć jakiś inny sens czy po prostu zawsze będę nieszczęśliwa.

    Lubię to

    1. Może trzeba zacząć szukać szczęścia w tym co teraz a nie martwić o to co będzie jutro? Zobaczymy jak to z nami będzie, ale wiem,że mamy jeszcze czas na to by spełniać swoje marzenia i wierzę po cichu,że się nam uda:)

      Lubię to

  26. Teresa pisze:

    Tak mi się Twoja opowieść kojarzy z koleżanką…
    Dziewczyna mądra, ładna, ogarnięta. Bardzo chciała mieć dzieci, męża. Ale jakoś kandydaci nieodpowiedni. Zsczęła szukać na siłę, na już. Znalazła. Po 2 mies od poznania się zaszła w ciążę, bo przecież to wielka miłość, nie ma co czekać, bo będzie stara (w sumie twierdzi, że już jest – ma 29 lat). Przed wszystkimi udaje że jest idealnie, ale na 100 km widać że tak nie jest. On nie pracuje, nie zamierza, wiecznie kręci i się miga. Obiecuje coś, nie dotrzyma. Wieczorem musi mieć piwo w lodówce. Musi.
    Wiem, że ona będzie go wiecznie tłumaczyć, utrzymywać, pracować na 2 etatach byle się wszystko toczyło. I byle nie być sama. Bo to najgorsze co się może przydarzyć kobiecie….

    Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s