Slow.

Nigdy nie byłam niewolnicą mody. Nie wiem co jest modne w danym sezonie, nie wyrzucam całej garderoby tylko dlatego,że ktoś stwierdził iż w tym sezonie brązy nie są modne. Nie ruszam ochoczo na wyprzedaże, nie tracę głowy na zakupach i nie wydaję setek złotych na ciuchy. Nowa para spodni nie poprawia mi humoru. Kupowałam kiedy musiałam,brałam pierwszą lepszą rzecz z brzegu. Dużo ubrań dostawałam w prezentach. Nietrafionych, których nie chciało mi się odesłać czy wymienić. Mimo to mam szafę pełną ubrań, a i tak co rano staję przed dylematem-co mam na siebie włożyć? Zazwyczaj wybieram to samo. Jeżeli coś pokocham,noszę aż samo ze mnie zejdzie. Zeszłą zimę przechodziłam niemal w jednym swetrze. Bo ciepły, pasował do wszystkiego, sprawiał,że czułam się w nim świetnie. Kiedy zdarzy mi się jakieś wyjście mimo nadmiaru sukienek, których nigdy nie założyłam zawsze wybieram tę samą, którą każdy zna. Bo ją uwielbiam, bo nie krępuje ruchów, bo czuję się w niej i wyglądam naprawdę ok. Myślałam,że mam więc zdrowe podejście do zakupów, mam swoje ulubione rzeczy, od czasu do czasu robię zakupy, nie wydaję na zakupach majątku a mam pełną szafę.

Kiedy przypadkiem trafiłam na książkę Slow Fashion Joanny Glogazy pomyślałam-to nie dla mnie, ja nie mam żadnego problemu ze swoją szafą. Jaka modowa rewolucja? To pewnie poradnik dla modowych blogerek, żeby przyciągnąć jeszcze więcej fanek. Ale skoro już miałam tę książkę w rękach przeczytałam ją. I cóż okazało się,że zaczynam rewolucję. Prawdziwe rewolucje Magdy G., tyle,że nie kuchenne a szafowe. Wszystko co w swojej książce zamieściła Joanna przemówiło do mnie, pokazało moje wady, ale i pokazało jak uporządkować swoją szafę i wejść do świata slow fashion. Czyli mieć małą szafę, a zawsze wyglądać świetnie.

Podczas czytania przypomniałam sobie jak kiedyś uważałam,że każda urzędniczka(to było podczas mojego półrocznego urzędowego stażu) powinna chodzić w białej koszuli. Kupiłam sobie więc 4 białe koszule w różnym stylu. Wyobrażałam sobie wersje eleganckie, i te codzienne  do jeansów, do tego sznur sztucznych pereł, czerwona szminka i miałam wyglądać jak Paryżanka. Problem w tym,że ja nie znoszę białych koszul. Nie lubię białego koloru, który bezlitośnie podkreśla moją bladość. Jako,że jestem wyjątkowo plamotwórcza białe koszule mnie krępują, ograniczają, to nie mój świat. Po cóż mi więc cztery białe koszule, skoro kiedy mam ochotę na koszulę wybieram tę dżinsową? No cóż, okazało się,że mam więcej odzieży w stylu białej koszuli, której nie noszę,a  żal mi wyrzucić. Bo za 10 lat może dojrzeję by je włożyć? Może nadarzy się okazja? Może strzeli we mnie piorun i zmieni mi się styl?

Nie, byłam bezwzględna. Wyrzuciłam koszule, wyrzuciłam trzy pary kompletnie niedopasowanych jeansów, które mnie krępowały swoją chęcią ewakuacji z mojego tyłka zawsze w nieodpowiednim miejscu i czasie. Wyrzuciłam bluzeczki do pracy, których nigdy do pracy nie zakładałam bo były zupełnie nie w moim stylu, ale za to tanie. Wyrzuciłam 3 sukienki, które nie są dla mnie. Wszystko zapakowałam w worku, opisałam i postawiłam koło śmietnika. Owszem, kiedy je odnosiłam miałam chęć powrotu do domu. Kiedy zamknęłam wrota śmietnika chciałam wrócić do moje ubrania i przeprosić za eksmisję. Zostawiłam sobie sweterek studencki mojej mamy i koszulkę muzyczną z mojego pierwszego samodzielnego koncertu. Reszta poszła na śmieci. Moja szafa zmieniła się, a raczej skurczyła o ponad połowę. Ale w końcu jest przejrzysta i ułożona.

Joanna przekonała mnie też,że kupuje się nie to co na co aktualnie jest promocja(czyli ta różowa bluzka,a  ja nie znoszę różu), ani to co podoba mi się w danej chwili(ta sukienka z dekoltem na plecach), ale to czego naprawdę potrzebuję i to co pasuje do mojego stylu życia. Do mojej pracy nie potrzebuję eleganckich koszul,żakiecików i spódniczek za kolano. Przyda się za to ciepły sweter, wygodne jeansy i buty, w których miło się chodzi. Okazji wyjściowych mam tak mało,że nie potrzebuję 6 sukienek weselnych. Powinnam inwestować w co innego. I robić przemyślane zakupy, choćby z początku miały mnie maksymalnie zmęczyć.

Zrobiłam listę tego co muszę dokupić. Zamiast 3 par kompletnie niedopasowanych i byle jakich jeansów kupiłam wczoraj porządne i idealne jeansy z Zary. Owszem trochę było mi szkoda wydać na raz taką sumę, w końcu zawsze kupowałam jeansy na ryneczku. Ale policzyłam sobie, że te 3 pary wyrzuconych spodni, kupionych w ciągu roku równa się jedna porządna para. Kupiłam sobie wiosenno-jesienny płaszczyk, w końcu taki jaki chciałam. Owszem zakupy zajęły mi trzy dni, owszem bardzo mnie to denerwowało. Ale pierwszy raz przy wyborze płaszcza wzięłam pod uwagę modele butów i torebek, tak aby wybrać coś co naprawdę będę nosić, a nie coś co schowam na dno szafy. Mój płaszczyk kupiłam w promocyjnej cenie w H&M, był nawet tańszy niż jeansy, więc jednak warto było szukać, obserwować i stracić na trzy dni na zakupy a nie wziąć byle co, co tylko wpadło mi w oko, byle mieć za sobą zakupy.  Teraz intensywnie szukam kolejnego ciepłego zimowego swetra, w którym nie zmarznę w pracy,a  mile się otulę.

Książka Slow Fasbion, Kupuj mniej, wyglądaj lepiej, przekonała mnie,że nie liczy się ilość a jakość. Że kupowanie z zamkniętymi oczami byle było po zakupach nie ma sensu, że oczyszczenie swojej szafie jest wspaniałym początkiem jesiennych zmian.

Ścieżka dźwiękowa-Aerosmith-Janie’s got a gun

Advertisements

48 uwag do wpisu “Slow.

  1. angel pisze:

    No popatrz… Ja też muszę zrobić remanent swojej szafy. Ale muszę poczekać, aż urodzę bo teraz nie warto nic kupować bo i tak nie przymierzę 😛
    I też będę tak bezwzględna jak Ty, inaczej się nie da 😉

    Polubione przez 1 osoba

    1. Ja lubię wyglądać stosownie do okazji, i dobrze się czuć. Nie gonię za tym co modne, raczej jestem wierna klasycznym rozwiązaniom. Tyle,że kupowałam rzeczy, które zupełnie do mnie nie pasują i leżały w szafie w ogóle nie noszone. Teraz będę mądrzejsza:) Choć fakt, trochę to kosztuje i czasu i nerwów:)

      Polubione przez 1 osoba

      1. wiadomo że okazja na jaką coś zakładam ma znaczenie ale lubie taki elegancki modny troche ponadczasowy styl żeby zawsze pasował… a ja znów czasem sie gubie i boje że ciuchy mnie postarzają… taka rewolucja jest baardzo potrzebna:) nawetu nie chodzi o wygląd ale zmiane myślenia o sobie:)

        Lubię to

  2. T. pisze:

    Na modzie się nie znam chodzę w ubraniach tak długo aż trzeba je wymienić. Nie stać mnie na koszule która widziałam w „promocji” za jedyne 89 zł dla mnie nawet slow moda jest ponad moje zarobki

    Polubione przez 1 osoba

    1. Ja też tak chodzę, jak coś mi się spodoba to noszę aż ze mnie zejdzie i wyrzucę ze smutkiem. Dlatego wolę kupić jedną rzecz, ale nie z marketu, taką która mi się podoba i będę ją nosić cały rok bez śladów zużycia. Bo mi właśnie szkoda pieniędzy.

      Polubione przez 1 osoba

  3. Hmm kurne no ja też mam troche takich ciuchów co ich nie nosze bo sa nie w moim stylu, z tym, że u mnie problem jest inny, bo moja waga lubi sie wahać na przęłomie lat, wiec z reguły polowa szafy jest na mnei za duzo albo juz za mała ;/ jeansów w ogóle nie lbuei bo sa za sztywne, choc moze to by sie zmieniło jakbym raz kupiła porzadne jeansy a nei te z ryneczku, jak sama mówisz. Az mnei zachęciłaś do spojrzeni na tę ksiązkę i tez powinnam chyba remament w szafie zrobić lekki (choć ne dawno robiłam i sie wtedy jarałam ,ze n karitas czy cos te cicuhy idą)

    Polubione przez 1 osoba

    1. Polecam Ci tę książkę, z nią łatwo zrobić kompletny porządek w szafie i od razu przyjemniej się żyje. Ja tam modą nie żyję, ale cóż, jestem oszczędna, To znaczy myślałam,że byłam, a okazało się,że mnóstwo pieniędzy marnowałam na byle co, a to potem leżało bez życia w szafie….

      Lubię to

  4. sanglant pisze:

    Mnie by się przydały bezwzględne porządki w szafie, może się w końcu uda. Teraz brat pozabierał większość swoich rzeczy, więc moje zajęły ich miejsce… :/ Ale i tak jest postęp.
    Myślę, że nie mam specjalnego problemu z kupowaniem, raczej z pozbywaniem się tego, czego już nie założę. Kiedyś było więcej nietrafionych zakupów, część rzeczy już się zużyła, a część podobała mi się i była noszona kiedyś, więc mam sentyment, ale obecnie już średnio się nadadzą. Podczas zakupów też jestem niezdecydowana, ale dla odmiany nie biorę pierwszego z brzegu, tylko dłuuuuugo myślę. 😉 Trudniej jest z płaszczami/kurtkami albo spodniami, bo ciężko mi znaleźć właściwy rozmiar, czasami szłam na kompromis i to zawsze był błąd.
    Moda w pewien sposób reguluje upodobania, ale zawsze rozważałam, czy ta rzecz nie będzie dziwnie wyglądać za rok czy dwa, no i do wielu się nie dałam przekonać, a niektóre trendy podobają mi się na innych, ale ja w nich źle wyglądam. Ale np. rozkloszowane spódnice uwielbiam, więc korzystałam z tego, że jest ich pełno. 🙂

    Lubię to

    1. A wiesz,że ja też mam problem z pozbywaniem się ubrań, czuję się tak jakbym wyrzucała pieniądze na śmietnik. Nawet jak coś ma dziurę to żałuję i myślę jakby to schować w szafie. A potem miałam problem bo okazywało się,że do noszenia mam zdatne tylko jedne spodnie, a niby w szafie jest 5 par.
      Ja jestem tak niezdecydowana, że brałam co pierwsze wpadło mi w ręce, bo wiedziałam jak zacznę oglądać więcej niż dwie rzeczy to przepadnę i nigdy niczego sobie nie kupię. I to był wielki błąd, bo niby coś kupiłam, ale nie nosiłam i znów musiałam coś kupić i takie błędne koło…
      Mi się podoba styl klasyczny. Ale fakt, są rzeczy, które lubię na innych, nie na sobie, na sobie widzę jedynie klasykę. Jakoś nie lubię się wyróżniać 🙂

      Polubione przez 1 osoba

      1. Ja mam w szafie kilka par dżinsów, które są już przetarte w kroku, ale były tak wspaniałe, że „na pewno to załatam i będę nosić”. I jedne bardzo obcisłe, w które się w pewnym momencie przestałam mieścić, potem schudłam, ale bałam się sprawdzić, a w końcu założyłam i stwierdziłam, że są niezbyt wygodne, ale tych to nie wyrzucę, może się do nich przekonam.
        Zawsze i tak wyróżniałam się przez wzrost i włosy (miałam loki, one mi się wydają bardziej widoczne niż proste włosy) i nigdy tego nie lubiłam, ale ostatnio bardziej jestem w stanie założyć coś rzucającego się w oczy – tylko nie wydziwianego, też raczej klasycznie. Chociaż z wieloma sukienkami miewam problem, podobają mi się, ale czuję się „zbyt ładnie” ubrana, w spódnicach już co innego.
        Zaczęłam szukać w google tej książki i znalazłam bloga autorki – nawet już kiedyś na niego trafiłam (na artykuł o pakowaniu – on akurat u mnie w obecnej sytuacji sprawdził się tylko częściowo) i mnie zainteresował, też jest tam parę rad do przemyślenia. 🙂

        Lubię to

      2. Teraz też czytam blog autorki książki i uważam,że pisze bardzo mądrze i warto jej rady wprowadzić w życie:)
        Ja mam rozmiar dziecięcy, i ciężko mi znaleźć spodnie „dorosłe”, które pasują. Zawsze są za duże, to znaczy tam gdzie kupowałam zawsze były za duże. Ale myślałam, a co tam, to tylko spodnie. Potem nie dało się ich nosić, i po miesiącu biegłam po kolejną parę. Wydawałam więcej pieniędzy, ale szkoda było mi wyrzucać coś prawie nowego. Musiałam stoczyć z sobą wielką walkę by te wory z ciuchami zostawić na śmietniku 🙂
        Ja w sumie nie mam rzucających się w oczy ciuchów, poza jedną cekinową bluzeczką. Tak to wszystko ma klasyczne kroje, kolory w barwach ziemi. Makijaż tak samo, bardzo klasyczny, fryzura bez udziwnień. Mam dużą potrzebę wtopienia się w tłum swoim strojem:) W sukienkach mam tak samo, podobają mi się, a jak już jakąś założę, myślę-wygląda za ładnie, to nie pasuje do mnie i wybieram coś opatrzonego…

        Polubione przez 1 osoba

  5. Brawo za zmiany! A książka zdecydowanie dla mnie (u mnie jest, co czyścić 😉 a raczej z czego szafę czyścić).
    A białego tez nie cierpię, chronicznie, tak jak Ty. A do pracy muszę. Nawet nie wiesz, jak mnie to ogranicza. Jest to nawet jeden z argumentów za zmianą pracy.

    Lubię to

    1. Biały do mnie nie pasuje, oj nie. Współczuję konieczności noszenia białej bluzki…
      A książkę bardzo polecam, świetnie napisana, od razu chce się robić rewolucje w szafie i w głowie:)

      Lubię to

    1. Ja mam ten problem,że z moim rozmiarem nie mam komu dać moich rzeczy, za małe na każdego. A szkoda było mi wyrzucać, więc ładnie popakowałam, opisałam co w środku i może ktoś coś weźmie…

      Lubię to

  6. Zawartość mojej szafy mnie przeraża. Kiedyś kumpel nazwał mnie ‚ryczącą czterdziestką’, a miałam 6 lat mniej niż teraz – zranił tym moje małe, biedne serduszko 😀

    Ale nic nie poradzę na to, że mnie jest wiecznie we wszystkim za ciepło. Że muszę mieć możliwość szybkiego pozbycia się ubrań wierzchnich, bo inaczej zemdleję i tak dalej… Kocham różnego rodzaju szaliki i szale. Mam ich kilka, podziwiam kolor, jakość itp. ale cóż z tego skoro nie mogę ich nosić, bo mając coś w koło szyi jest mi niewygodnie i za ciepło nawet w środku zimy? Nie mogę ich jednak wyrzucić – kocham je 😀

    Lubię to

    1. Ja tak mam z dwoma rzeczami. Nie wyrzucę ich, ale i nigdy nie założę. Ale je kocham. Na szczęście propagatorka rewolucji dopuszcza co nie co na pamiątkę, więc zostawiłam sobie:)
      Ja w sumie chcę zbudować szafę na ryczącą 40, może wtedy się wyrówna i będę wyglądać na swój wiek?:)

      Lubię to

  7. mam podobnie, też jak coś mi spasuje to chodzę w jednym. ulubione jeansy zmieniałam na inne tylko, kiedy nie zdążyły wyschnąć po praniu. aż się wytarły doszczętnie i nie mogę znaleźć takich samych 😦
    koszule uwielbiam, ale czarne, albo w kratę. i też mam jedną, bo inne mi się nie podobają. gdybym przeczytała tę książkę, to pewnie nic by mi w szafie nie zostało:D

    Lubię to

    1. To może lepiej nie czytaj 😉 Ja raz rok szukałam dokładnie takiej samej zimowej kurtki, niestety nie znalazłam, i będę musiała kupić teraz nową. Jak coś mi się podoba to kocham to aż do dziurawości:)

      Lubię to

  8. Właśnie zamierzałam dzisiaj zrobić porządki w szafie i czuję, że uzbiera się kolejny worek z niechcianymi ciuchami. I – dokładnie – albo nietrafione prezenty, albo jakieś ciuchy kupione „na siłę”, żeby wyglądać.

    Lubię to

  9. Boshe, jakiś czas temu nie mogłam przeżyć, że kupiłam sobie spodnie z gatunku tych droższych-droższych, choć w sumie od zawsze ubierałam się w sieciówkach. Wiem jednak, że będę je prała, chodziła w nich non stop i nie stracą na gatunku!

    A inną sprawą jest to, że nie podoba mi się to, co jest w tej chwili modne. Jak coś fajnego w jakiejś sieciówce wpadnie mi w łapki – czemu nie, ale nic na siłę 🙂

    Lubię to

    1. Każdy powinien nosić to w czym czuje się najlepiej 🙂 Ja najlepiej czuję się w kolorach ziemi i żadne tam mody na neony mi nie pasują 🙂
      A doceniam zakupy droższe. W lipcu kupiłam torebkę, i cóż, wczoraj mi pękła. Muszę kupić 3 w tym roku. Ale ta będzie droższa, trudno, mam nadzieję,że jednak wytrwa ze mną dłuższy czas:)

      Lubię to

  10. U mnei z modą też ciężko 😉 Ale ostatnio zrobilam porzadek w szafie i wywalilam torbe ciuchow. Trzymam sie zasady tego co przez rok nei zalozylam to jzu nei zaloze ;p Nie tyczy sie sukienek 😉 Bo tych weselnych mam pelno i wisza w szafie i czekaja na swoj czas 😉

    Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s