Weekend

Za nami długi weekend, długi nie, świąteczny, zdecydowanie tak. Cóż można robić mając całe dwa wolne dni? Można pójść po najmniejszej linii oporu czyli rozłożyć koc na plaży i cieszyć się upałem. Nie,to byłoby za proste. Kiedy pół kraju zmierzało w moje rejony, ja pakowałam jak wariatka w 3 minuty torbę i ruszałam w odwrotną stronę, kierunek Warszawa. Dzięki dobrodziejstwu autostrady podróż trwała nieco ponad 3 godziny. To zachwycające, kilometr od domu wjeżdżam na autostradę, i z prędkością zbliżoną do Pendolino jestem w stolicy. Oczywiście pierwszą rzeczą jaka mnie uderzyła był ogromny upał, nie wiem czemu, ale jak zawsze jak przyjeżdżam do Stolicy atmosfera robi się nad wyraz gorąca. Wiem,że moja nowa fryzura i kuse stroje zrobiły różnicę, ale że aż tak? Czułam w cieniu 40 stopni. Ale nic to, nie czas marzyć o morskiej bryzie, czas iść na paradę, wojskową. Dość szybko miałam zresztą jej dość, upał, niesamowity ścisk i jeszcze większy gorąc spowodowany wojskowym sprzętem. Na szczęście całość szybko się skończyła, mogłam więc ruszyć ku Łazienkom gdzie czekała niezastąpiona Eliza. Ha, widzę park, dzieli nas ulica, tyle,że przez ową paradę przejść na drugą stronę nie mogę. Czekam więc pół godziny aż wojsko pozwoli mi przejść, uff pozwoliło. Łazienki dawały przyjemny chłód, chłód? Nie, lekki cień,ale za to jakie widoki. Jak zwykle z moją koleżanką świetnie się rozmawia, dzielnie towarzyszy mi podczas spaceru, i cierpliwie znosi robienie 8 zdjęć żółwiowi, który zabłądził i pływał pod Pałacem. Nawet nie wiem kiedy mijają 3 godziny, głód robi się coraz większy, czas dojechać do hotelu i zmienić odzież. Ale najpierw trzeba znaleźć samochód, a raczej przystanek skąd autobus dowiezie nas pod Pałac Kultury do auta. Po jakichś 20 minutach spaceru mamy autobus, po kolejnych 20 minutach jesteśmy w aucie, a po 10 minutach w chłodnym hotelu. Kiedy padłam na łóżko nie chciałam wstać, ale w sumie wizja obiadu wygrała, znów pod Pałac, i na Stare Miasto. Wieczorny spacer okazał się wyjątkowo przyjemny, może poza cyrkiem pod pałacem. Wrócił Krzyż, wróciły modlitwy, w sumie to już nie wiem o co? W każdym razie nasz spacer trwał 4 godziny, jako,że moje nogi wyglądały jak po spotkaniu z piłą mechaniczną, teksańską piłą,  wymusiłam jazdę autobusem i przeżyłam wielki szok, poczułam się jak człowiek z prowincji. Otóż bilety kupiłam w autobusie płacąc kartą. Ot, technika. W hotelu założyłam sobie 12 szwów, pardon plastrów na stopy. Do tego jeden na palec u ręki. Wyglądałam jak Gołota po nieudanej walce.

O 4 rano obudziła mnie burza, byłam lekko przestraszona, a jak przyniesie to ochłodzenie? Nie mam nic ciepłego? Nie mogłam więc spać analizując będzie chłodno czy też nie? Nie było, od 8 rano uderzył w nas ukrop. Szybkie pakowanie i na Marszałkowską, gdzie w barze mlecznym zjadłam najlepszą jajecznicę w życiu. Do tego kubek kakao i można zacząć dzień. Jako, że modni z nas ludzie, ruszyliśmy powolnym spacerem na Plac Zbawiciela odnotowując ostatnie chwile słynnej Tęczy. Zupełnie nie wiem jak może komuś przeszkadzać, moim zdaniem jest śliczna. Zrobiło się niezwykle gorąco, wzorem więc wszystkim hipsterów usiedliśmy w jednym z ogródków kawiarnianych by uzupełnić płyny. Malinowa lemionada okazała się strzałem w dziesiątkę. Potem kościół, jako,że dzień święty należy święcić i kolejny kawiarniany ogródek, tym razem lodowy. Solony karmel to coś co lubię. Spacerem do auta, następny przystanek Muzeum Powstania. W niedzielę wstęp bezpłatny, była to miła niespodzianka, niemiłą było godzinne oczekiwanie w palącym słońcu na wejście. Zaoszczędzone na biletach pieniądze wydaliśmy na orzeźwiające napoje, które uratowały nam życie. Sama wystawa robi wielkie wrażenie, nie sposób się nie wzruszyć. Ciemność, odgłosy bombardowań, protokoły z ekshumacji, oryginalne listy pisane przez małych powstańców do rodziców,zbieranie kartek z kalendarza z każdego dnia Powstania, w końcu słynny kanał…. Niestety nikt nie pomyślał nad poprawnym oznaczeniem kierunku zwiedzania, i w ogóle któż to widział by zacząć od parteru by następne dni odnaleźć na piętrze drugim, kolejne znów na parterze, potem  znów należy maszerować na piętro, a słynny kanał ukryto za napisem Toaleta. Cóż, zwiedzanie tylko dla osób o dużej cierpliwości. Niepostrzeżenie zrobiła się 17, szybko ruszamy na obiad do centrum i czas do domu.

Nigdy nie lubiłam nadmiernie Warszawy, przytłaczała mnie jej wielkość, masa ludzi, tłum i gwar. Tym razem czułam się inaczej. Szczerze ją polubiłam, i szalenie żałowałam kiedy mijałam rogatki miasta i znów sunęłam autostradą do domu….

A teraz zdjęcia:

photomania-83316b2abf860f420f8dfd2469fb1238
Ja i Człowiek Pracy
photomania-d7fb1a1001b2c638a2b4f1048fe198f8
Ja i lemoniada na Placu Zbawiciela
photomania-ed79984f64dd73ecc0b56061baeeab82
Ja i Pałac na Wodzie
photomania-0708fcd54e1e83f95681a4f19c208dc9
Widzicie Orzełka?
photomania-19099dbc1fc1a114a23e06b63dd384a6
Poranna Jajecznica w prawdziwym barze mlecznym
photomania-7611218a6030949b04e8a60b5d11a0fc
Pałac Kultury
photomania-66a19786ed6327b472ab89f9a3960220
Pałac na Wodzie
photomania-84e12b819944d24d1d0876c96c44ae78
No właśnie, co za nazwa?
photomania-3e31b9395aeb6d9882ffa5f3d8309794
Słynna Tęcza
photomania-9c2643869a709e8ed02de8f27b5103fb
Wojskowa Parada
photomania-4decff73f6526968ea695df7bfee7672
Pałac z innej strony
photomania-13d246284d293b9f0ff3414b4696e23a
Wiewióreczka
photomania-376a159a263b41a3da23eadc9f9290d3
Muzeum Powstania
photomania-f9e992db4418a00f9860d9e07c819c17
Muzeum Powstania
photomania-97aa206cc3fcba58ad1d82bd2cf7f900
Muzeum Powstania
photomania-79dfdeef8ffe2a8c58c69aced08cd77f
Muzeum Powstania

Ścieżka dźwiękowa- Archive-Fuck U

Advertisements

38 uwag do wpisu “Weekend

      1. kiedyś pamiętam do dziadków jeździliśmy na warszawki Służewiec to była wyprawa stulecia:D teraz już nie mamy takich wypraw bo dziadkowie starsi i nie mają głowy do odwiedzin..

        Lubię to

      2. U mnie kiedyś to były wyprawy-starą drogą 6 godzin autem, a 8 pociągiem przez remonty, a teraz ledwie 3 i na miejscu 🙂 Moi dziadkowie szybko opuścili Warszawę., po studiach dziadek dostał tu pracę i cóż, wyjechali…

        Lubię to

      1. Moi dawno, dawno wyjechali i już nie wrócili w swoje strony, zostali tu na zawsze. A pociągiem kocham podróżować:) Jak raz stałam godzinę przez wypadek byłam zachwycona:) Dziwak ze mnie:)

        Lubię to

  1. angel pisze:

    Warszawa… byłam tam kilka razy. I zakochałam się jedynie w Łazienkach 😀 Ale to było dobre kilka lat temu. Mogło się coś zmienić 🙂 Ale Twoje zdjęcia mnie zachęcają by tam wrócić 🙂 Tęcza moim zdaniem ładna ozdoba… Fajna wyprawa, fajna wycieczka 🙂

    Lubię to

    1. Dla mnie to był kosmos, bo jak to? U mnie jak dasz 5 zł kierowcy za bilet kosztujący 3,4 to ciebie wyśmieje i biletu nie sprzeda bo nie odliczone. A tam biletomaty w autobusie i jak nie masz drobnych nie ma sprawy, płacisz kartą 🙂

      Lubię to

  2. Warszawa da się lubić 🙂 No może niekoniecznie przy 40 stopniowym upale i w korku 😉 Fajnie że Ci się tak weekend udał 🙂
    No i tak czytam i nie wiem czy dobrze rozumiem – już śmigasz sama autem? 🙂

    Lubię to

    1. nie, nie, ja siedziałam jedynie obok kierowcy 😉 Nawet gdybym mogła to nie odważyłabym się przejechać przez Warszawę, zgubiłabym się po sekundzie:) Zawsze jak jestem są te upały, więc cóż, czas je polubić:)

      Lubię to

  3. Nawet nie wiesz jak zazdroszczę wypadu do Warszawy. Nie chciałabym w niej mieszkać gdyż kojarzy mi się z korkami i dużą ilością ludzi jednak miejsce ma dla mnie niezwykły klimat historyczny. Bardzo dużo tablic czy pomników upamiętniających bohaterów tudzież ofiary II wojny światowej i jakoś tak patriotycznie się tam czuję. Byłam tam w 2007 roku oraz z mężem w 2009 chyba i także odwiedziłam Muzeum Powstania Warszawskiego oraz Łazienki. Nie zapomniałam także o Powązkach, murach getta i z przyjemności zoo oraz wjeździe na Pałac Kultury. Odnośnie muzeum: podobało mi się aczkolwiek wcześniej nasluchałam się tak pozytywnych opinii, że oczekiwałam cudów, a jednak pomimo całej swej atrakcyjności muzeum spodziewanym cudem nie jest. Na pewno warto odwiedzić, ale trzeba zaznaczyć, że bywają ciekawsze muzea. Co tu dużo pisać: następnym razem przykoleguję się do Ciebie;-)

    Lubię to

    1. Wiesz,że mam podobne odczucia do co muzeum. Tyle zachwytów, takie kolejki, weszłam i owszem, wzrusza, ale mam wrażenie,że jest wiele ciekawszych muzeów, i co najważniejsze rozsądniej rozwiązanych w kwestii organizacji zwiedzania. Tutaj można się zgubić. I lekko rozczarować jednak po godzinie oczekiwania na wejście. Klimat Warszawa ma cudowny. Nie mogłabym jak moi dziadkowie żyć w Warszawie, nie, chyba,że mieszkałabym np na Saskiej Kępie i co centrum jeździła raz do roku 😉 Ale na taki weekendowy wyjazd uważam,że to świetne miejsce. Masa uroczych knajpek, piękne uliczki, pełno historii i takie poczucie,że można się zgubić w tłumie. Ale to miłe na chwilę, na co dzień wolę mniejsze miejscowości:)

      Lubię to

  4. sanglant pisze:

    Byłam w Warszawie raz i miałam mniej więcej takie wrażenia, jak Twoje kiedyś: za głośno i za duży ruch. Ale byłam w konkretnej sprawie i na spacer przeszłam się dlatego, że miałam dużo czasu przed powrotnym pociągiem. Niestety tęcza była w przeciwnym kierunku do starówki i nie dałam rady tam dotrzeć. Starówka mi się podobała (lubię starówki, a tam czuć powiew historii) i jeden park po drodze mi się podobał. Kiedy się na luzie zwiedza i chodzi po kawiarniach, na pewno jest przyjemniej 🙂

    Lubię to

    1. Wiesz wcześniej zawsze byłam przejazdem, to znaczy jechałam do rodziny, obowiązkowo spacer po Starówce i tyle. A teraz jakoś tak zwiedziłam co innego, spędziłam tam więcej czasu i tak mi się spodobało,że mogłabym dziś znów jechać na weekend jakiś 🙂 Tęcza od Starówki jest pieszo oddalona o coś w okolicy 45 minut, raczej dłuższy spacer… A szkoda, bo w sumie tamta część Centrum bardziej mi się podoba-i nie ma tłumów:)

      Lubię to

  5. Ja szykuję się na wyjazd do Warszawy we wrześniu, mam nadzieję, że wypali, więc na razie o tym ciiicho ;D
    A mój świąteczny weekend spędziłam na sobotnim wracaniu do domu z wakacji i na niedzielnym dochodzeniu do siebie po tej jakże gorącej podroży ;D

    Lubię to

  6. Byłam w Warszawie tylko przejazdem, gdy jechałam na przysięgę brata do Giżycka. Mam nadzieję, że odwiedzę kiedyś stolicę i przekonam się, jaka jest naprawdę. Zdjęcia fajne, nawet słynna Tęcza się pojawiła :).

    Lubię to

  7. heke1809 pisze:

    Zawsze lubiłam Warszawę, pomimo wszędzie obecnego tłumu. Jajecznica była z solą i pieprzem? 🙂 Prawdziwy bar mleczny – to jest coś 🙂

    A gdzie zdjęcia żółwika? 🙂

    Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s